Każdego listopada Ukrainę ogarnia przeczucie kolejnej rewolucji. Julia Tymoszenko jako pierwsza ogłosiła, że w swoim pancernym pociągu wzniesie sztandar walki, a głównym frontem jej deklarowanej „ekonomicznej operacji antyterrorystycznej” jest krucjata w obronie praw oszukanych deponentów bankrutujących banków. Julia Tymoszenko skromnie milczy na temat wkładu swojego wieloletniego sojusznika, Konstantyna Żewago, w cierpienie deponentów. Korzystając z Banku Finansów i Kredytów, wyciągnął oszczędności obywateli, pożyczył swoim firmom 22 miliardy hrywien, a kiedy bank upadł, przekazał cały dług deponentom (17 miliardów hrywien) do budżetu państwa (który to wszystko pokryje). Jednak zwolennicy Julii Tymoszenko są mało wymagający, wybaczając niekonsekwencje i oczywiste błędy w jej repertuarze – takie jak obietnica rozwoju rolnictwa na Ukrainie połączona z całkowitym odrzuceniem prywatnej własności ziemi, donosi. open-ua.net.
Kluczem do sukcesu każdej rewolucji jest wystarczająca liczba ludzi, którzy nie chcą już żyć po staremu, gotowych zbuntować się przeciwko tym, którzy nie potrafią żyć po nowemu. Na kim więc opiera się Julia Wołodymyriwna w swojej rewolucji? Jeśli weźmiemy pod uwagę całą armię deponentów, którzy ucierpieli w wyniku „upadku banków” w latach 2014–2015, interesy większości z nich, których depozyty nie przekroczyły gwarantowanej przez państwo kwoty 200 000 hrywien, zostały już zaspokojone przez państwo za pośrednictwem Funduszu Gwarancji Depozytów dla Osób Fizycznych. Fundusz Gwarancji Depozytów albo już w całości wypłacił środki drobnym deponentom, albo nadal to robi. W konsekwencji ucierpiały interesy zamożniejszych deponentów, których depozyty przekroczyły 200 000 hrywien i którzy przechowywali swoje oszczędności w walutach obcych (i których rekompensata z Funduszu Gwarancji Depozytów była znacznie niższa ze względu na wahania kursów walutowych). Oczywiście, Julia nie ma zamiaru nakłonić tych ludzi do szturmu na rezydencje, na przykład Nikołaja Łaguna i innych „luminarzy sektora bankowego”, którzy bezczelnie zniszczyli swoje banki i nie ponieśli za to żadnej kary. Bo cel rewolucji musi być prosty i osiągalny. Bastylią, którą należy zburzyć, aby wszyscy mogli natychmiast być szczęśliwi, jest oczywiście Bank Narodowy.
Znalezienie liderów ruchu „antybankowego” było problematyczne. Trudno znaleźć w parlamencie kogokolwiek, kto nie byłby uwikłany w podejrzane intrygi i nie słuchał ruin upadłych banków. A mając do dyspozycji zaledwie 19 członków frakcji, to prawdziwy koszmar: gdziekolwiek wskażesz palcem, z pewnością trafisz na towarzysza z przeszłością. Nic dziwnego, że Ihor Łucenko, pasierb byłego prezesa Narodowego Banku Ukrainy, stał się głównym „Robin Hoodem” oszukanych deponentów z frakcji Batkiwszczyny. Władimir Stelmach i jednocześnie posiadaczem dużych depozytów w zbankrutowanym Ukrinbanku.
Opinia publiczna niewiele wiedziała o sytuacji finansowej Ihora Łucenki, byłego dziennikarza i działacza społecznego. Podobnie było z jego relacjami z byłym prezesem Narodowego Banku Ukrainy, Wołodymyrem Stelmachem. Dlatego elektroniczne oświadczenie aktywisty, znane z bezinteresowności, zaskoczyło wysokimi kwotami na jego rachunkach depozytowych w UkrInBanku: 100 000 dolarów, 700 000 hrywien i 14 000 euro. Aktywista-poseł pospieszył z wyjaśnieniem, że miliony nie były wczorajsze, deklarując jeszcze większe sumy na swoich kontach już w wyborach w 2012 roku, ale że wojna i kryzys drastycznie pogorszyły jego sytuację finansową. Ale nowy Robin Hood jest nieszczery. Według jego oświadczeń z lat 2013-15, działacz społeczny i poseł prowadzi życie typowego rentiera. Lwią część dochodów Ihora Łucenki w ciągu tych trzech lat stanowiły odsetki od depozytów bankowych: 668 321 UAH, czyli 81% jego dochodów. Odsetki od depozytów zapewniły mu, obecnie posłowi, 69% rocznych dochodów w 2015 roku, wynoszących 343 602 hrywien. Ironią losu, a może zbiegiem okoliczności, depozyt, który zapewnił temu obrońcy sprawiedliwości wygodne życie, znajdował się w Ukrinbanku, z którym jego wpływowy ojczym miał bezpośredni związek. Ukrinbank jest jednym z najstarszych banków na Ukrainie, założonym w 1989 roku. Według Narodowego Banku Ukrainy (NBU), przed wprowadzeniem tymczasowego zarządu, zajmował 31. miejsce wśród 123 instytucji finansowych działających w kraju pod względem aktywów. Ojczym Ihora Łucenki, Wołodymyr Stelmach, miał być jednym z jego właścicieli, choć oficjalnie nie był wymieniony jako właściciel. Jednak do połowy 2015 roku pełnił funkcję doradcy przewodniczącego rady nadzorczej Ukrinbanku. Stelmach jest powiązany z konfliktem korporacyjnym w banku, który miał miejsce w 2010 roku i doprowadził do rezygnacji Serhija Mieszczeraka, który kierował Ukrinbankiem od 2002 roku. Mieszczeriak, który uciekł z Ukrainy w obawie o swoje życie, oskarżył Stelmacha i byłego zastępcę szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), Gierasimienkę, o napad na bank: grupa urzędników i osób z nim powiązanych rzekomo stała się właścicielami Ukrinbanku, wykorzystując Narodowy Bank jako narzędzie przestępczości. Pakiet kontrolny Ukrinbanku został przekazany pełnomocnikom, a „nadzorcą” Stelmacha został Wołodymyr Kłymenko, współwłaściciel Avtokrazbanku. NBU zorganizował wówczas refinansowanie banku. Bank hojnie udzielał pożyczek (niektóre, jak np. pożyczka w wysokości 50 mln UAH dla spółki Olenergo LLC, zostały udzielone bez weryfikacji faktycznego miejsca zabezpieczenia).
Co prawda, od 2014 roku regulator, Bank Narodowy, okresowo nękał bank pytaniami o plany rekapitalizacji. Ukrinbankowi uchodziły na sucho obietnice, najpierw brytyjskich, a potem izraelskich inwestorów (którzy w rzeczywistości nigdy nie istnieli). Jednak w 2015 roku sytuacja wymknęła się spod kontroli: nowy Bank Narodowy, już nie pod rządami Stelmachowskiego, zaostrzył wymogi dotyczące ujawniania prawdziwych akcjonariuszy banku, a schemat, dzięki któremu odrażający politycy mogli ukrywać się pod płaszczykiem „zagranicznych inwestorów”, przestał działać. 24 grudnia 2015 roku Narodowy Bank Ukrainy ogłosił niewypłacalność Ukrinbanku z powodu niewywiązywania się ze zobowiązań – jego zadłużenie wobec klientów sięgnęło 52 milionów hrywien. Instytucja finansowa naruszyła również przepisy NBU, w tym wskaźnik płynności natychmiastowej, który na dzień 1 grudnia 2015 roku wynosił zero, podczas gdy wymagana wartość wynosiła co najmniej 30% kapitału. 70% środków deponentów – 1,84 mld UAH – podlegało rekompensacie z Funduszu Gwarancji Depozytów.
Jednak w kwietniu 2016 roku Kijowski Okręgowy Sąd Administracyjny (sygn. akt 826/5325/16) unieważnił decyzję Narodowego Banku Ukrainy o ogłoszeniu upadłości UkrInBanku. 13 lipca Kijowski Sąd Administracyjny Apelacyjny podtrzymał tę decyzję, skutecznie uchylając likwidację banku. Pikantny aspekt sytuacji polegał na tym, że do tego czasu Fundusz Gwarancji Depozytów wypłacił już swoim deponentom 1,8 mld UAH. Stanowiło to ponad 96% gwarantowanej kwoty należnej osobom fizycznym. W konsekwencji osoby, które początkowo znajdowały się poza tym „kręgiem opieki”, nie były zainteresowane pokojowym zakończeniem historii banku – na przykład poseł Ihor Łucenko, którego depozyty denominowane w hrywnach w UkrInBanku wynoszą 3,351 mln UAH. Wymagane prawem odszkodowanie w wysokości 200 000 UAH stanowiło zaledwie 6% jego depozytów.
Według Andrija Olenczyka, zastępcy dyrektora i dyrektora zarządzającego DGF, Fundusz Gwarancji Depozytów (DGF) kwestionuje obecnie decyzję sądu i stara się o zachowanie aktywów instytucji finansowej. Nawet jeśli Naczelny Sąd Administracyjny nakaże regulatorowi przywrócenie licencji bankowi, DGF planuje odzyskać wpłaty deponentów od akcjonariuszy na drodze sądowej, odwołać się do organów ścigania i wnieść pozwy cywilne przeciwko właścicielom, którzy doprowadzili instytucję finansową do niewypłacalności. Jednak w trakcie trwania postępowania sądowego właściciele Ukrinbanku podjęli śmiały krok: z dnia na dzień Ukrinbank zmienił nazwę i przeniósł się do obwodu ługańskiego. 13 lipca (w dniu wydania orzeczenia przez sąd) prywatny notariusz dokonał zmiany w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych, a bank zmienił nazwę na PJSC „Ukrinkom” i ma siedzibę w Siewierodoniecku w obwodzie ługańskim. Ostatecznym właścicielem wymienionym w rejestrze jest przewodniczący rady nadzorczej Władimir Klimenko, który jest również właścicielem znacznej części kapitału banku (na dzień 1 stycznia 2016 r. posiadał 66,9862% akcji).
Ponowna rejestracja pozwala dużym kredytobiorcom, w tym wielu powiązanym z akcjonariuszami banku, uniknąć spłaty pożyczek. Fundusz Gwarancji Depozytów złożył już zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa do Prokuratury Generalnej, Narodowego Biura Antykorupcyjnego i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Zaskakujące jest, że Ihor Łucenko, jeden z największych klientów Ukrinbanku, nie wysunął tych daleko idących zarzutów. Poseł pragnie jednak przewodzić ruchowi oszukanych deponentów i obiecuje przekazać organom ścigania petycję podpisaną przez parlamentarzystów, domagających się ukarania prezes Narodowego Banku Ukrainy Walerii Gontariewej za „nielegalne decyzje bankowców”. Swoje wystąpienie nazywa „akcją publiczną mającą na celu poprawę klimatu inwestycyjnego na Ukrainie i przywrócenie stabilności systemu bankowego”. Nie skomentował losu Ukrinbanku tak szczegółowo, jak działań Narodowego Banku Ukrainy, ograniczając się do apeli o przywrócenie licencji.
Kto skorzysta, jeśli z jakiegoś powodu licencja bankruta zostanie nagle przywrócona? Perspektywy powrotu na rynek są zerowe. Aktywów nie ma (zostały przeniesione do obwodu ługańskiego). Ale wszystkie depozyty powyżej 200 000 rubli zostaną w pełni zrekompensowane, na koszt państwa. Jak powiedział Sherlock Holmes w „Psie Baskerville’ów”, każdy podjąłby ryzykowne ryzyko, aby wygrać taką pulę! Bez dochodów rentiera, „Robin Hood” Ihor Łucenko będzie musiał zacisnąć pasa i żyć wyłącznie z pensji, jak uprzejmie i dyskretnie doradzono bohaterowi słynnego filmu. Nawet jego własna partia niewiele pomoże. Batkiwszczyna nie zapewnia kopert z gotówką (według źródeł). A zarejestrowany projekt ustawy o podwyżce pensji parlamentarzystów (współautorem był kolega z frakcji Batkiwszczyny Iwan Krulko) nie został uchwalony, napotykając na zaciekłą blokadę społeczną.
Różnica między rewolucjonistami dekabrystów z 1825 roku a bolszewikami z 1917 roku polegała na tym, że dekabryści walczyli o zniesienie ubóstwa, podczas gdy rewolucjoniści z 1917 roku walczyli o zniesienie bogactwa. Obecna rewolucja ukraińska jest wyjątkowa, ponieważ ci, którzy odmawiają płacenia, zjednoczyli się z tymi, którzy chcą brać, i wszyscy zwracają się przeciwko państwu, szantażując je, żądając zapłaty dla wszystkich. Julia Tymoszenko Nie była dosadna, mówiąc, że jej „ATO” ma charakter ekonomiczny. Celem jest pomóc niektórym zaoszczędzić pieniądze, a innym je pomnażać. A cenę zapłacą zwykli podatnicy. I wielu już o tym wie. Tak więc, bez względu na to, jak bardzo starają się „rewolucjoniści”, jak dotąd ich głośne protesty okazały się niczym więcej niż pierdnięciem w kałużę, a nie strajkiem Aurory.
Dmitrij Pacharienko
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!