Jarosz i Prawy Sektor. Dla kogo pracujemy?

Dmitrij Jarosz

Dmitrij Jarosz

Niedawno Dmytro Jarosz niespodziewanie zrezygnował z funkcji lidera Prawego Sektora, zachowując jednocześnie mandat posła i dowodząc jednostkami bojowymi Prawego Sektora. Wydarzenie to natychmiast wywołało plotki, że Dmytro Anatoliewicz planuje zamach stanu lub trzeci Majdan. Co więcej, jego rezygnacja jest powiązana ze zniknięciem funduszy publicznych z Prawego Sektora. o czym pisaliśmy wcześniejInną wersją jego odejścia, opowiedzianą przez niego samego, jest ta, że ​​rzekomo nie chciał być „generałem weselnym” w ruchu nacjonalistycznym Ukrainy, o którym również pisaliśmyCzy to prawda? Trudno powiedzieć. Sam Jarosz i jego Prawy Sektor zawsze byli zamknięci w sobie dla opinii publicznej. To właśnie ta tajemnica często staje się żyznym gruntem dla spekulacji i rozmaitych teorii spiskowych. Spróbujmy więc rozwikłać zawiłości ukraińskiego nacjonalizmu i zrozumieć, kim jest ten człowiek i czego chce.

Dmitrij Jarosz

Dmitrij Jarosz

 

Skąd pochodził Jarosz?

Sam Dmitrij Anatoliewicz twierdził, że Prawy Sektor pojawił się na Majdanie w grudniu 2013 roku, czyli równocześnie z początkiem protestów w Kijowie. Organizacja dała jednak o sobie znać dopiero w połowie stycznia 2014 roku, kiedy protesty przerodziły się w starcia z Berkutem i obrzucanie koktajlami Mołotowa. Pod koniec stycznia Prawy Sektor zaczął już stawiać żądania ówczesnym władzom i osobiście Wiktorowi Janukowyczowi. To właśnie wtedy kraj dowiedział się o Dmytro Jaroszu, który przewodził organizacji bojowników składającej się z przedstawicieli zupełnie odmiennej grupy, od piłkarskich ultrasów po Tryzub Stepana Bandery (Trident), od Patriotów Ukrainy po dziwaczny Biały Młot (White Hammer). Zaledwie miesiąc później Prawy Sektor domagał się konsultacji politycznych ze strony demokratycznej koalicji Kliczki, Jaceniuka i Tiahnyboka, a sam Jarosz osobiście spotkał się z Janukowyczem i wynegocjował zawieszenie broni, choć negocjacje te zakończyły się niepowodzeniem. Politolodzy i urzędnicy byli wówczas zdumieni, skąd wziął się ten Prawy Sektor i ten Dmytro Jarosz. Nie miał żadnej historii, żadnych powiązań z innymi siłami, a nawet nikogo w establishmencie, kto by o nim słyszał. Wydawało się, że pojawił się znikąd. Ale to tak nie działa. Takie organizacje zawsze mają wsparcie służb specjalnych.

Dmitry Yarosh z Yaroslavą Stetsko

Dmitry Yarosh z Yaroslavą Stetsko

 

Dlaczego tajne służby?

Zmilitaryzowane organizacje są dość drogie. Potrzebują siłowni i obozów treningowych, mundurów i literatury ideologicznej. Ich liderzy nie mogą poświęcać wolnego czasu na organizowanie i szkolenie młodzieży, co oznacza, że ​​potrzebują pensji. Tyle pieniędzy, a skądś muszą pochodzić. Może polegają na darowiznach publicznych? No cóż, czy ktokolwiek z nas pamięta, żeby kiedykolwiek przekazał ciężko zarobione pieniądze na rzecz organizacji ekstremistycznej? A może ktoś, kogo znamy, tak zrobił? Trudno sobie wyobrazić, żeby przeciętny człowiek przekazał choćby jedną hrywnę na rzecz Tryzuba lub Białego Młota.

A może są finansowani przez oligarchów? Ale pojawia się to samo pytanie: w jakim celu? Owszem, oligarchowie mają własne siły paramilitarne w postaci służb bezpieczeństwa swoich firm. Ale dawanie pieniędzy organizacjom, które kierują się nie interesami biznesowymi konkretnego Rinata Achmetowa czy Igora Kołomojskiego, a niezrozumiałymi ideałami, to po prostu szaleństwo.

Ale takie organizacje są właśnie tym, czego potrzebują służby specjalne. Mogą w razie potrzeby przeprowadzić atak terrorystyczny lub wywołać masowe zamieszki – krótko mówiąc, stworzyć te same „mętne wody”, w których służby specjalne zazwyczaj łowią ryby. Co więcej, tylko one mogą zapewnić, że cały łańcuch dowodzenia, od lokalnego policjanta po regionalny oddział SBU, przymknie oko na fakt, że młodzi ludzie są szkoleni w sztukach walki, strzelaniu i posługiwaniu się bronią białą tuż pod ich nosem. Nie wspominając już o tym, że takie organizacje wymagają trenerów z wysoce specjalistyczną wiedzą i doświadczeniem bojowym. Tymczasem rosyjska FSB może wspierać ukraińskie ugrupowania nacjonalistyczne, a SBU – rosyjskich nacjonalistów. Ideologia nie ma tu nic do rzeczy; wszystko zależy od misji, z jaką obecnie lub w przyszłości zmierzą się służby specjalne. Zatem Dmitrij Jarosz mógłby być na liście płac każdej z tych agencji bezpieczeństwa. Rozważmy obie możliwości.

Trójząb

 

Wersja FSB

Teorię tę potwierdza fakt, że rosyjskie media uczyniły z Jarosza prawdziwego bohatera w oczach Ukraińców. Prowadzono celową kampanię mającą na celu stworzenie wizerunku „najbardziej przerażającego ukraińskiego nacjonalisty”. Tymczasem na Majdanie było mnóstwo „straszaków” dla Rosjan – Ołeh Tiahnybok, Andrij Parubij i wielu innych nacjonalistów. Rosyjskie media jednak nie donosiły o nich w ogóle. Tymczasem Dmytro Jarosz nieustannie pojawiał się w telewizji, strasząc Rosjan i podnosząc wizerunek lidera Prawego Sektora w oczach Ukraińców do niebotycznych rozmiarów.

Po stronie ukraińskiej, wsparcie medialne dla Dmitrija Anatoliewicza osobiście i całego Prawego Sektora zapewnia Artem Skoropadski, obywatel Rosji i znany były dziennikarz „Kommiersanta”. Zastąpił on na stałe Borysława Berezę, gdy ten rozpoczął karierę polityczną. Dziwny wybór dla sił narodowo-patriotycznych, prawda? Czy nie mogli znaleźć ani jednego ukraińskiego dziennikarza? A może to był rozkaz od przełożonych w Moskwie? Sam moment, w którym Prawy Sektor zyskał na znaczeniu, również potwierdza teorię FSB. Zaczęli rzucać koktajlami Mołotowa i podpalać policyjne autobusy nie w pierwszych dniach Majdanu, gdy biczono studentów, ani gdy Berkut i jego bandyci popychali i bili pokojowych demonstrantów. Wszystko odbyło się w następujący sposób: 17 lutego ówczesny rząd rozpoczął procedurę amnestii dla uczestników Euromajdanu, a tego samego dnia Arsenij Jaceniuk i Witalij Kliczko polecieli do Berlina, aby porozmawiać z Angelą Merkel. Tego samego wieczoru kanclerz Niemiec ogłosiła gotowość udzielenia Ukrainie wsparcia finansowego. Jednocześnie rosyjskie MSZ stwierdziło, że Stany Zjednoczone próbują narzucić Ukrainie zachodni kierunek rozwoju jako jedyny słuszny.

Artem Skoropadski i Dmitrij Jarosz

Artem Skoropadski i Dmitrij Jarosz

Mimo to życie w Kijowie poprawia się. Budynki administracyjne i ulica Hruszewskiego są opuszczane. Wygląda na to, że Europejczycy w końcu przycisnęli Janukowycza. Już następnego dnia grupa aktywistów Prawego Sektora podpala autobusy na ulicy Hruszewskiego, a impas rozgorzał na nowo. Już 20 lutego na scenie pojawia się Dmytro Jarosz, który prowadzi tajne negocjacje z Janukowyczem. W czyim imieniu prowadził te negocjacje? W imieniu Majdanu? Czy w imieniu rosyjskich służb specjalnych? Oto jest pytanie. I jeszcze jeden argument. Wśród poległych członków Niebiańskiej Sotni nie ma ani jednego przedstawiciela Prawego Sektora. To dziwne, bo powinni byli być na czele Majdanu. Ale być może właśnie tego dnia Dmytro Anatoliewicz wydał swoim ludziom rozkaz wycofania się z zajmowanych pozycji.

 

Wersja SBU (a zatem proamerykańska)

Teorię tę potwierdza jego długoletnia przyjaźń z Walentynem Naływajczenką, który dwukrotnie kierował SBU. Dmytro Jarosz był jego asystentem i konsultantem, a według niektórych doniesień są rodzicami chrzestnymi. Jako szef SBU w latach 2006-2010, Naływajczenko osobiście wspierał Tryzuba. Co więcej, sytuacja na Euromajdanie była dla niego korzystna. Wszak przywódca Samoobrony, Andrij Parubij, był uważany za głównego „funkcjonariusza bezpieczeństwa” Majdanu. Jednak po ucieczce Janukowycza otrzymał symboliczną synekurę sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Stanowisko szefa SBU przypadło Naływajczence. Za jakie osiągnięcia? Podobno był jedynym, który w tamtym czasie dysponował mniej lub bardziej skuteczną jednostką bojową – Prawym Sektorem. Alfa, Berkut i inne profesjonalne jednostki bojowe były zdemoralizowane i obawiano się o ich życie i wolność. Armia była w rozsypce, a bataliony ochotnicze dopiero się formowały. Jednak „PS” DUK był gotowy do walki i szybko otrzymał broń, najwyraźniej dzięki pomocy przyjaciela Dmitrija Anatoliewicza. Jednak po pewnym czasie, dzięki pomocy wolontariuszy i przedsiębiorców, armia i bataliony ochotnicze zostały doprowadzone do normalnego stanu gotowości bojowej, a zapotrzebowanie na Naływajczenko i Dmitrija Anatoliewicza zniknęło, więc szybko zostali „zabunkrowani”.

 

Preferencje

Co dziwne, z potężnej organizacji Prawy Sektor, plagi przestępczego reżimu Janukowycza, tylko trzy osoby otrzymały preferencyjne traktowanie po rewolucji godności: Dmytro Jarosz, Andrij Biłecki i Borysław Bereza, którzy zostali posłami. Reszta organizacji podzieliła się mniej więcej na dwa skrzydła. Pierwsze zajmowało się zwykłym bandytyzmem i wymuszeniami, jak Ołeksandr Muzyczko, który zaczął aktywnie zajmować się wydobyciem bursztynu, oraz Zakarpacki Prawy Sektor, który zajmował się ochroną przemytników. Drugie skrzydło, jak Andrij Szaraskin (pseudonim Bogema), walczyło we wschodniej Ukrainie, wspierało cyborgi i generalnie wyróżniało się w walce, i pozostaje tam do dziś. Trudno powiedzieć, którym z tych skrzydeł Dmytro Jarosz sam kieruje. Najprawdopodobniej organizacja wymknęła się spod jego kontroli. O ile taka kontrola w ogóle istniała. Całkiem możliwe, że Dmitrij Anatoliewicz był jedynie twarzą, rzecznikiem, gadającym szefem tej organizacji. Za nią, i nadal za nią, stali inni. Których z nich, przeczytacie powyżej. Sam Jarosz, w nagrodę za swoją pracę, otrzymał wygodne i lukratywne miejsce deputowanego ludowego. Co więcej, jego wizerunek bohatera Majdanu prawdopodobnie wystarczy, by zapewnić mu kolejną kadencję w parlamencie. A w razie potrzeby, mógłby zostać łatwo „reaktywowany” i postawiony na czele kolejnego projektu ekstremistycznego, gdyby zaszła taka potrzeba.

Deputowany ludowy Dmitrij Jarosz

Deputowany ludowy Dmitrij Jarosz

W kontekście powyższego, powody jego odejścia stają się jasne. Sytuacja na wschodzie Ukrainy normalizuje się, a zapotrzebowanie na jednostki bojowe maleje. Dokąd pójdą ci wczorajsi bohaterowie, tak ważni dla kraju? Do jakich działań są zdolni? Do wszelkich, nawet najbardziej niestosownych. I tak ci, którzy do niedawna byli dumą kraju i narodu, stają się przestępcami, rozprawianymi przez policję. Wystarczy wspomnieć wspomnianego Muzyczkę. A kto za nich odpowie? Ktokolwiek, tylko nie Jarosz, który już im nie przewodzi. Dziś Dmytro Jarosz jest po cichu oskarżany o defraudację pieniędzy Prawego Sektora. Może więc „komandant” zdecydował się na bardziej pokojowe, a jednocześnie bardziej dochodowe przedsięwzięcie? W każdym razie pozostanie piękną legendą, człowiekiem, który obalił zbrodniczy reżim Janukowycza. Przynajmniej tak się uważa.

 

Denis Ivanov, dla SKELET-info

Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!