Złodziej, kłamca, oszust, łapówkarz, zdrajca – Wiaczesław Kredisow nosi wszystkie te „insygnia”, dalekie od honoru w kulturalnym towarzystwie. Takie określenia przekazali mu Ukraińcy, którzy mieli nieszczęście robić z Kredisowem interesy, będąc jego członkami, a nawet po prostu mieszkając w tym samym mieście. Gdziekolwiek jest Kredisow, zawsze pełno oszustw na rynku nieruchomości, „oszustw” na jego wspólnikach i strumienia fałszywych oskarżeń pod adresem jego byłych sojuszników. Sam wciąż z dumą obnosi się ze swoim doktoratem z ekonomii i honorowym tytułem „Zasłużonego Ekonomisty Ukrainy”, mając nadzieję wprowadzić w błąd tych, którzy nie znają jeszcze całej prawdy o tym „wybitnym biznesmenie i filantropie”. Miejmy nadzieję, że materiały Skelet.Org otworzą oczy jak największej liczbie Ukraińców na Kredisowa i zapobiegną temu, by stali się jego kolejnymi ofiarami.
Kryminały rodziny Kredisov
Wiaczesław Anatoliewicz Kredisow urodził się 30 września 1965 roku w Kijowie jako syn Anatolija Iwanowicza i Lidiji Nikołajewny Kredisow. Jego ojciec, profesor i doktor ekonomii, wykładał na Narodowym Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki w Kijowie (wówczas KSU) oraz w Kijowskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych (KIMO). W latach 1984–2009 pełnił funkcję zastępcy dyrektora i kierownika katedry, a w latach 2000. był rektorem Międzywydziałowego Instytutu Zarządzania. To on poszedł w ślady swoich synów, pomagając im zdobyć wykształcenie na prestiżowej uczelni, rozpocząć karierę i stawiać pierwsze kroki.
Po ukończeniu szkoły średniej w 1982 roku Wiaczesław Kredisow od razu dołączył do ojca na wydziale ekonomii Uniwersytetu Kazańskiego. Jednak w 1983 roku musiał zrobić sobie przerwę w nauce, aby odbyć służbę wojskową, więc ukończył studia dopiero w 1989 roku. Następnie kontynuował naukę na studiach podyplomowych, gdzie poślubił swoją koleżankę z roku, Swietłanę Zorinę (z Doniecka). W 1992 roku wspólnie obronili rozprawę doktorską, a pomagał im w tym Anatolij Iwanowicz.
Jednak w tamtym czasie ekonomia jako nauka nie interesowała już Wiaczesława Kredisowa: pod koniec lat 80. zajął się biznesem, sprzedając zachodnie dobra konsumpcyjne. Jednak ojciec również mu w tym pomógł: podczas gdy większość aspirujących ukraińskich przedsiębiorców importowała i sprzedawała pojedyncze partie „tego i owego”, Wiaczesław Kredisow, dzięki koneksjom ojca, zdołał dotrzeć do zachodnich firm i podpisać z nimi umowy, stając się ich dystrybutorem. Zaczął importować na Ukrainę popularne gumy do żucia „Dirol” i „Stimorol”, piwo Tuborg, kosmetyki i chemię gospodarczą, odzież, artykuły papiernicze, kostki rosołowe i wiele innych produktów.
W tym celu Wiaczesław Kredisow, jego żona Swietłana Zorina i jego przyjaciel z wojska Wiaczesław Melnik założyli w 1991 roku firmę „Mezokred” (Melnik, Zorina, Kredisow), która szybko przekształciła się w holding. Jej spółki zależne powstały w Doniecku (EDRPOU 30075672), Charkowie (EDRPOU 24269913), Odessie (24760572), Sumach (30608104) i innych miastach (łącznie około 30). Do tej pory prawie wszystkie z nich zostały zamknięte; niektóre pozostają w posiadaniu rodziny Kredisowów. Losy Mezokred Holding LLC są intrygujące: obecnie jej właścicielem jest estoński biznesmen Hillar Teder, znany Ukraińcom ze skandalicznego udziału w sprawie centrum handlowego SkyMall.
Biznes Kredisowa byłby godny pochwały, gdyby nie to, że od samego początku był pół-szemrany, korupcyjny, a nawet przestępczy. W szczególności jeden z jego „dachów” był… Witalij Jarema, który nawet załatwił swojemu krewnemu pracę w zarządzie Mezocreda. Ale ochrona policyjna nie wystarczyła: według źródeł Szkielet.OrgKijowskie zorganizowane grupy przestępcze prowadziły swoją działalność komercyjną za pośrednictwem Mezocredu. Źródła podały konkretnie, że chodzi o „brygadę” Walerija Pryszczika (Pryszcz), który był drugim, gangsterskim „dachem” tej firmy. Mówiąc dokładniej, był to praktycznie jeden „dach”, ale, jak to się mówi, dwuspadowy. Jak wielokrotnie donosiły media, Witalij Jarema i jego kolega Aleksiej Sawczenko formalnie „rozwijali” zorganizowaną grupę przestępczą Pryszczika, ale w rzeczywistości przez kilka lat zapewniali mu ochronę, otrzymując swoją „działkę” (i tak Jarema nawiązał kontakt z Mezocredem), aż do poważnej kłótni między nimi w drugiej połowie lat 90., która doprowadziła do upadku Pryszcz. Pryszczik został następnie zabity, a część jego pieniędzy trafiła do „mafii UBOP” (Jarema, Sawczenko, Geletei), która otworzyła własny bank, Avant, wykorzystując je.
Ponadto media donosiły o osobistych powiązaniach przestępczych Swietłany Zoriny, której krewny w Doniecku odsiaduje wyrok. Podawano również, że rodzinny biznes Kredisowów również był powiązany z Leonid Czernowecki, który pod koniec lat 80. pracował jako nauczyciel na Narodowym Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki w Kijowie, a następnie zajął się handlem.
W połowie lat 90. Mezocred zatrudniał kilkaset osób, a jego roczne obroty sięgały dziesiątek milionów dolarów. Kredisow wydawał pieniądze jak prawdziwy boss przestępczy: kupował mieszkania w centrum Kijowa, jeździł sportowymi samochodami i nabrał zwyczaju jadać w drogich restauracjach. Ten okres łatwego zarobku zakończył się gwałtownie w 1997 roku wraz z aresztowaniem Wiaczesława Kredisowa i jego żony Swietłany Zoriny pod zarzutem handlu narkotykami i bronią, a następnie przemytu alkoholu. Sam Kredisow również został oskarżony o napaść. Spędzili czas w areszcie tymczasowym, podczas gdy ich biznes dosłownie legł w gruzach, a następnie na jakiś czas uciekli z Ukrainy.
Ani Kredisow, ani Zorina nigdy nie przyznali się do prawdziwych powodów aresztowania, ani nie wymienili z nazwiska ani jednej osoby. Kredisow później zapewnił dziennikarzy, że pewne „wilkołaki w mundurach” po prostu wymuszały od niego „sponsoring”, nie wiedząc jednocześnie, z jakiej agencji pochodzą – Ministerstwa Spraw Wewnętrznych czy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Jego żona napisała później powieść kryminalną „Nalot”, „opartą na swoich doświadczeniach”. Jarema, kurator Mezocredu, mógł ujawnić mnóstwo interesujących informacji na ten temat, ale kategorycznie zaprzecza jakimkolwiek powiązaniom z przedsięwzięciem i oskarżeniom pod jego adresem. Pozostali świadkowie w tej sprawie dawno już zostali pochowani pod granitowymi nagrobkami. Pozostały jedynie szczątkowe pogłoski, że „nalot” na Mezocred miał rzekomo związek z wybuchającą wówczas wojną między „mafią UBOP” a zorganizowaną grupą przestępczą Pryszczika.
Różnymi ścieżkami
Po tym incydencie Kredisow i Zorina rozstali się po raz pierwszy – choć na krótko; ich drugi rozwód miał miejsce w latach 2000. Następnie, pod koniec lat 90., po utracie niezwykle dochodowego biznesu dystrybucyjnego, założyli nowy – plotka głosi, że tym razem z pomocą bossa przestępczego Czerepa, przez którego bliżej się poznali. Witalij Kliczko.
Pod koniec lat 90. Zorina zagłębiła się w serię książek: „Rozwód”, „Strzelanie” i „Repartycja”, demonstrując swoją rozległą wiedzę o życiu ówczesnego „bractwa”. Nie wiadomo, czy napisała je sama, czy też zatrudniła głodnych wiedzy absolwentów filologii za kilkaset dolarów. Jednak do 2002 roku Zorina przeszła z pisania do sprzedaży książek, otwierając księgarnię „Bukwa”, która trzy lata później rozrosła się do dwóch sieci księgarni. Następnie, po drugim rozwodzie z Kredysowem, któremu towarzyszył podział majątku i interesów, w 2006 roku kandydowała do Rady Miasta Kijowa. Jej stary znajomy Leonid Czernowecki został nowym merem, a w jego zespole znalazła się inna dawna znajoma i przyjaciółka Zoriny, Irena Kilczycka, której ojciec również wykładał na Kijowskim Uniwersytecie Państwowym. Dzięki nim Zorina otrzymała posadę w Kijowskiej Administracji Miejskiej, kierując Wydziałem Kultury. Nazwisko Zorina było później uwikłane w wiele skandali: próby nielegalnej prywatyzacji kin, „oszustwo finansowe” wydawnictwa braci Kapranov „Zielony Pies”, bezpośredni udział w organizacji tzw. „krwawej choinki”, następnie trafiła na listę osób poszukiwanych w związku ze sprawą defraudacji i kradzieży środków budżetowych podczas organizacji obchodów 9 Maja.
Wiaczesław Kredisow rozpoczął samorehabilitację w 1997 roku, stając się osobą publiczną: wstąpił do prezydium powołanej wówczas organizacji społecznej przedsiębiorców „Nowa Formacja”. Nawiązał nowe i znaczące kontakty w administracji rządowej, a w 1998 roku Kredisow został wpisany na listę osób ubiegających się o tytuł honorowy „Zasłużonego Ekonomisty Ukrainy”.
W 2001 roku otrzymał od prezydenta Kuczmy osobistą wdzięczność sformułowaną w słowach: „Za wybitną pracę, znaczący, szczególny wkład w rozwój i wartość państwa ukraińskiego”, a jednocześnie został doradcą premiera Anatolija Kinacha.
Ze swojej szalonej kariery biznesowej w latach 90., Kredisov zachował firmy Mezocred, pewne „oszczędności” oraz mieszkanie w zabytkowej kamienicy przy ulicy Bohdana Chmielnickiego, znanej kijowianom jako „Koronkarnia Bradtmana”, gdzie Kredisov nadal jest zameldowany. Budynek jednak od dawna wymaga remontu, więc Kredisov jest po prostu zameldowany i jednocześnie utrzymuje nieruchomość (mieszkanie na drugim piętrze) jako dobrą inwestycję w nieruchomości.
Jego młodszy brat, Aleksiej (urodzony w 1972 roku), przez długi czas mieszkał z rodzicami w wieżowcu przy Alei Majakowskiego, niedaleko Parku Desniańskiego. To zdumiewająca skromność jak na człowieka, który zrobił karierę jako „chłopak Sorosa”! Po ukończeniu Instytutu Stosunków Międzynarodowych swojego ojca, nie poszedł w ślady brata i zajął się biznesem, lecz skorzystał z programów Sorosa i wyjechał do Stanów Zjednoczonych na dodatkowe szkolenie (na sześć miesięcy). Następnie wrócił do Kijowa i od połowy lat 90. pracował w firmie audytorskiej Arthur Andersen. Po fuzji z Ernst & Young w 2004 roku, Aleksiej Kredisow został partnerem zarządzającym ukraińskiego oddziału firmy, Ernst & Young LLC. Obecnie jest dyrektorem operacyjnym Ernst & Young na Europę Wschodnią i Afrykę Zachodnią. Wydaje się, że jego stanowisko odzwierciedla stosunek gospodarek zachodnich do naszego kraju. Nawiasem mówiąc, Aleksiej Kredisow jest gorącym zwolennikiem współpracy między Ukrainą a MFW i opowiada się za ścisłym przestrzeganiem wszystkich „zaleceń” Funduszu.
Ale jabłko, nawet starannie zerwane i wypolerowane przez samego Sorosa, nie potoczyło się daleko od drzewa genealogicznego. Okazało się, że dobrobyt Ersnt & Young LLC w dużej mierze zależał od lukratywnych kontraktów na wszelkiego rodzaju inspekcje, które firma Aleksieja Kredisowa otrzymywała od Kijowskiej Miejskiej Administracji Państwowej, a wcześniej od agencji rządowych (w tym Ministerstwa Obrony za kadencji Wiaczesława Kredisowa). Jednym z nich skandaliczne kontrakty – audyt finansowy KyivEnergoFirma Ernst & Young przeprowadziła śledztwo zlecone przez Administrację Miasta Kijowa, otrzymując wynagrodzenie w wysokości 2,45 miliona hrywien z budżetu stolicy. Warto zauważyć, że kwota ta w tamtym czasie odpowiadała miesięcznej pensji dwustu wysoko wykwalifikowanych kijowskich księgowych. Oczywiste jest, że usługi Ernst & Young były wielokrotnie przepłacane. Kto tak hojnie trwonił budżet stolicy? W Administracji Miasta Kijowa i Radzie Miasta Kijowa jest wielu „przyjaciół” Kredisowów i Zoriny (a być może nawet ich partnerów biznesowych), a NABU i Prokuratura Generalna prawdopodobnie pewnego dnia ujawnią konkretne nazwiska.
Wiaczesław Kredisow: Prosto z pryczy - do wiceministra!
Po drugim Majdanie Ukraińcy zaczęli uważać za coś oczywistego, że „więźniowie reżimu” uwolnieni z więzień przez „rewolucję” nie tylko wychodzili na wolność, ale także otrzymywali mandaty parlamentarne, a nawet stanowiska rządowe. Jednak w 2005 roku było to wciąż nowością i zaskoczeniem. Dlatego fakt, że nowy wiceminister obrony Ukrainy zaledwie wczoraj zajadał się kleikiem w areszcie śledczym w Łukjanowskim, był utrzymywany w tajemnicy.
Jak Wiaczesław Kredisow znów trafił za kratki? Później wielokrotnie o tym kłamał. Skłamał w wywiadzie, opowiadając historię o tym, jak biznesmen Kałacki, który dołączył do jego „Nowej Formacji” i zapłacił „składkę członkowską” w wysokości 10 000 dolarów, oskarżył biednego Kredisowa o wymuszenie łapówki z czystej nikczemności. Skłamał w swojej książce „Szczyty i otchłanie Wiaczesława Kredisowa”, którą opublikował w 2007 roku (oczywiście naśladując swoją byłą żonę), gdzie twierdził już, że cierpiał z powodów politycznych: prowokator Kałacki, jak twierdził, był przeciwnikiem Wiktora Juszczenki! Było to bezpośrednie twierdzenie, że Kredisow cierpiał nie tylko za „reżimu Kuczmy”, ale cierpiał za Juszczenkę. Jednak Swietłana Zorina natychmiast rozwiała fantazje byłego męża, demaskując jego kłamstwa i ujawniając prawdziwy powód „drugiej kadencji” Kredisowa:
Szczegóły tego skandalu kryminalnego można znaleźć w materiałach ujawnionych w sprawie karnej nr 50-3662, wszczętej w 2004 roku, a także w informacjach z innych źródeł. Okazuje się, że w tym czasie ojciec i syn Kredisow „dorabiali”, wynajmując lokale w Międzyresortowym Instytucie Zarządzania (MIU), gdzie Anatolij Kredisow pełnił funkcję rektora od końca lat 90. Ale nawet tutaj Kredisowowie nie uniknęli oszustw. Ponieważ wynajmowane lokale były własnością państwa, a nie prywatną własnością Kredisowów, przyjmowali łapówki za samo zatwierdzenie umowy najmu (zgodę kierownictwa instytutu i zgodę Funduszu Majątku Państwowego). Ponieważ jednak zgoda była jednorazowa, w przeciwieństwie do miesięcznego czynszu, Kredisowowie starali się tak organizować sprawy, aby umowy najmu były przedłużane jak najczęściej – co oznaczało, że częściej „opłaty” trafiały do ich kieszeni. Ich tandem działał w następujący sposób: najpierw Kridisov Sr. obiecywał „pomoc” (nie wspominając o pieniądzach) i odsyłał klienta do syna, mówiąc: „Omów z nim wszystkie szczegóły”. Następnie Kridisov Jr. negocjował z klientem łapówkę: „Ty mi płacisz, a tata zrobi wszystko!”. Dość wyrafinowany plan, można by się zastanawiać, czy jego pomysłodawcą nie był kapryśny syn, a jego doświadczony ojciec.
Ale jego nienasycona żądza łatwego zarobku znów go zawiodła. Biznesmen Kałacki, który wydzierżawił pomieszczenia instytutu przy ulicach 10-w i 10-e Wietrenyje Gory dla swoich firm, Kwadrat Sp. z o.o. i TD Jarosław, okazał się doświadczonym weteranem, nie wspominając o rodzinnych powiązaniach z SBU.
Pozostało to poza zakresem postępowania karnego, podobnie jak fakt, że Kałacki potrzebował lokalu i był gotów za niego zapłacić, ale Kredisow zaczął go otwarcie oszukiwać. Kałacki postanowił więc oszukać Kredisowa, składając skargę krewnemu. 10 i 17 sierpnia 2007 roku Kałacki nagrał rozmowy z Kredisowem na dyktafonie, a 25 sierpnia złożył oficjalną skargę do SBU. 27 sierpnia Wiaczesław Kredisow został przyłapany „na gorącym uczynku” na dziedzińcu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 10 000 dolarów w kieszeni (Kałacki miał mu dać kolejne 8 000 po podpisaniu zezwoleń).
Podczas przesłuchania Kredisow senior natychmiast wzruszył ramionami: „Nic nie wiem o pieniądzach, nie biorę łapówek, a jeśli mój syn zorganizował jakieś oszustwo, to niech go pociągną do odpowiedzialności!”. W istocie sprawę natychmiast zawężono do zarzutu wymuszenia 18 000 dolarów (szczególnie dużej sumy) przez samego Wiaczesława Kredisowa w zamian za obietnicę „rozwiązania kwestii wynajmu”. Ponieważ jednak Kredisow senior natychmiast wycofał się ze sprawy, a jego syn nie miał formalnych powiązań z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, został również oskarżony o oszustwo (artykuł 190-4).
W ten sposób Wiaczesław Kredisow trafił do aresztu śledczego w Łukjanowskim, gdzie gnił do końca grudnia 2004 roku. Jednak jego ojciec nie wyrzekł się nieudanego syna, lecz zaangażował w jego sprawę wszystkie swoje powiązania. A gdy wybuchła „pomarańczowa rewolucja”, gdy zaplanowano trzecią turę wyborów i zwycięstwo Juszczenki stało się oczywiste, gdy sojusznicy Wiktora Andriejewicza zaczęli maszerować przez biura ustępującego rządu, wyważając drzwi i krzycząc: „Jutro będę siedział na tym krześle!”, sprawa Wiaczesława Kredisowa została zawieszona, a on sam został zwolniony do domu za kaucją. Półtora miesiąca później, według… Szkielet.OrgOjciec ponownie pomógł synowi, zapewniając mu stanowisko zastępcy nowego ministra obrony Anatolij Gricenko, z którym Anatolij Kredisow znał się od dawna. Ledwie nowy prezydent, Wiktor Juszczenko, podpisał dekret o jego mianowaniu (nr 287/2005 z 10 lutego 2005 r.), sprawa karna przeciwko Wiaczesławowi Kredisowowi została natychmiast zamknięta 14 marca orzeczeniem Sądu Sołomiańskiego „ze względu na zmianę sytuacji i fakt, że czyn, którego się dopuścił, przestał stanowić zagrożenie publiczne”. Rozumowanie jest oczywiście szokujące: jak oszustwo i przekupstwo mogą przestać stanowić zagrożenie publiczne?! Ale biorąc pod uwagę zmianę sytuacji, sąd miał rację – wiele się wtedy zmieniło. A skandaliczny fakt, że „prezydent ludu” mianował łapówkarza i oszusta, któremu postawiono zarzuty karne, wiceministrem, wymagał pilnego naprawienia!
Później, oczywiście, po wszystkich skandalach, Gricenko upierał się, że nie wiedział wcześniej o Kredisowie, że ten zastępca został mu narzucony „z góry”. Jednak liczne źródła Szkielet.Org Twierdzą, że Gritsenko kłamał, próbując nie tylko ukryć swój udział w mianowaniu Kredisowa na stanowisko swojego zastępcy, ale także obarczyć go winą za wszystkie skandale korupcyjne i oszustwa, które wstrząsnęły Ministerstwem Obrony w latach 2005-2006.
Sergey Varis, dla Skelet.Org
KONTYNUACJA: Wiaczesław Kredisow: Doktor nauk o oszustwach. Część 2
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!