Ci, którzy bezsprzecznie rządzili Donbasem przed Achmetowem i Janukowyczem, zawsze starali się odzyskać utracone szanse. Odnieśli już sukces po pierwszym Majdanie i mogliby spróbować powtórzyć ten sukces po drugim – ale teraz liczą nie na Kijów, a na Moskwę. Ostatni radzieccy sekretarze komitetów miejskich i „czerwoni dyrektorzy”, ich dzieci i zięciowie, przekwalifikowali się na urzędników i oligarchów w niepodległej Ukrainie, ale nie żywili do niej żadnych obywatelskich uczuć.
Czuliby się całkiem komfortowo w obwodzie donieckim Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza że wielu z nich od dawna prowadzi tam dochodowe interesy. Na przykład Władimir Łogwinienko, były gubernator Doniecka i były prezes koncernu Energo, w tajemniczy sposób zniknął z życia publicznego kilka lat temu wraz ze swoimi wspólnikami. Wiktor Nusenkis и Giennadij Wasiliew.
Władimir Logwinienko. Kariera urzędnika państwowego
Władimir Iwanowicz Łogwinienko urodził się 14 października 1944 roku we wsi Nowopidgornoje w obwodzie dniepropietrowskim – 10 miesięcy po wyzwoleniu wsi przez oddziały 57. Armii, a wszyscy miejscowi mężczyźni w wieku od 17 do 50 lat zostali natychmiast zmobilizowani do Armii Czerwonej. Po wojnie ich rodzina przeniosła się do Donbasu, gdzie młody Wołodia w 1961 roku rozpoczął naukę w Jasinowatej Wyższej Szkole Budowlanej. Następnie spędził trzy lata w wojsku – i miał szczęście uniknąć czterech lat w marynarce wojennej (obowiązkowa służba wojskowa trwała do 1967 roku). Następnie w 1965 r. odbył trzymiesięczny okres próbny w Wydziale Budowlanym nr 14 w Kramatorsku i przeprowadził się do Krasnoarmiejska (obecnie Pokrowsk), gdzie przez kolejne dziewięć lat pracował w Wydziale Budowlanym nr 1 trustu Krasnoarmiejskszachtostroj (od inżyniera do majstra), jednocześnie kończąc zaocznie Dniepropietrowski Instytut Budownictwa Lądowego.
1974, według danych Szkielet.Org, był dla Władimira Łogwinienki niezwykle szczęśliwy. Po pierwsze, ukończył studia, po drugie, urodziła mu się córka Marina, a po trzecie, przeniósł się do pracy jako instruktor w dziale przemysłu i transportu w Krasnoarmiejskim Komitecie Miejskim Komunistycznej Partii Ukrainy. Według niektórych źródeł, te drugie i trzecie wydarzenia były ze sobą powiązane: rodzice jego młodej żony, Tamary Aleksandrownej, pomogli zięciowi rozpocząć nową, menedżerską karierę. Jednak od września 1977 do grudnia 1978 roku Łogwinienko powrócił do budownictwa, pracując jako główny inżynier w Wydziale Budowlanym nr 6 Trustu Krasnoarmiejskszachtostroj. Następnie, przez sześć lat, objął stanowisko instruktora w wydziale budowlanym Donieckiego Komitetu Obwodowego Komunistycznej Partii Ukrainy. Było to znaczące stanowisko, dzięki któremu Władimir Łogwinienko poznał wiele ważnych osób – i to właśnie ono zapewniło mu dalszy awans zawodowy i sukcesy biznesowe na początku lat 90.
Następnie, co równie ważne, w latach 1984–88 Władimir Łogwinienko stał na czele Kramatorskiego Komitetu Wykonawczego, a następnie powrócił do Doniecka, tym razem jako zastępca szefa głównego wydziału planowania i gospodarki obwodowego komitetu wykonawczego. Wreszcie, w 1990 roku, rozpoczął się trzeci etap jego kariery – jako wiceprzewodniczący Donieckiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego, a następnie przewodniczący obwodowej administracji państwowej. I co z tego? Ważne jest jednak zrozumienie specyfiki ówczesnej „elity” obwodu donieckiego, która dzieliła się na trzy grupy. Po pierwsze, byli to „starzy Donieccy” – urzędnicy i aparatczycy partyjni, którzy zrobili kariery w „okresie stagnacji”, a także ich protegowani (krewni, rodzice chrzestni i przyjaciele). Po drugie, byli aktywiści „pierestrojki”, którzy ich zepchnęli na boczny tor, dochodząc do władzy w latach 1987–90. Wśród nich było wielu nowych dyrektorów przedsiębiorstw (kopalni i fabryk). Trzecią grupę stanowiły „gangi cieni” i zorganizowane grupy przestępcze, do których należeli również ich „starzy wyjadacze” (głównie „błatni” i „cechowicy”) oraz „młodzi” (spółdzielcy-oszuści, szantażowcy i „sportowcy”). Rozwinęli oni złożone powiązania i w latach 90. przekształcili się w ten sam „gang doniecki”, o którym Ukraińcy w innych regionach wciąż niewiele wiedzą. W końcu „gang doniecki” to nie tylko grupa Achmetowa i mafia prokuratorska Wasiljewa i Pszonki.
A propos Wiktora Pszonki, gdy Łogwinienko pełnił funkcję przewodniczącego komitetu wykonawczego w Kramatorsku (w praktyce burmistrza miasta), Pszonka pełnił również funkcję kierownika wydziału komitetu miejskiego w Kramatorsku Komunistycznej Partii Ukrainy, a następnie prokuratora miejskiego. W ten sposób Łogwinienko poznał i zbliżył się do przyszłego prokuratora obwodu donieckiego (1998-2003) i prokuratora generalnego Ukrainy (2010-2014). I, co równie ważne, do swojej żony – której rodzice byli bardzo wpływowymi członkami frakcji „starodonieckiej”, którzy zapewnili karierę ich córce i zięciowi.
Władimir Łogwinienko. Oszustwa węglowe
Jednak Łogwinienko nawiązał znacznie bliższą, bardziej bezpośrednią i bardziej biznesową relację z „poprzednikiem” Pszonki, Giennadijem Wasiliewem, prokuratorem obwodu donieckiego (1991–1996). Łączyła ich wspólna, duża firma: koncern Energo, jedna z największych firm na Ukrainie (a później w Rosji), którą wspólnie założyli i byli współwłaścicielami. Wiktor Nusenkis. Leonid Bayramov i Konstantinos Papunidis.
Wszystko zaczęło się od „schematów węglowych” stworzonych przez kilku dyrektorów kopalń Donbasu (Zwiagilski, Nusenkis i inni), za pomocą których „wyciskali” z państwa dotacje. Nawet w okresie pierestrojki (koniec lat 80.) przekształcili swoje kopalnie, będące nadal własnością państwa, w system „księgowości biznesowej”, co zapewniło im większą niezależność finansową. Początkowo pozwalało to ich zarządowi osiągać wysokie dochody poprzez tworzenie spółdzielni w kopalniach i przeprowadzanie transakcji barterowych – w tym z krajami sąsiednimi (socjalistycznymi). Jednak z czasem te pieniądze stały się niewystarczające i kopalnie uciekły się do jawnych oszustw. Wykorzystując swój status „księgowości biznesowej”, kopalnie zaczęły nadużywać państwowych dotacji na wydobycie węgla w kopalniach Donbasu – innymi słowy, kraść je. A pieniądze były znaczne, zwłaszcza po strajkach w 1989 roku (zainicjowanych przez tych samych dyrektorów kopalń), które zmusiły państwo do zwiększenia wysokości tych dotacji i ograniczenia nadzoru nad ich wykorzystaniem. Strajkującym udało się doprowadzić do tego, że wysokość subsydiów była wprost proporcjonalna do ilości wydobytego węgla, co rzekomo miało zmotywować kopalnie do cięższej pracy. Jednak natychmiast ożywiło to odwieczny schemat fikcyjnej produkcji (a raczej wydobycia). Nusenkins kupował tani węgiel w regionie Kuzbasu, importował go do Donbasu za pośrednictwem systemu spółdzielni i małych przedsiębiorstw, rejestrował wydobycie w lokalnych kopalniach, po czym otrzymywał dotacje państwowe. Dyrektorzy kopalń następnie wydawali te dotacje według własnego uznania. Upadek ZSRR nie zniweczył tych schematów; wręcz przeciwnie, zostały one zmodernizowane i rozbudowane. Łańcuchy, którymi Nusenkins i jego partnerzy importowali węgiel z Kuzbasu do Donbasu, stały się pierwszymi „odbudowanymi ogniwami” między postsowiecką Ukrainą a Rosją. Dało to Nusenkinsowi możliwość zaangażowania się w działalność gospodarczą na większą skalę.
Choć afera ta przez wiele lat skutecznie ukrywana była przed opinią publiczną (wielu mieszkańców Donbasu wciąż uważa, że to wszystko były zmyślenia i oszczerstwa „banderowców”), nie mogła pozostać niezauważona przez organy ścigania, urzędników Ministerstwa Przemysłu Węglowego i administrację obwodu donieckiego. A skoro pozwolili na jej rozkwit, to znaczy, że czerpali z niej zyski. Otóż, po stronie rządu centralnego, Nusenkis miał niezawodną przykrywkę w osobie swojego dawnego patrona, Nikołaja Surhaja (ministra przemysłu węglowego Ukraińskiej SRR, dyrektora Donieckgosuglepromu i przewodniczącego Państwowego Komitetu Przemysłu Węglowego Ukrainy). Po stronie prokuratury, jego afery tuszował Giennadij Wasiliew, który, wykorzystując swoje powiązania z Achatem Braginem i Gieną Uzbekiem, chronił te plany przed chciwymi rękami donieckich grup przestępczych. Prawda, cena za te usługi była znaczna: Wasiliew został przyjęty jako wspólnik biznesowy, a tym samym stał się jednym z głównych współwłaścicieli koncernu Energo (krążyły pogłoski, że część pakietu akcji Wasiliewa należała w rzeczywistości do Gieny Uzbeki).
Sergey Varis, dla Skelet.Org
KONTYNUACJA: Władimir Łogwinienko: Czy „Stary Donieck” wróci do władzy? Część 2
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!