Wołodymyr Łytwyn: Czy Ukraina potrzebuje zawodowego Judasza?

Władimir Litwin, dossier, biografia, dowody obciążające, mówca

Wołodymyr Łytwyn: Czy Ukraina potrzebuje zawodowego Judasza?

Dlaczego człowiek, który dwukrotnie przewodził Radzie Najwyższej, miałby dziś pozostać niezauważony i praktycznie zapomniany przez swoich wyborców? Bo Wołodymyr Łytwyn stał się symbolem ukraińskiej korupcji politycznej nawet za rządów Kuczmy. Oszukiwał, zdradzał i sprzedawał się tak często, że teraz, nawet w obliczu narastającego kryzysu rządowego, jego usługi są niechciane – zwłaszcza że zawsze żądał za nie wygórowanej ceny! Mimo to Łytwyn cierpliwie czeka na moment, gdy Ukraina znów będzie go potrzebować. Ale dlaczego?

Władimir Litwin. Małżeństwo „seksbota”

Władimir Mychajłowicz Łytwyn urodził się 28 kwietnia 1956 roku we wsi Słoboda-Romaniwska, w rejonie nowogradzkim wołyńskim, w obwodzie żytomierskim. Jego rodzice, Mychajło Klimowicz Łytwyn (ur. 1930) i Olga Andriejewna Łytwyn (ur. 1929), byli zwykłymi, prostymi kołchoźnikami, którzy mogli zaoferować swoim trzem synom: Władimirowi, Mykole (ur. 1961) i Piotrowi (ur. 1967) jedynie miłość i opiekę. Bracia nie mieli perspektyw w kołchozie, więc, jak wielu ich rówieśników, jeden po drugim opuszczali wieś w poszukiwaniu wielkiego świata. Najstarszy, Władimir, jako pierwszy opuścił dom w 1973 roku, zapisując się po ukończeniu szkoły średniej na wydział historii Narodowego Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki w Kijowie.

Rodzina Włodzimierza Litwina

Dom rodzinny Litwinów

Ciekawostka: podczas gdy koledzy Władimira Litwina byli po pierwszym i drugim roku studiów wycofywani z uczelni, by wypełnić honorowy obowiązek obrońców socjalistycznej ojczyzny, on sam nigdy nie służył w wojsku, nawet po ukończeniu KSU – choć nigdy nie wspominał o posiadaniu „białego biletu”. Litwin w zasadzie nie mógł go jednak posiadać, ponieważ osoby z „białym biletem” nie otrzymywały stopnia oficera KGB. Jak sobie z tym poradził? Istnieje jedno wytłumaczenie: Władimir Litwin został objęty programem rekrutacji nowych kadr KGB, o który w czasach sowieckich zabiegano na uczelniach wyższych i w komitetach Komsomołu. Pierwszym etapem tego programu była rekrutacja „tajnych agentów”: w przeciwieństwie do „kapusiów”, współpracowali oni z KGB dobrowolnie, a ich praca nie ograniczała się do donoszenia na towarzyszy. Zazwyczaj kandydatom na „tajnych agentów” powierzano specjalne zadania, których wykonanie służyło ocenie ich umiejętności i przeprowadzeniu procesu selekcji: skuteczni i sumienni byli rekomendowani do rekrutacji, przeciętni pozostawali „tajnymi agentami” dożywotnio, a nieświadomi lub sumienni byli degradowani do rangi zwykłych „kapusiów”. Takie zadania mogły obejmować tworzenie własnej siatki informatorów, „głęboką infiltrację” określonego kręgu lub grupy, a nawet prowokacje i „sabotaż” – na przykład podrzucanie komuś „samizdatu”.

zeszyt ćwiczeń Włodzimierza Litwina

Wołodymyr Łytwyn: Czy Ukraina potrzebuje zawodowego Judasza?

Dokładne zadanie Władimira Litwina pozostało oczywiście tajemnicą, chociaż Służba Bezpieczeństwa miała mnóstwo pracy w KGU.

Po pierwsze, uniwersytet był jedną z kuźni sowieckiego kierownictwa, ideologii i personelu dyplomatycznego – którego uczciwość musiała być ściśle monitorowana. Po drugie, pomimo ścisłego nadzoru KGB, uniwersytet był ośrodkiem wolnomyślicielstwa i „buntu”, i to właśnie tutaj pod koniec lat 80. narodziła się nowa fala ukraińskich ruchów nacjonalistycznych. To, że nie wydarzyło się to pod koniec lat 70. ani na początku lat 80., było po części zasługą skromnego „tajnego agenta” Litwina. Jednak próbując wytłumaczyć swoją przeszłość w KGB, sam w 2008 roku opowiedział nieprawdopodobną historię o tym, jak w latach studenckich pracował jedynie na pół etatu… jako strażnik w przedszkolu afiliowanym przez KGB. Co za zabawna historia!

Pomijając bajki, sądząc po tym, że Władimir Litwin nie został powołany do Armii Radzieckiej w wieku 18 czy 19 lat, jego aktywna współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa Państwowego rozpoczęła się mniej więcej w tym czasie. Był na tyle pracowity, że został zwolniony z poboru do Wojsk Pogranicznych lub jako oficer łączności, co z pewnością pasowałoby do bardzo potrzebnej kadry KGB. Mimo to Litwin pozostał agentem bezpieczeństwa przez ponad dziesięć lat, osiągając stopień porucznika Służby Bezpieczeństwa Państwowego dopiero w 1986 roku – po udanym małżeństwie i wejściu do elity Komunistycznej Partii Ukraińskiej SRR. Czy to możliwe, że jako agent bezpieczeństwa okazał się przeciętnym pracownikiem? Być może tak, ale istnieje inna teoria: małżeństwo Litwina było jego główną misją.

Według jego współlokatora w akademiku, Wołodymyra Bondarenki (posła i następcy Kliczki na stanowisku szefa kijowskiej administracji miejskiej), Łytwyn poznał swoją przyszłą żonę na ostatnim roku studiów. Inne źródło podaje, że wydarzyło się to nieco później, gdy Łytwyn, który ukończył studia z wyróżnieniem w 1978 roku, pozostał na stanowisku starszego metodyka w katedrze akademickiej, a następnie asystenta rektora. Ta praca pozwoliła mu również zachować pokój w akademiku — i to właśnie tam, na przyjęciu urodzinowym studenta, poznał Tatianę Panikarską, studentkę Instytutu Przemysłu Lekkiego. Była córką Konstantyna Panikarskiego, pierwszego sekretarza Peczerskiego Komitetu Rejonowego Komunistycznej Partii Ukrainy, który awansował na stanowisko pierwszego sekretarza Leninowskiego Komitetu Rejonowego Komunistycznej Partii Ukrainy i został członkiem Komitetu Centralnego.

Krążyły pogłoski, że KGB rzekomo postanowiło przydzielić Panikarskiemu człowieka, który miał zlecić Litwinowi zabieganie o względy Tatiany. Inne źródła twierdziły, że Litwin uczepił się Tatiany bez żadnego konkretnego zadania, widząc w niej szansę na awans społeczny. Biorąc pod uwagę, że znajomi z młodości opisywali Włodzimierza Litwina jako człowieka patologicznie chciwego, chwytającego się każdej okazji, by „zarobić trochę dodatkowych pieniędzy”, „coś kupić” lub wybić się, nie byłoby to zaskakujące.

Panikarsky Litvinf

Konstantin Panikarsky z córką Tatianą Litwin

Pan młody wyglądał absurdalnie: wydał wszystkie pieniądze na męski płaszcz z norek (szykowny jak na tamte czasy, nawet bardziej odjazdowy niż kożuch) i nosił go na randki, bojąc się zostawić ten drogi element garderoby w szafie w kinie czy kawiarni. A Litwin, jak sam przyznał, poprosił Panikarskiego o rękę córki… na piśmie. Dopiero wtedy się oświadczył. Trudno powiedzieć, dlaczego Panikarskim spodobał się „seksot” z kołchozu w futrze z norek, ale przyjęli go do swojej rodziny. W ten sposób Włodzimierz Litwin został „primakiem”, otrzymując piękną żonę, mieszkanie w Kijowie i początek kariery.

W 1980 roku 24-letni Wołodymyr Łytwyn został starszym wykładowcą na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Państwowego w Kijowie. W ciągu następnych sześciu lat, w 1982 roku, urodziła mu się córka Jelena, obronił pracę doktorską (1984) na temat „Działalność Komunistycznej Partii Ukrainy na rzecz doskonalenia kształcenia nauczycieli nauk społecznych” i zorganizował swojemu bratu, Mykole, możliwość studiowania w Donieckiej Wyższej Szkole Wojskowo-Politycznej Wojsk Inżynieryjnych. Po ukończeniu studiów Mykoła zrobił znakomitą karierę jako oficer polityczny (kompania, batalion, pułk i brygada). W 1986 roku, dzięki pomocy teścia i swoich przełożonych w Służbie Bezpieczeństwa Państwowego, Łytwyn awansował na stanowisko kierownika departamentu w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego i Specjalistycznego Ukraińskiej SRR. Jednocześnie Łytwyn awansował z szeregowego tajnego agenta do stopnia starszego porucznika w KGB, zajmując tym samym wysokie stanowisko, będąc jeszcze w mundurze. Wtedy jednak wydarzyło się coś, o czym ani sam Litwin, ani jego znajomi nigdy nie mówili: jego kariera w KGB dobiegła końca. Według jednej z wersji, Litwin wyczuł wiatr zmian i postanowił roztropnie porzucić służbę – co później wielokrotnie czynił. W 1989 roku, zaraz po narodzinach syna Iwana, Władimir Litwin przeszedł do Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Ukrainy: najpierw jako zwykły wykładowca, następnie jako konsultant i asystent sekretarza KC. Otworzyły się przed nim nowe perspektywy, które jednak zostały zniweczone przez wydarzenia 1991 roku.

Strażnik i bracia

To był prawdziwy upadek: podczas gdy większość byłych sowieckich „aparatczyków” aktywnie zajmowała stanowiska władzy i biznesu, Wołodymyr Łytwyn mógł powrócić na rodzinny Kijowski Uniwersytet Państwowy jedynie jako zwykły wykładowca, gdzie pensje malały z powodu nadchodzącej inflacji. Według oficjalnej biografii Łytwyna, w tym czasie dorabiał jako stróż nocny w firmie rolnej „Ukraina”, gdzie zatrudnił go stary znajomy, Adam Martyniuk (były pierwszy sekretarz Lwowskiego Komitetu Miejskiego Komunistycznej Partii Ukrainy), który również pracował tam jako szef ochrony. Opowieści Łytwyna o jego pracy jako zwykłego stróża są trudne do uwierzenia, ale nic więcej nie wiadomo o jego działalności na początku lat 90. Można się tylko domyślać, dlaczego ani teść, ani jego osobiste koneksje nie pomogły Łytwynowi: z jakiegoś powodu nikt w kijowskich elitach nie chciał się z nim zadawać, być może wiedząc o jego wcześniejszej pracy w KGB.

Wszystko zmieniło się w 1993 roku, kiedy w życiu Władimira Litwina doszło do trzech ważnych wydarzeń. Po pierwsze, awansował na majora – tym razem w SBU, a już w rezerwie. Dlaczego stróż nocny awansował ze starszego porucznika KGB bezpośrednio na majora SBU, a następnie został skierowany do rezerwy, pozostaje nieznane. Istnieją jednak informacje, że na początku lat 90. Władimir Litwin współpracował z generałem SBU Jurijem Gawriłowem, zaufanym powiernikiem ówczesnego szefa SBU Jewhena Marczuka. Co nie mniej interesujące, w latach 1965–77 Marczuk pracował jako agent w V Wydziale KGB, zajmującym się pracą ideologiczną i identyfikacją dysydentów. Oznacza to, że mógł mieć kontakty z aspirującym „tajnym agentem”, Wołodią Litwinem.

Po drugie, jego brat, Nikołaj Litwin, który właśnie ukończył Wyższą Wojskowo-Polityczną Akademię w Moskwie, nagle zapragnął wrócić na Ukrainę i służyć ojczyźnie, porzucając karierę w armii rosyjskiej. Warto tu podkreślić, że sowiecki i postsowiecki oficer polityczny zawsze był tajnym agentem Służby Bezpieczeństwa, a czasami nawet agentem specjalnym. Dlatego, choć powiązania Nikołaja Litwina z KGB, a następnie FSK (później FSB), nigdy nie zostały wspomniane, istniały one domyślnie. W tym samym czasie trzeci brat, Piotr Litwin, który ukończył akademię pancerną w 1990 roku, został przeniesiony z Dalekiego Wschodu do Karpackiego Okręgu Wojskowego.

Po trzecie, miało miejsce historyczne spotkanie Wołodymyra Łytwyna z Leonidem Kuczmą, które po raz kolejny odmieniło życie naszego bohatera. I to również nie obyło się bez zaangażowania „opiekunów” Łytwyna z KGB-SBU: generał Gawriłow umożliwił mu bliskie kontakty z Ołeksandrem Razumkowem (choć Razumkow studiował również na Uniwersytecie Państwowym w Kijowie w latach 1977-82, ale na Wydziale Stosunków Międzynarodowych; nie znali Łytwyna). Razumkow, który w latach 1982-90 pracował w dniepropietrowskim Komitecie Obwodowym LKSMU i dobrze znał wszystkich „chłopaków z Dniepropietrowska”, przedstawił go Kuczmie jako inteligentnego i rzetelnego człowieka. Należy założyć, że Łytwyn starał się zadowolić Kuczmę równie mocno, jak swoją przyszłą żonę Tatianę.

Wołodymyr Łytwyn Kuczma

Wołodymyr Łytwyn i Leonid Kuczma

Razumkow mylił się jednak co do „rzetelności” Łytwyna, ponieważ często służył dwóm lub trzem „panom” jednocześnie – co było powszechną praktyką w przypadku byłego agenta tajnych służb. Po wyborze Leonida Kuczmy na prezydenta w 1994 roku, Razumkow został jego pierwszym asystentem, sprowadzając ze sobą do administracji prezydenckiej Jurija Gawriłowa jako swojego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego oraz Wołodymyra Łytwyna, czyniąc go swoim doradcą ds. polityki wewnętrznej. Razumkow i Gawriłow sądzili, że mogą polegać na człowieku, którego wyniósł do władzy i który był mu winien wdzięczność. Jednak niecały rok później Łytwyn ich zdradził.

Najpierw w administracji wybuchł wewnętrzny konflikt w związku z utworzeniem Narodowego Biura Śledczego (NBI). Jego lobbyści, Razumkow i Gawriłow, napotkali opór ze strony pierwszego zastępcy SBU Leonida Derkacza i ministra spraw wewnętrznych Jurija Krawczenki. Szef administracji opowiedział się po stronie tego ostatniego. Dmitrij Tabachnik, co wywołało poważny konflikt między nim a Razumkowem. I nagle Wołodymyr Łytwyn przeszedł na stronę Tabacznyka. Zdrada była jawna: Łytwyn opuścił stanowisko u Razumkowa i został zastępcą Tabacznyka. A kiedy Razumkow został zmuszony do odejścia z administracji w grudniu 1995 roku, Łytwyn wkrótce zajął jego miejsce.

Dmitrij Tabachnik

Dmitrij Tabachnik

Ta historia miała ciąg dalszy: generał Gawriłow, który opuścił administrację jesienią 1995 roku, groził zemstą na „Judaszu” Łytwynie i ujawnieniem informacji o jego „seksterroryzmie”, a konkretnie o tym, kogo zdradził i wrobił KGB, będąc jeszcze studentem Uniwersytetu Państwowego w Kijowie. Gawriłow polegał na Marczuku, który wówczas był premierem Ukrainy. Poirytowany Łytwyn szukał ochrony u swojego szefa, a Tabacznyk zapewnił sobie milczenie Gawriłowa, grożąc w odwecie wszczęciem sprawy oszustwa Gawriłowa i Marczuka w handlu ropą. Jednak rok później sam Tabacznyk został zmuszony do odejścia, po czym administracja przeszła przez kilka lat zmian personalnych, a jedynie Wołodymyr Łytwyn zyskał stały przyczółek. Od 1996 roku pełnił funkcję pierwszego doradcy prezydenta i, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, Razumkowa, był całkowicie obojętny na sprawy państwowe, koncentrując się na tworzeniu rozległego otoczenia prezydenta: służb protokolarnych, rzeczników prasowych, asystentów, organizatorów wydarzeń, osób odpowiedzialnych za planowanie itd. Po objęciu stanowiska szefa Administracji Prezydenta w 1999 roku jedynie kontynuował i rozszerzał tę politykę. Mówiono, że to w dużej mierze dzięki Łytwynowi Kuczma porzucił wszelkie reformy (poza prywatyzacją) i stał się biernym dworzaninem.

Leonid Kuczma, Mykoła Azarow i Wołodymyr Łytwyn

Leonid Kuczma i Wołodymyr Łytwyn

Jednocześnie Łytwyn nie zapomniał o sobie ani o swojej rodzinie. W 1997 roku Wołodymyr Łytwyn wraz z Ihorem Bakajem (ówczesnym niezależnym doradcą prezydenta i członkiem parlamentu) dopuścili się oszustwa, przywłaszczając i przekazując 88 patentów spółce „Nowyje Mikrotechnologii” Sp. z o.o., którą następnie sprzedali przedsiębiorstwom państwowym (w tym Naftogazowi) za 188 milionów hrywien (około 100 milionów dolarów). Informację o tym opublikował w 2002 roku poseł Hryhorij Omelczenko, który dostarczył również dokumenty dotyczące lobbingu Łytwyna u szefa Państwowej Administracji Podatkowej. Nikołaj Azarow interesów spółki „TNK-Ukraina” oraz transferu środków walutowych spółki akcyjnej „TNK-Ukraina Invest” poprzez strukturę offshore „Asmis-company S.A.” Jednakże wówczas Prokuratura Generalna uznała zeznania Omelczenki za sfałszowane.

Skandal wokół statusu Władimira Łytwyna jako „kombatanta” był dość wymowny, ukazując jego cyniczny brak skrupułów i małostkową chciwość. W dniach 9-10 stycznia 2001 roku Łytwyn, jako członek ukraińskiej delegacji, odwiedził bazę stacjonującą w Jugosławii, gdzie stacjonował ukraiński kontyngent pokojowy. Inspekcja przebiegała typowo: przybyli, przemówili do żołnierzy, ucztowali na bankiecie, a rano wrócili do domu. Jednak wielu członków delegacji zaczęło manipulować swoim statusem „kombatantów”, twierdząc, że prawo na to pozwala (w końcu przebywali w strefie konfliktu). Łytwyn również dążył do uzyskania tego statusu, a jego motywy były szokująco egoistyczne: chciał po prostu skorzystać z korzyści, jakie się z tym wiązały!

 

Ale chciwość Łytwyna nie ograniczała się do świadczeń. W 1996 roku uzyskał wcześniejszy awans na podpułkownika rezerwy SBU, a w 1999 roku na pułkownika. Po co mu te bezużyteczne stopnie? Według osób z bliskiego otoczenia Łytwyna, chciał zapewnić sobie wcześniejszą i wyższą emeryturę!

Wraz z dojściem Łytwyna do władzy, linia jego braci gwałtownie się rozrosła. Mykoła Łytwyn, porzucając mało obiecującą ścieżkę oficera politycznego, został w 1996 roku zastępcą, a następnie szefem sztabu Wojsk Wewnętrznych Ukrainy, ułatwiając ich transformację w siły sądowe chroniące rząd przed powstaniami ludowymi. W 2001 roku Mykoła Łytwyn został dowódcą Wojsk Pogranicznych Ukrainy (od 2003 roku – Służby Granicznej Ukrainy), co zapoczątkowało ich rozpad i transformację w najbardziej skorumpowaną służbę cywilną. Najmłodszy brat, Piotr Łytwyn, awansował z dowódcy batalionu na dowódcę brygady zmechanizowanej w latach 1996–2003.

Władimir Litwin. Głos na taśmie

Największym skandalem w życiu Władimira Litwina była afera „kasetowa”, w którą był zamieszany jako jeden z głównych sprawców zabójstwa Gieorgija Gongadze: co najmniej jeden z głosów na „taśmach Mielniczenki” rzekomo należał do niego. Mówiono, że pierwszą reakcją Litwina na publikację taśm był szok i strach, choć nawet później jego niezręczna obrona wskazywała na silne napięcie nerwowe. Nikt nigdy nie widział Władimira Litwina w takim stanie. Według Władimira Cwiła (asystenta Ołeksandra Moroza), Litwin dosłownie wpadł w panikę.

Moroz Mostovaya Pikhovshek o Litwinie

Wielu postrzegało to jako pośredni dowód na udział Łytwyna w zaginięciu Gongadze, ale istota skandalu sprowadzała się do tłumienia wolności słowa na Ukrainie. Tymczasem istniała inna wersja tej tragedii, w której Łytwyn odegrał znacznie większą rolę.

Faktem jest, że od 1995 roku jest dziennikarzem Interfaxu Alena Prytula Pracowała w Administracji Prezydenta, relacjonując jego działalność w mediach – a od 1997 roku jej praca była całkowicie nadzorowana przez Wołodymyra Łytwyna. I tak, jak donosiło wiele źródeł, nawiązał się między nimi pewien „romans”, który zaowocował licznymi wyróżnieniami (w tym tytułem Zasłużonego Dziennikarza), a także niewypowiedzianym, szczególnym statusem w ukraińskim dziennikarstwie, które wówczas było jeszcze bardzo nieśmiałe i pod presją cenzury oraz wszechwładzy urzędników. Jednak, według samej Prytuły, Szkielet.OrgMłody dziennikarz Gieorgij Gongadze, trzeci członek tego klasycznego trójkąta, również był w „amorach”. Jednak w 2000 roku rzuciła pracę w administracji i postanowiła współpracować z Gongadze przy projekcie „Ukraińskiej Prawdy”. W tym celu udali się do Stanów Zjednoczonych i narzekali na tłumienie wolności słowa na Ukrainie – najwyraźniej zabiegając o granty i ochronę polityczną. To rzekomo wzbudziło w Łytwynie wzmożoną zazdrość i pragnienie zemsty: a następnie, za pośrednictwem osób bliskich Kuczmie, przedstawił mu Gongadze jako niebezpiecznego „gadułę”, któremu należało „obciąć usta” wraz z głową. Tymczasem sama Prytuła rzekomo dowiedziała się o zabójstwie Gongadzego (od Łytwyna) w ciągu kilku pierwszych godzin.

Inna ciekawa rzecz: chociaż Ukraińska Prawda posługuje się sloganem „Założona przez Georgija Gongadze w 2000 r.”, tak naprawdę jest to tylko chwyt marketingowy.

Faktem jest, że UP została założona (zarejestrowana) dwukrotnie: po raz pierwszy w 2000 r., przy czym skład jej założycieli pozostawał wówczas nieznany, a następnie ponownie zarejestrowana w 2001 r., w wyniku czego jej jedyną założycielką została tylko Alena Prytuła (notabene, główna „sponsorka” mieszkania jej byłego pracownika, a obecnie prawdomównego deputowanego Siergieja Leszczenki).

Krótko mówiąc, chociaż teoria „amoralna” logicznie wyjaśniała, dlaczego tylko Gieorgij Gongazde, który odgrywał drugoplanową rolę (po Prytule) w projekcie „Ukraińska Prawda”, został zabity i porwany, to zrozumiałe, że nie była ona kontynuowana. W końcu była niekorzystna nawet dla inicjatorów „afery taśmowej”, którzy liczyli na polityczną narrację o zabójstwie Gongadzego. Niemniej jednak Wołodymyr Łytwyn pozostał główną postacią w obu wersjach „spisku”.

Litwini nie toną!

Ale Wołodymyr Łytwyn niepotrzebnie się martwił: ze wszystkich osób zamieszanych w „aferę taśmową” ucierpiał najmniej. Leonid Kuczma stracił pozycję polityczną, były minister Krawczenko w tajemniczy sposób się zastrzelił, generał Pukacz długo ukrywał się przed światem – a następnie, po aresztowaniu, zeznawał przeciwko Łytwynowi. Nadal jednak bronił swojej pozycji: wszystkie oskarżenia ledwo mu świszczały w skroniach, a notowania Łytwyna powoli rosły, jakby wyborcy tracili pamięć. W 2002 roku znalazł się na szczycie listy wyborczej proprezydenckiego bloku „Za Zjednoczoną Ukrainę”, zdobywając 11,77% głosów. Nawet biorąc pod uwagę zasoby administracyjne, była to znacząca strata dla polityka, który właśnie został oskarżony o zorganizowanie zabójstwa znanego dziennikarza, który trafił na pierwsze strony gazet na całym świecie. Mimo to Łytwyn najpierw przewodził frakcji, następnie większości proprezydenckiej, a ostatecznie został wybrany na przewodniczącego Rady Najwyższej – stanowisko, które z powodzeniem utrzymał w czasie politycznych zawirowań w latach 2004-2005. Pomogła mu w tym sprawdzona zasada „łagodne cielę ssie dwie matki”.

Wołodymyr Łytwyn: Czy Ukraina potrzebuje zawodowego Judasza?

Marszałek Rady Najwyższej Wołodymyr Łytwyn

Litwin rozpoczął przygotowania do zmiany „władcy” w kraju już wiosną 2004 r., kiedy przeforsował przyjęcie reformy politycznej zainicjowanej przez swojego następcę na stanowisku szefa Administracji Prezydenta. Wiktor Medwedczuk... Następnie Nestor Shufrich Twierdził, że głosowanie w sprawie reformy politycznej 5 kwietnia 2004 roku zostało odrzucone, ku wielkiej uciesze opozycji, przez sześciu posłów, którzy byli „ludźmi Łytwyna”. Nie wiadomo, czy później musiał tłumaczyć się przed Leonidem Kuczmą, czy też było to zaaranżowane przedstawienie – ale Łytwyn pozostał przewodniczącym większości proprezydenckiej. A wraz z nadejściem Majdanu w 2004 roku, kiedy ta większość zaczęła się rozpadać, Łytwyn stał się politycznym punktem odniesienia i koordynatorem dla posłów, którzy zdecydowali się zająć neutralne stanowisko między przegrywającym Janukowyczem a zwycięskim Juszczenką.

Rola Łytwyna w zwycięstwie Juszczenki była kluczowa: skutecznie zablokował wszystkie „antymajdanowe” inicjatywy „biało-niebieskiej” większości i przyczynił się do jej upadku. Następnie pełnił funkcję negocjatora między frakcjami „pomarańczowych” a tymi deputowanymi dawnej większości, którzy nie chcieli się kłócić z nowym liderem politycznym. Najbardziej decydującym krokiem Łytwyna było zorganizowanie udanego głosowania „pakietowego” w grudniu 2004 roku: Wiktor Juszczenko uzyskał zgodę Rady na przeprowadzenie „trzeciej tury” wyborów w zamian za reformę polityczną. Jednak Wołodymyr Łytwyn otrzymał najwięcej korzyści: medal Bohatera Ukrainy, gwarancję pozostania marszałkiem do końca kadencji parlamentu oraz dalszego kierowania Służbą Graniczną przez jego brata, Mykołę. Młodszy brat otrzymał również drobny upominek: w lutym 2005 roku Petro Łytwyn awansował na zastępcę dowódcy korpusu i wkrótce otrzymał pierwszy stopień generała.

Warto zauważyć, że Petro Litwin, upojony wszechmocą swoich wysoko postawionych braci, często zachowywał się jak przerośnięty potentat. Na przykład 27 października 2007 roku jego Hyundai został zatrzymany przez drogówkę na autostradzie w obwodzie mikołajowskim za 1,5-krotne przekroczenie prędkości. Generał Litwin wysiadł z samochodu, obrzucił inspektorów obelgami, nakazał kierowcy zapisanie numerów odznak, a półtorej godziny później obaj policjanci drogówki zostali zwolnieni na osobisty rozkaz generała majora Mykoły Pichtina, szefa ukraińskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w obwodzie mikołajowskim.

Wybory parlamentarne w 2006 roku okazały się dla Łytwyna porażką. Już w 2004 roku „kupił” Agrarną Partię Ukrainy, przemianował ją na Partię Ludową na wybory w 2006 roku i włączył do bloku „MY”, który sprzedawał mandaty każdemu „silnemu menedżerowi”, który chciał kandydować. Ogromne sumy pieniędzy wydano na reklamę, a Wołodymyr Łytwyn pojawiał się niemal codziennie w każdym programie telewizyjnym, stając się pierwszą gwiazdą ukraińskiej telewizji. Jednak wysiłki i wydatki poszły na marne: blok zdobył zaledwie 2,77% głosów. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że Łytwyn stał się dość uciążliwy dla Ukraińców, z których wielu nie zapomniało ani o jego długoletniej zażyłości z Kuczmą, ani o zdradzie Janukowycza. Dlatego też Łytwyn spędził następne półtora roku jako kierownik Katedry Historii Ukrainy Współczesnej na Kijowskim Uniwersytecie Państwowym (obecnie Narodowym Uniwersytecie), dostosowując historię do życzeń Juszczenki i regularnie występując w programie „Wolność Słowa” jako mediator, przekonując, że bez niego rząd pogrążył się w kryzysie. Pod hasłem „Ukraina potrzebuje Łytwyna” jego Blok Łytwyna zdobył mandat w Radzie Najwyższej w przedterminowych wyborach w 2007 roku, po czym Łytwyn hojnie zwrócił wszystkie koszty reklamy rosyjskim (Ołeksandrowi Jakowlewiczowi Korotence) i amerykańskim strategom politycznym.

Wybory Włodzimierza Litwina

Z najmniejszą frakcją (20 mandatów) wydawałoby się, że Łytwyn nie mógł liczyć na duże zyski. Jednak jego ambicje były już przerośnięte: natychmiast zadeklarował chęć odzyskania mandatu przewodniczącego, czyniąc go głównym warunkiem wejścia do większości parlamentarnej. Łytwyn musiał czekać na tę ofertę cały rok, a w tym czasie Wiktor Juszczenko mianował go pełniącym obowiązki rektora Narodowego Uniwersytetu – mimo że było to rażące naruszenie prawa zakazującego posłom piastowania wielu stanowisk.

W wyniku kryzysu parlamentarnego w 2008 roku 20 mandatów Bloku Łytwyna stało się „złotą akcją”: bez nich większość (Nasza Ukraina – Ludowa Samoobrona i Blok Julii Tymoszenko) stale nie miała wystarczającej liczby głosów, by podejmować decyzje. Łytwyn powrócił na stanowisko przewodniczącego Rady Najwyższej, gdzie ponownie zaczął prowadzić politykę lawirowania między obecną a przyszłą władzą. Do 2010 roku blokował decyzje podważające interesy Partii Regionów, a jego kalkulacje były trafne. Łytwyn oddał swoją „złotą akcję” nowej proprezydenckiej większości w zamian za utrzymanie mandatu – odpowiadając na oskarżenia o korupcję, że „wzmacnia stabilność polityczną w kraju”. Wkrótce jednak zaczął flirtować ze Zjednoczoną Opozycją. W szczególności w 2012 roku Łytwyn próbował wszelkimi sposobami zakłócić głosowanie nad ustawą językową, a gdy w końcu została ona uchwalona dzięki pomocy wicemarszałka Adama Martynyuka, nawet zrezygnował (poważnie lub udając), widząc, że ta sprawa ma dla opozycji fundamentalne znaczenie.


Ten manewr znacząco obniżył i tak już niską ocenę Litwina. Co więcej, według danych Szkielet.OrgZostał ukarany przez „Doniecczyznę”: jego Partia Ludowa nie miała już szans w wyborach w 2012 roku, a on sam został wybrany do parlamentu w 65. okręgu jednomandatowym – w swoim rodzinnym mieście, obwodzie żytomierskim. Uczynił to samo w 2014 roku, po czym dołączył do frakcji parlamentarnej „Wola Ludu”, złożonej z takich „polityków bez zasad”, jak Iwan Fursin, Michaił Popławski, Aleksander Oniszczenko, Wasilij PetowkaBył to typowy ławnik polityczny, czekający na szansę, by ponownie stać się „złotą akcją” i sprzedać swoje głosy po wysokiej cenie nowej większości parlamentarnej. Jednak nie był już pod kontrolą Łytwyna, który stracił swoje dawne wpływy. Stało się tak częściowo dlatego, że jego brat, Nikołaj, stracił pozycję „karty atutowej”.

Wydarzenia z 2014 roku pokazały, że Służba Graniczna była głęboko skażona nie tylko korupcją, ale także zdradą. Czasy, w których spodziewano się obecności wojsk granicznych i mogły one jako pierwsze stawić czoła agresorowi i opóźnić jego atak, odeszły w przeszłość: Służba Graniczna Mykoły Litwina spędziła ponad 13 lat ucząc się jedynie, jak przyjmować łapówki i chronić przemyt. I to właśnie ta służba wiosną 2014 roku najpierw pozwoliła na pojawienie się na Krymie „zielonych ludzików”, a następnie pozwoliła rosyjskim „ochotnikom” Girkina i Kozicyna przedostać się na Donbas. Krwawe bitwy z sierpnia i września przypieczętowały sprawę: dowódcy batalionów, którzy przeżyli bitwy pod Sawur-Mohyłą i Iłowajsk, oskarżyli Mykołę Litwina o ogołocenie granicy, a dowódcę „odcinka D”, Piotra Litwina, o paniczną ucieczkę z pola bitwy.

W październiku 2014 roku prezydent Poroszenko odwołał Mykołę Łytwyna ze stanowiska szefa Służby Granicznej. Petro Łytwyn również stracił swoje stanowisko, ale nie na długo: latem 2016 roku został mianowany na stanowisko w Zarządzie Wojsk Lądowych, otrzymując w efekcie awans.

Genialność i plagiat ubogiego beneficjenta Władimira Litwina

Źródła informacji Szkielet.Org Niektórzy twierdzą, że Litwinowie mogli po prostu sprzedać swoje posiadłości Rosji w zamian za gwarancje nienaruszalności ich krymskiej własności. Podobnie jak wielu innych ukraińskich polityków, Litwinowie zachowali nie tylko domy z widokiem na morze, ale całe kompleksy na anektowanym półwyspie. Na przykład Oreanda Plaza, wybudowany w malowniczej okolicy niedaleko Jałty. W 2003 roku na tym miejscu stało Przedszkole nr 18. Zostało ono wydzierżawione firmie Renaissance-Yug LLC, po czym sprywatyzowane, a działka o powierzchni 1,3 hektara, którą zajmowało, otrzymała długoterminową (49 lat) dzierżawę. Przedszkole zostało zamknięte i zburzone, a na jego miejscu wybudowano trzy wielopiętrowe budynki: Hotel Oreanda Plaza z basenami i lądowiskiem dla helikopterów. Według dostępnych informacji właścicielami Oreanda Plaza są akcjonariusze Olga Kovernik z Dniepropietrowska, krymski polityk Siergiej Karnauch, Oleg Kunczenko z Jałty i Tatiana Konstantinowna Litwin.

Były przewodniczący i jego żona posiadają szeroki wachlarz nieruchomości: mieszkanie przy ulicy Instytuckiej (260 metrów kwadratowych), budynek mieszkalny w Konczy-Zaspie (550 metrów kwadratowych), dom w Peczersku (około 500 metrów kwadratowych) oraz dacze we wsiach Ukrainka i Iwankowicze (obwód kijowski). Ta lista jest być może niepełna. Łytwyn woli jednak mieszkać w domu państwowym (600 metrów kwadratowych), przyznanym mu na stałe pod koniec 2004 roku wraz z tytułem Bohatera Ukrainy. Co ciekawe, nie podjęto żadnych prób odebrania Łytwynowi tej legalnie państwowej daczy za rządów Juszczenki, Janukowycza ani po Euromajdanie. Najwyraźniej jest ona przedmiotem jakiejś umowy na czas nieokreślony. Ponadto Wołodymyr Łytwyn, jako czterokrotny beneficjent (emeryt SBU, były przewodniczący, Bohater Ukrainy i weteran walk), korzysta ze zniżki (co najmniej 50%) na rachunki za media.

Dom Litwina

„Chatynka” Włodzimierza Litwina

Łytwynowie wynajmują większość swoich daczy, co w zeszłym roku przyniosło im około 670 000 hrywien czynszu. Wśród ich lokatorów są ciekawe osoby: na przykład Jurij Dagajew, przewodniczący żytomierskiego ruchu społecznego „Hromadska Warta – Lustracja Władzy”, założonego w lutym 2014 roku. Może dlatego nikt nawet nie wspomniał o lustracji Łytwyna?

Nawiasem mówiąc, Wołodymyr Łytwyn nigdy nie bał się rewolucji na Majdanie – ani pierwszej, ani nawet drugiej. Co więcej, 25 stycznia 2014 roku, w szczytowym momencie walk ulicznych w Kijowie, Łytwyn zorganizował wesele swojego syna Iwana. Przypadkowo lub nie, jego wybranką była Tatiana Tieriechowa, córka Andrija Derkacza i wnuczka Leonida Derkacza, starego znajomego Łytwyna z lat 90. Ślub odbył się w hotelu Intercontinental (ul. Wełyka Żytomirska 2a), a toasty wznosili prezenter rosyjskiej telewizji Andriej Małachow, a gości zabawiali Filip Kirkorow i Wierka Serduczka. Aby upewnić się, że rewolucja nie zakłóci uroczystości, przez cały wieczór hotel Intercontinental był chroniony przez kompanię wojsk wewnętrznych i oddział Berkutu.

Skąd emeryt uprawniony do zasiłku bierze taką fortunę? Przecież, według deklaracji o dochodach z 2015 roku, rodzina Wołodymyra Łytwyna nie jest bogata jak na standardy ukraińskich polityków:

Oświadczenie Włodzimierza Litwina

Wołodymyr Łytwyn: Czy Ukraina potrzebuje zawodowego Judasza?

Jednak interesy Litvina pozostają pilnie strzeżoną tajemnicą od lat 90. Tylko jego córka, Jelena, reklamuje swoje centrum handlowe dla zamożnych kobiet „Dom Luksusowej Willi Gross”, starając się wykreować wizerunek trendsetterki na stołecznej scenie modowej. Jednak ten „megabutik” podobno jest nierentowny i istnieje tylko dzięki wsparciu finansowemu jej ojca i wujka Koli.

Jednak dochody Władimira Łytwyna z „działalności dydaktycznej” co roku uszczuplają się o sprzedaż jego własnych książek – których napisał już kilkadziesiąt. Tajemnica tej grafomanii wyszła na jaw w 2002 roku, kiedy Łytwyn został przyłapany na plagiacie. Jego praca „Społeczeństwo obywatelskie: mity i rzeczywistość” okazała się prostym tłumaczeniem artykułu Thomasa Carothersa, amerykańskiego naukowca z Carnegie Endowment. Trzytomowa „Historia Ukrainy”, wydana przez Łytwyna w latach 2003-2005, okazała się zbiorem fragmentów z różnych podręczników do historii – nawet nie przepisanych, lecz zeskanowanych za pomocą FineReadera. Co więcej, ktokolwiek skanował te teksty, zapomniał poprawić dobrą połowę błędów ortograficznych w tytułach i nazwiskach popełnionych przez FineReadera – co oznacza, że ​​teksty zostały również sprawdzone przez program i to przez osobę o bardzo znikomej wiedzy historycznej lub geograficznej. Zastanawiam się, czy był to wynajęty, niepiśmienny „literacki ghostwriter”, czy sam akademik Litwin?

Sergey Varis, dla Skelet.Org

Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!