Niedawno prasa donosiła o międzynarodowym skandalu związanym z obrazami skradzionymi z holenderskiego muzeum, które wypłynęły na powierzchnię w strefie operacji antyterrorystycznej (ATO). W związku z tym pojawiło się nazwisko byłego szefa SBU Walentyna Ołeksandrowicza Naływajczenko. Tego samego, który po odejściu ze stanowiska stał się coraz bardziej aktywny. O jego działalności pisaliśmy już wielokrotnie.głośne oświadczenia, że rosyjski polityk Władysław Surkow jest rzekomo zamieszany w sprawę „Niebiańskiej Sotni”O nim także pisaliśmy. oskarżenia wobec prezydenta i „szarego kardynała” BPP Igora KononienkoJeden dziwny szczegół rzuca się w oczy. Z jakiegoś powodu wszystkie te sprawy wypłynęły na światło dzienne i zyskały szeroki rozgłos nie wtedy, gdy Walentin Aleksandrowicz zajmował swoje biuro przy ulicy Władimirskiej 33. Byłoby to logiczne, ponieważ to właśnie te sprawy miał prowadzić. Jednak po tym, jak został wyrzucony z tego budynku, wydaje się, że to nie autentyczna chęć pomocy krajowi w rozwiązaniu głośnych spraw karnych, a raczej drobny szantaż mający na celu powrót do wielkiej polityki. Spróbujmy więc dowiedzieć się, jak w ogóle trafił do wielkiej polityki.
Półwyszkolony szpieg
W 1991 roku Nalyvaichenko najwyraźniej marzył o karierze szpiega lub superagenta. To właśnie w tym roku, nie będąc już młodym człowiekiem, mając 25 lat, więc można to uznać za świadomy wybór, zapisał się do Instytutu Wywiadu Andropowa KGB ZSRR. Nawiasem mówiąc, sam Władimir Putin ukończył tę samą uczelnię, podobnie jak Siergiej Iwanow, Jewgienij Murow, Władimir Jakunin i Siergiej Naryszkin. Okazało się, że była to całkiem spora grupa, wśród której znaleźli się praktycznie wszyscy najwyżsi urzędnicy Federacji Rosyjskiej. Po czterech latach nauki w tej uczelni, do 1994 roku, tuż w pierwszych latach niepodległości Ukrainy, niespodziewanie opuścił ją, nie kończąc studiów. Przybył do Kijowa. Powód tego „nagłego” odejścia z ośrodka kadrowego KGB i to, czy było ono w jakiś sposób związane z potrzebą rosyjskich służb wywiadowczych, aby infiltrować swoich ludzi w ukraińskich służbach wywiadowczych, pozostaje niejasny. Choć powiązania korporacyjne byłych absolwentów tej uczelni są legendarne, co najmniej dwa fakty wydają się dość podejrzane. Po pierwsze, Walentyn Nalywajczenko przez pewien czas nie ukrywał tego epizodu w swojej biografii… powiedzmy, że milczał. Choć jego służba w KGB (a studia w instytucie wywiadu to również służba) nie stanowiła zagrożenia. Wszak ustawa o lustracji osób, które służyły w służbach bezpieczeństwa państwa, nie została wówczas uchwalona. Drugi fakt jest jeszcze bardziej interesujący. Po powrocie do ojczyzny Walentyn Aleksandrowicz natychmiast rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Co więcej, w tym samym 1994 roku został natychmiast mianowany drugim sekretarzem ambasad Ukrainy w Finlandii, Norwegii i Danii. Zawodowi dyplomaci mogą potwierdzić, że aby osiągnąć takie stanowisko, trzeba było przepracować w systemie kilka lat, zaczynając od asystenta. Mówimy tu o osobach z wykształceniem kierunkowym, absolwentach Instytutu Stosunków Międzynarodowych – czyli ekonomistach międzynarodowych, prawnikach międzynarodowych itd. Jednakże Nalyvaichenko, który nie miał odpowiedniego wykształcenia i nigdy wcześniej nie przepracował ani jednego dnia w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, został natychmiast mianowany.
Dyplomacja
Generał Ołeksandr Skipalski, ówczesny szef Głównego Zarządu Wywiadowczego Ministerstwa Obrony Ukrainy, twierdzi, że Naływajczenko awansował do Ministerstwa Spraw Zagranicznych dzięki protekcji rosyjskich służb wywiadowczych. Prawdopodobnie zna nazwiska swoich patronów, ale nie ujawniają oni niczego opinii publicznej. Walentyn Aleksandrowicz nie odniósł jednak szczególnych sukcesów na polu dyplomatycznym, a przynajmniej nie był znany opinii publicznej. Niemniej jednak jego kariera była dość udana. Do 2001 roku objął już lukratywne stanowisko konsula w ambasadzie Ukrainy w Stanach Zjednoczonych. To oznaczało, że został trzecim najwyższym rangą dyplomatą w najbardziej prestiżowej ukraińskiej placówce dyplomatycznej. Podobno to właśnie tutaj, w Waszyngtonie, poznał swoich nowych przyjaciół z CIA. Więcej o nich jednak później. Niektórych może dziwić fakt, że przyszły szef SBU współpracował z dwiema wrogimi agencjami wywiadowczymi. Ale w świecie wywiadu jest to uważane za normalne. Tak czy inaczej, nowy skok w karierze nie nastąpił długo i w 2004 roku Naływajczenko został wiceministrem spraw zagranicznych. Takiego awansu pozazdrościłby każdy dyplomata. Ministrem spraw zagranicznych był wówczas Kostiantyn Griszczenko, protegowany Kuczmy, który później wspierał Partię Regionów. Konsekwentnie realizował politykę poprawy stosunków z Rosją i odwlekał, lub jak to ujął, „pragmatycznie podchodził” do relacji z Unią Europejską. Jednak po pomarańczowej rewolucji w lutym 2005 roku zastąpił go na tym stanowisku Borys Tarasiuk, wówczas dość zagorzały zwolennik integracji europejskiej i członek partii Reformy i Porządek. Co więcej, Tarasiuk był doświadczonym dyplomatą, który rozpoczął karierę w Związku Radzieckim. Najwyraźniej nie ufał swojemu zastępcy i zesłał go na honorowe zesłanie jako ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego w Republice Białorusi. Jednak niecały rok później Walentin Aleksandrowicz znalazł nowego mecenasa.
Zatrudnienie w Twojej specjalności
Jego nowym patronem został ówczesny prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, który w 2006 roku mianował Naływajczenkę szefem SBU, zatrudniając go w umiejętnościach, których nie opanował jeszcze w Instytucie KGB. Robił wszystko, by zadowolić swojego szefa. Odtajnił archiwa SBU dotyczące represji i pracy wywiadowczej agencji w latach stalinowskich, mimo że wielu oskarżonych w tych sprawach wciąż żyło i mogło cierpieć. Oficerowie opowiadają, jak wzięli pod swoje skrzydła weteranów tajnych służb, których jedyną winą było to, że wykonywali rozkazy w tamtych latach i mogli cierpieć z rąk nacjonalistów. Otworzył Muzeum Ofiar Represji i zainicjował proces Hołodomoru. Krótko mówiąc, robił wszystko poza swoją bezpośrednią pracą. Mówi się, że to pod jego przywództwem najbardziej wpływowi pracownicy SBU zostali zwolnieni i zastąpieni lojalnymi i oddanymi. Na przykład jego zastępca, Andrij Kislinski, został oskarżony o stręczycielstwo w latach 90. i przyłapany na posługiwaniu się fałszywym dyplomem. Wspomniany wyżej generał Skipalski twierdzi, że to Walentyn Ołeksandrowicz przedstawił Juszczence swojego przyjaciela Walerija Choroszkowskiego, a dzięki jego staraniom Choroszkowski został pierwszym zastępcą sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Historia portfela Naływajczenko jest najbardziej wymownym przykładem profesjonalizmu ówczesnej służby. W marcu 2008 roku jego portfel został skradziony w centrum fitness hotelu Hyatt. Możliwości śledcze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy były niewystarczające, aby znaleźć portfel jej prezesa. Nie udało mu się nawet ustalić, kto otruł jego szefa, Wiktora Juszczenkę. Nie miało to jednak wpływu na jego karierę. Być może dlatego, że oprócz wyżej wymienionych spraw publicznych, świadczył on swojemu szefowi liczne prywatne przysługi. Na przykład zlecił przygotowanie dokumentów do przekazania kliniki i szpitala SBU przy ul. Lipskiej 11 Fundacji Kateryny Juszczenko-Czumaczenki „Ukraina 3000” jako biura. We wrześniu 2008 roku potajemnie wyszkolił grupę operacyjną złożoną z oficerów Jednostki „A” pod dowództwem generała-majora Czałyja, aby pojmać ówczesną premier Julię Tymoszenko. Jednak funkcjonariuszom SBU ponownie zabrakło profesjonalizmu w tej sprawie, która wyszła na jaw. Być może dlatego Julia Tymoszenko pozostała wówczas na wolności.
Zdrada
Za kadencji Naływajczenko na ulicy Wołodymyrskiej 33 zaczęły pojawiać się różne tajemnicze postacie, głównie z CIA. W szczególności pojawił się tam Jeffrey Egan, ówczesny regionalny przedstawiciel CIA na Ukrainie. Inny amerykański oficer wywiadu, Charles Levy, miał nawet własne biuro w siedzibie SBU pod numerem 112 i mieszkał w kryjówce przy ulicy Patorżyńskiego. Co więcej, miał dostęp do dokumentów zawierających tajemnice państwowe, co stanowiło jawne naruszenie prawa, i to poważne, i nazywa się to „zdradą stanu”. To, czy taka zbrodnia mogła zostać popełniona w głównym budynku SBU bez wiedzy Walentyna Aleksandrowicza, jest pytaniem raczej retorycznym. Co więcej, Naływajczenko osobiście zaprosił ambasadora USA i oficerów CIA na uroczystość wręczenia dyplomów absolwentom Wyższej Szkoły Ekonomicznej SBU. Najwyraźniej po to, by poznać naszych przyszłych agentów z widzenia. Już w 2008 roku Giennadij Moskal oskarżył Naływajczenkę o zdradę interesów państwa na rzecz Amerykanów. (więcej o tym w artykule Giennadij Moskal: generał o wielu twarzach i wulgarnym języku), wówczas zastępca ludowy. W 2013 roku Prokuratura Generalna wszczęła postępowanie karne przeciwko Walentynowi Ołeksandrowowiczowi. Postawiono mu trzy zarzuty: zdradę stanu, ujawnienie tajemnic państwowych i przekazywanie informacji poufnych. Ówczesny szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), Ołeksandr Jakimienko, również zarzucił te same przestępstwa swojemu poprzednikowi, dodając, że został zwerbowany podczas służby w służbie dyplomatycznej w Stanach Zjednoczonych. Najwyraźniej te zarzuty, za które groziła wysoka kara więzienia, były powodem udziału Naływajczenki w wydarzeniach Euromajdanu. Co więcej, w przeciwieństwie do innych przywódców Euromajdanu, miał on własną jednostkę bojową.
„Orły” Nalywajczenko
W 2007 roku Walentyn Ołeksandrowycz, będąc szefem SBU, wspierał nacjonalistyczną organizację „Trójząb im. Stepana Bandery”. Pisaliśmy o tym już w artykule o Dmytro Jaroszu. Organizacja potrzebowała nie tylko funduszy, ale także wyspecjalizowanych trenerów, broni, obozów szkoleniowych oraz lojalności lokalnych władz i policji. Naływajczenko mógł z łatwością zapewnić to wszystko. „Trójząb” został założony w 1993 roku przez Wasilija Iwaniszyna. Była to dość twarda i niesforna organizacja. Iwaniszin był bardzo inteligentnym i ambitnym człowiekiem, więc nie tańczył, jak mu zagrają. W 1999 roku odszedł z Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, którego początkowo uważał się za członka sił bezpieczeństwa. W 2007 roku Iwaniszin zmarł nagle w wieku 63 lat, jeszcze nie będąc starcem. Według niektórych źródeł zmarł na tętniaka aorty; Inni, zawał serca, po którym został podejrzanie szybko pochowany na cmentarzu w Drohobyczu. Tak czy inaczej, dowództwo nad Tryzubem przeszło na człowieka Naływajczenki, jego ojca chrzestnego, Dmytra Jarosza. Rok 2007 był szczytem wsparcia SBU dla tej organizacji. Walentin Oleksandrowicz osobiście odwiedził obóz letni ekstremistów i wygłosił do nich przemówienie. Przeczytaj więcej o Dmytrze Jaroszu w naszym artykule: Dmitrij Jarosz. Dla kogo pracujemy?
Sprawy rodzinne, sprawy ziemi
Walentyn Naływajczenko nie prowadzi działalności gospodarczej; zadeklarował roczny dochód w wysokości 100 000 hrywien. Tego samego nie można powiedzieć o jego rodzinie. Na przykład jego żona, Jelena, po prostu kolekcjonuje działki. W 2009 roku, gdy jej mąż był szefem Służby Bezpieczeństwa Narodowego (SBU), otrzymała ziemię w rejonie kijowsko-swiatoszyńskim, a także działki w dwóch radach wiejskich w rejonie browarskim, a także kolejną działkę dla córki. Ziemia przyznana tej kobiecie była przeznaczona pod uprawę roli, ogrodnictwo i wypas bydła. Ponadto jego żona posiada luksusowy apartament w nowym osiedlu mieszkaniowym Alpijski na Górze Batujewej w Kijowie.
Córka Walentina Aleksandrowicza, Olga, mimo stosunkowo młodego wieku (26 lat), pracuje już jako szefowa działu prawnego w TechnoEnergoTrade. Właścicielem firmy jest Władimir Poliszczuk, właściciel sieci Eldorado, centrum handlowego Guliwer i Banku Michajłowskiego, a w istocie figurant majątku zbiegłego ministra dochodów i ceł. Aleksandra Klimenko, o której pisaliśmy niedawno. Ta sama firma jest zarejestrowana na Naływajczenko. Wszystkie mają w nazwie słowo „Smile” – Smile Trading, Smile Media, Smile Consulting i tak dalej. Generowały one dochody Walentyna Naływajczenko w latach, gdy został on zwolniony z SBU i był posłem o niskim statusie. Świadczy o tym również fakt, że podczas wyborów figurował jako szef grupy konsultingowej Smile Holding. Prezydentem był wówczas Wiktor Janukowycz, a Walerij Choroszkowski, który miał bezpośrednie powiązania z Dmytro Firtaszem, był szefem SBU. Naływajczenko tymczasem zdobył mandat w Radzie z listy partii UDAR, która również ma powiązania z Firtaszem. Krótko mówiąc, ręka myje rękę. Jego Smile Holding wygrał przetargi na obsługę Czornomorsknaftogazu, Ukrnaftowydobuwanni, Ukrnaftogazu i inne lukratywne kontrakty rządowe. Jednak w 2013 roku „młodzi oligarchowie” zaczęli zdobywać władzę, a „firtaszewici” popadli w kłopoty. Choroszkowski uciekł za granicę, a przeciwko Naływajczence wszczęto postępowanie karne, o którym pisaliśmy powyżej. Zostali oni zmuszeni do ucieczki na Majdan.
Z Euromajdanu z powrotem do SBU
Wspomniana wyżej organizacja Trident odegrała ogromną rolę na Euromajdanie. Stała się trzonem Prawego Sektora. W ten sposób Walentyn Ołeksandrowycz, za pośrednictwem swojego ojca chrzestnego i byłego współpracownika Dmytra Jarosza, przejął kontrolę nad wszystkimi ekstremistycznymi organizacjami Majdanu. Po zwycięstwie Euromajdanu Krym został zajęty, a wojna z Rosją w Donbasie rozpoczęła się. Dlatego nowy rząd został po prostu zmuszony do mianowania go szefem SBU, w czasie, gdy jednostki wojskowe i paramilitarne były zdemoralizowane, bataliony ochotnicze dopiero się formowały, a jedynie DUK Prawego Sektora pozostawał w względnej gotowości bojowej. Tak więc, prosto z Majdanu, Walentyn Naływajczenko udał się do swojego znanego biura przy ul. Wołodymyrskiej 33. Powiedzenie, że SBU funkcjonowała słabo pod jego kierownictwem, byłoby niedopowiedzeniem. Służba bezpieczeństwa unieruchomiła wszystko, co dało się unieruchomić. Wiktor Janukowycz, po kilku dniach podróży po kraju, bez przeszkód wyjechał do Rosji. Krym został po prostu „wypłukany”. W Donbasie oficerowie SBU masowo dezerterowali do DRL i ŁRL. Aleksandr Chodakowski, na przykład, był dowódcą jednostki „A” SBU w obwodzie donieckim. Mówi się, że na początku wydarzeń w Doniecku nie był pewien, po której stronie stanąć. Naływajczenko po prostu odmówił rozmowy telefonicznej, ale FSB tak, i to właśnie zadecydowało o jego decyzji. Julia Mostowaja, redaktor naczelna gazety „Zierkało Niedieli”, stwierdziła również, że Służba Bezpieczeństwa zmarnowała okazję, by zahamować wydarzenia na Krymie i na wschodzie. Dodała również, że Aksionow, Konstantinow, Gubariew, Bezler i Puszylin powinni wypić za zdrowie Walentina Aleksandrowicza. W zasadzie, jeśli taki był pierwotny cel rosyjskich służb specjalnych i ich instruktorów z Instytutu KGB, to im się to udało.
Honorowe zwolnienie
Jedynym „osiągnięciem” przewodniczącego SBU było zatrudnienie znanych blogerów – Siergieja Iwanowa, wcześniej zwolnionego z prokuratury za pijaństwo, i Denisa Kazańskiego. Wszyscy w SBU byli zdumieni, co ci ludzie tam zrobią. W rzeczywistości nic nie zrobili. Po prostu kręcili się po korytarzach i odeszli. Za Walentyna Naływajczenko SBU nie odpowiedziała na ani jedno publiczne dochodzenie. Nie wszczęto żadnych postępowań karnych przeciwko funkcjonariuszom Berkutu, którzy rozpędzili Majdan. Organizatorów, ani nawet sprawców strzelaniny Niebiańskiej Sotni nigdy nie znaleziono. Tymczasem Naływajczenko, za pośrednictwem swojego doradcy Markijana Łubkiwskiego, okresowo donosił o aresztowaniach „terrorystów”, „separatystów” i „szpiegów”. Ponieważ jednak żaden z nich nie został postawiony przed sądem, a przynajmniej nie odbyły się żadne publiczne procesy, społeczeństwo ostatecznie straciło do niego zaufanie. Zamiast tego „zmusił się” do bycia weteranem wojennym. Według Serhija Leszczenki, podczas pełnienia funkcji przewodniczącego SBU, jedyną prawdziwą walką Walentyna Ołeksandrowego była walka o interesy Dmytra Firtasza. Ostatecznie zarówno opinia publiczna, jak i Petro Poroszenko mieli tego dość. Postanowili pozbyć się Walentyna Ołeksandrowego, ale nie było to takie proste, ponieważ prezydent ma również bardzo bezpośrednie powiązania z grupą Firtasza-Lewoczkina. Ostatecznie osiągnięto kompromis. Naływajczenko został odwołany nie dekretem prezydenta, jak wymagała procedura, lecz głosowaniem Rady Najwyższej. Posłowie Leonid Jemeć i Borysław Bereza twierdzą, że jego rezygnacja została zamieniona na zgodę na przeprowadzenie wyborów na mera Kijowa w jednej turze, z przewidywanym zwycięstwem Witalija Kliczki. Wybory ostatecznie odbyły się w dwóch turach, ale Kliczko wygrał. Sam Walentyn Ołeksandrowycz przez chwilę wahał się, po czym ogłosił, że wystartuje w wyborach prezydenckich. Następnie zapowiedział utworzenie własnej siły politycznej. Jednak nie skończyło się na rozmowach.
Po krótkiej ciszy Walentin Aleksandrowicz pojawił się ponownie na Forum Antykorupcyjnym, którego gospodarzem był Micheil Saakaszwili. Oskarżył tam ukraiński rząd o kradzież 15 miliardów dolarów i, ogólnie rzecz biorąc, próbował wysunąć szereg innych głośnych oskarżeń. Stara się więc jak może, by powrócić do życia politycznego kraju. Jak dotąd nie przynosi to zbyt dobrych rezultatów. Czy uda mu się w przyszłości? Czas pokaże.
Denis Ivanov, dla SKELET-info
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!