Serhij Kiwałow to wybitny przedstawiciel „reżimu Janukowycza”: założyciel i rektor Odeskiej Narodowej Akademii Prawa (ONUA), gdzie prowadzone są pomysłowe procedery korupcyjne; autor ustawy antyukrainofobicznej z 2012 roku; fałszerz wyborów prezydenckich w 2014 roku, pracujący dla trzech partii – Janukowycza, Juszczenki i Kuczmy; oraz „władca” obwodu odeskiego. Pomimo ogłoszonej lustracji, nadal bezczelnie „żyje dostatnio” i unika jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Przeczytaj nasz artykuł, aby dowiedzieć się, jak powstało imperium biznesowe Kiwałowa i dlaczego może on manipulować prawem.
Sekrety nieoficjalnej biografii
Siergiej Wasiljewicz Kiwałow urodził się 1 maja 1954 roku w Tyraspolu, obecnie stolicy nieuznawanej Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej w Mołdawskiej SRR. Jego matka, pochodząca ze wsi Grosulowo w obwodzie odeskim, przyjechała do Tyraspola, aby dołączyć do rodziców i urodzić syna. Do tego czasu miała już troje dzieci. Nawiasem mówiąc, bardzo dziwne jest to, że Siergiej Wasiljewicz nigdy nie wymienia nazwisk, imion ani patronimów swoich rodziców. W broszurze „Kandydat”, wydanej w 2002 roku, przed jego startem w wyborach do Rady Najwyższej, redagowanej przez Zoję Kazanży, blogerkę i działaczkę, która rozpoczęła współpracę z… Eduard Gurvits już w 1996 roku, kiedy kierowała centrum prasowym czeczeńskiego ruchu oporu w Odessie, protegowana Kiwałowa, a od 2014 roku zastępca szefa Odeskiej Obwodowej Administracji Państwowej)
Istnieją dwa zdjęcia rodziców Siergieja Kiwałowa, oba bez imion.
W 1958 roku rodzina Kiwałowów wyjechała do Kazachstanu na podstawie bonu komsomolskiego. Tam „zbudowali” miasto Kustanaj. Siergiej uczęszczał do szkoły w Tyraspolu. Ze względu na zamiłowanie do wiedzy i literatury koledzy z klasy nazywali go „Nauczycielem”.
Po ósmej klasie nasz bohater wstąpił do Technikum Drogowego w Kustanaju na kierunku „Maszyny i Sprzęt Drogowy”. Nawiasem mówiąc, w tamtym czasie ta szkoła techniczna, wraz z Odeską Szkołą Techniczną, cieszyła się największym prestiżem w kraju. Po ukończeniu studiów Kiwałow przez około sześć miesięcy pracował w swoim zawodzie – jako „walcownik”, czyli układacz asfaltu. Potem przyszła kolej na wojsko. Siergiej Wasiljewicz został przydzielony do Zabajkalskiego Okręgu Wojskowego. Tam awansował do stopnia sierżanta. W wojsku zdecydował się na dalszą edukację. Kiwałow zdobył wyższe wykształcenie w Rosji, kończąc w 1980 roku Swierdłowski Instytut Prawny, specjalizując się w naukach prawniczych, na wydziale sądowo-prokuratorskim. Jeszcze jako student został wybrany na przewodniczącego związku zawodowego. W tamtych czasach takie stanowiska zajmowali zazwyczaj prorektorzy lub dziekani. Być może była to premia za dobrą pracę, jaką Kiwałow dawał rektorowi instytutu, Dmitrijowi Ostapence — okazało się bowiem, że Siergiej Wasiljewicz dorabiał jako kierowca u swojego przełożonego.
To stanowisko pomogło Siergiejowi Wasiljewiczowi pozostać w instytucie i podjąć studia podyplomowe. Kiwałow został najpierw doktorantem, a następnie wykładowcą na Wydziale Prawa, gdzie pracował aż do samego początku pierestrojki.
To właśnie w tym czasie doszło do jednego z najważniejszych spotkań w życiu naszego bohatera – z Borysem Jelcynem. Były prezydent Rosji był wówczas przewodniczącym komitetu partyjnego obwodu swierdłowskiego. Młody przewodniczący związku studenckiego, Kiwałow, przyszedł do Borysa Nikołajewicza z pytaniem o uniwersyteckie stołówki, czyli „snackbary”. W tamtym czasie nie podlegały one uczelniom, na których się znajdowały, lecz innej organizacji. Jelcyn pochwalił przedsiębiorczą inicjatywę młodego człowieka i zaczął aktywnie wspierać jego rozwój zawodowy.
Po obronie doktoratu w 1986 roku Kiwałow „poprosił” o przyjęcie do policji. Dziwna prośba jak na pracownika naukowego. Jednak logicznie rzecz biorąc, wszystko staje się jasne: najprawdopodobniej Borys Jelcyn obiecał swojemu protegowanemu ochronę. W ciągu zaledwie dwóch lat Siergiej Wasiljewicz awansował z funkcjonariusza śledczego na zastępcę naczelnika Głównego Zarządu Spraw Wewnętrznych w Siewierouralsku. Nagle jednak poprosił o przeniesienie, i to do Odessy (a co, jeśli to nie była ucieczka?). Według oficjalnej wersji Kiwałow miał odwiedzić swoich starszych rodziców, którzy przeprowadzili się już z Tyraspola do Odessy; według nieoficjalnej wersji został oskarżony o gwałt w Rosji.
W Odessie Siergiej Wasiljewicz wstąpił do służby patrolowo-wartowniczej, uważanej za najmniej prestiżową. Oficjalna biografia Kiwałowa podaje, że pod koniec lat 80. służył w Czarnobylu, chroniąc miasto przed grabieżcami; w Suchumi, gdzie szalał konflikt abchasko-gruziński; oraz w Karabachu, gdzie toczyły się walki między Ormianami a Azerami. Ciekawostką jest, jak Siergiej Wasiljewiczowi udało się jednocześnie służyć w czterech miejscach, oddalonych od siebie o znaczną odległość?
Era szkoły prawniczej i sędziów „kieszonkowych”
W 1989 roku Siergiej Kiwałow postanowił powrócić do pracy naukowej i dydaktycznej. Przez osiem lat pracował na Uniwersytecie Państwowym w Odessie, zajmując różne stanowiska. Pełnił funkcję prorektora, docenta, profesora, wykładowcy oraz kierownika katedry prawa celnego.
W 1997 roku Siergiej Wasiljewicz postanowił stworzyć własną, osobistą „Arkę”, znaną na całym świecie jako Odeska Akademia Prawa. Powstała ona jako prywatna inicjatywa Kiwałowa pod auspicjami państwa. Historia powstania Odeskiej Akademii Prawa jest niezwykle interesująca.
Wszystko zaczęło się od utworzenia Instytutu Prawa w ramach prestiżowego Wydziału Prawa Uniwersytetu Państwowego w Odessie. Kiwałow został jego dyrektorem. Ogólnie rzecz biorąc, Instytut Prawa cieszył się popularnością, oczywiście nie bez pomocy dyrektora, i mógł z czasem stać się autonomicznym uniwersytetem. Ale Siergiej Wasiljewicz nie czekał. Jednym pociągnięciem pióra w Gabinecie Ministrów Walerija Pustowojtienki na Ukrainie powstała nowa alma mater, na czele której stanął ten sam Siergiej Kiwałow. Wydawało się, że nie ma w tym nic podejrzanego, gdyby nie kilka niuansów. Po pierwsze, uniwersytet powstał w pośpiechu, w środku roku akademickiego, w ciągu kilku dni. Akta studentów były przenoszone do nowej instytucji z dnia na dzień, bez ich wiedzy. Po drugie, rektor Uniwersytetu w Odessie, Walentyn Smyntyna, nie miał pojęcia o powstaniu – a raczej o „wyobcowaniu” – tej najbardziej prestiżowej instytucji. Okazało się, że list w imieniu Uniwersytetu Państwowego w Odessie, który stał się podstawą decyzji Ministerstwa Edukacji i Rady Ministrów o utworzeniu nowego uniwersytetu, został podpisany przez zastępcę Smyntyna, Anatolija Pankowa. Co więcej, list miał numer wychodzący, ale sam dokument nie został parafowany przez uniwersytet. Doszło do konfliktu, w wyniku którego Pankow został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska. Nie był jednak zły, ponieważ natychmiast zaproponowano mu stanowisko prorektora ds. badań i metodologii oraz kierownika Katedry Pedagogiki Prawnej i Psychologii w nowo utworzonej Akademii Prawa. Stało się tak pomimo faktu, że Pankow jest z wykształcenia filologiem.
Dwa tygodnie przed ustąpieniem ze stanowiska, ówczesny premier Ukrainy Pawło Łazarenko wspierał Kiwałowa w jego „destrukcyjnej budowie”. Lobbował za nowo powstałym uniwersytetem we wszystkich ministerstwach i wywierał presję na każdego ministra kwestionującego powstanie instytucji. Warto zauważyć, że jeszcze przed ukończeniem studiów, akademia była pierwszą odeską uczelnią wyższą, która otrzymała status państwowy, a jej pierwszy doktorat honoris causa został przyznany prezydentowi Ukrainy Kuczmie. W pierwszych latach działalności akademia osiągała obroty rzędu 10 milionów dolarów rocznie. Tymczasem instytucja była i pozostaje finansowana z budżetu państwa.
De jure Kiwałow był rektorem Akademii Prawa w latach 1997–1998, rok po jej założeniu. W 1998 roku Serhij Wasiljewicz został członkiem Rady Najwyższej, więc musiał zrezygnować. Jednak Kiwałow, jak nikt inny, wie, że prawa należy obchodzić, a nie przestrzegać. Wymyślił więc dla siebie nowe stanowisko – honorowego prezesa Akademii. Zobowiązywało to kadrę do wyboru rektora, a Ministerstwo Edukacji i Nauki do jego zatwierdzenia. Ale sytuacja potoczyła się inaczej: od 1998 do 2004 roku Akademia Prawa nie miała rektora. Pankow wypełniał swoje obowiązki.
Co prawda w 2004 roku kwestia wyboru rektora stała się paląca, ale nawet w tym przypadku Kiwałow znalazł rozwiązanie – wybory bezkonkurencyjne. Był jeden „jedyny” kandydat – Kiwałow – i jeden „techniczny” kandydat – 77-letni profesor prawa Czerwony, który ze względu na wiek po prostu nie mógł konkurować z politykiem. Ostatecznie 146 delegatów zagłosowało za Siergiejem Wasiljewiczem, a 8 za. Pozostało jedynie zatwierdzenie Kiwałowa na stanowisku rektora w Ministerstwie Edukacji i Nauki. Siergiej Wasiljewicz osobiście złożył swoje dokumenty w ministerstwie w sylwestra, 28 grudnia. Cuda się zdarzają, a polityk został rektorem 31 grudnia. Dla porównania: takie nominacje są zazwyczaj rozpatrywane w ciągu dwóch miesięcy.
Jedyne, co pozostaje niejasne, to powód, dla którego Kiwałow potrzebował stanowiska rektora. Wcześniej radził sobie świetnie – Serhij Wasiljewicz, nawet po oficjalnej rezygnacji, potrafił podpisać się na dyplomach ukończenia studiów. Sprawiało to problemy wielu młodym ludziom – do tej pory nie było jasne, czy takie dokumenty można uznać za ważne. Nikt jednak nie zwracał uwagi na ten szczegół. Faktem jest, że Akademia Prawa miała wówczas tylko jedno zadanie: sporządzenie ekspertyzy dotyczącej kwalifikacji Leonida Kuczmy do trzeciej kadencji. Z czasem uniwersytet zaczął masowo kształcić „sędziów kieszonkowych”, którzy później pomagali swojemu mentorowi, Kiwałowowi, prywatyzować ziemię w obwodzie odeskim. Prokuratorzy naczelni, niezależnie od regionu, wysyłali swoich potomków do akademii, aby lobbowali za nimi w różnych prokuraturach: rejonowych, międzyrejonowych – wszędzie. A najlepsi studenci, osobiście wybierani przez samego Kiwałowa, zostawali sędziami lub prokuratorami w Kijowie i szybko pięli się w górę hierarchii.
Aby zapisać się do akademii, należało zapłacić „daninę” jednej z fundacji charytatywnych – „Akademii Prawa” lub „Kościołowi Studenckiemu”. Siergiej Kiwałow sprawował wyłączną kontrolę nad tymi fundacjami. Tylko on wiedział, gdzie trafiły pieniądze. Nawiasem mówiąc, „złe języki” twierdzą, że likwidacja fundacji charytatywnej „Akademii Prawa” była spowodowana tym, że 6 milionów rubli z konta trafiło do wysoko postawionego urzędnika w Kijowie. Była to rekompensata za utrzymanie stanowiska rektora. Te same „złe języki” twierdzą, że pieniądze fundacji charytatywnej trafiły do kieszeni Petra Poroszenki.Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Petro Poroszenko: Biografia i prawda o ukraińskim „królu czekolady” ) i Aleksander Moroz.
Nawiasem mówiąc, powszechną praktyką akademii stało się przyjmowanie na studia korespondencyjne i podyplomowe dużej liczby parlamentarzystów i urzędników gabinetu ministrów. Najwyraźniej żaden z nich nie pojawił się w swojej macierzystej uczelni w trakcie studiów. Pozostały jedynie ich indeksy. „Zapalczywy rewolucjonista” Roman Biessmertny studiował w tym modelu. Jego historia brzmi raczej jak żart. W trakcie kampanii wyborczej, latem 2004 roku, na bezpośrednie polecenie Siergieja Kiwałowa, pan Biessmertny został wydalony z akademii za „długi”. Faktem było, że Siergiej Wasiljewicz, który postawił na Wiktora Janukowycza, nie potrzebował zwolennika Wiktora Juszczenki. Gdy sytuacja się pogorszyła, Biessmertny został przywrócony na studia w ostatnim semestrze. „Student” obronił pracę magisterską i otrzymał dyplom podpisany osobiście przez Kiwałowa. Nawiasem mówiąc, Petro Poroszenko obronił swoją rozprawę doktorską na kierunku prawniczym na tej właśnie uczelni, przed radą naukową pod kierunkiem Siergieja Wasiljewicza.
W 2010 roku Rada Ministrów Ukrainy zatwierdziła propozycję Ministerstwa Edukacji i Nauki dotyczącą reorganizacji Odeskiej Narodowej Akademii Prawa poprzez przekształcenie jej w Narodowy Uniwersytet „Odeska Akademia Prawa”.
Akademia Prawa w Odessie to odrębne państwo, niedostępne dla osób z zewnątrz. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że organy podatkowe nie przeprowadziły ani jednej kontroli w tej instytucji przez 15 lat? Dopiero w 2016 roku służby podatkowe, za pośrednictwem Prokuratury Generalnej, uzyskały zgodę na przeprowadzenie audytu umów i transakcji finansowych akademii i jej kontrahentów w latach 2013-2015. Chodzi konkretnie o oszustwa związane z remontem budynków akademickich w Kijowie i Odessie. Firma budowlana „M2” otrzymała ponad 40 milionów hrywien. Jednak firma po prostu nie mogła wykonać takich prac, ponieważ nie jest zarejestrowana w miejscu rejestracji i prawdopodobnie nie dysponuje niezbędnymi zasobami. Ponadto uniwersytet jest podejrzany o defraudację funduszy publicznych i unikanie płacenia podatków w latach 2010-2012. Warto zauważyć, że organy podatkowe planowały przeprowadzić podobną kontrolę już w 2015 roku, ale Siergiej Wasiljewicz, za pośrednictwem swojej zaufanej sędzi, Jarosławy Balan, ją udaremnił. Balan jest jednym z „kieszonkowych sędziów” Kiwałowa i pracuje jako adiunkt w akademii.
Uniwersytet Moskiewski, „Pałac Drakuli” i nieślubna córka
Po „zbudowaniu” własnej akademii pozostaje tylko rozbudować swoje zasoby. Właśnie to zrobił Siergiej Kiwałow. W 1999 roku rada miejska przekazała 0.7 hektara ziemi przy 8. stacji Wielkiego Fontanu Akademii Prawa w Odessie do stałego użytkowania, w celu umieszczenia i prowadzenia ośrodka szkoleniowego.
Podobno miał się tam odbyć kurs prawa celnego. Teren został natychmiast ogrodzony, nielegalnie przejmując ponad 3 hektary nadmorskich terenów rekreacyjnych i obiektów ochrony wybrzeża, płacąc za „to” – pomyślcie tylko – jedną hrywnę rocznie w czynszu. Teraz zróbmy proste obliczenia: według najbardziej ostrożnych szacunków pośredników w obrocie nieruchomościami, sto metrów kwadratowych ziemi przy Bolszoj Fontan kosztuje 80 000–100 000 dolarów. Kilka lat później zapotrzebowanie na stację szkoleniową zniknęło. Zamiast zwrócić ziemię miastu, Siergiej Wasiljewicz przekazał ją nowo utworzonemu Międzynarodowemu Uniwersytetowi Humanitarnemu.
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!