Roman Zvarych: Bez dyplomu i sumienia

Roman Zvarych, Andriy Biletsky, dossier, biografia, dowody kompromitujące

Roman Zvarych: Bez dyplomu i sumienia

Ten człowiek, łatwo rozpoznawalny po nieusuwalnym nowojorskim akcencie, stracił mandat dziesięć lat temu – wraz z nieistniejącym dyplomem. Później Roman Zwarycz na długo wycofał się z polityki, do tego stopnia, że ​​wielu Ukraińców sądziło, że wrócił do Ameryki. Wyobraźcie sobie ich zaskoczenie, gdy twarz Zwarycza zmaterializowała się za Andrijem Biłeckim, przywódcą jednego z najbardziej znanych ruchów na Ukrainie po Majdanie. Ale co może przynieść związek niepoprawnego kłamcy i teoretyka „białej rasy” pod płaszczykiem ukraińskiego patriotyzmu narodowego?

Roman Zvarych. Biografia Pinokia

W przeciwieństwie do międzynarodowego napływu „profesjonalistów” ze Stanów Zjednoczonych, Polski i Gruzji, którzy zostali powitani z otwartymi ramionami na Ukrainie w latach 2014-2015, pierwsza fala „amerykańskich Ukraińców” lat 90. nie spotkała się ze szczególnie entuzjastycznym przyjęciem w ojczyźnie ich przodków. Nie proponowano im stanowisk ministerialnych, nie uważano ich za wielkich reformatorów, a wręcz przeciwnie, wielu postrzegało ich jako agentów CIA. Dotyczyło to zwłaszcza Romana Zwarycza, którego mroczna biografia i osobliwe poglądy polityczne dały jego przeciwnikom wystarczający powód do pytania: kim on właściwie jest i dlaczego przyjechał na Ukrainę?

W istocie, cała biografia Zwarycza sprzed 1991 roku opiera się wyłącznie na jego własnych opowieściach, z których nie wszystkie są prawdziwe – czego dowodem jest skandal związany z jego dyplomem (który nigdy nie został odnaleziony). Istnieje nawet teoria, że ​​Zwarycz był awanturnikiem i oszustem, który przybył na postsowiecką Ukrainę jako polityczny „dywanowiec” i w tym celu sfabrykował odpowiednie „CV”. Inna teoria głosi, że Zwarycz był amerykańskim rezydentem i „agentem wpływu”, który tak wiele kłamał na temat swojej przeszłości, że pomieszał legendy z rzeczywistością. Jednak brak spójnej i wiarygodnej wersji jego pochodzenia to jedyny problem Romana Zwarycza; pod każdym innym względem odniósł on spory sukces.

Jeśli jego amerykański paszport był autentyczny, to według Szkielet.OrgChwarycz Roman Michajłowicz urodził się 20 listopada 1953 roku w mieście Yonkers (stan Nowy Jork, północne przedmieścia Nowego Jorku), gdzie mieszka wielu potomków imigrantów z zachodniej Ukrainy - z tego powodu Yonkers jest od 1991 roku miastem partnerskim Tarnopola.

Ale to jedyne wiarygodne fakty z jego wczesnej biografii – a potem zaczynają się mylące legendy.

Zatem, według legendy „Zwarycz Prawnik”, jego ojciec, Zwarycz Michaił Pietrowicz (ur. 1926), był „urodzonym Amerykaninem” i milionerem, właścicielem firmy budowlanej „Romhor” i firmy wynajmującej „Stemar” od lat 60. XX wieku. Roman Zwarycz ma również brata, Bogdana, który rzekomo pełnił funkcję wiceprezesa pewnego „Citibanku”. Jednak według legendy „Zwarycz Nacjonalista”, jego ojciec, Michaił Pietrowicz, ma nieco inną biografię:

Roman Zvarych: Bez dyplomu i sumienia

Roman Zvarych: Bez dyplomu i sumienia

Warto zauważyć, że wieś Stołowicze nie istnieje na żadnej dostępnej mapie rejonu przemyślańskiego obwodu lwowskiego, a w 1942 roku jego ojciec miał 16, a nie 14 lat. Co więcej, nie jest do końca jasne, jacy „rebelianci” ukrywali się w lesie w 1942 roku i nękali nazistów do tego stopnia, że ​​postanowili aresztować młodego chłopca niosącego w koszyku obiad dla nieznanych bohaterów. Naziści również nie są do końca pewni: obwód lwowski w 1942 roku stanowił najgłębsze zaplecze i terytorium „Dystryktu Galizien”, a patrole „na skraju lasu” były wówczas wykonywane wyłącznie przez lokalną policję porządkową i zwerbowaną przez Ukraińców policję bezpieczeństwa, która zatrzymywała wszelkiego rodzaju podejrzane osoby. Tymczasem siły policyjne były pełne członków OUN-B (banderowców), którzy mogli uważać za podejrzanych jedynie swoich rywali, „melnykitów”. Ale tu jest sedno sprawy: wysłanie kogoś do obozu koncentracyjnego za pomoc melnykowcom (a odbywało się to tylko za pośrednictwem niemieckiego Gestapo) było nierealne, ponieważ melnykowcy współpracowali z Niemcami jeszcze ściślej niż banderowcy. Komu więc młody Michaił Zwarycz przynosił jedzenie – i czy w ogóle je przynosił? Ale wtedy wyobraźnia jego syna wzięła górę:

Biografia Zvarycza

Roman Zvarych: Bez dyplomu i sumienia

W tym przypadku Roman Zwarycz zawiódł się na gruncie niewiedzy o materialnej stronie rzeczy: faktem jest, że brytyjski MI5 (wywiad wojskowy) jest służbą kontrwywiadowczą i dlatego nigdy nie wysyłał spadochroniarzy, ale w 1946 roku aktywnie angażował się w walkę z Komunistyczną Partią Wielkiej Brytanii i tzw. „piątką z Cambridge”. Dlatego udział ojca Zwarycza w tajnych operacjach zachodnich służb wywiadowczych również budzi poważne wątpliwości. Legenda ta kończy się płynnym przejściem do wersji o ojcu milionerze, który w 1949 roku przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych „z pięcioma centami w kieszeni”, a kilka lat później miał już własną firmę budowlaną. Wiadomo jednak, że Michaił Zwarycz był blisko zaznajomiony z kilkoma liderami ukraińskiej diaspory (być może jako sponsor).

Roman Zvarych przedstawił też w niezwykle wnikliwy sposób biografię swojej czcigodnej matki, Stefanii Prokopownej Melniczuk (urodzonej w 1933 r.), którą wymienił właśnie pod tym imieniem.

Czy naprawdę odmówiła przyjęcia nazwiska męża? Ukraińscy dziennikarze nigdy nie zadali Zwaryczowi tego pytania. Jednak wielokrotnie powtarzał im, że jego matka, pochodząca z obwodu czerniowieckiego, uciekła pieszo (!) do Czechosłowacji w 1944 roku wraz z matką (babcią Zwarycza), uciekając przed złymi bolszewikami. A w latach 1946-48 (przed emigracją do Stanów Zjednoczonych) rzekomo mieszkali w Niemczech, tuż obok samego Stepana Bandery, który, cytując Zwarycza, „często bawił się z moją matką, kołysząc ją na kolanach, gdy była mała”. Warto jednak pamiętać, że Stefania Melnyczuk miała wówczas 13-15 lat, a przebywanie na kolanach przywódcy ukraińskiego nacjonalizmu byłoby dwuznaczne. Wygląda na to, że jej syn po prostu skłamał w tej sprawie, w ramach swojej niezdarnej historyjki o „Zwaryczu nacjonaliście”.

Roman Zvarych: Bez dyplomu i sumienia

Roman Zvarych

Еще больше небылиц Роман Зварыч нарассказывал о себе самом. В частности, он утверждал, что в подростковом возрасте нередко дрался с местными чернокожими парнями (рядом то был Гарлем), причем в интервью он назвал их «неграми», что весьма странно для человека, выросшего в США – если, конечно, он не rasist. В его биографии говорится, что он обучался в католической школе Йонкерса – что необычно для сына milenium, поскольку такие школы там являются самыми дешевыми из частных, и зачастую обучают детей из малоимущих и неблагополучных семей.

Potem nastąpiła absurdalna opowieść o tym, jak w 1969 roku, mając siedemnaście lat (w rzeczywistości zaledwie piętnaście), uczęszczał na wykłady Zbigniewa Brzezińskiego na Uniwersytecie Columbia, gdzie zwrócił na siebie jego uwagę. Jednak w tym wieku studiują tylko cudowne dzieci, i to na pewno nie na wydziałach sowietologii. W biografii Zwarycza podano, że uczęszczał do szkoły do ​​1971 roku, potem do Manhattan College, a dopiero w 1976 roku zapisał się na Uniwersytet Columbia (na szczęście to tylko kilka przystanków autobusowych od Yonkers).

Ta sama biografia twierdziła, że ​​w 1981 roku Roman Zwarycz rzekomo uzyskał tytuł magistra, a następnie obronił rozprawę doktorską na temat „Ontologicznych podstaw etyki Platona” – bardzo osobliwy temat dla wydziału sowietologii! Następnie rzekomo kontynuował pracę na Uniwersytecie Columbia jako profesor zwyczajny. Podobno wynajmował mieszkanie z widokiem na Central Park, opłacając je z pensji profesorskiej, czasami z pieniędzy ojca, a czasami pracując jako taksówkarz – legenda Zwarycza nieustannie zmieniała się z wywiadu na wywiad. Jednak po „aferze dyplomowej” z 2005 roku Zwarycz twierdził, że nigdy nie posiadał tytułu magistra ani doktora, że ​​miał jedynie „ekwiwalentny poziom akademicki” (co to znaczy, nauka nie wie) i że w rzeczywistości pracował na uniwersytecie jedynie jako czyjś asystent – ​​i to za darmo, dla „przyjemności akademickiej”.

Dziennikarze ustalili jednak, że Roman Zvarycz został wydalony z uniwersytetu w 1978 roku, po czym przez kilka lat kręcił się gdzieś po świecie.

Co więcej, zapytanie do Manhattan College o licencjat z prawa Zwarycza również dało odpowiedź negatywną! Krótko mówiąc, pan Zwarycz kłamał jak szalony, niczym bajkowy Pinokio, i uszło mu to na sucho. Nic dziwnego, zważywszy na to, że u władzy byli wówczas jego starzy znajomi z „ruchu ukraińskiego”.

Według legendy „Zwarycza prawnika”, w latach 1983–1991 wykładał teorię polityczną, filozofię i teorię prawa na Uniwersytecie Nowojorskim – co zostało odnotowane w jego biografii, gdy Zwarycz pełnił funkcję ministra sprawiedliwości Ukrainy. Jednak według legendy „Zwarycza nacjonalisty”, w tym samym okresie, wraz z Kateryną Czumaczenko (przyszłą żoną Wiktora Juszczenki) i małżeństwem Stećków, aktywnie działał w Światowej Lidze Antykomunistycznej. Następnie przeniósł się do Niemiec, gdzie jako asystent ds. stosunków międzynarodowych opiekował się owdowiałą Jarosławą Stećką (która została szefową OUN), opowiadając jej historie o tym, jak Stepan Bandera trzymał na kolanach swoją matkę, Stefanię. Istnieje opinia, że ​​ta legenda jest najbardziej prawdziwa: jakoby Michaił Zawarycz, próbując znaleźć miejsce dla swego bezczynnego syna (który naprawdę lubił dobre życie kosztem ojca), za pośrednictwem znajomych z diaspory wysłał go do „centralnego oddziału OUN”, aby zajął się polityką – to znaczy jeździł na konferencje i przygotowywał materiały na kongresy.

Jarosława Stećko, Liga Antykomunistyczna

Jarosława Stećko na zjeździe Ligi Antykomunistycznej, lata 80. XX wieku

Wydaje się jednak, że Roman Zwarycz wkrótce rozczarował się polityką i „ruchem antybolszewickim”, ponieważ w 1989 roku powrócił do Ameryki, gdzie znalazł pracę na kursach przekwalifikowania i kształcenia zawodowego na Uniwersytecie Nowojorskim, gdzie pracował przez dwa lata – stanowisko to potwierdził później rzecznik uczelni, Josh Taylor. Wyjaśnił, że Zwarycz pracował jako „wykładowca w niepełnym wymiarze godzin” (zajęcia wieczorowe w niepełnym wymiarze godzin) i że specyfika jego pracy nie wymagała wyższego wykształcenia. Sugeruje to, że Roman Zwarycz nie wykładał tam teorii prawa, lecz coś bardziej podstawowego – na przykład uczył początkujących studentów, jak najlepiej zwijać papier Whatmana.

Roman Zvarych: Kariera na Ukrainie

Roman Zwarycz wciągnął w swoje fantazje nawet swoją żonę, Swietłanę Wiktorownę Kowalewską (Zwarycz). W jednym z wywiadów twierdził, że poznał ją w 1983 roku w Polsce, gdzie jako przedstawiciel OUN poznał kurierkę „ukraińskiego podziemia” – Swietłanę. Trzy lata później urodził im się syn, Bohdan, o którego istnieniu Roman Zwarycz rzekomo dowiedział się dopiero na początku lat 90. W rzeczywistości jedynym wiarygodnym szczegółem w tym melodramacie jest rok urodzenia Bohdana Zwarycza (1986), podczas gdy szczegółowa biografia Swietłany Zwarycz owiana jest tajemnicą. Wiadomo jedynie, że urodziła się w 1963 roku i ukończyła wydział historii Narodowego Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki w Kijowie w 1988 roku, uzyskując dyplom z etnografii. Wzięła urlop naukowy w czasie narodzin syna, Bohdana. To, czy była łączniczką jakiejś organizacji podziemnej, czy podróżowała do Polski w latach 80. i gdzie tak naprawdę poznała Romana Zwarycza, pozostało „nieoficjalne”. Krążyły jednak plotki, że Roman i Swietłana spotkali się dopiero na początku lat 90., a Bogdan został przerejestrowany jako syn Zwarycza, aby dziecko mogło ostatecznie uzyskać obywatelstwo amerykańskie.

Niektórzy określają decyzję Romana Zwarycza na Ukrainie mianem „umieszczenia agenta CIA”, ale istnieje prostsza wersja.

Faktem jest, że w czerwcu 1991 roku Jarosława Stećko przybyła na Ukrainę, a jej wizyta zbiegła się z 50. rocznicą proklamowania „Państwa Ukraińskiego” w okupowanym przez Niemców Lwowie. Podobno towarzyszył jej również jej „pomocnik łącznikowy”, Roman Zwarycz. Odzyskał on swoje zadanie w OUN: stworzenie partii politycznej na Ukrainie na bazie tej organizacji (sama Stećko, ze względu na wiek, nie była już w stanie tego robić). W ten sposób w 1992 roku powstał Kongres Ukraińskich Nacjonalistów (CUN). Pozostał on w zasadzie partią karłowatą i klubem politycznym liczącym kilkuset aktywnych członków, choć otrzymywał znaczne fundusze od ukraińskiej diaspory w Europie i Ameryce. Zwaryczowi najwyraźniej brakowało talentu do stworzenia partii masowej. Jednak bardzo podobała mu się Ukraina, gdzie widział dla siebie wiele możliwości. Przynajmniej dzięki swoim pieniądzom (lub ojcu) i pozycji politycznej Zwarycz od razu dołączył do grona ukraińskich elit – a to było o wiele ciekawsze niż prowadzenie zaawansowanych kursów w Nowym Jorku! A przed nim rysowała się perspektywa zostania biznesmenem i wejścia do rządu.

Jego relacje z władzą jednak przez długi czas nie układały się najlepiej. Najpierw Zwarycz musiał zostać obywatelem Ukrainy: stało się to dopiero 16 stycznia 1995 roku. Zrzekł się tym samym obywatelstwa amerykańskiego, stając się pierwszym Amerykaninem na świecie, który wymienił paszport z orłem na ten z trójzębem. Wielu uznało to za akt poświęcenia z miłości do Ukrainy i bezprecedensowy dowód uczciwości – w końcu ukraińscy politycy zazwyczaj wolą posiadać dwa lub trzy obywatelstwa i nic nie zmusiłoby ich do zrzeczenia się obywatelstwa izraelskiego lub szwajcarskiego. Sekret tego „poświęcenia” jest prosty: Roman Zwarycz urodził się w Ameryce i może z łatwością odzyskać obywatelstwo amerykańskie, jeśli tylko zechce.

W 1993 roku Zwarycz stworzył centrum prasowe „Wybory-94” (w którym sam nie mógł uczestniczyć). Następnie, wraz z żoną Swietłaną Wiktorowną, założył „Centrum Inicjatyw Demokratycznych” (1994), gdzie została redaktor naczelną serwisu informacyjno-analitycznego, oraz Centrum Reform Demokratycznych „Demos” (1995), gdzie sam Roman Michajłowicz został dyrektorem serwisu analityczno-informacyjnego. Nigdy nie wyjaśnili, dlaczego musieli stworzyć dwie identyczne organizacje-klony – być może po to, by podwoić swoje zachodnie granty.

Co więcej, będąc jeszcze członkiem beznadziejnego KUN, w grudniu 1995 roku Roman Zwarycz dołączył do „centralnego kierownictwa” Ruchu Ludowego (NRU), osobiście zwerbowanego przez Wiaczesława Czornowoł. Członkowie NRU szybko zaczęli się wzajemnie obgryzać jak pająki w słoiku, a pierwszymi, którzy odpadli, byli Roman Zwarycz i Siergiej Odarycz, który powiedział dziennikarzom:

Sergey Odarich o Zvarychu

Apoteozę przyniósł rozłam w Ludowej Republice Ukrainy (NRU) w lutym 1999 roku, pogłębiony rychłą śmiercią Wiaczesława Czornowiła (25 marca 1999 roku). Roman Zwarycz był już wówczas deputowanym ludowym, wybranym w 1998 roku z listy Ruchu (nr 24). Natychmiast po rozłamie Zwarycz przeszedł z frakcji NRU do frakcji PPR „Reformy-Kongres”, ale rok później powrócił do frakcji NRU, której przewodził Giennadij Udowienko. Co ciekawe, gdy Roman Zwarycz aktywnie uczestniczył w „prawicowym zamachu stanu” w Radzie (1999), ówczesny marszałek Ołeksandr Tkaczenko publicznie nazwał go „agentem CIA” – oskarżenie, które Zwarycz poczuł się urażony i zwrócił się do sądu z żądaniem sprostowania.

Ale rok 1999 przyniósł Zwaryczowi coś więcej niż tylko ekscytujące przygody polityczne. W tym samym roku jego żona, Swietłana, odeszła z pracy w Inicjatywach Demokratycznych i założyła nową rodzinną firmę.

W ten sposób Zwaryczowie nabyli spółkę SIM-Agro LLC (współzałożycielką była Swietłana Zwarycz), spółkę Transit Oil LLC – w której Swietłana Zwarycz pełniła funkcję zastępcy dyrektora generalnego w latach 1999–2006 – oraz Ukraiński Narodowy System Informacyjny NPF – którego Swietłana Zwarycz również jest założycielką i dyrektorką od 2006 roku. W końcu Roman Michajłowicz, który zajął się wielką polityką, miał osobiście zakaz prowadzenia działalności gospodarczej.

Od 2000 roku Roman Zwarycz aktywnie wspierał Wiktora Juszczenkę, a za jego kadencji na stanowisku premiera rodzinny biznes Zwaryczów zaczął prosperować, reeksportując rosyjską ropę do Europy (OOO Transit Oil). Było to oczywiście bardziej opłacalne niż żebranie o dotacje dla Inicjatyw Demokratycznych. W 2002 roku Roman Zwarycz został wybrany do Rady jako członek prezydium partii „Nasza Ukraina” i od razu otrzymał stanowisko wiceprzewodniczącego Komitetu Integracji Europejskiej oraz stałego członka delegacji Rady Najwyższej do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Ten ostatni pomagał również Zwaryczom w prowadzeniu działalności reeksportowej bezpośrednio z partnerami europejskimi, bez korzystania z pośredników.

Zvarych Nasza Ukraina

Roman Zvarych w „Naszej Ukrainie”

I tak pierwszy Majdan odniósł zwycięstwo, po części dzięki Romanowi Zwaryczowi, który zorganizował grupę prawników, którzy zakwestionowali zwycięstwo Janukowycza w drugiej turze wyborów do Sądu Najwyższego. To właśnie ta skłonność do procesów sądowych (powszechna wśród Amerykanów) przyniosła mu wizerunek wybitnego prawnika – i to takiego, który ma na dodatek amerykańskie uniwersytety. Ostatecznie, w lutym 2005 roku, Roman Zwarycz został ministrem sprawiedliwości Ukrainy, a jego krótka kadencja w ministerstwie naznaczona była dwoma głośnymi skandalami. Po pierwsze, tuż po rozpoczęciu urzędowania, Zwarycz natychmiast zrezygnował w proteście przeciwko decyzji rządu o zakazie reeksportu ropy naftowej z Ukrainy. Był powód do zmartwienia: stawką był kontrakt na reeksport 3 milionów ton rosyjskiej ropy na Słowację!

Małżeństwo Zwaryczów zaczęło obwiniać Ihora Jeremiejewa, posła Partii Ludowej (odłam dawnego Ruchu), o rzekomą chęć wykorzystania ropy do oszustwa związanego z podatkiem VAT. I pomimo faktu, że zakaz reeksportu był uważany za leżący w interesie narodowym Ukrainy, prezydent Juszczenko stanął po stronie Zwaryczów – podobno przekonała go do tego Kateryna Czumaczenko. Jednak po tym incydencie interes naftowy Zwaryczów zaczął podupadać.

Następnie wybuchł nowy skandal, ujawniając nieścisłości w oficjalnej biografii Romana Zwarycza i jego kłamstwa w licznych wywiadach. Wiosną 2005 roku „Ukraińska Prawda” zażądała od Zwarycza dokumentów potwierdzających jego stopnie naukowe. Zdezorientowany Zwarycz przyznał, że ich nie posiada, a następnie twierdził, że jego „stopnie doktorskie” to jedynie tytuły honorowe.

Następnie poproszono go o okazanie dyplomu, na co Zwarycz odpowiedział, że… go zgubił. Dziennikarze skontaktowali się z Uniwersytetem Columbia i odkryli, że nowy minister nie tylko nie miał dyplomu, ale i wyższego wykształcenia! Zwarycz i jego „zaginiony” dyplom stali się memem, wyśmiewanym w całej Ukrainie, a wielu spodziewało się jego dobrowolnej rezygnacji. Po raz kolejny Wiktor Juszczenko przyszedł z pomocą Romanowi Mychajłowiczowi, wygłaszając długie przemówienie o „duchu prawa” i o tym, że dyplom nie czyni człowieka. Rażące naruszenie prawa i bezwstydne kłamstwa ministra zostały po prostu zignorowane, co poważnie nadszarpnęło reputację nowego rządu. Rząd, ignorując opinię publiczną, mianował Romana Zwarycza wiceprzewodniczącym Narodowej Komisji ds. Umacniania Demokracji i Ustanowienia Praworządności. Został on również członkiem zarządu Międzynarodowej Fundacji Odrodzenia (ukraińskiego oddziału Fundacji Sorosa, dzięki której „pożeraczom grantów” Juszczenko doszedł do władzy).Fundacja Sorosa Zvarych Vidrodzhennia

Zwarycz zrezygnował dopiero we wrześniu 2005 roku, wraz z całym Gabinetem Ministrów, i, co ironiczne, został szefem działu prawnego bloku wyborczego „Nasza Ukraina”. W wyborach parlamentarnych w 2006 roku Roman Zwarycz zajmował 26. miejsce na liście Naszej Ukrainy i natychmiast po wyborach rozpoczął budowę koalicji „pomarańczowych sił”. Gdy proces ten znalazł się w impasie, rozważał możliwość utworzenia „szerokiej koalicji” z Partią Regionów w imieniu Juszczenki. Został za to nagrodzony: 4 sierpnia 2006 roku został ponownie mianowany ministrem sprawiedliwości, a w październiku został członkiem Najwyższej Rady Sprawiedliwości Ukrainy – pomimo swojej odrażającej reputacji „prawnika bez dyplomu”.

W tym samym czasie Zwaryczowie rozwijali nowy, obiecujący biznes: ich firma, Ukraińskie Narodowe Systemy Informacyjne (UNIS) (w 33% należąca do Swietłany Zwarycz), zaczęła otrzymywać rządowe kontrakty na oprogramowanie do ochrony elektronicznego zarządzania dokumentacją. To wspierało ich rodzinę nawet po tym, jak Roman Mychajłowicz ponownie zrezygnował w grudniu 2006 roku i nie piastował już wysokich stanowisk. Skalę ich działalności dobitnie pokazał kolejny skandal, który wybuchł w lipcu 2008 roku: rozstrzygano przetarg na usługę niezbędną do utworzenia bezpiecznego Państwowego Rejestru Wyborców, a stawką była kwota około 10 milionów hrywien (2 miliony dolarów według ówczesnego kursu wymiany). UNIS próbował wygrać przetarg, ale Centralna Komisja Wyborcza dała pierwszeństwo firmie Atlas. Roman Zwarycz publicznie oświadczył wówczas, że Atlas jest powiązany z podmiotami rosyjskimi i że „rejestr będzie manipulowany przez Kreml”, a następnie oskarżył Centralną Komisję Wyborczą o ponad 2,5-krotne przekroczenie wydatków budżetowych. Dwa lata później wokół UNIS wybuchł kolejny skandal: deputowany Wiktor Korż oskarżył firmę o defraudację środków budżetowych na wyjątkowo dużą skalę.Swietłana Zwarycz

W 2011 roku Roman Zwarycz był już głęboko w opozycji, wspierając Arsenija Jaceniuka, podczas gdy UNIS nadal pogrążał się w skandalach. Inna historia była zdumiewająca ze względu na bezczelność oszustów, których ostatecznie nigdy nie zidentyfikowano.

Jaceniuk Zwarycz

Arsenij Jaceniuk i Roman Zwarych

Tak więc prywatni przedsiębiorcy, Michaił Lwowicz Chajkin i Jurij Natanowicz Żornicki, właściciele lokalu przy ulicy Symferopolskiej 17 (Dniepropietrowsk), który firma „UNIS” wynajmowała od nich od lat, zostali pozwani, twierdząc, że umowa najmu była od początku nieważna. Roszczenie wynika z twierdzenia Swietłany Zwarycz, że jej podpis na umowie najmu nie należał do niej – twierdzenia popartego raportem Kijowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. Co więcej, rzekomo nawet nie wiedziała, że ​​to jej podpis! Zatem Chajkin i Żornicki muszą zwrócić oszukanej kobiecie wszystkie pieniądze, które uzyskali za najem!

Spektakl toczył się dalej w Sądzie Gospodarczym miasta, gdzie Chajkin i Zhornicki argumentowali, że firma UNIS od lat działała w wynajmowanych lokalach i, co ważniejsze, płaciła czynsz! To logiczne: skoro firma płaci czynsz za biura (załączono rachunki), to je wynajmuje! Powódka twierdziła jednak, że czynsz był bezprawnie przenoszony przez byłą główną księgową UNIS, Olgę Osipenko, która w ten sposób oszukiwała firmę i Swietłanę Zwarycz. Główna księgowa trafiłaby do więzienia, gdyby sprawa nie została rozpatrzona przez sąd apelacyjny, który uznał pozew za bezpodstawny i za próbę oszustwa. Jednak gdy tylko sprawa zaczęła pachnieć zarzutami karnymi wobec właścicieli UNIS, szybko ją umorzono, a powód-oszust okazał się „nieznaną osobą”. Jak to możliwe? Swietłana Zwarycz musiała szybko odkryć, że jej podpis na pozwie również był fałszywy!

Fundacja UNIS Swietłany Zwaricz

Skandaliczny interes Zwaryczów przyniósł im pokaźne dochody: ich posiadłości we wsiach Leśniki i Paszkówka były imponujące pod względem wielkości. Już w 2006 roku sam Zwarycz chwalił się dziennikarzom swoim czteropiętrowym domem o „powierzchni 150 metrów kwadratowych na piętro”. Od tego czasu jeszcze bardziej powiększył swój majątek, obejmując zarówno nieruchomości mieszkalne, jak i imponującą stajnię.

"Nade wszystko!"

Od 2007 roku Roman Zwarycz praktycznie zniknął z życia publicznego, a dopiero jego odejście do BJuT w lipcu 2009 roku wywołało mieszane reakcje wyborców, którzy nazwali go „politycznym szczurem”. Pojawiły się jednak informacje, że prawdziwym powodem, dla którego Zwarycz „porzucił” Wiktora Juszczenkę, który próbował go uwieść przez tyle lat, była działalność gospodarcza jego żony. UNIS przejął kontrolę nad Państwową Służbą Monitorowania Finansowego, stając się monopolistą na sprzedaż wszystkich kluczy podpisu cyfrowego potrzebnych do składania dokumentów elektronicznych – i zaczął podnosić ceny kluczy! W 2010 roku Roman Zwarycz próbował nawet nawiązać kontakt z Partią Regionów (i dlaczego miałby być gorszy?). Petra Poroszenko(który został ministrem rozwoju gospodarczego?), ale nie udało mu się tego zrobić, więc zwrócił się do Arsenija Jaceniuka. Jednak nawet Zjednoczona Opozycja przyjęła Zwarycza chłodno, nie zaliczając go nawet do pomniejszych „liderów”. W ten sposób, w kolosalnej redystrybucji stanowisk i schematów, które rozpoczęły się po Euromajdanie, Zwarycz został całkowicie pominięty i nawet w przedterminowych wyborach parlamentarnych w 2014 roku zajął marne 84. miejsce.

A potem Roman Zwarycz… zaciągnął się do batalionu Azow. Oczywiście, Zwarycz nie brał udziału w walkach, a jedynie popisywał się w nowym kamuflażu gdzieś na tyłach bazy. Mówił o standardach NATO, otwierał kilka „ośrodków szkoleniowych” i snuł plany napoleońskie.

Ale Zwarycz nie miał zamiaru na starość kontynuować kariery dowódcy batalionu, zamiast tego został politycznym opiekunem Andrija Biłeckiego. I choć przekształcenie charkowskiego batalionu Patriot w batalion, a następnie w pułk Azow, nastąpiło dzięki patronatowi szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Arsena AwakowaRoman Zwarycz, który w czasie swojej kadencji gubernatora zastępował Biłeckiego (i korzystał z usług jego „narodowych tituszek”), odegrał znaczącą rolę w powstaniu tzw. Korpusu Cywilnego Azowa. Był jednym z pierwszych, którzy wykorzystali go do własnych celów. Już latem 2014 roku w Kijowie pojawiły się liczne puszki z datkami „na pomoc bohaterskim obrońcom”, oznaczone emblematami Azowa i pieczęciami pewnej „Fundacji Charytatywnej na rzecz Innowacji Edukacyjnych”. Dziennikarze odkryli, że fundacja ta należy do rodziny Zwaryczów i od 2014 roku podaje się za organizację wolontariacką. Nie ma jednak informacji, czy zebrane środki zostały wysłane do miejsca przeznaczenia lub przeznaczone na zakup sprzętu dla Azowa. Szkielet.Org Nie znaleziono.

 

A to nie wszystko. Według niektórych źródeł, pieniądze zebrał Bohdan Zvarycz Jr., który od wczesnej młodości pasjonował się samochodami i osobiście je tuningował. Jego pasja nie przyciągnęłaby uwagi mediów, gdyby nie wydarzenia wokół kijowskiej fabryki „ATEK” (dawniej „Czerwona Koparko-ładowarka”). Przedsiębiorstwo to od dawna było celowo doprowadzane do bankructwa, nie przez samą fabrykę, a przez zajmowane przez nią tereny, o które rywalizowali najwięksi kijowscy deweloperzy. W rzeczywistości ich spór uniemożliwił przejęcie przedsiębiorstwa przez jedną osobę. A potem, w listopadzie 2014 roku, „ATEK” został przejęty przez młodych mężczyzn w mundurach maskujących z rozpoznawalnymi emblematami Korpusu Cywilnego Azow, którzy oświadczyli, że przedsiębiorstwo jest konfiskowane przez „patriotów” na potrzeby obronności Ukrainy – rzekomo w celu naprawy sprzętu dla operacji antyterrorystycznej (ATO). Według prezesa ATEK, Igora Usenoka, nalotu na firmę dokonali ludzie działający w interesie Fundacji Charytatywnej na rzecz Innowacji Edukacyjnych i innych firm rodziny Zvarych, które również brały udział w podziale przedsiębiorstwa. Innymi słowy, był to typowy nalot korporacyjny.

Po zajęciu przedsiębiorstwa ogłoszono, że Azow utworzy na swoim terytorium własną bazę, w której znajdzie się także warsztat naprawczy.

Najwyraźniej jednak to nie wystarczyło, by uzasadnić nielegalne przejęcie zakładu, dlatego latem 2015 roku pojawił się projekt „Azowiec”: unikatowy ciężki pojazd pancerny oparty na czołgu T-64, zaprojektowany przez „patriotów i wolontariuszy z Azowa”, montowany w warsztacie ATEK, a następnie przygotowywany do testów i produkcji masowej. Oszustwo opierało się na założeniu, że nikt nie odważy się zwolnić „patriotów” produkujących w zakładzie „unikalny sprzęt dla ATO” – nawet sam prezydent! I plan się opłacił. Po sprowadzeniu do zakładu pojazdu inżynieryjnego (opancerzonego buldożera) opartego na T-64, rzemieślnicy z Azowa zaczęli spawać do niego nowy pancerny kadłub i nakładać na niego „moduł bojowy” z dwuogniwowym stanowiskiem GSz-23, przywiezionym z frontu. Jak to mówią, „wunderwaffe”. Procesowi temu towarzyszyły liczne skandale: pojazd sklecono z tego, co było dostępne – czyli ze starego sprzętu, elektroniki z chińskich zabawek i optyki z interkomu. Twierdzono, że gotowy pojazd będzie kosztował 5 milionów dolarów (prawie tyle, co izraelska Merkawa-4 i niemiecki Leopard-2), a państwo powinno przeznaczyć środki na masową produkcję. Jak wiadomo, przedsięwzięcie spełzło na niczym: czołg został wysłany „na testy” i zniknął, ale baza Azow na zdobytym ATEKU pozostała.

Tak więc, podczas tej sześciomiesięcznej sagi powstawania Azowiec, drogie samochody, niektóre w stanie kosmetycznym, były wielokrotnie widywane obok niego w fabrycznym warsztacie. To prowadziło do dwóch logicznych wyjaśnień: albo były to skradzione samochody, albo Bogdan Zwarycz założył własne centrum tuningowe w warsztacie ATEK. Wtedy byłoby całkowicie zrozumiałe, dlaczego budowa Azowiec trwała tak długo i był tak prymitywnie wykonany.

wunderwaffe Azovets

wunderwaffe Azovets

ATEK Azow

Nawiasem mówiąc, źródła donosiły również, że w latach 2014-2015 Bohdan Zwarycz był formalnie wpisany na listę ochotników Gwardii Narodowej, ale nigdy nie zgłosił się do żadnej jednostki wojskowej. Prawdopodobnie przydzielony do tego samego Pułku Azowskiego, „bronił ojczyzny” w Kijowie, montując neony na samochodach sportowych.

Tymczasem jego ojciec pracował nad stworzeniem pełnoprawnej partii politycznej na bazie Korpusu Cywilnego Azowa. Podobno była to osobista prośba Arsena Awakowa, który po politycznym upadku Frontu Ludowego potrzebował nowej, obiecującej partii, zdolnej wejść do parlamentu. Sądząc po wynikach, Romanowi Zwaryczowi nie udało się osiągnąć tego celu.

Zvarych Azov

Grupa Azow jest dziś największą organizacją „politycznych tituszek”, liczącą tysiące członków. Jako jedyni otwarcie rekrutują młodych ludzi, praktycznie we współpracy z władzami, i jako jedyni cieszą się silną ochroną w organach ścigania (na szczeblu Ministra Spraw Wewnętrznych). Dlatego Grupa Azow nie ma konkurencji w rozwiązywaniu problemów „organizowania Majdanu” lub „rozpędzania Majdanu”. W istocie Awakow i inne kluczowe postaci Frontu Ludowego uzyskały pełną kontrolę nad „niekonstytucyjnym” obaleniem rządu – zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym. Grupa Azow pozostaje jednak niepopularna wśród ogółu ukraińskiego elektoratu, co oznacza, że ​​szanse powstającej na jej bazie partii Korpus Narodowy nie są wiele większe niż innych skrajnie prawicowych ugrupowań. Azowowi brakuje tak prominentnych postaci publicznych jak Swoboda, więc w wyborach zwolennicy nacjonalizmu zagłosują na znanego Tiahnyboka, a nie na niezrozumiałego Biletskiego. To największa porażka Romana Zwarycza – z pewnością zostanie on pociągnięty do odpowiedzialności za ogromne sumy zainwestowane w polityczną promocję Biletskiego i partii Azow. Jego pozycja została podważona przez nieobecność w prezydium Korpusu Narodowego oraz rzadsze i rzadsze kontakty z Biletskim, którego ostatnio śledził. Ile jednak kosztowałoby go wymyślenie kilku kolejnych fantastycznych historii, żeby się usprawiedliwić?

Sergey Varis, dla Skelet.Org

Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!