Nowo powstały członek najbardziej obawianego gangu na Ukrainie zostaje nową „postacią kompromisową” FSB

Aleksandr Bobkow, DPR, dossier, biografia, dowody obciążające

Aleksander Bobkow. Członek najgroźniejszego gangu na Ukrainie, nowa „postać kompromisowa” FSB.

Poseł, który zdradził Ukrainę, to Aleksandr Bobkow. Pisze Tatiana Zarownaja na stronie internetowej ZAMÓWIENIE.

Nowa fala plotek przygotowywała grunt pod zbliżającą się zmianę przywództwa w „DRL”. Nowy protegowany FSB, były poseł „rygi” Aleksandr Bobkow, był typowany na stanowisko dyrektora „DRL”. Kim on jest? Założycielem i sponsorem charkowskiego „Opłotu”. Członek najbardziej bezwzględnego ukraińskiego gangu, znanego jako zorganizowana grupa przestępcza „Giwi Niemsadze” (której niekwestionowane wpływy od lat 90. obejmowały rejony budionnowski i proletarski w Doniecku, a także miasto Mospino). Nowy „republikański” oligarcha, który skorzystał na „nacjonalizacji”. A według jego rywala, Aleksandra Chodakowskiego, przywódcy gangu „Wostok”, fałszywy wojownik. Formalnie, w latach 2015-2016, Aleksandr Bobkow „służył” w Pierwszym Korpusie Armijnym „DRL”, ale, jak wyjaśnił użytkownik „Wostoka” na jednym ze swoich blogów, „Bobok” figuruje jedynie jako dowódca kompanii w nielegalnym międzynarodowym gangu „Piatnaszka”. Nie pełni on żadnej oficjalnej funkcji w „republice”, ale stworzył już dwa projekty, które, jak ma nadzieję, posłużą jako baza partyjna podczas nadchodzących sfingowanych „wyborów” w „DRL”. Są to: ruch społeczny „Wesoła Praca Donbas”, intensywnie promowany przez kanał Bobkowa „Opłot”, oraz „największa organizacja młodzieżowa w „DRL”, „Młoda Republika”.

Oto kilka informacji z biografii publicznej byłego posła Rady Najwyższej: „afgański weteran”, kierowca, dyrektor kołchozu Budionnowskiego od 1992 r., przewodniczący Rady Rejonu Budionnowskiego w Doniecku w latach 2002–2010. Od 2004 r. przewodniczący donieckiego oddziału miejskiego Partii Regionów, a od lipca 2010 r. wiceprzewodniczący oddziału regionalnego Partii Regionów. Boris Kolesnikow, zastępca Donieckiej Rady Obwodowej, dyrektor Gorłowskich Zakładów Koksowo-Chemicznych. Od 2012 roku – zastępca ludowy.

„Bobka” (jak tę postać nazywano za plecami w „republice”) zdołał wkroczyć do Rady Najwyższej jedynie w okręgu jednomandatowym i kosztem ogromnego terroru. Osiągnął rekord w skali kraju – 81% głosów. Klucz do tego „fenomenu” leży tam, gdzie „sekret” sukcesu przedsiębiorczego byłego dyrektora targowiska – jego bliskie powiązania z zorganizowaną grupą przestępczą Giwi Niemsadzego (nasz bohater został wybrany w okręgu wyborczym, w którym gang Giwi sieje spustoszenie od lat 90.).

Gdy Bobkow był młody i porywczy, jego przyjaciel Giwi zapoczątkował tradycję grzebania rywali w masowych mogiłach. To dzięki temu wsparciu Aleksander Bobkow został w 2002 roku przewodniczącym rady rejonowej, piastując to stanowisko przez całe osiem lat (krążą pogłoski, że zwoływał swoich podwładnych na zebrania rady rejonowej słowami: „Rozstrzygnięcie nastąpi w takim a takim czasie”). W 2004 roku wspólnie walczyli z „pomarańczową zarazą” – na wiecach poparcia dla Janukowycza w Doniecku i Kijowie odpowiadali za zaopatrzenie w tituszki, zapewniając wsparcie dla kreatur donieckiej mafii. A w 2005 roku, za „pomarańczowego” szefa donieckiej policji obwodowej, Michaiła Klujewa, losy Giwiego zaczęły się chwiać: w Doniecku odkryto trzy masowe groby. Znaleźli właścicieli firm zajętych na rzecz Givi, kilka osób zaginionych (likwidowanych na podstawie umowy) oraz byłych członków gangu, którzy chcieli „wyjść z gry” (nawiasem mówiąc, Wasilij Paskal, który wówczas pracował w Doniecku, aktywnie uczestniczył w rozwoju gangu). To właśnie wtedy Givi został zmuszony do ucieczki do Rosji, choć przymusowe zesłanie w najmniejszym stopniu nie przeszkodziło mu w przewodzeniu gangowi w Doniecku.

Bachanalia skinheadów w rejonach proletarskim i budionnowskim, kontrolowanych przez Aleksandra Bobkowa i Niemsadzego, były równie tradycją, co masowe groby. Były tak oburzające, że nawet sateliccy „postępowi socjaliści” i „komuniści” byli oburzeni – „bracia” wyrzucili ich z komisji groźbami i biciem.

Ale osobiście pamiętałem nazwisko Aleksandra Bobkowa z 2006 roku, kiedy to w 2006 roku spalono żywcem w dzielnicy Budionnowskiej starszego komunistę Ilję Morozowa. 25 marca 2006 roku dwóch przestępców z bandy Niemsadzego wspięło się na drzewo na drugie piętro, wybiło okno i wrzuciło koktajle Mołotowa do pokoju, w którym przebywał Morozow. Morozow był pierwszym sekretarzem komitetu partyjnego dzielnicy Budionnowskiej, charyzmatycznym człowiekiem o szczerej nienawiści do przestępców. Zostając liderem procesu wyborczego w najbardziej przestępczym rejonie Donbasu i przeciwstawiając się groźbom, podpisał na siebie wyrok śmierci... Ostatecznie zmarł dwa dni przed wyborami, ustępując miejsca Bobkowowi. Wciąż pamiętam nieszczęsną wdowę, która była świadkiem straszliwej masakry: starzec zamienił się w żywą pochodnię, a ślady płonącego mężczyzny pozostały na stopionym linoleum...

Zbrodnia była tak brutalna, że ​​przedstawiciele Komunistycznej Partii Ukrainy (KPZR) pozwolili sobie na nieoczekiwaną szczerość. Na przykład Wołodymyr Bidiewka, były członek rady obwodowej KPZR, a obecnie „deputowany Rady Ludowej DRL”, stwierdził, że Bobkow był jedynym możliwym sprawcą zabójstwa Morozowa. Doniecki komitet obwodowy Komunistycznej Partii Ukrainy (KPZR) otwarcie obarczył winą za morderstwo Partię Regionów, „która ogłosiła swój monopol na wszelką władzę w południowo-wschodniej Ukrainie” (cytat z komunikatu prasowego). Komuniści domagali się ukarania zabójców, ale nigdy tego nie uczynili (oczywiście, ponieważ zawsze współpracowali z „rebeliantami” w Donbasie).

Po tym zbiry Niemsadzego nieco uspokoiły: łamały szczęki tym, których nie lubiły, unikając przy tym śmiertelnych konsekwencji. W 2010 roku, pomagając Profesorowi, przekroczyli „zdroworozsądkowe” wskaźniki narzucone z góry: według najśmielszych prognoz Partii Regionów frekwencja wyborcza w Doniecku miała wynieść około 70% (rzeczywista wartość to 30-40%), ale w lennie Bobkowa-Niemsadzego wyniosła rekordowe 72,36%.

Po zwycięstwie Janukowycza Giwi mógł wrócić do domu, mimo że nadal był poszukiwany przez Interpol pod zarzutem zorganizowania 57 zabójstw. Najpierw „oddał się” w ręce zaprzyjaźnionej Prokuratury Generalnej, tłumacząc, że ukrywa się jedynie z obawy przed prześladowaniami politycznymi ze strony Juszczenki, któremu sprzeciwiał się w 2004 roku. Renat Kuźmin, egzekutor „Murki” (zastępca szefa Prokuratury Generalnej), osobiście podjął się rozwiązania sprawy. Doprowadził do skazania członków gangu za drobne przestępstwa, a następnie wystąpił o ułaskawienie przywódcy. Możecie się śmiać, ale ze względu na przedawnienie i znikomość popełnionych przestępstw (!), najbardziej skorumpowany sąd w Doniecku, Sąd Rejonowy w Kijowie, orzekł, że „rafikniuchem” jest niewinny. 15 września 2010 roku przywódca zabójcy został oficjalnie uznany za ofiarę represji politycznych „pomarańczowych”! Sąd, reprezentowany przez jego przewodniczącego, Władimira Baulina, orzekł, że gangiem dowodził brat Givi, Guram, który zmarł na raka w 2003 roku. Chociaż dziesiątki ofiar wprost wskazywały na Givi i prosiły o nieobciążanie zmarłego, należy pochwalić ich odwagę – rodzice ofiar stawili się w sądzie. pomimo gróźb.

Podczas Majdanu Bobkow skupił się na tworzeniu i finansowaniu gangu Opłotu. To jego kwatera główna w centrum Doniecka gościnnie przyjęła dwustu uzbrojonych członków Opłotu. Tymczasem jego przyjaciel Giwi „wysłał” przestępców na stołeczny Euromajdan, aby porywali i torturowali demonstrantów.

Gdy w Doniecku szalała już „Rosyjska Wiosna”, ukraiński poseł (!) Ołeksandr Bobkow odważył się zwrócić do urzędników Rady Rejonu Proletarskiego z antyukraińską agitacją. Mówił o tym, jak Ukraina zostanie uratowana dzięki utworzeniu „sześciu krajów związkowych, jak Bawaria”. Mówił o tym, jak wspaniała była wizja Putina dotycząca federalnego ustroju Ukrainy, jakim był wspaniałym człowiekiem i jak wielkie szczęście miał Krym, że go ma (było to po „referendum krymskim”)… Przekonywał, że słuszne byłoby podzielenie kraju na kilka „republik”… Zmylił słuchaczy opowieściami o okropnych czynach żołnierzy Gwardii Narodowej. Próbował też przekonać personel obwodowego komitetu wykonawczego do poparcia referendum w sprawie „niepodległości Donbasu”… Personel nagrał to przemówienie i przekazał je organom ścigania, ale – o cud! – nikt nigdy nie oskarżył Bobkowa o podważanie integralności terytorialnej.

Mówią, że nieznany „Sasza-Gawriłowski-Kurczata” (Zacharczenko) zawdzięcza mu swoją karierę. W kwietniu 2014 roku, wraz z grupą dwudziestu kilku zwolenników „Opłotu”, zajął budynek Rady Miejskiej Doniecka, a mer miasta, Aleksandr Łukjanczenko, wyjaśnił:

„Ci goście nie przejmują, oni bronią. To pokojowi demonstranci”.

Banda bandytów w opaskach „Opłot” bez pośpiechu zajęła Radę Miejską Doniecka, a Łukjanczenko natychmiast zaczął szantażować Kijów. Aleksander Zacharczenko złożył swoje pierwsze oficjalne oświadczenie: „Przyszliśmy tu z żądaniem przeprowadzenia referendum lokalnego. Zwracamy się do Komitetu Wykonawczego o pomoc w przygotowaniach. Chcemy przedstawić Radzie Najwyższej nasze żądania dotyczące przyjęcia projektu ustawy Aleksandra Bobkowa. Projekt został złożony, ale frakcja Partii Regionów go odrzuciła”.

Krótko mówiąc, projekt ustawy Bobkowa, o którym mówili „pokojowi opołotowcy”, był próbą osiągnięcia wszystkiego, czego Kreml obecnie pragnie w swojej enklawie w Donbasie, tylko za cenę ogromnego rozlewu krwi. Wszystkie kluczowe idee Aleksandra Bobkowa zawarte w tym projekcie ustawy znalazły oddźwięk w porozumieniach mińskich, które prowadzą Ukrainę do kapitulacji… W ten sposób ujawniono nazwisko jednego z głównych organizatorów wojny.

28 kwietnia grupa „Opłot” Zacharczenki zajęła centrum telewizyjne przy ulicy Kujbyszewa 61 w Doniecku i wywiesiła flagę „Donieckiej Republiki Ludowej” na budynku państwowej telewizji. Regionalna firma telewizyjno-radiowa została przemianowana na „Opłot TV”, a jej bezpośrednim dowódcą został Aleksandr Bobkow. Tymczasem „pokojowi demonstranci” wystawili w zajętym centrum telewizyjnym strażników uzbrojonych w karabiny szturmowe Kałasznikowa. Aleksandr Bobkow już wcześniej odciął mieszkańców Doniecka od ukraińskiej telewizji, podczas gdy gubernator Siergiej Taruta kontynuował „naiwne”, uspokajając obywateli: „To grupa „Opłot”; oni pomagają zapewnić bezpieczeństwo”. Sześć miesięcy później Bobkow wziął udział w „inauguracji” Zacharczenki.

Aleksander Bobkow, Aleksander Zacharczenko

Bobkow przed „inauguracją” Zacharczenki

Analiza kadry zarządzającej „republiki” sugeruje, że Donieckiem nadal rządzi ta sama ekipa „silnych menedżerów” z Partii Regionów. Kumpel „Boboka”, Igor Martynow, znalazł miejsce w „DRL”; były dyrektor parku kulturalno-rekreacyjnego został szefem administracji okupacyjnej w Doniecku. Iwan Prichodko, wiceprzewodniczący Rady Rejonu Woroszyłowskiego, został szefem administracji okupacyjnej w Gorłówce. Aleksiej Granowski, który był szefem donieckiego oddziału miejskiego Partii Regionów, awansował ze stanowiska ministra paliw i energetyki, a obecnie kieruje „Ministerstwem Przemysłu i Handlu”.

O obecnym wpływie Bobkowa na „republikę” już pisaliśmy tutaj.

И tutaj.

Nie zaszkodzi jednak przypomnieć najważniejsze punkty.

1. Nowy protegowany FSB w Doniecku został przyspieszony przez brak zaufania do Achmetowa, co doprowadziło do problemów jego ludzi. Wśród nich był Aleksander Chodakowski, były dowódca Grupy Alfa SBU i lider Wostoku (ochroniarza majątku Achmetowa w okupowanym Doniecku). Chodakowski został pozbawiony mandatu w „Radzie Ludowej DRL”, a w „republice” rozpoczęła się kampania informacyjna przeciwko niemu. Podczas wojny Aleksandr Bobkow zdołał nawiązać osobiste kontakty z sojusznikiem Achmetowa, Surkowem, i innymi postaciami Kremla, nabywając nieruchomości w obwodzie moskiewskim, obwodzie rostowskim i na Krymie.

2. Obecnie niemal główne przepływy finansowe w enklawie terrorystycznej należą do finansowo-przemysłowej grupy Bobkow-Orłow (Andriej i Władimir, pierwszy z nich był deputowanym do Rady Najwyższej Ukrainy V i VI kadencji, drugi jego teściem). W Doniecku do tej finansowo-przemysłowej grupy zalicza się, jak się uważa, korporację węglową Energoimpex, będącą właścicielem ośmiu zakładów wzbogacania węgla, Gorłowskich Zakładów Koksowo-Chemicznych, firmy transportowej, rodzinnego Europrombanku, huty Energokapital oraz hotelu na okupowanym Krymie. Twierdzą oni również, że węgiel z prywatnych i państwowych kopalń, a także z „kopanek” przejętych przez bojowników, jest eksportowany z terytoriów okupowanych na Ukrainę za pośrednictwem Orłowów i Bobkowów. Poseł również rzekomo ucierpiał z rąk tych postaci. Jefim ZwiagilskiMówią, że kopalnia Zasyadko również przeszła w ręce kopalni Bobkov-Orlov, a ministerstwo Nasalika zgarnia pokaźny procent z tego biznesu.

3. W „DRL” Bobkow utrzymuje bliskie stosunki z „ministrem dochodów i ceł” Aleksandrem Timofiejewem (tym samym „Taszkientem”, z którym Nasalik (Negocjował dostawy węgla na Ukrainę). „Republikański Bank DRL” jest również kontrolowany przez Aleksandra Bobkowa i rodzinę Orłowów, a na jego czele stoi były prezes banku Orłowów, Europrombanku (ul. Tarasa Szewczenki 11, Kijów). „Minister” Timofiejew, wraz z Bobkowem, kontroluje wszystkie „znacjonalizowane” firmy (te przejęte od przedsiębiorców, którzy zerwali z „DRL”).

Co ciekawe, artykuł Artema Furmanyuka o ORD doczekał się „repliki” w „DPR media” – „wywiadu wizerunkowego”, w którym Bobkow omawia nie tylko kijowską juntę, ale także setki milionów dolarów wydanych na sfałszowane wybory Janukowycza w 2004 roku. Wyraża urazę do swoich przeszłych działań: tak wiele zrobił dla własnej partii (i oczywiście, dysponując tak przestępczymi środkami), a mimo to nie został nigdzie wybrany – ani do gabinetu ministrów, ani na listę partyjną w parlamencie, ani do urzędu mera. A teraz nadeszła jego chwila chwały!

Aleksander Bobkow podczas kąpieli w Święto Objawienia Pańskiego

Radosny Bobkow podczas kąpieli w okupowanym Doniecku w święto Trzech Króli

„Postać Zacharczenki jako marionetkowego przywódcy fałszywej republiki nie satysfakcjonuje już kremlowskich marionetkarzy. Były sprzedawca kurczaków i jego otoczenie stali się zbyt skorumpowani, nawet jak na rosyjskie standardy. Za Zacharczenki wszelka „pomoc” wysyłana do Donbasu przez „braterski” naród była bezlitośnie kradziona, od pomocy humanitarnej po broń. Co więcej, nieposłuszny Zacharczenko zwrócił się nawet ku swojemu dobroczyńcy, Bobkowowi. Niedawno bojownicy „DRL” „wycisnęli” z rąk członka tzw. „starej elity donieckiej” rynek Majski w donieckim rejonie Budionnowskim. Od lat 90. należał on do Bobkowa, wspólnie z donieckim bossem przestępczym Michaiłem Laszką, który został zastrzelony na Krymie. Strona Zacharczenki stanęła również po stronie innego długoletniego protegowanego „Boboka”, Timofiejewa („Taszkient”), który obecnie piastuje stanowisko „ministra dochodów i ceł”. Bobkowa trudno więc uznać za jednego z ich patronów. Co więcej, Rosja spieszy się z powrotem Donbasu pod kontrolę Ukrainy i dlatego ma żywotny interes w wyeliminowaniu terrorystycznych nowobogackich, których nienawidzą nie tylko zwykli Ukraińcy, ale i oligarchowie ze wschodu kraju. Jak na przykład Rinat Achmetow. Ale z pewnością zasiądzie do stołu negocjacyjnego z Bobkowem, jako młodszy partner, ale jednak partner. Łączyło ich w przeszłości zbyt wiele powiązań, a Bobkow zajmuje teraz o kilka stopni wyższą pozycję pod względem wpływów na okupowanych terytoriach. „A co najważniejsze, pod względem ohydy nie można go porównywać do Zacharczenki, Timofiejewa, czy Giwi i Motoroli, które zostały już wysiedlone w ramach przygotowań do powrotu Donbasu” – skomentował obecną sytuację dla ORD Artem Furmanyuk.

Dodajmy do powyższego, że wszystkie najnowsze procesy dotyczące ORDILO uważa się za pochodzące z Ukrainy (plany Artemenki i Pinczuk), a także czynniki zewnętrzne (przybycie przyjaciela Ch**la do Białego Domu i trumpizacja polityki globalnej) sugerują, że zmiana rzeczywiście nadchodzi. Wątpliwe jednak, by Kremlowi udało się kogokolwiek oszukać na Zachodzie (a zwłaszcza na Ukrainie), przedstawiając Bobkowa jako przedstawiciela „zbuntowanego Donbasu”. Wygląda on jeszcze mniej na człowieka ludu niż Zacharczenko. A wśród zasług tego przedstawiciela donieckiej „elity” najważniejszym zawsze pozostanie jego powiązanie ze zorganizowaną grupą przestępczą, którą Łucenko i Michaił Klujew określili w 2005 roku jako „najbardziej wpływową, krwawą i brutalną społeczność przestępczą na Ukrainie”. Pozostaje jedynie żałować, że wkrótce potem szef MSW Jurij Łucenko Zapomniał o masowych mogiłach i pocałował tych facetów, o których powiedział: „Więzienie dla bandytów”.

Zastąpienie Zacharczenki Bobkowem oczywiście nie byłoby trudne (można by go po prostu podwieźć windą, jak Motorolę), ale robienie dobrej miny, grając słabo – to nie to samo. Nawet Wiktor Janukowycz w czapce wygląda bardziej na „kompromisową postać” niż „bojownika o specjalny status dla Donbasu”, który ma na rękach krew starego Morozowa… Zwłaszcza że „Prawowity” pędzi pełną parą, by spotkać się z „wyborcami” z ORDIŁO. Wysłał już listy z planem „pokojowego rozwiązania” do światowych przywódców i zrobił furorę w medialnym krajobrazie „republiki”… W swoich przesłaniach skierowanych do odbiorców w okupowanym regionie Janukowycz zapewnia, że ​​głęboko tęskni za ojczyzną i jest gotowy do powrotu…

Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!