Jeszcze wczoraj, wszechmocni, uciekli szybko i nieelegancko, zabierając łupy. Czego nie mogli od razu wywieźć, pomagały im różne ekipy nowego rządu. Ale pragnienie odzyskania wpływów w ojczyźnie pozostało. Dziś, gdy obwód zaporoski otrzymał „żółty” poziom zagrożenia terrorystycznego, kwestia wpływów Artema Pszonki na południu regionu stała się szczególnie paląca, donosi. Antykorozyjny.
Feudalne Księstwo Pszonki
W czasach Janukowycza Artem Pszonka, syn ówczesnego prokuratora generalnego Wiktora Pszonki (więcej na ten temat przeczytasz w artykule Wiktor Pszonka: Wzlot i upadek Cezara Prokuratora), z powodzeniem ponownie wszedł do parlamentu w wyborach w 2012 roku. Pochodzący z Kramatorska, uzyskał przytłaczające poparcie Partii Regionów w obwodzie zaporoskim.
Artem rozpoczął „obsiewanie” swojego przyszłego terenu pod koniec 2011 roku, kiedy zarys nowego systemu wyborczego dopiero się wyłaniał. 81. okręg wyborczy Pszonki obejmował południowo-zachodnią część obwodu zaporoskiego – biedne i odludne tereny wiejskie. Spośród siedmiu okręgów największym miastem był Tokmak, liczący 30 000 mieszkańców.
W zubożałej, stepowej dziczy syn Prokuratora Generalnego zaczął budować swoją siatkę. Jego agenci zaczęli budować system stabilnego „wyżywienia” wszystkich pracowników sektora publicznego. Nauczyciele, listonosze, radni wiejscy i pracownicy socjalni – wszyscy zostali włączeni do łańcucha dowodzenia w wyborach. Na wsi dodatkowe sto hrywien, a czasem butelka wódki, znaczyło o wiele więcej niż w mieście – a ludzie zgadzali się wziąć pieniądze na racje żywnościowe, pójść do urn i przyprowadzić swoje rodziny, aby oddać głos na Artema Pszonkę.
Naturalnie, pod nadzorem Artioma Wiktorowicza ukształtowała się pionowa struktura dowodzenia – urzędnicy wszystkich szczebli wielokrotnie opowiadali o tym, jak wiele tak wybitny kandydat zrobił dla społeczności. Ostatecznie syn prokuratora generalnego zdobył rekordowe 65 procent głosów, w niecały rok od zdobycia 81. okręgu. Przez kolejny rok, aż do zmiany władzy, Pszonka jedynie umacniał swoje wpływy w okręgu. Zgrany zespół kuratorów stale tam pracował, monitorując ugruntowaną siatkę – która później stała się narzędziem monitorowania niezadowolonych jednostek.
Gdzie iść, gdzie iść?
Jednak transformacja 81. Dzielnicy w feudalne lenno została przerwana przez Majdan i zmianę władzy. Ojciec i syn Pszonki, wraz z innymi członkami ekipy Janukowycza, uciekli do Rosji. Byli tam jednak, delikatnie mówiąc, niezbyt mile widziani – jako chciwi głupcy, którzy pokrzyżowali plany Putina dotyczące „łagodnego” przejęcia Ukrainy. Podobno Władimir Władimirowicz ukuł cięte riposty: „Ukraina Janukowycza została pożarta przez apetyty chciwej młodzieży!”.
Maj 2014, A. Pshonka i O. Carew, Moskwa
Klimenko (Czytaj więcej: Aleksander Klimenko. Odleciał, ale bardzo chce wrócić.), Kurczenko i inni młodzi reformatorzy starali się udowodnić swoją przydatność i znaczenie. Pieniądze płynęły do partii Zastup, ruchu Dumczewa (Czytaj więcej: Dumczew. Era politycznego Déjà Vu w Kijowie)…Chłopakom zaczęto powierzać różne interesy na okupowanym Donbasie.
Ale Artiom Pszonka obrał inne podejście. W gabinecie Putina zaczął tłumaczyć, że zachował znaczące wpływy w 81. okręgu Ukrainy, swoim rodzinnym, i jest gotowy wykorzystać je do destabilizacji sytuacji w regionie przygranicznym w odpowiednim momencie. Jego opowieści wymagały potwierdzenia, a przedterminowe wybory parlamentarne okazały się idealnym momentem. Musiał tylko znaleźć odpowiednie „narzędzie”, którym okazał się berdiański oligarcha Aleksandr Ponomariow.
Naprawdę chciałem się rozwijać.
Tymczasem w przededniu przedterminowych wyborów parlamentarnych w 2014 r. inny poseł, Ołeksandr Ponomariow, po cichu opuścił Partię Regionów i latem 2014 r. dołączył do frakcji parlamentarnej „O pokój i stabilność!”. Ta grupa byłych członków Partii Regionów, którzy nie ukrywali się, została naprędce sklecona ze środków Kurczenki, młodszego wspólnika biznesowego rodziny Pszonków i Janukowycza.
Ponomariow od dawna marzył o tym, by zostać nowym Rothschildem i bardzo chciał rozszerzyć swoje wpływy pod rządami nowego rządu – i dał się na to nabrać.
Warto zauważyć, że rejony Ponomariowa i Pszonki nie są tylko sąsiadami. Pszonka aktywnie pomagał berdiańskiemu przedsiębiorcy odeprzeć zaloty Anisimowa, „nadzorcy” obwodu zaporoskiego, w latach 2012–13.
Relacja między deputowanym z Berdiańska a synem prokuratora generalnego nie zerwała się po rewolucji, a wręcz przeciwnie – umocniła. We wrześniu 2014 roku członkowie frakcji „O pokój i stabilność”, wciąż zasiadający w parlamencie, złożyli kontrowersyjną wizytę w rosyjskiej Dumie Państwowej. Oficjalnie Aleksander Ponomariow nie był z nimi. Ale nieoficjalnie…
Złe języki twierdzą, że głównym tematem rozmowy Artema Wiktorowicza były zbliżające się wybory parlamentarne. Ponomariow był pewny swojego 78. okręgu, z Berdiańskiem w centrum – udało mu się znaleźć wspólny język z nową władzą i udowodnić swoją lojalność. Chciał jednak czegoś więcej, a w przypadku wolnego 81. okręgu wskazane było negocjowanie z przedstawicielami starej władzy. Aleksander Siergiejewicz obrał sobie za cel swojego młodszego asystenta biznesowego, Siergieja Walentinowa, w „księstwie Pszonki”.
Ale Ponomariow potrzebował „bonusu”, aby wzmocnić „berdiańskiego spadochroniarza”, zupełnie bez rangi Walentinowa, w starciu z lokalnymi przeciwnikami. A tym „bonusem” miała być „sieć” zbudowana przez Artema Pszonkę i jego menedżerów dwa lata temu.
Negocjacje miały zakończyć się sukcesem. Ponomariow, przedsiębiorca, osiągnął porozumienie nie tylko w kwestiach politycznych, ale także ekonomicznych. Firma Berdiańska Żniwiarze podobno rozpoczęła dostawy maszyn rolniczych na Białoruś i do Kazachstanu. Stamtąd transport towarów do Rosji, do odbiorców końcowych, nie był wcale trudny.
Ale wzrost dostaw zaczął się nieco później i zaraz po rozmowach w Moskwie w sztabie wyborczym Siergieja Walentinowa pojawiły się bardzo ciekawe postacie. Walentynow i Ponomariow zostali wciągnięci w towarzystwo, a za ich plecami zaczęły dziać się ciekawe rzeczy...
Goście ze stolicy na prowincji
Wyobraź sobie – sześć biednych wiejskich rejonów, morze wiosek i osiedli typu miejskiego, jedno 30-tysięczne miasto. Bezkresny step, spieczony słońcem i lekko słony. I nagle, w takim krajobrazie, pojawia się Julia Kowalewska, deputowana ludowa dwóch kadencji! Tak, ta sama Kowalewska, matka chrzestna słynnych Łukasza i Pszonki, która została zauważona na „czarnych listach” Partii Regionów i zatrudniła kucharkę Janukowycza jako fikcyjną asystentkę deputowanego. Ups!
Julia Kowalewska (z domu Lachowicz) to barwna postać nawet jak na standardy Partii Regionów. Z wykształcenia pielęgniarka, Kowalewska zrobiła błyskawiczny awans jako funkcjonariuszka partyjna w Partii Regionów, nie bez pomocy zmarłego premiera Krymu Wasyla Dżarty'ego. (Warto zauważyć, że w ostatnim czasie w organach wykonawczych obwodu zaporoskiego pojawiło się wielu sojuszników Dżarty'ego: Maksym Szyszłow, Kateryna Jurczenko i Siergiej Burchowiecki).
Po przeprowadzce do Kijowa w 2006 roku dwukrotnie zasiadała w Radzie Najwyższej, pracując dla O. Klujewa, gdzie odpowiadała za specjalne kampanie informacyjne. W 2011 roku dołączyła do międzyfrakcyjnego stowarzyszenia parlamentarnego „Młody Wybór” (odłam Partii Regionów), założonego przez Janukowycza juniora i O. Pszonkę. W 2012 roku, z pomocą Łukasza i Pszonki, została kierowniczką wydziału szkolenia działaczy i aktywistów partyjnych w centrali Partii Regionów.
Po Majdanie nie zniknęła, ale dzięki pomocy wpływowych byłych członków Partii Regionów utrzymała stanowisko Pierwszej Zastępczyni/P.o. Szefa Narodowej Agencji Ukrainy ds. Służby Cywilnej – organu uprawnionego do przeprowadzania wewnętrznych dochodzeń w sprawie każdej agencji rządowej lub urzędnika. Mówi się, że nominacja Kowalewskiej była zwieńczeniem dobrze zorganizowanego procederu korupcyjnego, w który zaangażowana była Prokuratura, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i Narodowa Służba Cywilna, tworząc „maszynę do dojenia” dla wysokich rangą urzędników, którzy byli celowo zmuszani do popełniania przestępstw, a następnie bezlitośnie szantażowani.
Jak widać, Julia Siergiejewna jest osobą o złożonej osobowości, mało publiczną i uwikłaną w mroczne układy „Rodziny”. Subtelna psycholog i manipulatorka, biegła w intrygach, potrafi manipulować politykami i zachować wiele tajemnic.
Julia Siergiejewna ma szerokie powiązania w Centralnej Komisji Wyborczej, co pozwala jej wpływać na proces liczenia głosów. Warto zauważyć, że jej mąż, Artem Waleriewicz, zajmuje kierownicze stanowisko w DIAD LLC, fabryce słodyczy, która po 2014 roku została przeniesiona z Gorłówki do obwodu penzeńskiego w Rosji. A mówisz o fabryce w Lipiecku, fabryce w Lipiecku.
Sama Kowalewska zawsze angażowała się w kontrowersyjne działania polityczne. Na przykład obecnie współpracuje z kontrowersyjną partią „Ukraiński Wybór”, kierowaną przez kolegę Putina, Wiktora Medwedczuka, w imieniu swojej organizacji publicznej.
I tak oto, najwidoczniej na prośbę Artema Pszonki, ta wspaniała pani jesienią 2014 roku rozpoczęła pracę w sztabie wyborczym prostego kandydata BPP, Siergieja Walentinowa.
Jak na ironię, mieszkańcy obwodu zaporoskiego zauważyli Julię Siergiejewnę dopiero rok później, jesienią 2015 roku, kiedy Kowalewska znalazła się na liście Bloku Opozycyjnego do Rady Obwodu Zaporoskiego. W centrum regionu zaczęto się zastanawiać, jak ktoś z takim doświadczeniem trafił do zacofanego Tokmaka i do rady obwodowej. Niewielu zdawało sobie sprawę, że Julia Siergiejewna znalazła się w tym zacofanym miejscu znacznie wcześniej i nie przez przypadek.
Jej firma, VIP-Consulting, została wykonawcą kampanii Siergieja Walentinowa. Oficjalnie VIP-Consulting szkoli członków komisji wyborczych dla kandydata niezależnego Walentinowa. W rzeczywistości Julia Kowalewska pełni rolę „osoby kluczowej” w reaktywacji sieci Pszonki, która pozostawała uśpiona przez ponad rok. Szkolenie członków komisji wyborczych to idealne przykrywki dla takiej pracy.
Kowalewska zabrała ze sobą również Tatianę Graban i Natalię Korneiczenko. Pracowały one w kampanii Walentinowa jako menedżerki VIP Consulting, a później zostały jego pełnoetatowymi asystentkami w Radzie Najwyższej... żeby mieć go na oku.
T. Graban
Warto zauważyć, że na swojej stronie na Facebooku Tatiana Grabar, oficjalna asystentka S. Walentinowa, podaje obecnie jako miejsce pracy moskiewską agencję prasową. I dlaczego nie?
Ale nawet dzięki lojalnym asystentom z VIP Consulting, Julia Siergiejewna nie mogła dotrzeć do każdego sołtysa i dyrektora szkoły. Julia Siergiejewna zebrała licznych, pozostałych w okolicy popleczników Artema Pszonki, zorganizowała niezbędne spotkanie z „szefem na wygnaniu” i rozpoczęła pracę.
Kto zapewnił zwycięstwo Walentynowowi?
W rezultacie w kampanii Walentinowa po cichu znaleźli się następujący „zaufani pracownicy” Pszonki Jr.:
— jego wieloletnia asystentka i partnerka biznesowa, Ludmiła Lubim, szefowa miejskiej instytucji „Regionalny Fundusz Wspierania Indywidualnego Budownictwa Mieszkaniowego na Obszarach Wiejskich” i rodaczka z Pszonki, pochodząca z Kramatorska. W ramach podziękowania za wszystkie dobrodziejstwa, ona i Kowalewska zapewniły sobie później łatwy start w wyborach samorządowych do rady obwodowej w obwodzie tokmackim, z Bloku Opozycyjnego, rok po wyborach parlamentarnych.
— obecnie zilustrowany były szef rejonu akimowskiego, Anatolij Blokha, który brał udział w zbieraniu łapówek za prace budowlane w rejonie pszonkowskim.
— Zastępca Lubima w instytucji miejskiej Anatolij Kazancew również pochodzi z Kramatorska
— były szef Państwowej Administracji Rejonu Priazowskiego, obecnie deputowany rady obwodowej Wadim Suchina
— jeden z szefów fundacji charytatywnej Pszonki i właściciel apteki Ołeh Surżan, którego oszukańcze interesy z majątkiem gminy Tokmak były już wcześniej ujawniane. Surżanowi udało się „wyróżnić”, wciskając się do rady obwodowej w tej kadencji nie jako członek Bloku Opozycyjnego, jak jego koledzy z Partii Regionów, lecz jako członek Batkiwszczyny.
— Były asystent Artema Pszonki, Aleksandr Werbicki
— była szefowa administracji państwowej rejonu weselowskiego Irina Kukowiniec i inni.
Julia Kowalewska ustawiła wszystkich tych „bojowników Pszonkowa” i kilku innych w kwaterze głównej Siergieja Walentinowa. I uruchomili siatkę, zapewniając zwycięstwo nieznanemu Walentinowowi. Wystarczy obejrzeć nagranie, które stało się viralem, gdzie za dotknięciem czarodziejskiej różdżki lekarze naczelni wpuścili okulary Walentinowa do szpitali, a lokalne organy ścigania umorzyły sprawy karne i wszystko stało się jasne. Ale szeroko nagłośniona dystrybucja okularów kandydata była zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Znacznie więcej „żartów” było zamaskowanych, a jedynie echa dotarły do centrum regionalnego.
Ilu zaporoskich deputowanych ma w kieszeni Pszonka?
Jest jeszcze jedna niejasna kwestia w relacjach Pszonki z Ponomariowem i Walentirowem. Konkretnie, jak hojnie, jeśli w ogóle, zainwestował Artem Wiktorowicz w wybory lokalne w 2015 roku? Jak informowaliśmy wcześniej, rok temu Aleksandr Siergiejewicz Ponomariow przeprowadził masową akwizycję „aktywów partyjnych”. „Portfolio” Ponomariowa obejmowało BPP w okręgach wyborczych jego i Walentirowa (a ostatnio w całym regionie), a także Nasz Kraj i Partię Agrarną w całym regionie. Poseł następnie hojnie finansował ich kampanie wyborcze w regionie, a także swoją piechotę polityczną w radach lokalnych 78. i 81. okręgu (12 terytoriów). W swoim rodzinnym Berdiańsku kupił zwycięstwo pospiesznie wybranego mera Władimira Czepurnego i kilkunastu jego ludzi, którzy objęli mandaty w lokalnych parlamentach.
Ci, którzy znają ostrożnego i wyrachowanego Ponomariowa, mówią szczerze, że wydawanie tak dużych sum na politykę jest dla niego zupełnie nietypowe i nie dysponuje on takimi wolnymi środkami. Tymczasem potencjał finansowy rodziny Pszonków, ojca i syna, eksperci szacują na półtora miliarda dolarów. Być może Ołeksandr Siergiejewicz otrzymał pieniądze od tego samego Artema Pszonki, który rok wcześniej pomagał mu z jego ludźmi? A jakie są zatem wpływy Pszonki w partiach i na terytoriach, które nabył Ponomariow? Biorąc pod uwagę niedawny skandal w Chersoniu z udziałem Naszej Ziemi, gdzie na jaw wyszli kuratorzy i fundusze FSB, nie sposób oprzeć się pytaniu: CZYJE pieniądze Ponomariow pompował w kampanie wyborcze swoich partii?
Krążą pogłoski, że imigranci z ekipy Wiktora Fiodorowicza płacą Rosji nieoficjalną opłatę za wsparcie wojsk w ŁRL i DRL. Aby odciążyć własne budżety, lobbują w Rosji na rzecz interesów biznesowych kupców tam zamieszkałych... za prowizję.
W zeszłym roku do mediów wyciekła korespondencja między Siergiejem Walentinowem a menedżerem Łukoilu (rosyjskiej firmy naftowej). Poseł zwrócił uwagę na jego „zobowiązania wobec organów celnych” w odniesieniu do Łukoilu. Firma Walentirowa i Ponomariowa, Agrinol, potrzebuje tanich surowców do produkcji smarów i olejów, a także rynków zbytu dla swoich produktów gotowych. Fakt, że dochody z tych transakcji trafiają do zbrojeń po drugiej stronie frontu, jest nieistotny.
A teraz bądźmy poważni. Jeśli spojrzeć na mapę obwodu zaporoskiego, widać, że rejony Walentirowa, Ponomariowa i Jewhena Balickiego, znanego z prorosyjskich wypowiedzi, znajdują się w południowej części regionu, nad Morzem Azowskim. Stanowią one tę samą „bramę do Krymu”, o której tak głośno było rok temu i o której mówi się nadal. Można by napisać osobny artykuł o Jewhenu Balickim, który był również członkiem osławionej grupy Kurczenki „Za pokój i stabilność”, a ostatnio zyskał rozgłos za „podjęcie” kwestii specjalnego statusu dla naszego regionu po tym, jak Służba Bezpieczeństwa Narodowego (SBU) stłumiła ruch „Społeczne Zaporoże”. Jednak fakt, że posłowie Ponomariow, Walentirow i wspomniana radna obwodowa Ludmiła Lubim regularnie uczestniczą w jego wydarzeniach, został wspomniany jedynie mimochodem. Co jest żenujące.
L. Lyubim, E. Balitsky, VR, dyskusja na temat statusu specjalnego
Jeśli założymy, że Ponomariow otrzymał pieniądze od Pszonki Juniora rok temu na wykupienie partii – Agrarnej, Naszego Kraju i częściowo BPP – to ciekawe, na ilu deputowanych rad obwodowych i rejonowych Artem Wiktorowicz ma wpływ. Okazuje się, że ma pięciu bezpośrednich sojuszników w radzie obwodowej (poniżej), czterech w Bloku Opozycyjnym (Kowalewska, Lubim, Suchina i starszy Balicki) i jednego w Batkiwszczynie (Surzhan). Potencjalnie Pszonka ma 10 dodatkowych deputowanych we frakcji Naszego Kraju, gdzie szczególnie widoczni są ci z frakcji Ponomariowa: Serhij Tkaczenko (przewodniczący komisji budżetowej), Ołeksandr Babanin, Oleg Budianski i Jelena Bodasiuk. Ma również deputowanego BPP Artema Popowa, również bliskiego Ponomariowowi. W sumie mamy 16 miejsc, na które Pszonka Junior może mieć wpływ. Nieźle?! Oczywiście!
Dodajmy do tego niedawno przejętą partię regionalną „BPP”. Z jej parlamentarnymi bagnetami też można coś zdziałać.
Samoobrona, czyja jesteś?
Jednak wpływy polityczne w tych trudnych czasach nie wystarczą, by osiągnąć poważne rezultaty – potrzebna jest również władza. Dlatego Pszonka zaczął aktywnie interesować się grupami paramilitarnymi, które nie są niczym nowym we współczesnej Ukrainie. I, jak się wydaje, to zainteresowanie doprowadziło do „konstruktywnego dialogu” z lalkarzami. Obecnie na południu regionu, a konkretnie w rejonach walentynowskim, ponomariowskim i balickim, wciąż rozkwitają wszelkiego rodzaju grupy „samoobrony”, często nieświadome, czyim interesom służą.
Już w kwietniu 2015 roku zorganizowali publiczną awanturę na sesji lokalnej w Berdiańsku – https://www.youtube.com/watch?v=ucaQ1W7OYcI. Nie miało to sensu, ale w zupełności wystarczyło na dobry spektakl. Za nalotem stał A. Ponomariow. W Melitopolu naloty na firmy i biura urzędników państwowych dokonywane przez mężczyzn w kamuflażu stały się normą. Wreszcie, nazwisko Balickiego jest czasami wymieniane w tych incydentach.
![]()
W Tokmak próbują usunąć sekretarza rady miejskiej z BPP, a potem sieją spustoszenie w lokalnej gazecie miejskiej. Nazwisko Walentinowa pojawia się w kontekście organizacji nalotów. I tak dalej.
Tymczasem w północnym centrum regionu, gdzie zdecydowanie więcej jest porywców, takie ekscesy nie występują. Co więcej, tamtejsze struktury paramilitarne rozpadają się z powodu braku funduszy. Natomiast w południowych regionach celowo „żywią się same” i od czasu do czasu prezentują pożądany wizerunek. A kto im płaci za biura, benzynę i pensje? Najwyraźniej dorabianie do pensji, takie jak wspomniane projekty artystyczne, nie pokrywa obecnych potrzeb takich struktur. Biorąc pod uwagę położenie geograficzne, wydaje się, że głównymi sponsorami licznych organizacji „samoobrony” są właśnie ludzie Pszonki.
Co może się wydarzyć w „Dniu X”?
Oczywiste jest, że Artiom Pszonka, biegając po Moskwie i nadymając policzki, mówi o wiele więcej, niż jego ludzie są w stanie zrobić. Oczywiste jest również, że Ponomariow i Walentirow liczą na to, że w „godzinie sądu” zrobią o wiele mniej, niż żąda od nich Artiom. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by Artiom Wiktorowicz działał dalej niż dwaj deputowani, wydając polecenia bezpośrednio swoim wysoko postawionym ludziom. I nie chodzi tylko o VIP-a Kowalewskiego. Krążą pogłoski, że osobiście dzwoni okresowo do Lubima, Werbickiego, Blochy, Kazancewa i innych, aby zapytać, jak sprawy mają się w regionie, co myśli elektorat i jak zachowuje się jego „następca”.
Nikt więc nie powstrzyma wykorzystywania prorosyjskich członków „siatki Pszonkowa”, odtworzonej w celach politycznych, do gromadzenia informacji i cichego sabotażu. Ani do udzielania schronienia grupie sabotażystów. I z pewnością nikt nie powstrzyma Kowalewskiej, Lubima i innych postaci przed angażowaniem się w jawne i subtelne działania separatystyczne. Teoretycznie.
Przykładowo Julia Kowalewska obecnie aktywnie angażuje się w ruch Kobiety dla Pokoju, zakładając jego lokalne oddziały w rejonie Walentirowa.
![]()
Ruch Kobiety dla Pokoju, w środku – L. Lyubim, Yu. Kovalevskaya
Dziś się zbierają, piją herbatę, plotkują i rozmawiają o zdrowiu. Ale jutro, jeśli napięcie na wschodzie się zaostrzy albo, nie daj Boże, wybuchnie konflikt na południowej granicy, mogą zacząć „pokojowo” blokować konwoje wojskowe. Cóż, podobno jesteśmy kobietami, podobno jesteśmy za pokojem, więc zabierzcie od nas ręce i pozwólcie nam leżeć na chodniku.
Grupy „samoobrony” finansowane przez Pszonkę raczej nie ruszą na front jako ochotnicy, gdy sytuacja się pogorszy. Zawsze jednak są mile widziane, aby zgłosić się do „pilnowania obiektów strategicznych”, aby móc w odpowiednim momencie wysłać sabotażystów na te obiekty.
Działania Pszonki są nieuzasadnione. Ani jego dawny okręg, ani jego mieszkańcy, ani sam obwód zaporoski nie są przedmiotem troski zbiegłego posła. Gra na dwa fronty. Skupia się na interesach biznesowych, odzyskując wpływy tu i zdobywając je tam. Zrobi to wszelkimi możliwymi sposobami – oddając swój okręg przedstawicielowi BPP, promując swoich ludzi do władzy pod różnymi sztandarami, negocjując z „przeklętą juntą” lub szantażując…
Bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie: „Jak duży wpływ Pszonka może mieć na obwód zaporoski w dniu X?”. I to nie dziennikarze powinni na to odpowiadać.
Generalnie rzecz biorąc, lepiej byłoby oprócz poszukiwania odpowiedzi przeprowadzić także prace prewencyjne, aby w ogóle nie pojawiły się przesłanki skłaniające do postawienia takiego pytania.
Czytaj więcej: Aleksander Klimenko. Odleciał, ale bardzo chce wrócić.rozszerzać się
Dumczew. Era politycznego Déjà Vu w Kijowie
Iwan Dezhurny
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!