1 grudnia 2015 roku członek Frontu Ludowego Mykoła Martynenko zrezygnował z mandatu posła. Stwierdził, że podjął tę decyzję z powodu „zakrojonej na szeroką skalę kampanii dyskredytacyjnej” prowadzonej przeciwko niemu. Martynenko uważa, że za tą kampanią stoją ukraińscy oligarchowie, a także Federacja Rosyjska, z którą ich interesy są ściśle powiązane.
W szczególności, według jego informacji, wykonawcami „rosyjskiego rozkazu” są wysocy rangą urzędnicy, deputowani ludowi z partii prezydenckiej.Blok Petra PoroszenkiNikołaj Władimirowicz uważa, że głównym celem organizatorów tej kampanii jest destabilizacja sytuacji w ukraińskim parlamencie, aby wymusić nowe wybory i umożliwić siłom prorosyjskim zdobycie przewagi. Według niego Martynenko wydaje się być wręcz ofiarą. Czy jednak jest tak niewinny, jak udaje?
Nikołaj Martynenko, „Bezinteresowny członek Komsomołu”
Urodzony Martynenko Nikołaj Władimirowicz Urodził się w styczniu 1961 roku w Switłowodsku, w obwodzie kirowohradzkim. Po ukończeniu szkoły średniej studiował w Charkowskim Instytucie Lotniczym, na wydziale inżynierii lotniczej. Bezpośrednio po ukończeniu studiów pracował jako inżynier w Kijowskich Zakładach Mechanicznych (do 1986 roku). Już wtedy interesował się polityką i możliwościami, jakie ona oferowała. W 1987 roku został szefem dużej organizacji Komsomołu w Kijowskich Zakładach Mechanicznych im. Antonowa.
Rok później został mianowany sekretarzem Kijowskiego Miejskiego Komitetu ds. Młodzieży. To właśnie na tym stanowisku Nikołaj Władimirowicz po raz pierwszy zakosztował pieniędzy. Wynikało to z faktu, że w grudniu 1987 roku organizacje Komsomołu uzyskały prawo do tworzenia centrów wymiany informacji o twórczości naukowej i technicznej wśród młodzieży. Teoretycznie posunięcie to miało pomóc młodym naukowcom we wprowadzaniu najnowocześniejszych technologii do stagnującego przemysłu radzieckiego, ale w rzeczywistości sprawy potoczyły się zupełnie inaczej. W rzeczywistości doprowadziło to do powstania firm, które czerpały zyski z państwowych dotacji przeznaczonych na rozwój przemysłu. W wyniku tych dotacji miliony rubli trafiły nie na rozwój przemysłu, ale w ręce przywódców Komsomołu, a oczywiście lwia część tych funduszy trafiła w ręce „czerwonego” kierownictwa. To właśnie dzięki tym „komsomolskim” machinacjom Nikołaj Martynenko zgromadził swój kapitał początkowy.
Narodowy Bank. Wiktor Juszczenko. Paliwo nuklearne.
Po upadku ZSRR dopływ gotówki oczywiście ustał. Chcąc nadal żyć na wysokim poziomie, Nikołaj Martynenko założył swoją pierwszą firmę, Trading House. Mniej więcej w tym czasie doszło do jego fatalnego spotkania z… Dawid Żwania, jego przyszłego partnera biznesowego w większości projektów. Między innymi, współtworzyli firmę Brinkford, która kupowała i dostarczała elementy paliwowe do ukraińskich elektrowni jądrowych. Żwania była tą, która zapoznała Martynienkę z rosyjskimi przedsiębiorcami działającymi na rynku odpadów jądrowych i paliw. Ich głównym celem był transport paliwa jądrowego na Ukrainę po zawyżonych cenach i pomoc w utylizacji odpadów jądrowych za wygórowane kwoty.
Aby zmaksymalizować zyski, Martynenko i Żwania zaangażowali ówczesnego szefa Narodowego Banku Ukrainy, Wiktora Juszczenkę i jego bliskiego współpracownika, wicepremiera finansów Igora Mitiukowa.
Po otrzymaniu tego listu minister Mityukow udzielił Mykole Martynence pełnomocnictwa do przeprowadzania transakcji finansowych obligacjami wyemitowanymi przez Ukrainę. Łączna wartość tych obligacji wynosiła 105 milionów dolarów. Mykoła Władimirowicz sprzedał te same obligacje Bankowi Narodowemu (przypomnijmy, że kierował nim Juszczenko). Co najciekawsze, sprzedał je nie za ich rzeczywistą wartość (szacowaną przez ekspertów na około 81 milionów dolarów), ale za wartość nominalną 105 milionów dolarów (dziwne, jak Wiktor Andriejewicz mógł nie zorientować się, że padł ofiarą oszustwa?). Natychmiast po sprzedaży obligacji środki zostały przelane na cypryjskie konto offshore w First Boston Bank, które z kolei natychmiast przelało je na konta innej spółki offshore, THU AG (kontrolowanej przez wspólnika Martynienki, Żwanię).
Warto zwrócić uwagę na to, z kim Nikołaj Martynenko jest powiązany nepotyzmem.
THU AG miało pośredniczyć w płatnościach za paliwo jądrowe dostarczane Ukrainie przez stronę rosyjską. Jego zadaniem było kupowanie obligacji od First Boston Bank w miarę ich przybycia do kraju. Jest jednak pewien haczyk. Rosjanie wiedzieli, że rzeczywista cena obligacji wynosi 81 milionów dolarów, a nie 105 milionów dolarów. Dlatego też zastawili paliwo na kwotę odpowiadającą jego wartości. W rezultacie 23 miliony dolarów utknęły skutecznie na kontach THU AG i jej spółek zależnych. Dość sprytny plan. Wyciągnięcie ogromnej sumy od państwa bez jego wiedzy. Kierownictwo Narodowego Banku, na czele z Juszczenką i jego współpracownikami Bondarem i Weselowskim, po prostu nie mogło być nieświadome tego oszustwa. Lesenko i Szumiło, przedstawiciele THU AG, również z pewnością o nim wiedzieli. W rzeczywistości, w wyniku oszustwa, Narodowy Bank Ukrainy (NBU) odzyskał obligacje od First Boston Bank, przepłacając je dwukrotnie o 23 miliony dolarów. A potem pytają, skąd biorą się dziury w budżecie państwa. Znając ten „interesujący” fakt z biografii Juszczenki, nie dziwi fakt, że Mykoła Martynenko i Dawid Żwania stali się później głównymi sponsorami jego kampanii prezydenckiej; mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego.
Ciekawostka: kiedy były premier Ukrainy, zbiegły Pawło Łazarenko, został zatrzymany w Stanach Zjednoczonych pod zarzutem prania pieniędzy, próbował zdemaskować Martynienkę, a co za tym idzie, Juszczenkę, ujawniając ich przestępcze interesy. Następnie Pawło Iwanowicz ujawnił oszukańcze schematy związane z pożyczkami z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, za pośrednictwem których Juszczenko i jego współpracownicy skupowali obligacje i zarabiali kolosalne odsetki od swojej „samorealizacji”. Te historie zmusiły Martynienkę do tymczasowego „zejścia do podziemia” i wycofania się z biznesu.
Po zwycięstwie wyborczym Wiktora Juszczenki, Mykoła Martynenko, który pełnił funkcję zastępcy szefa jego kampanii, został szefem kijowskiego oddziału partii Związek Ludowy „Nasza Ukraina”. W 2005 roku był typowany na mera Kijowa, ale odmówił nawet udziału w kampanii wyborczej. Plotka głosi, że stało się tak z powodu zarzutów korupcyjnych wysuniętych przez byłego sekretarza stanu Ukrainy Ołeksandra Zinczenkę. Sprawę zatuszowano, ale kariera polityczna Martynienki znacznie spowolniła.
W 2006 roku został wybrany na posła z ramienia partii Nasza Ukraina. W 2007 roku wszedł do parlamentu z ramienia tej samej partii. Po zmianie sytuacji politycznej na Ukrainie w 2011 roku, Martynenko wstąpił do Frontu Zmian, z którego listy został wybrany do Rady Najwyższej VII kadencji w 2012 roku. Jako poseł koncentrował się na bezpieczeństwie jądrowym, polityce jądrowej oraz sektorze paliwowo-energetycznym.
Mikołaj Martynenko. „Szwajcarska” korupcja
W 2014 roku czeskie media poinformowały, że ukraiński poseł z partii Front Ludowy jest objęty śledztwem w sprawie korupcji. Okazało się, że jest podejrzanym w sprawie karnej prowadzonej przez szwajcarską prokuraturę. Zgodnie z zarzutami, czeski producent Škoda JS (który produkuje sprzęt do energetyki jądrowej) regularnie przekazywał 15% swoich akcji panamskiej firmie Bradcrest Investments (podobno należącej do Mykoły Martynenki). Obie firmy miały umowę, na mocy której Bradcrest miał promować Škodę JS na rynkach ukraińskich, dostarczając firmie kompleksowych informacji na temat sytuacji energetycznej na Ukrainie. Umowę podpisali Miroslav Fiala i Jiri Demis ze Škody JS oraz Edgardo Diaz z Bradcrest. W wyniku przeniesienia odsetek od każdej transakcji sprzedaży sprzętu jądrowego, Martynenko zgromadził ponad 6 milionów euro na szwajcarskich kontach (w BNP Paribas i Banque Hottinger & Cie).
Dowody oszustwa pochodzą z oficjalnych dokumentów dotyczących transakcji między firmami Bradcrest i Skoda JS, które można znaleźć tutaj:
Dokumenty potwierdzające, że ostatecznym beneficjentem Bradcrest Investment jest Nikołaj Martynenko:
Nikołaj Martynenko: Kierownik w Energoatomie
Po Euromajdanie Martynenko dążył do objęcia stanowiska ministra energetyki. Jednak kandydaturę tę otrzymał Jurij Prodan, którego osobiście lobbował Julia TymoszenkoZamiast tego Nikołaj Władimirowicz otrzymał kontyngenty w spółkach energetycznych, z których najważniejszym dla sektora „jądrowego” jest Energoatom. Na jego czele stał Jurij Niedaszkowski, który pod patronatem Martynienki piastował to stanowisko już trzykrotnie. Warto zauważyć, że każdej kadencji Niedaszkowskiego towarzyszyły głośne skandale korupcyjne związane z „nieuprawnionym sprzeniewierzeniem środków budżetowych”. W 2014 roku rosyjscy biznesmeni również pomogli mu w objęciu stanowiska, grożąc całkowitym odcięciem dostaw paliwa jądrowego na Ukrainę, jeśli Niedaszkowski nie zostanie powołany. Dlaczego? Ponieważ Martynenko współpracuje z tymi samymi biznesmenami od lat 90.; razem przeprowadzili niejedną „wątpliwą” transakcję.
„Wieże Martynienki?”
Pamiętacie skandaliczną sprawę „platform wiertniczych Bojki”? Otóż jednym z głównych oskarżonych w tej sprawie był Walerij Jasiuk. To on podpisał dokumenty zakupu dwóch morskich platform wiertniczych (co skutkowało uszczupleniem budżetu państwa o dodatkowe 300 milionów dolarów). Jakie są jego powiązania z Martynenką? To bardzo proste. Przez długi czas piastował kierownicze stanowiska w firmie Brinkford and Trading House, której współwłaścicielami są Mykoła Martynenko i Dawid Żwania. Eksperci nazywają nawet sprawę platform „platformami Martynienki”. W rzeczywistości to główny oskarżony, Jasiuk, był głównym winowajcą całej sprawy, a cios spadł na Jurija Bojkę. Niemal wszyscy dziennikarze, którzy pisali o tej sprawie, przedstawiali informacje z takiej perspektywy, że Bojko nie miał szans na wyjście z tej sytuacji. Ale z jakiegoś powodu nikt nie napisał o tym, że Martynenko i Żwania zostali zatwierdzeni na radzie „rodzinnej” i przeprowadzili cały ten skomplikowany przekręt.
Obiekty, z którymi Nikołaj Martynenko jest bezpośrednio lub pośrednio związany:
Przypisuje mu się również zaangażowanie w działalność internetowego wydawnictwa Glavred i Centrum Aleksandra Razumkowa.
Od 10 lat Mykoła Martynenko jest podejrzany o kilka głośnych spraw, w tym o defraudację i oszustwo. Jednak nikomu nie udało się jak dotąd niczego ostatecznie udowodnić, pomimo istnienia faktów potwierdzających jego winę. Jego najbliższy sojusznik, Arsenij Jaceniuk, wydaje się zupełnie nieświadomy wydarzeń wokół Mykoły Władimirowicza.
Niektóre media donoszą, że jest on kluczowym członkiem ukraińskiego tzw. „rządu cieni”, który decyduje o losie Ukraińców za zamkniętymi drzwiami Bankowej. Jeśli to prawda, wyjaśniałoby to, dlaczego Prokuratura Generalna nie wezwała go jeszcze na przesłuchanie w „sprawie szwajcarskiej”, a Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) nawet nie wspomniała o śledztwie w sprawie jego działalności, wszczętym latem.
Dmitrij Samofałow, dla Szkielet.Org
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!