Minister Kvit próbuje wprowadzić do systemu edukacji przyjaciela ukrainofoba Tabacznyka.

Wybuchł nowy głośny skandal wokół szefa Ministerstwa Edukacji.

Anatolij Tołstochow

Anatolij Tołstochow

Jak dowiedzieli się nasi dziennikarze z poinformowanych źródeł, na wniosek ministra edukacji Serhija Kwita planują mianować na stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej Narodowego Uniwersytetu Pedagogicznego im. Dragomanowa (obrzydliwego przyjaciela ukrainofoba Tabacznyka)Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Dmitrij i Michaił Tabacznik. Brat za brata) były regionalny Anatolij Tołstochow, donosi AntykorozyjnyWszystko byłoby dobrze, po prostu kogoś mianują, nigdy nic nie wiadomo – Ukrainie nie brakuje dobrych specjalistów. Ale w tym przypadku sytuacja jest dokładnie odwrotna. Pytanie brzmi: skąd taka dziwna decyzja kadrowa dwa lata po zwycięstwie Majdanu? Co skandaliczny były członek Partii Regionów Tołstouchow ma wspólnego z reformami edukacji, których ministerstwo wciąż nie potrafi wdrożyć? I co się dzieje na Ukrainie, jeśli te nominacje byłych współpracowników Janukowycza, śledzące liczne sprawy korupcyjne i kryjące dziesiątki „trupów” w szafie, będą kontynuowane?

Być może byłemu przedstawicielowi reżimu Janukowycza udało się jakoś „udobruchać” kierownictwo Ministerstwa Edukacji? A może Partia Regionów po prostu rozpoczęła rewanżyzm w kraju, jak to miało miejsce za Juszczenki, kiedy kilka lat po pomarańczowej rewolucji nastąpił polityczny „odwrót” i Janukowycz, główny oponent trzeciego prezydenta, został mianowany premierem?

Hu od pana Tołstouchowa?

Nie ma sensu wdawać się w szczegóły oficjalnej biografii Tołstouchowa, pochodzącego z Charcyza w obwodzie donieckim: poza stażem pracy nie ma on żadnych znaczących osiągnięć (w tym w nauce i nauczaniu). Tołstouchow jest najbardziej znany ze swoich skandalicznych wybryków politycznych, działalności przestępczej i powiązań z „rodziną”, które oficjalne media naturalnie ignorują.

Wymieńmy najjaśniejsze, skandaliczne momenty z życia tego odrażającego byłego urzędnika i przypomnijmy jego niesławne „wyczyny” na wypadek, gdyby ktoś na wysokich stanowiskach o nich zapomniał lub nie chciał o nich pamiętać.

Udział w rozłamie NDP

W 1998 roku, za rządów Kuczmy, niegdyś wpływowa, ogólnoukraińska partia NDP zaczęła się rozpadać. Wśród dysydentów byli Anatolij Matwijenko i jego proukraińscy sojusznicy. Warto również pamiętać, że długo później, w 2004 roku, NDP Tołstochowa poparła Janukowycza w wyborach prezydenckich.

Komentując konflikt w NDP pod koniec lat 90. i opisując działania Tołstochowa dla naszej publikacji, Matwijenko potwierdził, że wówczas uważał Tołstochowa za bliskiego sojusznika i nigdy nie spodziewał się takiego kroku. Matwijenko zauważył, że jego dalsza droga polityczna przypominała „błąkanie się” i poradził byłemu członkowi Partii Regionów, aby porzucił tę praktykę.

Matwijenko wyraził zdziwienie próbą powołania Tołstouchowa na stanowisko rektora Uniwersytetu Dragomanowa, biorąc pod uwagę kontrowersyjną biografię byłego urzędnika. „Jeśli ja podlegam ustawie lustracyjnej, to Tołstouchow tym bardziej” – powiedział polityk.

Były szef Partii Ludowo-Demokratycznej przyznał jednak, że ukraiński rząd popadł w skrajność: mianuje wielu nowych urzędników, ignorując doświadczony i doświadczony personel. Jednak wszystko, co nowe, nie zawsze oznacza wszystko dobre i lepsze. Odnosząc się do Tołstouchowa, Matwijenko wyraził zdziwienie i pewne wątpliwości co do słuszności tej decyzji personalnej, podkreślając, że do służby cywilnej powinni być mianowani patrioci i osoby o nieposzlakowanej reputacji. Tołstouchowa nie można by nawet zaliczyć do tej grupy.

Nadużycie władzy

Podczas kampanii prezydenckiej w 2004 roku minister Anatolij Tołstouchow i Dmytro Tabacznyk próbowali ingerować w pracę redakcji gazety „Uriadowyj Kurier”. 25 listopada 2004 roku, pomimo zakazu Sądu Najwyższego, przygotowali i opublikowali numer gazety zawierający ogłoszenie Centralnej Komisji Wyborczej o zwycięstwie Janukowycza w drugiej turze wyborów prezydenckich. Następnie Główny Wydział Śledczy Prokuratury Generalnej wszczął postępowanie przygotowawcze w tej sprawie na podstawie artykułu 365 Kodeksu karnego Ukrainy, część 1 – nadużycie władzy. Sam Tabacznyk, oczywiście, nazwał sprawę „czysto polityczną”.

Podczas pomarańczowej rewolucji Tołstouchow zyskał również ogólnokrajową sławę, zamykając się w budynku rządowym objętym blokadą, jako minister, i nie wpuszczając nikogo przez dłuższy czas. Plotka głosi, że w tym czasie sojusznik Janukowycza, zamiast chronić budynek przed ewentualnym przejęciem przez demonstrantów, jak twierdziła Partia Regionów, po prostu skonsumował wszystkie zapasy alkoholu i zniszczył obciążające dokumenty.

Co więcej, w czasie pomarańczowej rewolucji Tołstochow zapisał się w pamięci z jeszcze jednego „wyczynu” – byłego urzędnika przyłapano na zwoływaniu studentów z kilku ukraińskich uniwersytetów i prowadzeniu kampanii popierającej Janukowycza, przy pełnym wykorzystaniu zasobów administracyjnych.

Bankrut polityk

Kiedy sam Janukowycz przekonał się o lojalności Tołstochowa, zaproponował mu miejsce na liście Partii Regionów w wyborach parlamentarnych w 2006 r., ale Anatolij Władimirowicz wolał dziwny projekt polityczny „Eko +25%”.

Jednak po ogłoszeniu wyników wyborów, gdy Tołstouchow stanął na czele sztabu wyborczego bloku, pozorowany projekt polityczny poniósł druzgocącą klęskę, zdobywając zaledwie 0,47% głosów. Nawet w Charcyzsku, rodzinnym mieście Partii Regionów, poparcie dla siły politycznej Tołstochowa malało.

Po tym wydarzeniu polityk postanowił ponownie zbliżyć się do Partii Regionów.

Sprawa karna dotycząca kradzieży dokumentów z Archiwum Historycznego we Lwowie

W lipcu 2005 roku funkcjonariusze organów ścigania przeszukali mieszkanie Tołstouchowa. Było to częścią śledztwa w sprawie kradzieży dokumentów z Lwowskiego Archiwum Historycznego. Kradzież dotyczyła 44 listów od Hruszewskiego, które Janukowycz przekazał Narodowemu Muzeum Historycznemu. Nie znaleziono jednak wówczas żadnych dowodów na udział Tołstouchowa. Anatolij Władimirowicz uznał wówczas incydent za próbę nacisków politycznych. „To pięciopokojowe mieszkanie, wszczęto sprawę karną, więc jeśli się pojawisz, śmiało przeszukaj. Jak można przeszukać mieszkanie w 20 minut? Nasuwa się pytanie: jaki był cel tego przeszukania? Przecież oni niczego nie szukali – skoro znaleźli 10 książek i je przejrzeli, to czy to naprawdę można nazwać przeszukaniem?” – zastanawiał się były urzędnik.

Kradzież bezcennych obrazów z Gabinetu Ministrów

W 2015 roku Prokuratura Generalna wznowiła śledztwo w sprawie kradzieży drogich obrazów z budynku rządowego. Kilka lat wcześniej Anatolij Melnyk, dyrektor Narodowego Muzeum Sztuki, ujawnił sensacyjną wiadomość o zniknięciu arcydzieł ukraińskiego impresjonisty Mykoły Głuszczenki z budynku Gabinetu Ministrów. Osiemnaście dzieł sztuki z kolekcji Narodowego Muzeum Sztuki zostało przeniesionych do budynku rządowego w sierpniu 2001 roku, gdzie miały zostać wystawione. Wśród nich znalazły się cztery obrazy Głuszczenki: „Żagle na morzu” (1951), „Dnieprowskie odległości” (1937), „Wieś nad rzeką” (1951) i „Na rybackim kołchozie” (1952).

Według dokumentów sądowych, zaginięcie tego ostatniego zostało odkryte przez pracowników muzeum w lutym 2004 r., a na początku 2005 r. byli oni przekonani, że skradziono inne dzieło – „Żagle na morzu”.

Do 2010–2011 roku udało się uniknąć rozgłosu i skandalu, dopóki komisja muzeum sztuki nie przeprowadziła oficjalnych kontroli obecności i bezpieczeństwa obrazów w budynku rządowym.

Wiadomość o zaginięciu impresjonisty dotarła do mediów, które ujawniły również inne skandaliczne szczegóły: „ocalałe” obrazy – „Dnieprowskie Okolice” i „Wieś nad rzeką” – były nieautentyczne, gdyż zostały podrobione. Analiza chemiczna wykazała, że ​​obrazy wiszące w Gabinecie Ministrów były kopiami powstałymi w latach 2000.

Śledztwo objęło byłego pierwszego wicepremiera Dmytra Tabacznyka oraz jego przyjaciela, byłego ministra Tołstouchowa, który odpowiadał za „porządki” rządowe w rządzie Janukowycza. Złodzieje nie zostali jeszcze ukarani, a sprawa utknęła w dziwnym impasie.

Wydawanie książek na koszt podatników

W 2011 roku Tołstouchow znalazł się w centrum skandalu związanego z publikacją swojej książki „Charcyzk: Czas, wydarzenia, ludzie. Tom 1”. Jak podano w ogłoszeniu o zamówieniu, książka miała zostać wydana na koszt państwa w ramach programu „Książka ukraińska”. Plan zakładał wydrukowanie i dystrybucję 1000 egzemplarzy. Całkowity koszt produkcji wyniósł 350 000 hrywien. Zatem każdy egzemplarz książki Partii Regionów kosztował skarb państwa (a zatem ukraińskich podatników) 350 hrywien.

Przyjaciel Rosji

Według otwartych źródeł Tołstochow stoi na czele towarzystwa przyjaźni z Rosją, regularnie odwiedza Moskwę, konsultuje się z uciekinierem Azarowem, rozpowszechnia plotki o „przejęciu Ukrainy przez nacjonalistów”, hańbi obecnego prezydenta i rząd Ukrainy, promuje język rosyjski i brutalnie narzuca go studentom.

Przejęcie uniwersytetu pedagogicznego przez rabusiów?

Niedawno wybuchł nowy skandal wokół tej odrażającej postaci. Pełniąc niegdyś funkcję współprzewodniczącego (wraz z Wasilijem Krzemieniem) Rady Nadzorczej uniwersytetu, według wykładowców i studentów, nie zrobił nic konstruktywnego dla uczelni. Teraz ten odrażający były członek Partii Regionów dąży do objęcia stanowiska jedynego przewodniczącego Rady Nadzorczej, odsuwając od władzy akademika Krzemienia. Wygląda na to, że Tołstouchow w jakiś sposób zdobył zaufanie Kwita i, nie czekając na oficjalną nominację, przejął kontrolę nad biurem na początku marca, mocno przybijając do niego mosiężną tabliczkę deklarującą jego wysoki status. I to ten sam Tołstochow, który kiedyś „wprowadził” na uniwersytet osoby prorosyjskie (Łanowoja, Tabacznika i innych), które ochrypłym głosem „przekonywały” społeczeństwo o potrzebie odrodzenia i ochrony języka rosyjskiego.

Według źródeł, ten odrażający polityk stosuje obecnie sprawdzone techniki: oszczerstwa, szantaż, zastraszanie, a co najważniejsze, opłacanych i zmotywowanych studentów podszywających się pod „aktywistów” i tworzących „grupę uderzeniową”. Wygląda na to, że tak zwani „bojownicy antykorupcyjni” podpisują listy Tołstouchowa dotyczące rzekomych „sprzeczności i nadużyć” na uniwersytecie i apelują do ministra i innych władz. Minister z kolei organizuje kolejną masową inspekcję, która skutecznie zakłóca proces dydaktyczny i dzieli kadrę. I chociaż komisje nie stwierdzają żadnych istotnych uchybień, ani Tołstouchow, ani studenci, ani minister nie dają się odstraszyć: wbrew obowiązującemu ukraińskiemu prawu, apele, komisje i inspekcje trwają nieprzerwanie, według naocznych świadków.

Nasuwa się logiczne pytanie: kim są ci aktywni „bojownicy o sprawiedliwość”? Czy to dobrzy studenci, wybitni studenci, prawdziwi aktywiści? Nie! I jeszcze raz: nie! Okazało się, że niczym się nie wyróżnili, ani w nauce, ani w badaniach naukowych, ani w życiu publicznym. Tymczasem studenci i wykładowcy powinni znać „swoich bohaterów” z widzenia. Jak dowiedziała się nasza publikacja, należą do nich w szczególności byli studenci odrażającego zastępcy Tabacznyka, Jewgienija Sulimy: Aleksandra Nowik, Bogdan Kuczer, Dmitrij Melnyk, Lew Leszczenko, Siergiej Zajczenko… Wygląda na to, że ci „aktywiści”, którzy przejęli władzę w samorządzie studenckim i podstępnie sprawowali ją przez kilka lat, otrzymując codzienne instrukcje od Tołstouchowa i ministra, toczą pianę na ustach i oczerniają uniwersytet i jego kierownictwo, torując drogę Tołstochowowi (a może ministrowi?!) do przejęcia uniwersytetu.

Studenci powinni wiedzieć, że Nowik kiedyś doniósł Sulimie na prawdziwych aktywistów Majdanu, że Leszczenko spekuluje na bonach studenckich, a samozwańczy „lider studencki” Siergiej Zajczenko odmawia rozliczenia się z wykorzystania funduszy przeznaczonych na rozwój ruchu studenckiego.

Najsilniejsze siły uniwersytetu — studenci, wykładowcy i pracownicy — zwróciły się do władz rządowych o wsparcie.

Narodowy Uniwersytet Pedagogiczny – lider edukacji pedagogicznej na Ukrainie – jest świątynią nauki, edukacji i kultury. Należy go zachować i rozwijać, potwierdzając autorytet ukraińskiej edukacji na całym świecie. Na uniwersytecie nie ma miejsca dla takich ludzi jak Tołstochow i jemu podobni.

Nasuwa się zatem logiczne pytanie: o jakim nominowaniu Tołstouchowa w ogóle mówimy? Były członek Partii Regionów powinien zostać oskarżony, wezwany na przesłuchanie i osądzony, a nie przywrócony do pracy! Ministerstwo Edukacji ze swojej strony nie skomentowało jeszcze w sposób spójny tej dziwnej decyzji kadrowej.

Przy okazji warto przypomnieć, że minister Kvit niedawno uwikłał się w głośny skandal antykorupcyjny: Ministerstwo Edukacji rozpoczęło proceder mający na celu sprzeniewierzenie środków budżetowych na zakup wyposażenia szkolnego za pośrednictwem „uprzywilejowanych” podmiotów komercyjnych.

Anatolij Bekh

Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!