Konstantin Kulik: prokurator wojskowy, który oszukał całą Ukrainę

Konstantin Kulik

Konstantin Kulik

Jak pokazuje doświadczenie, jedni walczą za ojczyznę, podczas gdy inni bogacą się na wojnie. Prokurator wojskowy sił ATO, Konstantin Giennadiewicz Kulik, jest doskonałym przykładem skorumpowanego, klanowego systemu, który przesiąkł całą Ukrainę. Ten „dziedziczny prokurator”, dzięki swoim koneksjom, otworzył przed wszystkimi drzwi do awansu zawodowego i zgromadził pokaźny majątek. Historia Kulika opowiada o tym, jak oszukać kraj i wyjść z tego zwycięsko.

Znikąd do prokuratora wojskowego

Znalezienie wspólnych faktów biograficznych (data urodzenia, wykształcenia, małżeństwa i rozwodu) dotyczących Konstantina Giennadiewicza okazało się bardzo trudne. Wygląda na to, że urodził się w sierpniu 2015 roku, po objęciu stanowiska szefa nowo utworzonej prokuratury wojskowej w strefie ATO. Dla przypomnienia, prokuratura wojskowa składała się wcześniej z trzech obwodowych prokuratur wojskowych – Zachodniej, Centralnej i Południowej – a prokuratura wojskowa w strefie ATO stała się czwartą.

Swoją pozycję zawdzięcza byłemu prokuratorowi generalnemu Ukrainy Wiktorowi Szokinowi (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule BWiktor Szokin. Prokurator „na urlopie”), który podpisał dekret o utworzeniu prokuratury wojskowej w strefie ATO, oraz Główny Prokurator Wojskowy Ukrainy, Anatolij Matios. Tolik „Termowizor” (pseudonim Matiosa po zamachu na Wiktora Szokina, kiedy to twierdził, że snajper ostrzelał Prokuraturę Generalną kamerą termowizyjną), w swoim typowym dla siebie przesadnym stylu, nazwał Kulika wysoce profesjonalnym oficerem wojskowym. Dodał również, że Konstantin Giennadiewicz spędził rok w strefie ATO jako szef prokuratury wojskowej. Nie jest jasne, jakie zasługi zapewniły mu to stanowisko. W końcu Kulik nie ma żadnego związku ze służbą wojskową; nigdy nigdzie nie służył. Co więcej, zanim doszło do całej tej szopki ze stanowiskami wojskowymi, nasz bohater zasiadał na fotelu prokuratora nadzorującego organy ścigania w sektorze transportu w Prokuraturze Obwodu Kijowskiego, a jeszcze wcześniej w obwodzie mikołajowskim. I najciekawszy szczegół: zaraz po nominacji Matiosa, Konstantin Giennadiewicz został „Pułkownikiem Sprawiedliwości” (zazwyczaj osiągnięcie tego stanowiska zajmuje 15 lat, a czasem wcale). Podobnie było z Władimirem Żerbickim, zastępcą Tolika w dziale termowizyjnym, u którego Kulik pracował jako śledczy o wysokich stawkach. Skąd takie przywileje i dziwne zbiegi okoliczności? To proste: bogate dzieciaki siłą zdobyły władzę.

Okazuje się, że Matios jest „przyjacielem rodziny” Kulików. Ojciec Konstantina Giennadiewicza i dziadek Matiosa pracowali dla NKWD na Zachodniej Ukrainie w latach 50. XX wieku. Po upadku systemu Kulik senior został prokuratorem garnizonu charkowskiego. W 1995 roku Prokuratura Generalna chciała mianować go prokuratorem wojskowym Obwodu Zachodniego, ale odrzuciła ten pomysł. Jego reputacja nie była najlepsza. Dlatego rodziny Matiosów i Kulików do dziś pozostają w przyjaźni, popychając „swoje” dzieci do władzy.

Połączenia Kulika

Awansu Konstantina Giennadiewicza nie przeszkodziła nawet jego współpraca z Jewgienijem Żylinem, byłym charkowskim policjantem i obecnym przywódcą organizacji terrorystycznej „Opłot”. W latach 2000-2001 Kulik i Żylin, wówczas czołowy funkcjonariusz charkowskiego Departamentu ds. Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej, prowadzili śledztwo w sprawie oszustwa gospodarczego popełnionego przez organizację przestępczą. W tym czasie odpowiedni artykuł 255 Kodeksu Karnego Ukrainy został właśnie wprowadzony do tego kodeksu i sprawa trafiła do sądu. Piękna historia o wysoce moralnych śledczych. Ale jest i druga strona medalu. Kulik i Żylin, jako dzielni „funkcjonariusze organów ścigania”, którzy byli członkami stałych zespołów śledczych, byli zaangażowani w inną ciekawą sprawę w latach 2000. – prostą sprawę zabezpieczania „kopert” do wypłacania pieniędzy. W Charkowie działała firma o nazwie „Słoń”, znana tylko nielicznym z działalności związanej z oszustwami finansowymi. Właśnie gdy organy podatkowe zastanawiały się, co robi „Słoń”, dwóch mężczyzn – Kulik i Żylin – rzuciło im się na pomoc. Skonfiskowali dokumenty, co ułatwiło śledztwo, ale jednocześnie zablokowali dalsze dochodzenie i kontrole podatkowe. Organy ścigania skutecznie neutralizowały również konkurencyjne firmy. Na szczęście sytuacja była sprzyjająca, co pozwoliło im bez wahania wyeliminować konkurenta w branży wypłat gotówki.

Drogi mężczyzn rozeszły się. Kulik wyjechał do Kijowa w 2004 roku, a Żylin pozostał w Charkowie. Podczas powstania Euromajdanu poglądy i stanowiska byłych przyjaciół w sprawie sytuacji politycznej stały się jasne, co doprowadziło do poważnego konfliktu. Nie przeszkodziło to jednak Kulikowi w utrzymywaniu kontaktów z Żylinem i jego rodziną przez cały okres jego urzędowania. Świadczy o tym prokurator, który przejechał samochodem ojca Żylina przez strefę ATO. Był to jednak prawdopodobnie drobny gest wdzięczności ze strony rodziny Żylina za to, że mieszkanie Kostiantyna Kulika posłużyło jako zabezpieczenie 15-milionowego kredytu zaciągniętego w Finbanku przez firmę Jewhena Żylina, Veltorg-2013, w 2014 roku. Środki z kredytu zostały wykorzystane do sfinansowania tituszek (tituszek) podczas powstania Euromajdanu, ale, jak wynika z dokumentów, po prostu zniknęły. Kwestia majątku zabezpieczonego Konstantyna Giennadiewicza pozostała nierozwiązana, ale oszukańcze działania z wykorzystaniem sfałszowanych dokumentów doprowadziły do ​​usunięcia go z rejestru zabezpieczeń i sprzedaży komuś innemu. Istota tego oszustwa finansowego jest następująca: środki z pożyczki zostały wypłacone za pośrednictwem fikcyjnych spółek Żylina, główne zabezpieczenie zostało sprzedane za pomocą sfałszowanych dokumentów, a następnie zapłacone okupem, niewielka kwota trafiła do tituszek, a reszta została podzielona między Żylina i Kulika. Dowodem tego oszustwa jest fakt, że pod koniec maja 2014 roku na koncie przyszłego prokuratora wojskowego pojawiła się „niewielka” kwota 700 000 dolarów. Pożyczył ją pracownicy Banku Chreszczatyk, kobiecie o imieniu Tysowskaja. Nawiasem mówiąc, w 2014 roku w związku z tą sprawą karną zajęto mieszkanie Konstantina Giennadiewicza w Charkowie. Próbował on uzyskać jego zwolnienie na drodze sądowej, ale bezskutecznie.

Nawiasem mówiąc, NABU zainteresowało się przyjaźnią rodzin Kulik i Żylin dopiero w 2016 roku. Wcześniej nie badano tej sprawy.

Warto zauważyć, że zanim został prokuratorem wojskowym, Kostiantyn Giennadiewicz chciał zostać prokuratorem ds. antykorupcji. Ubiegał się o to stanowisko, ale nie przeszedł konkursu. Kulik złożył wówczas trzy pozwy. Dlaczego aż trzy? Chciał po prostu trafić w ręce „właściwego sędziego”, który wyda „właściwą” decyzję. Kiedy taki sędzia się znalazł, dwa pozostałe pozwy zostały natychmiast wycofane. W rezultacie Kulik otrzymał orzeczenie uchylające decyzję komisji kwalifikacyjnej na stanowiska administracyjne w Prokuraturze ds. Antykorupcji. Decyzja ta podważyła wyniki konkursu i samo powstanie NABU, ale sprawę zatuszowano, choć Kulik zamierza kontynuować swoje batalię sądową.

Tandem Kulik-Matios przeniósł się do swojej ukochanej prokuratury wojskowej. Nic jednak na tym nie stracili, ponieważ niektóre z ich uprawnień są zagadkowe nawet dla osób niezaznajomionych z tą tematyką. Co prawda, często zajmują się sprawami niezwiązanymi z wojskiem czy wojną; ich głównym obszarem zainteresowania jest korupcja. Ale najciekawsze jest to, kto skłonił Kulika do podjęcia działań przeciwko NABU? Okazuje się, że był to szef SBU Wasyl Hrycak, partner biznesowy Matiosa, który zajmuje się sprawami antykorupcyjnymi. To zupełnie logiczne, ponieważ osoby te nie są zainteresowane badaniem „diamentowych prokuratorów”. To prokuratura wojskowa, reprezentowana przez Matiosa, jako pierwsza zakwestionowała prawdziwość ujawnionych faktów. Mówiono o zamknięciu sprawy, ale na razie proces jest w toku.

Co Kulik robi na bagnach?

Aby w pełni wyjaśnić sytuację, warto zrozumieć cel istnienia prokuratury wojskowej w strefie ATO. Jej głównym zadaniem jest egzekwowanie prawa wojskowego w obwodach donieckim i ługańskim. Potrzeba utworzenia tej prokuratury pojawiła się po raz pierwszy po incydencie z udziałem kompanii „Tornado” Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Niektórzy żołnierze tej jednostki zostali oskarżeni o przestępstwa takie jak rozbój, porwanie i tortury. Prokuratorzy wojskowi „udali się” więc do strefy ATO ze świętą misją utrzymania porządku. Wojna to jednak kopalnia złota dla tych, którzy szukają szybkich i, co najważniejsze, nielegalnych zysków. I Konstantin Kulik nie jest tu wyjątkiem.

Co ciekawe, Konstantin Kulik sprawuje urząd sędziego w ATO, przebywając w domu w Kijowie lub Charkowie z rodzicami. Okazjonalnie wyjeżdża w podróże służbowe, gdzie, jak wiadomo, otrzymuje 3000 rubli za pięć dni.

Przemyt na punktach kontrolnych. Jakie jest główne źródło dochodów prokuratora w ATO? Oczywiście punkty kontrolne. O ile w początkowej fazie działań wojennych dominowały grabieże, system przepustek i punkty kontrolne pozwalają na poważne dochody, całkowicie „legalnie”. Prokuratura wojskowa ma pełną kontrolę nad przepływem towarów i osób na terenie. Ponadto w Donbasie kwitnie handel narkotykami i bronią. Nie jest tajemnicą, że punkty kontrolne pobierają od 50 000 do 150 000 hrywien za przejazd jednej ciężarówki z nielegalnym ładunkiem. To, czy zwrócić uwagę na ten niuans, czy przymknąć oko, zależy wyłącznie od prokuratury wojskowej, reprezentowanej przez Konstantina Giennadiewicza.

Sprawa Różańskiego. Drugim zadaniem Kulika było wszczynanie postępowań karnych przeciwko wolontariuszom. Pierwsza głośna sprawa dotyczyła sierżanta Ołeksandra Rużańskiego, bojownika ATO. W 2015 roku został on zaatakowany w Kramatorsku przez grupę separatystycznie nastawionych mieszkańców, którzy byli już wcześniej karani (jeden z nich pojawił się na stronie internetowej Myrotworec, a drugi miał przeszłość kryminalną i był narkomanem). Dla sprawiedliwości należy dodać, że Rużański użył w bójce pistoletu Fort. Po incydencie złożył zawiadomienie na policję, ale prokuratura wojskowa ATO szybko wycofała materiały i zakwalifikowała incydent jako chuligaństwo z użyciem broni, zgodnie z artykułem 296, część 4 Kodeksu karnego Ukrainy.

Sprawę przejął Dmitrij Aleksandrowicz Zarhin, szef śledztwa w prokuraturze wojskowej ATO, a Konstantin Kulik nadzorował całą sprawę. Zarhin natychmiast stanął po stronie separatystów i nie robił z tego tajemnicy. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że traumatyczny pistolet żołnierza ATO został niespodziewanie użyty jako „broń palna” w tej sprawie? Co prawda, Rużański otrzymał propozycję zatuszowania sprawy, ale odmówił. Jak się okazuje, Aleksandr Rużański był śledczym i zastępcą prokuratora w charkowskim okręgu moskiewskim w latach 1994–1996. Rozumie więc, jak działa prokuratura i jakie są konsekwencje „tuszowania”. Według niepotwierdzonych doniesień, śledczy Zarhin jest starym przyjacielem Jewgienija Żylina, lidera Opłotu i czołowego separatysty w Charkowie. Źródło tej „miłości” do patriotów jest więc oczywiste.

 

 

Aresztowanie Różańskiego również rodzi wiele pytań. Jego komputer i telefon zostały skonfiskowane – co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę oskarżenie o chuligaństwo. Jednak podczas procesu ujawniono drobny szczegół: Różański gromadził dowody obciążające… Konstantina Kulika. I warto zauważyć, że całkiem dobrze mu to wychodziło. Były śledczy dostarczył informacji o nieruchomościach prokuratury wojskowej i związanych z nimi oszustwach, o oszukańczych przetargach z udziałem firmy jego matki oraz o swoich powiązaniach z Jewgienijem Żylinem.

Sierżant Różański został skazany na dwa miesiące więzienia. Co ciekawe, sędzią na tym procesie była znana Larisa Pieriewierziewa. To ona osądzała osoby niepożądane dla rodziny Janukowycza. W 2012 roku Pieriewierziewa skazała donieckiego działacza Konstantina Ławrowa na pięć lat więzienia za protest przeciwko budowie domu Ołeksandra Janukowycza. Został on oskarżony o wyłudzenie pieniędzy od dyrektora dużej korporacji budowlanej „MAKO”, należącej do Saszy Dentysty. To prawdziwa parodia, a wyrok Ławrowa jest karą za próbę wtrącania się w sprawy wpływowych osób.

Czy sprawa Kurczenki pogrążyła Kulika?

Kostiantyn Giennadiewicz rzekomo rozpoczął śledztwo w sprawie młodego oligarchy Serhija Kurczenki w 2014 roku, gdy był jeszcze szefem wydziału śledczego ds. transportu w Prokuraturze Generalnej Ukrainy. Jemu i trzem innym śledczym udało się zebrać dowody i umieścić na listach gończych samego Kurczenkę, Borysa Timonkina, członka rady nadzorczej Brokbusinessbanku, i innych. Część grupy uciekła jednak do Rosji i na Krym, co utrudniło śledztwo. Następnie, mając w perspektywie stanowisko prokuratora wojskowego, Kulik natychmiast wkroczył do akcji, rzekomo nawet biorąc udział w Operacji Antyterrorystycznej (ATO). To właśnie tam natknął się na grupę Kurczenki, która próbowała zorganizować nielegalny handel benzyną i gazem w Donieckiej i Ługańskiej Republikach Ludowych (DRL i ŁRL). W ten sposób sponsorowali oni separatystów gotówką, co już jest uznawane za wspieranie terroryzmu. Jewhen Fajnicki, były szef wydziału śledczego SBU w obwodzie charkowskim i protegowany Kurczenki, „pracował” w tym kierunku w strefie ATO. Odpowiadał za działalność swoich firm-słupów i unikanie płacenia podatków. Do maja 2015 roku (oficjalna data jego śmierci) figurował jako minister paliw i energetyki DRL. Konstantin Giennadiewicz zdecydował się kontynuować „aktywne” śledztwo. Nikt jednak nie zauważył znaczących postępów.

Jednak z czasem wpływy Kulika doprowadziły do ​​rozbicia obecnego rządu przez byłego wiceministra gospodarki Ołeksandra Suchomlina, szefa firmy VETEK Andrija Koszela – wszystkich współpracowników młodego oligarchy Kurczenki – a także Ołeksandra, niedawno zatrzymanego byłego wiceprezesa Naftogazu i byłego szefa Czornomornaftogazu. Nawiasem mówiąc, ten ostatni pomógł firmie Kurczenki, Gaz Ukrainy 2020, ukraść benzynę o wartości 500 milionów hrywien z państwowego holdingu.

W momencie, gdy sprawa przeciwko tym osobom zmierzała do sądu, NABU złożyło zawiadomienie o podejrzeniu bezprawnego wzbogacenia się przeciwko Kostiantynowi Kułykowi. Nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy to zbieg okoliczności, czy starannie zaplanowany proceder. Według rzecznika NABU, Maksyma Hryszczuka, w ciągu pięciu lat Kostiantyn Giennadiewicz zarobił mniej niż wydał w ciągu poprzednich osiemnastu miesięcy, w tym na luksusowe nieruchomości w centrum Kijowa i drogie samochody dla swojej konkubiny i matki. Mianowicie kupił mieszkanie w budynku Dyplomata przy ulicy Żylańskiej, mieszkanie w sąsiednim budynku, Toyotę Land Cruiser za 1,2 miliona hrywien dla swojej konkubiny i Toyotę RAV4 za 460 000 hrywien dla swojej matki. Jeśli chodzi o liczby, pensja prokuratora wojskowego w ciągu pięciu lat wyniosła 1,6 miliona hrywien, a w ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy nabył on majątek o wartości ponad 3 milionów hrywien. Proste obliczenie: wydatki są 30 razy wyższe niż dochody.

Sąd Rejonowy w Peczerskim wydał zgodę na dostęp do dokumentów majątkowych Kulika i jego krewnych w grudniu 2015 roku. Jednak przez sześć miesięcy żaden ze śledczych nie podjął żadnych działań. Najprawdopodobniej nie było zgody z góry.

 

NAB

Dopiero 29 czerwca 2016 roku pojawiły się informacje o przeszukaniu domu prokuratora ATO. Po przeszukaniu Kulik miał otrzymać zawiadomienie o podejrzeniu nielegalnego wzbogacenia, ale zamknął się w domu i nie wyszedł na spotkanie ze śledczymi. Nastąpiła seria przesłuchań. Na przykład Siemion Semenczenko został wezwany do NABU (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Siemion Semenczenko. Fałszywy dowódca). A potem sensacyjne oświadczenie: okazało się, że Semenczenko również zbierał brudy na Kulika, ale z jakiegoś powodu nie dał tego po sobie poznać.

FB Semenczenko

1 lipca 2016 roku detektywi NABU w końcu odnaleźli Kostiantyna Giennadiewicza, doręczyli mu zawiadomienie o podejrzeniu i umieścili go w areszcie domowym na 24 godziny. Wtedy rozpoczęła się prawna „grywka”: 4 lipca sąd odsunął Kulika od stanowiska prokuratora wojskowego, ale 13 lipca Sąd Apelacyjny w Kijowie przywrócił go do pracy.

W tym tygodniu pojawiły się obciążające nagrania rozmów telefonicznych między Konstantinem Kulikiem a „osobą o rozległych powiązaniach w organach ścigania”. Zhańbiony prokurator kontaktuje się z osobą zidentyfikowaną jako „Jakowicz/Jakowlewicz” i prosi o pomoc.

Dziennikarz Aleksander Dubiński odtajnił tajemniczego „Jakowicza”.

FB Dubinsky

Według niego, Kulik rozmawiał telefonicznie z Jewgienijem Feldszerowem, niezależnym doradcą byłego szefa Ministerstwa Ekologii oraz Ministerstwa Energetyki i Przemysłu Węglowego. Według Dubinskiego, Feldszerow jest tajemniczym „pośrednikiem”.

Nie wiadomo, czy tajemniczy rozmówca pomógł Konstantinowi Giennadiewiczowi, ale można przypuszczać, że ktoś jednak ingerował w tę grę.

Najważniejsze pytanie brzmi jednak: kto to wszystko inicjuje?

Sprawa Kurczenki dotyczyła „młodych reformatorów”. Na przykład były zastępca prokuratora generalnego Witalij Kasko (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Witalij Kasko – oszust, skorumpowany urzędnik, „zestrzelony pilot”), który kierował kancelarią „Arzinger”, świadczącą usługi prawne w celu ochrony interesów Kurczenki. Był też pierwszym, który udzielił młodemu oligarsze pomocy, gdy ten musiał szybko wycofać swoje aktywa w 2014 roku. Warto tu spojrzeć poza Kasko i przyjrzeć się, kto gra po stronie NABU. Przeszukania w domu Kulik zostały wszczęte przez zastępcę szefa NABU, Sytnyka (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule ARTEM SYTNIK. BOGATE ŻYCIE NACZELNEGO ANTYKORUPCJI) - Gizo Uglava, reprezentujący zespół reformatorów Micheila Saakaszwilego. Inną postacią NABU zaangażowaną w sprawę Kulik jest były zastępca prokuratora generalnego Dawid Sakwarelidze, również członek „zespołu gruzińskiego”. To właśnie z Sakwarelidze Witalij Kasko postanowił stworzyć nową partię polityczną. A jego patronem będzie nie kto inny, jak gruziński gubernator Odessy. Ciekawostka: gdy tylko NABU wszczęło sprawę Kulik, Prokuratura Generalna natychmiast odkopała zakurzone tomy sprawy „mieszkania” Kasko. Doszło więc do wyraźnej konfrontacji między obiema agencjami i ich patronami. Dokładniej rzecz ujmując, historia przedstawia się następująco: Kulik, który jest powiązany z ludźmi Jurija Łucenki (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Jurij Łucenko. „Terminator” ukraińskiej polityki), podkopuje Kaśkę, który zaczyna karierę polityczną, co nie podoba się Saakaszwilemu, który nadzoruje NABU i projekt „młodych prokuratorów”, przez co podejrzewany jest Kulik, a Prokuratura Generalna nie pozostaje dłużna i wyciąga sprawę Kaśki na wierzch.

FB Kasko

Istnieje jeszcze inna teoria stojąca za nieoczekiwanymi naciskami ze strony Konstantina Kulika: „zemsta” FSB. Przedstawił ją Giennadij Moskal. (więcej o tym w artykule Giennadij Moskal: generał o wielu twarzach i wulgarnym języku Historię podchwycił Georgij Tuka. Podobno Konstantin Giennadiewicz prowadził śledztwo w sprawie przemytu narkotyków z Afganistanu na Ukrainę przez strefę działań wojennych. Miało to związek z głośnym zabójstwem ukraińskich sił bezpieczeństwa we wrześniu 2015 roku w pobliżu wsi Łobaczewo w obwodzie ługańskim. W tym czasie w strefie ATO zastrzelono grupę antyprzemytniczą, dowodzoną przez Andrija Głuszczenkę („Andrzej”). Morderstwo miało charakter zawodowy; sprawcami nie byli separatyści, lecz najprawdopodobniej ukraińscy funkcjonariusze organów ścigania. Podejrzenie padło na funkcjonariuszy kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i Głównego Zarządu Wywiadowczego Ministerstwa Obrony, a następnie „strzelców” przekazano policji obwodowej w Ługańsku. Były zastępca dowódcy batalionu „Tornado”, Mykoła Cukur, zdecydował się nawet wskazać sprawców. Jego zdaniem, zamówienie złożył Anatolij Naumenko, szef Głównego Zarządu Wywiadowczego obwodu ługańskiego. Jak widać, to typowa walka grup mundurowych o prawo do „uwięzienia” przemytników i wyłudzenia od nich pieniędzy.

Jeśli chodzi o rolę Kulik w tej sprawie: wszyscy wiedzą, że nielegalne towary są przemycane przez punkty kontrolne. Jest więc mało prawdopodobne, aby Kulik chciał odciąć od Afganistanu taką żyłę złota, jak narkotyki.

Ulubione bogate kobiety prokuratora

Konstantin Kulik ma dwie ukochane kobiety: matkę Swietłanę Kulik i kochankę Irinę Nimec. Obie są milionerkami. Nawiasem mówiąc, wzbogaciły się stosunkowo niedawno – około rok temu. Ich wzbogacenie zbiegło się z nominacją Konstantina Giennadiewicza na stanowisko prokuratora wojskowego. Przyjrzyjmy się majątkowi rodziny Kulików.

Mieszkanie.

apartament w Diplomat Hall

Warto zacząć od nieruchomości, bo mają one dwie ciekawe historie. Apartamenty rodziny Kulik znajdują się w stołecznym Domu Dyplomatów przy ulicy Żylańskiej. Powierzchnia całkowita, łącznie z dobudówką, wynosi około 500 metrów kwadratowych (cena za metr kwadratowy w tym budynku może sięgać nawet 3000 dolarów).

Mieszkanie Swietłany Kulik

Jedno z tych mieszkań jest zarejestrowane na matkę prokuratora wojskowego, Swietłanę Kulik.

Drugi z nich podarował niejaki Givi Maksheev.

Mieszkanie Givi Maksheeva

Jest byłym właścicielem firm Żeleznodorożposzcza, Kiwo i Swong, a także firmy jubilerskiej Vilant, a także oskarżonym w sprawie karnej związanej z nadużyciem władzy na kolei, a mówiąc prościej, defraudacją Ukrzaliznycji. Dla przypomnienia, Konstantin Giennadiewicz przez kilka lat pracował dla prokuratury transportowej, a także był gwarantem szefa mafii Igora Butanowa.

Biczenko

Spółki Butanowa, Sojuz Dortrans LLC i Sojuz Expo LLC, zarejestrowane pod tym samym adresem w Czerkasach, dostarczyły Ukrzaliznycji towary o wartości 200 milionów hrywien w latach 2008–2012. Obecnie spółki te znajdują się w stanie likwidacji.

Kulik jest również zamieszany w starą sprawę defraudacji z Ukrzaliznycji. Sprawa dotyczy przekazania 260 milionów hrywien z departamentu kolei do pewnej fundacji o nazwie „Artemis”. Według jednej z teorii, pieniądze te zostały w 2004 roku przekierowane na wsparcie kampanii prezydenckiej Wiktora Janukowycza. Śledczym w tej sprawie był Kostiantyn Kulik, wówczas protegowany byłego zastępcy prokuratora generalnego Witalija Szczetkina. Pieniądze jednak rozpłynęły się w powietrzu, a sprawców nigdy nie odnaleziono. Plotka głosi, że Kulik prowadził śledztwo „prywatnie”. Dopiero po przybyciu do Prokuratury Generalnej gangu donieckiego sprawę wyciszono, a w 2009 roku niejaki Petoszyn, kluczowy świadek zamieszany w wypłatę środków wyprowadzonych z Ukrzaliznycji za pośrednictwem „Artemisu”, został zamordowany.

Wróćmy więc do naszego starego znajomego, Giwi. Podarował Kulikowi mieszkanie, gdy ten służył w Operacji Antyterrorystycznej (ATO). Prokurator nie utrzymał jednak tej luksusowej nieruchomości długo. Natychmiast przekazał podarowane mieszkanie swojej konkubiny, Irinie. Nawiasem mówiąc, Konstantin Giennadiewicz kupił dla niej również mieszkanie przy ulicy Saperno-Słobodskiej i lokal w Peczersku, gdzie młoda kobieta otworzyła coś w rodzaju pracowni o skromnej nazwie „By Nemez”.

Bogactwo Kulika
Samochody. W zeszłym roku Iryna Nimets, krawcowa i kelnerka w restauracji Yakitoriya, dodała do swojej floty Mercedesa wartego od 3 do prawie 9 milionów hrywien.

 

Niemiecki samochód Niemiec za kierownicą

Nawiasem mówiąc, w 2014 roku dochód Iriny Nimets wyniósł 1687 hrywien rocznie.

Rodzina Kulik posiada również kilka luksusowych samochodów, w tym Land Rovera, nowiutką Toyotę RAV4 i kolejnego Mercedesa. Po zakupie Toyoty i Mercedesa, NABU złożyło pozew, domagając się dostępu do dokumentów zakupu SUV-a. Detektywi odkryli, że umowa sprzedaży wskazywała, że ​​samochody zostały zakupione przelewem bankowym za pośrednictwem banku Credit Agricole. W rzeczywistości jednak pieniądze zostały wpłacone na konto bankowe w gotówce, co oznacza, że ​​samochody zostały zakupione za gotówkę.

Warto przypomnieć historię samochodu ojca Jewhena Żylina, którym Konstantin Kulik jeździł po strefie ATO. Okazuje się, że również należy on do Iryny Nimec. Dziewczyna zeznała o tym osobiście. Według niej kupiła samochód w 2009 roku od Władimira Żylina. Pieniądze na jego zakup przekazał „nieżyjący już mężczyzna”.

Firma warta milion dolarów. W 2014 roku, po ogłoszeniu przetargów na zamówienia publiczne, firma „Centrum Budowlane Ayudar” Sp. z o.o. znalazła się w centrum skandalu. Miała dostarczyć Ukrzaliznycji węgiel o wartości około 100 milionów hrywien. To było bardzo dziwne: zupełnie nieznana firma i tak duża ilość dostaw za astronomiczną kwotę. Firma została zarejestrowana w 2011 roku na Swietłanę Kulik ze wsi Korotycz w obwodzie charkowskim. Była wówczas nieznana opinii publicznej, ale wszyscy znali ją w wąskim kręgu, ponieważ jest matką Kostyantyna Kulika. Od 2013 roku firma wygrywała mniejsze przetargi: na oczyszczenie koryta rzeki Lubki, instalację systemów kontroli i monitoringu zanieczyszczeń w Kijowie oraz dostawy betonu i drewna na linię kolejową w Odessie. Ostatecznie okazało się, że firma ma kontrakty o wartości 3,15 miliona hrywien.

Co więcej, w 2014 roku Ayudar został wymieniony w raportach Państwowej Służby Leków. Firma sprzedawała produkty niezarejestrowane na Ukrainie pod przykrywką leków.

 

Ayudar

Firma nadal istnieje. I prawdopodobnie dobrze jej idzie, ponieważ wojna w Donbasie i kryzys węglowy stwarzają możliwości przemytu.

Do

Każdy robi to, co potrafi najlepiej. Konstantin Kulik wie, jak uniknąć kary, oszukując jednocześnie całą Ukrainę.

 

Arina Dmitrieva, dla SKELET-info

Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!