Wydawanie książek mogłoby wydawać się szlachetnym przedsięwzięciem. Przynajmniej kiedyś takie było, dawno temu. Ale teraz to „źródło wiedzy” oddaliło się od swojej nieodłącznej kultury. Współczesny rynek książki jest nękany przez korporacyjne najazdy, przekręty, oszustwa i pasje, które zazdrościłyby nawet „ojca chrzestnego”, donoszą. ANTYKOROZYJNY.
Szczególną uwagę należy zwrócić na pana Konstantina Gierrichowicza Klimaszenkę, znanego nie tylko jako „potentat książkowy” deklarujący posiadanie sieci sześciu sklepów „Book Supermarket”, ale także jako kandydata na posła ludowego w 213. dzielnicy Moskwy w wyborach w 2014 roku. W swoich licznych przekrętach prześcignął samego Ostapa Bendera. Wycisnąć interesy, wrobić wspólników, podrobić dokumenty – nie wiesz jak? Ale Klimaszenko jest prawdziwym ekspertem w tych sprawach.
Konstantin Gienrichowicz nie urodził się w najbogatszej rodzinie. Być może brak środków w młodości zrodził w nim zdradę, kompleksy i ogromną żądzę pieniędzy, których Klimaszenko nigdy nie nauczył się uczciwie zarabiać.
Zaangażowanie Klimaszenko w biznes księgarski rozpoczęło się od stoiska z książkami w kinie Dowżenko. Kupował książki w Moskwie i sprzedawał je na Ukrainie – krótko mówiąc, spekulował. Ostatecznie, wraz ze swoim przyjacielem Rostisławem Kornienką, założył Dom Książki Orpheus LLC. Później otworzył sieć „Book Supermarketów”. Nie wiadomo dokładnie, jakimi metodami Klimaszenko zbudował swój biznes, ale gdziekolwiek sięgnął po tę metodę, przedsięwzięcie nieuchronnie upadało i popadało w liczne problemy z długami u banków, dostawców i wydawców.
Uderzającym przykładem jest dobrze znana historia redystrybucji majątku księgarni Syaivo. W czasach sowieckich Syaivo było jednym z centrów życia literackiego stolicy. Po upadku Związku Radzieckiego i utworzeniu niezależnego Ukraińskiego Narodowego Związku Pisarzy, Syaivo rozpoczęło działalność na własną rękę. W 1994 roku pracownicy założyli spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością Syaivo Bookstore LLC. Później wynajęli lokal o powierzchni 367 metrów kwadratowych w centrum stolicy. Budowanie firmy w burzliwych latach 90. nie było łatwym zadaniem. Również Syaivo znalazło się w trudnej sytuacji finansowej na początku XXI wieku i zmuszone było szukać wsparcia. Niestety, otrzymało pomoc od firmy Orfey-1, której współzałożycielami byli Konstantin Klimaszenko i Rostisław Kornienko. W ten sposób 50% kapitału zakładowego spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Syaivo Bookstore LLC trafiło w ręce nieszczęsnych przedsiębiorców.
W 2003 roku „młody zespół” Czernowieckiego zwrócił uwagę na sklep Syaivo (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Leonid Czernowecki: Jak „Lenia Kosmos” ograbiła Kijów i przeniosła się do Gruzji) reprezentowany przez Wiaczesława Suprunenkę (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Wiaczesław Suprunenko. Szara eminencja „młodej drużyny” Czernowieckiego powraca.Udało mu się nabyć 50% udziałów w Syaivo. A wiecie, jak to się stało? Z inicjatywy firmy Orfej-1! Suprunenko otrzymał swoje udziały w Syaivo Bookstore LLC od Rostisława Kornienki. Suprunenko zamierzał uczynić swojego krewnego, pana Naumenko, współwłaścicielem i za pośrednictwem swojego przyjaciela, Denisa Komarnickiego, zaoferował dyrektorce sklepu, Marinie Dołgai, łapówkę w wysokości 50 000 dolarów za zwołanie walnego zgromadzenia akcjonariuszy, ale oferta została odrzucona. Od tego czasu rozpoczęły się długotrwałe postępowania sądowe, które będą nękać pracowników Syaivo przez kolejne lata.
W tym momencie Klimaszenko przejmuje rolę „obrońcy publicznego Siajwy”, a Kornienko, rzekomo spiskujący z Suprunenko, gra „napastnika”. Mistrzowski występ dla publiczności. Po znaczących stratach w sądzie, dyrektorka sklepu, Marina Dołgaja, nagle zmarła. Pracownicy sklepu podejrzewają, że przyczyną śmierci był stres, ale krążą pogłoski, że mogła ona skorzystać z pomocy. Po śmierci Dołgaja, dziwnym zbiegiem okoliczności, stanowisko dyrektorki Siajwy objęła żona Konstantina Gienrichowicza, Ałła Łazutkina.
Historia związku Klimaszenko i Ałły Łazutkiny obrazowo charakteryzuje naszego bohatera. Ałła Łazutkina była dość zamożna, a Konstantin Gienrichowicz, bez cienia skrupułów, „zakochał się” w ufnej kobiecie, pomimo różnicy wieku. Łazutkina jednak szczerze darzyła Klimaszenko uczuciem; traktowała go bardzo dobrze, a nawet czule nazywała go „punktem kulminacyjnym”.
Po tym, jak Łazutkina straciła majątek, poczuł się całkowicie bezużyteczny i porzucony, niczym porzucony materiał. Co więcej, z powodu męża Łazutkina straciła mieszkanie i jest teraz zmuszona mieszkać na swojej daczy. Na tym etapie życia Klimaszenko miejsce starszej kobiety zajęła młoda kobieta, która również zdołała już odnaleźć się na rynku finansowym i na której nazwisko zarejestrował już kilka swoich nowych biznesów.
Co więcej, „obrońca z urzędu” Konstantin Gienrichowicz, wraz ze swoimi potencjalnymi prawnikami, z powodzeniem udawał obronę interesów sklepu w Syaiwie i przegrał wszystkie sprawy sądowe z inicjatywy Klimaszenko. Działo się tak nawet wtedy, gdy żaden sędzia, bez względu na cenę, nie zaakceptowałby tak absurdalnej decyzji. Ostatecznie doprowadzili do tego, że pracownicy sklepu w Syaiwie zostali oszukani, a oni sami zostali napiętnowani jako upokorzeni i znieważeni bojownicy o sprawiedliwość. Do dziś nie mają żadnych pretensji do pana Suprunienki poza ustnymi. Układ zadziałał.
Udało mi się dowiedzieć kilku ciekawostek z życia naszego „bohatera” od jego byłego otoczenia, które po latach pracy dla swojego „patrona” zostało wyrzucone na początku tego roku z powodu niezapłaconych pensji i braku odprawy. Konstantin Gierrichowicz nie stroni od narkotyków, podobnie jak jego adoptowana córka, Jelena Łazutkina, z którą obecnie „prowadzi interesy”. W kwietniu 2009 roku wszczęto nawet przeciwko Łazutkinie postępowanie karne za to przestępstwo. Kupiła ona psychotropowy lek amfetaminę na własny użytek. Została oskarżona na podstawie art. 309, część 1 Kodeksu karnego Ukrainy. W najlepszym wypadku groziła jej grzywna w wysokości od 50 do 100 nieopodatkowanych minimalnych dochodów obywateli Ukrainy; w najgorszym – kara pozbawienia wolności do trzech lat.
Jednak Łazutkina rzekomo „szczerze żałowała” swoich czynów, dobrowolnie poddała się leczeniu odwykowemu i rozpoczęła terapię. W związku z tym, zgodnie z artykułem 309 Kodeksu karnego Ukrainy, tym razem na podstawie artykułu 4, Sąd Szewczenki orzekł o zwolnieniu Łazutkiny z odpowiedzialności karnej i umorzeniu sprawy.
Więcej szczegółów: https://www.reyestr.court.gov.ua/Review/13466559
Przyjaźń Klimaszenko i Łazutkiny to zupełnie inna historia. Pomimo traktowania przez Klimaszenko starszej córki Łazutkiny, najwyraźniej pozostawił ją całkowicie nietkniętą. Co z tego, że jej matka została porzucona? Ta para znalazła wspólny język, zarówno pod względem osobowości, jak i skłonności do oszustw.
Sama Elena, a właściwie Alena Łazutkina, jak sama się nazywa, nie jest osobą sympatyczną. Jest niegrzeczna, ordynarna i bezceremonialna, nigdy nie przebiera w słowach. Nawiasem mówiąc, ta „dama” ma już na koncie kryminalną współpracę z Klimaszenką przy kartach kredytowych, za co to ona wzięła na siebie całą winę.
W 2009 roku Łazutkina, wraz z fałszerzem pracującym jako recepcjonista w barze Belini w hotelu Opera, użyła specjalnego urządzenia do skanowania danych z sześciu kart kredytowych należących do obcokrajowców. Następnie Łazutkina wykonała kopie tych kart i zapłaciła nimi za książki w sieci Book Supermarket, należącej do samego Konstantina Klimaszenko. Można jedynie spekulować, co później robili z książkami – sprzedawali je „pod stołem” za gotówkę, czy sprzedawali na targu bez podatku. Jedno jest pewne: te płatności na rzecz sieci księgarni KS z pewnością nie wynikały z „ogromnej miłości” Łazutkiny do czytania.
W sumie Łazutkina dokonała oszustwa na kwotę około 50 tysięcy hrywien, wyrządzając znaczne szkody Raiffeisen Bank Aval i PJSC Prominvestbank.
Podczas procesu Łazutkina, rzecz jasna, zaprzeczyła swojej winie. Mimo to 2 kwietnia 2014 roku Sąd Rejonowy w Kijowie w Podolsku uznał ją za winną i skazał na pięć lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz nakazał jej wypłatę odszkodowania ofiarom.
Więcej szczegółów: tutaj (Łazutkinę w tym przypadku określa się mianem „Osoby 4”).
Co prawda, nie chciała wykorzystać humanitarnego charakteru wyroku i nie czekając na zakończenie odroczenia, wplątała się w nowy przekręt, o którym opowiem później.
Ogólnie rzecz biorąc, jeśli wejdziesz na oficjalną stronę internetową jednolitego rejestru orzeczeń sądowych Ukrainy i wpiszesz w wyszukiwarkę nazwiska Jelena Siergiejewna Łazutkina lub Konstantin Genrikhovich Klimashenko, w bazie danych od razu wyświetli się lista pozwów przeciwko tym osobom o windykację należności od banków i innych instytucji.
![]()
Jelena Łazutkina ma kartotekę nie mniej imponującą niż Klimaszenko. W niektórych przypadkach występują razem.
I to oczywiście nie jest ich cały dorobek! Łączny dług tych oszustów wynosi ponad 20 milionów hrywien i do dziś pozostaje niezapłacony.
Co możemy powiedzieć o matce Klimaszenko, Nadieżdzie Iwanownie Klimaszenko, która w 2010 roku złożyła skargę na syna? Nadieżda Iwanowna zgłosiła organom ścigania, że jej syn bez pozwolenia zabrał jej paszport z mieszkania. Można by przypuszczać, że potrzebował tego dokumentu do innego procederu, ale oczywiście nie na swoje nazwisko. Ale najwyraźniej nic z tego nie wyszło!
![]()
Każde ukraińskie wydawnictwo, firma i bank prawdopodobnie wie, jak Klimaszenko spłaca swoje długi. A dokładniej, nie wie! Łatwiej jest podrobić dokument płatności i dać się nabrać na „głupca”, jak to się stało z jednym z braci Kapranow i ich wydawnictwem „Zielony Pies”. Zapytany o płatność i dług, Klimaszenko z „zdumionym” wyrazem twarzy oświadczył, że dawno już wszystko spłacił, nikomu nic nie jest winien, a nawet przedstawił sfałszowany paragon.
Albo wręcz ich przekląć, jak to się stało w 2009 roku z Innokentym Wyrowem, jednym z założycieli kijowskiego wydawnictwa „Fakt”. Obrażony założyciel nie mógł pozostać bierny i opublikował swoje oburzenie w Internecie.
W swoim tekście, powiedziałbym nawet, że to krzyk serca, zauważa: „Ta organizacja (Orpheus LLC) jest wyjątkowo niechętna do oddawania pieniędzy. Aby je dostać, trzeba zadzwonić do dyrektora K.G. Klimaszenko”.
Sytuacja: Płatność za sprzedane książki była opóźniana przez zbyt długi czas i Wyrowoj postanowił osobiście odebrać pieniądze. Oto, co mówi autor:
„W piątek, 17 kwietnia 2009 roku, stawiłem się w biurze Orfeusza na ulicy Pietrowki, żeby odebrać zaległe książki. Po otrzymaniu zapłaty bez większych problemów odkryłem, że otrzymałem wypłatę za styczeń tego roku. »Ale przecież jest kwiecień…« – powiedziałem nieśmiało. »Zadzwoń do Klimaszenki« – padła odpowiedź. Klimaszenko nie odebrał, co było zrozumiałe. I wtedy wpadł mi do głowy pomysł, który, jak się później okazało, okazał się fatalny w skutkach. Zadzwoniłem do Konstantina Genrichowicza Klimaszenki z jego numeru biurowego. »Ale przecież jest kwiecień…« – powtórzyłem swoją starą kwestię. »Może powinienem to jakoś przyspieszyć…«. Wtedy Konstantin Genrichowicz najwyraźniej zerknął na zegarek. I najwyraźniej zdał sobie sprawę, że jest już prawie po godzinach. I że nie jest już urzędnikiem państwowym, dyrektorem organizacji księgarskiej, obrońcą ukraińskich książek itd., ale zwykłym facetem na urlopie, którego nękają, przepraszam, kto wie. który, żądając pieniędzy, no wiesz, jakiegoś... „Co do cholery, pieniędzy?! Zaraz przyjdę do biura i urwę ci łeb!” Innymi słowy, poszedł do...! I jakimś absurdalnym zbiegiem okoliczności Konstantin Gierrichowicz Klimaszenko odebrał telefon i wygłosił całą tę tyradę. I powiedział o wiele więcej. Bez cenzury. Bez użycia słowa „kurwa”, bo ma w słowniku bardziej precyzyjne terminy.
Klimaszenko ma na koncie liczne bezkarne oszustwa. Jedno z nich miało miejsce w 2010 roku. Sprytnemu oszustowi udało się sprzedać tę samą firmę dwóm nabywcom jednocześnie. 16 marca 2010 roku sfinalizował transakcję i sprzedał 61% aktywów założycielowi wydawnictwa AST, Jakowowi Chelemskiemu. Umowę z Klimaszenko podpisał zaufany powiernik Chelemskiego, A.W. Alperowicz. Firma została sprzedana w celu pokrycia długów wobec wydawnictwa za sprzedane towary.
Już we wrześniu tego samego roku Klimaszenko zdołał sprzedać 75% aktywów tej samej firmy na mocy umowy cesji za 11 milionów hrywien koledze Olegowi Nowikowowi, założycielowi rosyjskiej firmy EKSMO.
![]()
Szczegóły tej transakcji zasługują na szczególną uwagę. W 2010 roku założyciele sieci Czytajskie Miasto, której Nowikow był udziałowcem, zawarli umowę cesji, na mocy której Klimaszenko przejął przedsiębiorstwo, a konkretnie sieć sklepów Knizhny Supermarket, wraz z całym asortymentem i wyposażeniem, za ponad milion dolarów w gotówce. Zgodnie z umową, Klimaszenko miał otrzymać 25% aktywów nowo utworzonej spółki LOGOS TRANS LLC, pod warunkiem spełnienia wszystkich warunków umowy w ciągu trzech lat od transakcji.
Oprócz miliona dolarów za sieć, zgodnie z umową, otrzymywał on regularne płatności za sprzedany towar, pokrywając liczne długi wobec ukraińskich dostawców. Towary te znajdowały się wcześniej w księgach sieci „Book Supermarket” i zostały włączone do zapasów nowo utworzonej firmy. W sumie LOGOS TRANS LLC przekazał Klimaszence kolejny milion dolarów za sprzedany towar w ciągu dwóch lat. Klimaszenko jednak zainkasował pieniądze i nie wywiązał się z żadnej z umów. Do dziś krążą „legendy” o astronomicznych długach Klimaszenki wobec ukraińskich wydawców, a praktycznie żaden renomowany wydawca nie dostarcza mu swoich produktów, ponieważ tylko tak zwana spółka zależna Łazutkina może oczekiwać zapłaty za książki, które „produkuje”.
Po rewolucji godności w 2014 roku rosyjskie wydawnictwo Eksmo, kierowane przez Olega Nowikowa, które wcześniej współpracowało z założycielami ukraińskiej sieci „Czytaj Misto”, przyjęło postawę antyukraińską, a kierownictwo firmy podjęło decyzję o zerwaniu wszelkich powiązań z nimi. W rezultacie firma dokonała rebrandingu i przywróciła markę „Bukwa”, którą wcześniej przejęli polscy inwestorzy.
Później, w trakcie współpracy z Bukwą, Klimashenko zdobył zaufanie właścicieli sieci i w czerwcu 2015 r. otrzymał mniejszościowy pakiet udziałów w firmie.
Jak się jednak później okazało, a mianowicie w sierpniu 2015 roku, zamiast obiecanych aktywów, Klimaszenko został z niczym innym jak tylko długami, a cały jego majątek został skonfiskowany. Można śmiało powiedzieć, że wejście w spółkę z tym człowiekiem było ogromnym błędem dla organizacji. Z powodu działań Klimaszenko firma w 2015 roku poniosła liczne problemy i straty, nie bez pomocy rosyjskich sąsiadów.
Tymczasem rozgoryczeni Rosjanie z EKSMO nie mogli po prostu przełknąć niechęci swoich byłych ukraińskich partnerów do współpracy i opracowali plan zniszczenia Bukwy za pośrednictwem Państwowej Służby Podatkowej. Ponieważ „przypadkowym” zbiegiem okoliczności firmy Klimaszenko były wówczas powiązane z Bukwą, postanowili zaangażować się w tę sprawę za jego pośrednictwem. Jedna z jego firm została złapana na próbie importu książek z podwójnymi fakturami. Jego firma została oskarżona o masowe uchylanie się od płacenia podatków.
Jednak przebiegły oszust Klimaszenko postanowił uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny i zachować oraz pomnożyć swój majątek, który wkrótce miał stracić z powodu niewywiązywania się z umów. W tym celu zmówił się z Rosjanami i zrzucił całą winę na Bukwę. W rezultacie, jesienią 2015 roku, Państwowa Służba Fiskalna przeprowadziła rewizję w Bukwie i zablokowała działalność firmy. Klimaszenko działał w tej sprawie jako główny informator, czyli kapuś.
Ponadto, pod przykrywką tego procederu, działając za pośrednictwem swojej wspólniczki, oszustki Jeleny Łazutkiny, dokonał nalotu na sieć sklepów, fałszując umowy najmu. W ten sposób nielegalnie przejął sześć sklepów ukraińskiej sieci wraz z całym wyposażeniem i towarem, nie rejestrując żadnych praw własności. W związku z tym procederem wszczęto postępowania karne przeciwko Klimaszence i Łazutkinie, oskarżając Łazutkinę o przestępstwa z części 4 artykułu 190 (oszustwo na dużą skalę), artykułu 356 (samowola) i części 4 artykułu 358 (fałszowanie dokumentów w zmowie grupy osób) Kodeksu karnego Ukrainy.
W oparciu o dane ze spraw karnych prowadzone jest dochodzenie przygotowawcze przez Wydział Śledczy Nadmorskiego Departamentu Policji w Odessie, Wydział Śledczy Rejonowego Oddziału Sołomiańskiego Głównego Zarządu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy w Kijowie oraz Wydział Śledczy Rejonowego Oddziału Podolskiego Głównego Zarządu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy w Kijowie. W związku z tymi sprawami karnymi policja przeprowadziła dotychczas trzy przeszukania i zabezpieczyła skradzione książki, sprzęt i urządzenia z „zajętych” sklepów Bukva w Odessie. Klimaszenko nazwał te naloty „nalotami” organów ścigania i złożył skargi do wszystkich organów ścigania.
Nawet w tej sytuacji widać, jak przebiegły i podstępny jest ten człowiek. Łazutkina i kierowniczka sklepu Gliżyna zostaną pociągnięte do odpowiedzialności za okradanie sklepów i całego towaru, a Klimaszenko po raz kolejny planuje zrzucić winę na innych i uniknąć kary.
Wiele osób słyszało o Klimaszence, rzekomo aktywnym obrońcy z urzędu, który podczas wydarzeń na Majdanie w 2014 roku aktywnie uczestniczył w oporze przeciwko rządom Janukowycza i praktycznie stał na „linii frontu”. Przynajmniej tak przedstawia się innym. Na jego stronie na Facebooku pojawiło się nawet zdjęcie, na którym, jak sam komentuje, zostało ono rzekomo zrobione podczas podróży do strefy ATO. Jednak samo zdjęcie zostało zrobione na ulicy Pietrowka w Kijowie, w pobliżu zakładów Promswiaz.
Jego strona na Facebooku jest pełna zdjęć z Majdanu, gdzie częstował wszystkich „Euroborschtem”. Mało kto jednak wie, że ten dwulicowy biznesmen próbował na tym zarobić i złożył wniosek o patent na własność intelektualną dla tego hasła.
Mało kto wie, że Klimaszenko wcale nie pomaga ATO, lecz dąży do zysku i zgarnia zebrane pieniądze, aby pomóc bojownikom. W końcu to idealny moment na kradzież i czerpanie korzyści z cudzego nieszczęścia. Uderzającym przykładem jest incydent z sierpnia 2014 roku. Kierownictwo i pracownicy sieci sklepów Bukva postanowili pomóc bojownikom z 39. Batalionu Obrony Terytorialnej. Okazało się, że w tamtym czasie żołnierze desperacko potrzebowali transportu i przynajmniej jakiegoś rodzaju minibusa. Zgrany zespół Bukvy spędził kilka miesięcy na zbieraniu pieniędzy na transport, a kiedy zebrano potrzebną sumę, przyszły bohater Klimaszenko zgłosił się na ochotnika, aby pomóc w znalezieniu i zakupie minibusa. Według pracowników, otrzymał ponad 60 000 hrywien. Klimaszenko natychmiast znalazł środek transportu – minibus Ford Transit. Z radością oznajmił, że choć był stary, wciąż działał.
Podczas przekazywania pojazdu żołnierzom ujawniono ciekawy szczegół: dokumentów autobusu wciąż brakowało, ale „wkrótce będą, zaraz go przekażę. Najważniejszy jest sam pojazd, a ta formalność to drobiazg, który wkrótce zostanie załatwiony” – powiedział Klimaszenko. Wdzięczni chłopcy byli zadowoleni, przyjęli minibus, wręczyli mu „Dziękujemy za pomoc ATO” i odjechali. Nie udało im się jednak dotrzeć do celu bez przeszkód; autobus zepsuł się natychmiast po opuszczeniu miasta. Później okazało się, że Klimaszenko utrzymywał stary pojazd w fatalnym, zniszczonym stanie. Przed przekazaniem go połatał go, żeby można było go obejrzeć, a następnie bez cienia skrupułów oddał go żołnierzom. I do dziś nikt nie widział dokumentów. Minibus należy do Klimaszenko, a cały jego majątek jest aresztowany z powodu długów wobec wierzycieli.
W tym artykule celowo pominąłem wiele innych drobnych, ale zaskakująco brudnych sztuczek naszego bohatera, ze względu na to, że nie byłby to już artykuł, a książka.
Przez całą swoją burzliwą karierę Konstantin Klimaszenko zawsze przedstawiał się jako prezes, jedyny właściciel lub jedyny przedstawiciel różnych powiązanych z nim firm. Jednak jeśli dociekliwy czytelnik sprawdzi publiczne źródła (rejestry, dokumenty), nie znajdzie żadnej wzmianki o „bohaterze” naszej historii jako urzędniku lub właścicielu firm, które reprezentował. Ten „nikt z książki”, Klimaszenko, od lat uprzykrza życie z pomocą swoich wspólników, dopuszczając się oszustw, wykupując firmy i okradając przedsiębiorców i zwykłych ludzi – bohaterów broniących naszego kraju i potrzebujących naszego wsparcia – na znaczne sumy. Bądźcie czujni i ostrożni.
Markian Książkowy
ТЕМЕ: Wiaczesław Suprunenko. Szara eminencja „młodej drużyny” Czernowieckiego powraca.
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!