Największe przejęcie ukraińskiego sektora elektroenergetycznego miało nastąpić już w 2014 roku. Wówczas na aukcji wystawiono państwowe pakiety kontrolne w sześciu regionalnych spółkach energetycznych oraz blokujące 25% udziałów w pięciu innych, za łączną kwotę 2,5 miliarda hrywien (nieco ponad 310 milionów dolarów). Aukcje miały być jedynie formalnością, ponieważ ich zwycięzcy zostali z góry przesądzeni w serii umów między największymi oligarchami energetycznymi. Rinatem Achmetowem, Igorem Gumeniukiem i Konstantinem Grigoryszynem (więcej o nim w artykule). Konstantin Grigoryszyn, wybitny oligarcha Ukrainy i Rosji) i bracia Surkisowie liczyli już zyski z inwestycji, gdy nagle w kraju wybuchła rewolucja Euromajdanu, zmienił się rząd, a prywatyzacja została odroczona. Mówiono, że to zemsta Igora Kołomojskiego, który sponsorował Euromajdan i został wypchnięty z wydziału rynku energii.
A teraz sytuacja się powtarza. Aktywa energetyczne, które nie zostały sprywatyzowane dwa lata temu za rządów Janukowycza, mają zostać ponownie wystawione na sprzedaż. Fundusz Majątku Państwowego planuje przeprowadzić aukcję najpóźniej jesienią, a ten pośpiech wynika z intensywnego lobbingu potencjalnych nabywców. Wśród nich ponownie pojawiają się nazwiska Grigorija Surkisa i jego młodszego brata Ihora, tym razem grających nie tylko dla siebie, ale także dla drużyny rodzącej się „rodziny” prezydenta Poroszenki.
Dziedziczny biznesmen
Grigorij Michajłowicz Surkis urodził się 4 września 1949 roku w szanowanej rodzinie żydowskiej, w każdym tego słowa znaczeniu. Jego ojciec, Rachmił Dawidowicz Surkis, służył jako lekarz wojskowy w Siłach Powietrznych od początku Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, a jego matka, Rima Janowna, była córką komentatora piłkarskiego Jana Gorinsztejna i daleka była od przeciętnej robotnicy w sowieckim handlu. Jako typowa rodzina wojskowa, Surkisowie ciągle się przeprowadzali, a Rachil Dawidowicz (według jego własnych relacji) służył w NRD do 1950 roku, a następnie w Azji Środkowej. Nie wiadomo, jak mało Griszy udało się urodzić w Odessie ani dlaczego o tym wspomniał w swojej biografii. Nie jest również jasne, dlaczego on i jego brat zmienili swoje imiona patronimiczne w 1996 roku, stając się Michajłowicz.
W 1957 roku rodzina Surkisów ostatecznie osiedliła się w Kijowie, gdzie rok później urodził się ich najmłodszy syn, Igor. Tam szybko rosnący i niespokojny Grisza rozwinął również pasję do piłki nożnej, a w liceum został nawet powołany do młodzieżowej drużyny Dynama. Jednak jego kariera sportowa została nagle przerwana z nieznanych przyczyn. Grigorij Surkis, nieudany gwiazdor radzieckiej piłki nożnej, stał się poważniejszy i skupił się na studiach w Kijowskim Instytucie Technologicznym, który ukończył w 1972 roku z tytułem inżyniera mechanika. Natychmiast został przydzielony na stanowisko starszego inżyniera zaopatrzenia w Głównym Przedsiębiorstwie Przemysłowym Ukraińskiej SRR. Jednak zmarnował okazję do delektowania się darmowymi napojami owocowymi i jagodowymi, przenosząc się w 1974 roku do charkowskiego trustu Ukrremstroymaterialy. Rok później wrócił do domu i podjął pracę w trudzie Kyivzhilremstroymontazh, gdzie przez 16 lat ciężko pracował, awansując ze stanowiska brygadzisty na kierownika działu produkcji i urządzeń technologicznych.
O nie, Grigorij Surkis nie zbudował osiedli Obołoń i Teremki; znalazł lepsze powołanie: zarządzanie zaopatrzeniem w materiały budowlane i armaturę wodno-kanalizacyjną. Bardziej uprzywilejowana pozycja w budownictwie (czy ogólnie) w tym okresie powszechnych niedoborów była czymś niespotykanym; równało się to posiadaniu jaskini Ali Baby! W tamtych czasach nawet szeregowi hydraulicy z Afonii z wydziałów mieszkaniowych zarabiali niezłe pieniądze, sprzedając krany i toalety, a szef stołecznego wydziału mieszkaniowego miał niesamowite możliwości i rozległe koneksje – w końcu wielu kijowskich urzędników pożądało importowanej armatury wodno-kanalizacyjnej. I nie był jedynym, który otrzymał takie możliwości: w 1981 roku Grigorij Surkis zatrudnił swojego brata, Igora, absolwenta Kijowskiego Instytutu Gospodarki Narodowej, do pracy w Kijowskim Wydziale Mieszkaniowym. Wkrótce Igor również objął kierownicze stanowisko w stołecznym wydziale mieszkaniowym. Tak rozpoczął się rodzinny biznes braci Surkis, którzy najwyraźniej odziedziczyli po dziadku nie tylko zamiłowanie do piłki nożnej, ale także smykałkę do interesów swojej matki.
Tak długa i udana kariera na tak lukratywnym stanowisku, zwłaszcza u boku brata, była czymś niezwykłym jak na tamte czasy. Przypisuje się ją bliskiej relacji z merem Walentinem Zgurskim, który w latach 1979-90 pełnił funkcję przewodniczącego Komitetu Wykonawczego Miasta Kijowa i chronił rodzinę Surkisów nie tylko przed OBKhSS, ale także przed konkurencją, która chciała zająć ich miejsce. Dokładna podstawa tej prawdziwie rodzinnej więzi pozostaje nieznana, ale Zgurski pozostał nierozłączny z rodziną Surkisów aż do śmierci w październiku 2014 roku.
Piramidy ubezpieczeniowe „Siódemka Kijowska”
Na początku lat 90. dystrybucja jugosłowiańskich toalet przestała być prestiżowym biznesem. Co więcej, Zgurski został zwolniony, a jego następcą został Nikołaj Ławruchin. Rodzina Surkisów zdała sobie sprawę z konieczności restrukturyzacji. Po pierwsze, utworzyli kilka „małych przedsiębiorstw” w stołecznym departamencie budownictwa, dołączając do grona późnoradzieckich „kooperatorów” i zyskując niezbędne zasoby do prowadzenia legalnej działalności gospodarczej. Po drugie, w 1990 roku utworzyli w ramach klubu sportowego Dynamo spółkę joint venture „Dynamo-Atlantic”, na której czele stanął Surkis junior. Ta typowa zrestrukturyzowana firma, stworzona z myślą o „rozliczeniu kosztów i samowystarczalności”, uzyskała prawo do handlu zagranicznego oraz ulgi celne i natychmiast rozpoczęła typową zrestrukturyzowaną działalność: eksport surowców z kraju oraz import dóbr konsumpcyjnych, papierosów i alkoholu.
W 1991 roku kijowianie Iwan Tsukor i Igor Kożewin zarejestrowali firmę ubezpieczeniową „Ometa-Inster” z kapitałem zakładowym w wysokości 100 000 rubli. Kilka miesięcy później doszło do historycznego wydarzenia: do firmy dołączył Grigorij Surkis, który natychmiast podwyższył kapitał zakładowy do miliona rubli i został większościowym udziałowcem. Milion rubli w 1991 roku to była ogromna suma!
Oprócz Grigorija Surkisa i jego brata Igora do Ometu-Inster przybyli: były mer Kijowa Walentin Zgurski, mąż jego krewnej, kierownik działu kredytów w Inkobanku Jurij Lach, wykładowca Kijowskiego Uniwersytetu Państwowego Bohdan Gubski, Jurij Karpenko, a także ówczesny przewodniczący Związku Adwokatów Ukrainy Wiktor Medwedczuk, który zapewnił ochronę prawną w sprawie (więcej o nim w artykule). Wiktor Medwedczuk: Kumpel Putina strzeże interesów Rosji na UkrainieW ten sposób powstał dynamiczny zespół, nazwany „Kijowską Siódemką Wspaniałych”. I natychmiast ruszył z kopyta: powstał koncern JSC „Narodowy Fundusz Inwestycyjny Ometa XXI Wieku”, w którego skład weszły Ometa-Trust, Ometa-Invest i Ometa-Inster. Co ciekawe, założycielami funduszu Ometa XXI Wieku było kilka niedawno zarejestrowanych firm za granicą, w tym izraelska kancelaria prawna Ben Israel & Co. (skr. poczt. 4880, Hajfa 31048).
Zasięg Grupy Ometa był niezwykle szeroki, ale w złej pamięci Ukraińców pozostaje ona jedną z piramid finansowych i upadłych trustów lat 90. Liczba „oszukanych” obywateli przekroczyła 30 000! Co więcej, Ometa sprytnie uniknęła odpowiedzialności: akcje, które sprzedała w 1993 roku za 1250 karbowańców (około 25 centów) z obietnicą fantastycznych stóp procentowych, zostały odkupione od rozgniewanych i głodnych obywateli w 1996 roku za… 2,6 kopiejki (1,2 centa). W ten sposób, zgodnie z prawem, Ometa wypełniła swoje zobowiązania, a resztę zrzuciła na hiperinflację.
Istnieją jednak informacje, że „Kijowska Siódemka” nie zadowoliła się karbowańcami naiwnych obywateli. Podmioty gospodarcze z nimi związane były ściśle powiązane z kijowskimi grupami przestępczymi, a konkretnie pomagały im w praniu pieniędzy gangu, które pozyskiwali z haraczy, prostytucji i handlu narkotykami.
Piłka nożna to dochodowy biznes!
Początkowo Dynamo Kijów było jedynie przykrywką dla finansowych planów spółki joint venture Surkisa Dynamo-Atlantic, której amerykański współzałożyciel, Jefim (Jeff) Ostrowski, został zastrzelony w Nowym Jorku przez ludzi Alika Magadana. Wielkość kwot dewizowych przepływających początkowo przez jego konta była imponująca jak na początek lat 90. Były to między innymi pożyczki zaciągnięte przez Dynamo w bankach komercyjnych. Na przykład w czerwcu 1992 roku 500 000 dolarów pożyczonych przez klub od APB Ukraina, rzekomo na zakup sprzętu medycznego, zostało przelane na konto Dynamo-Atlantic nr 0541995 w berlińskim oddziale Deutsche Bank. W sierpniu klub ponownie złożył w banku wniosek o pożyczkę na zakup sprzętu dla kolejnej spółki joint venture utworzonej przez Dynamo i otrzymał 1,2 mln dolarów na mocy umowy nr 28/19, z czego 1 170 000 dolarów zostało natychmiast przelane na to samo konto Dynamo-Atlantic.
Co ciekawe, Dynamo otrzymywało te pożyczki od APB Ukraina (wówczas pierwszym wiceprezesem banku był Wiktor Juszczenko, a wszystkie tego typu transakcje były obsługiwane za jego pośrednictwem) niemal na podstawie obietnicy honorowej lub zabezpieczenia równego pełnej kwocie pożyczki. Co więcej, kierownictwo banku nie mogło nie wiedzieć, dokąd trafiają środki. Klub nigdy nie spłacił bankowi ponad miliona dolarów długu, ale z jakiegoś powodu bank nie wydawał się szczególnie urażony. A po bankructwie APB Ukraina w 2001 roku sprawa całkowicie popadła w zapomnienie.
Mówiono, że większość przedsiębiorstw komercyjnych założonych przez klub Dynamo to klony i duchy tych stworzonych przez braci Surkisów, a „bractwo” rekrutowało nowych „żołnierzy piechoty” z klubów sportowych. Trwało to do lat 1993-94, kiedy to zadłużony klub został przejęty przez przedsiębiorczych braci jako Klub Piłkarski Dynamo Kijów, a Grigorij Surkis został jego pierwszym prezesem. Po tym Dynamo zaczęło być wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, a Surkisowie, jak sami mówią, zaczęli je cenić, stając się pierwszymi ukraińskimi oligarchami, którzy stworzyli własny klub piłkarski praktycznie od podstaw.
Nie jest jasne, czy Grigorij Surkis kierował się szlachetnymi, czy egoistycznymi pobudkami, ale wykorzystał Dynamo do budowania pozytywnego wizerunku wśród ukraińskich kibiców, w tym polityków i wysoko postawionych urzędników. Jako człowiek odpowiedzialny za odbudowę Dynama, Grigorij Surkis zbliżył się do pierwszego prezydenta Ukrainy. Leonid KrawczukWspierał go w wyborach w 1994 roku, a nawet został jego doradcą ekonomicznym. Porażka Krawczuka drogo kosztowała Surkisa, zmuszając go do odbudowania relacji z Leonidem Kuczmą. Ich relacja początkowo nie układała się: w 1995 roku, na osobiste polecenie Leonida Kuczmy, rozpoczęło się kompleksowe śledztwo w sprawie działalności głównej firmy Grigorija Surkisa, koncernu Sławutycz. Powstał on rok wcześniej z części Omety, która zajmowała się biznesem naftowym, a nie piramidami finansowymi.
Piłka nożna pomogła Surkisowi również w tej kwestii: kilka zaproszeń Leonida Kuczmy do loży VIP Dynama na zwycięskie mecze, a Grigorij zrehabilitował się już w oczach prezydenta, obejmując stanowisko prezesa Ukraińskiej Federacji Piłki Nożnej w 1996 roku (do 2012 roku). Na „dworze” Kuczmy rozwinął się kult piłki nożnej, a wśród jego zagorzałych wielbicieli znaleźli się Pustowojtenko i Łytwyn (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Wołodymyr Łytwyn: Czy Ukraina potrzebuje zawodowego Judasza?) i Juszczenko. To właśnie skłoniło Rinata Achmetowa do rozpoczęcia podboju Kijowa przez doniecką drużynę od ogromnych inwestycji w Szachtar, który miał prześcignąć i przyćmić Dynamo braci Surkis. Zatem za długotrwałą rywalizacją między tymi klubami kryje się walka między ich właścicielami.
Zgaś światło!
Pierwsza fala prywatyzacji w ukraińskim sektorze elektroenergetycznym rozpoczęła się w 1997 roku, a Grigorij Surkis odegrał w niej aktywną rolę. Można wręcz powiedzieć, że została przeprowadzona w dużej mierze pod jego interesy, a dokładniej, pod interesy biznesowe „Kijowskiej Siódemki”. W tym czasie grupa zaczęła się rozpadać, a wiatr gospodarczy zaczął wiać w innym kierunku: duży kapitał zgromadzony w ramach różnych programów musiał zostać zainwestowany w coś znaczącego.
Był to ewidentny przykład najbardziej skorumpowanej „prywatyzacji”, osiągniętej dzięki bliskim relacjom Grigorija Surkisa z premierem Walerijem Pustowojtenką, napędzanym przez pasję tego ostatniego do piłki nożnej. Pierwszym etapem było wyznaczenie spółek zarządzających i dystrybuujących energię jako celów prywatyzacji. Było to bardzo wygodne: nie chodziło o wytwarzanie energii elektrycznej, lecz o zarządzanie paliwem i utrzymaniem elektrowni, a jedynie o pobieranie za to opłat. Drugim krokiem było uzasadnienie prywatyzacji poprzez „stworzenie atrakcyjnego klimatu inwestycyjnego na Ukrainie”, obiecując mieszkańcom rychłe pojawienie się zagranicznego inwestora, który pobudzi gospodarkę kraju. Trzecim krokiem były zakulisowe porozumienia z przyszłymi właścicielami prywatyzowanych przedsiębiorstw. Nikt nie zadał sobie trudu przeprowadzenia pozorowanych aukcji; akcje nie zostały nawet sprzedane, lecz przekazane w ręce prywatne za bezcen. I w większości przypadków były to ręce Grigorija Surkisa, a właściwie jego Ukraińskiego Banku Kredytowego, który stał się współwłaścicielem 58% akcji Sumyoblenergo, 59% Prykarpattoblenergo, 51% Czernihiwblenergo i 25% udziałów blokujących w regionalnych przedsiębiorstwach energetycznych obwodów kirowohradzkiego, tarnopolskiego i chersońskiego.
Prywatyzacja sektora energetycznego natychmiast osiągnęła punkt kulminacyjny w postaci „rotacyjnych przerw w dostawie prądu”, które pamiętają Ukraińcy. Sprzedane regionalne przedsiębiorstwa energetyczne przestały przelewać płatności na konta generatorów, elektrownie borykały się z niedoborami paliwa, a bloki energetyczne były zamykane. Sytuacja była tak dramatyczna i wywołała tak wielkie niepokoje społeczne, że w 2000 roku rząd Juszczenki i Tymoszenko postanowił wykorzystać to jako pretekst do uznania prywatyzacji za nielegalną, aby zwrócić sprzedane regionalne przedsiębiorstwa energetyczne państwu i zorganizować „przejrzyste aukcje” z innymi uczestnikami. Grigorij Surkis został nawet odsunięty od drugiej fali prywatyzacji, która miała miejsce w 2001 roku: wtedy po raz pierwszy nieruchomości zostały sprzedane na aukcji, choć wciąż na podstawie wcześniejszych umów. To właśnie wtedy Konstantin Grigoryszyn, nowa gwiazda ukraińskiego biznesu energetycznego, dokonał szeregu bardzo udanych przejęć (więcej o nim w artykule „K”).Konstantin Grigoryszyn, Zasłużony Oligarcha Ukrainy i Rosji).
Jednak rodzące się imperium energetyczne rodziny Surkisów zostało uratowane przez Leonida Kuczmę, który interweniował w aferze. Kryzys energetyczny przerodził się w kryzys polityczny: Tymoszenko ponownie popadła w niełaskę, Juszczenko został usunięty ze stanowiska premiera (co zapoczątkowało jego kampanię wyborczą), a najbliższy partner biznesowy Surkisa, Wiktor Medwedczuk, objął stanowisko szefa Administracji Prezydenta – i natychmiast znalazł się na celowniku wszystkich zwolenników Juszczenki i Tymoszenko. Taki był układ sił przed pierwszym Majdanem.
Zmiana władzy wiązała się z licznymi kuriozalnymi „samobójstwami”. 3 grudnia 2004 roku Jurij Lach, prezes zarządu Ukraińskiego Banku Kredytowego i wieloletni zaufany partner Surkisa, za pośrednictwem którego realizowano zarówno prywatyzację, jak i inne ważne działania imperium biznesowego „Kijowskiej Siódemki”, został znaleziony martwy w swoim biurze. Podobno kilkakrotnie dźgnął się nożem w szyję (trzy miesiące później były minister spraw wewnętrznych Krawczenko miał strzelić sobie kilka razy w głowę). Tego samego feralnego dnia Iwan Rizak, gubernator Zakarpacia (2001-2005), rzekomo próbował popełnić samobójstwo. Był bezpośrednio zaangażowany w wolną strefę ekonomiczną w swoim regionie, dawną strefę biznesową SDPU(o) i osobiście w Hryhorija Surkisa. Warto zaznaczyć, że strefa ta pozostawiła po sobie ślad na Zakarpaciu w postaci terenów nadal kontrolowanych przez „socjaldemokratów”, którzy są w stanie wojny z miejscową „Cymborą” Wiktora Bałohy (więcej o nim w artykule wIKTOR BALOGA. FENOMEN ZAKARPADZKIEGO BOGA).
Wielka Wojna Oligarchiczna
Po 2004 roku gwiazda Surkisa przygasła. Oczywiście pozostał wpływowym oligarchą, jednym z najbogatszych ludzi na Ukrainie: w 2006 roku magazyny „Focus” i „Korrespondent” oszacowały majątek netto Hryhorija Surkisa na 606 milionów dolarów, a jego brata Ihora na 309 milionów dolarów. Do jego dyspozycji w tym czasie należały kanały telewizyjne Inter i 1+1, dwadzieścia cztery duże firmy oraz dochodowe aktywa energetyczne. Jednak Hryhorij Surkis nie cieszył się już swoim dawnym bezpośrednim wpływem na władze centralne. Co więcej, wraz z Medwedczukiem, stał się politycznym potworem w oczach „pomarańczowego” elektoratu Prawobrzeżnej Ukrainy, a próba kampanii politycznej na Wschodzie (2006) pod sztandarem bloku wyborczego „Nie tak!” zakończyła się fiaskiem w starciu z rosnącą popularnością Partii Regionów. Po tej porażce Surkis i Medwedczuk zrezygnowali z polityki publicznej, ale pozostali za kulisami jako „pośrednicy”, wykorzystując swoje rozległe koneksje. Pomagając rozwiązywać sprawy innych, nie zapominali o własnych interesach. To wyjaśnia ich niezwykle aktywny udział w nieudanej prywatyzacji w 2014 roku.
W tym czasie na ukraińskim rynku energetycznym ugruntowali się już bardzo silni gracze: Achmetow, Kołomojski, Bojko (więcej o nim w artykule Jurij Bojko – „Nietykalny”), Babakowa i Grigorysina. Temu ostatniemu udało się nawet odebrać Surkisowi kontrolny pakiet akcji w winnickim obwodzie energetycznym i, w sojuszu z Kołomojskim, pozbawić Surkisa jego ludzi w zarządzaniu obwodowymi przedsiębiorstwami energetycznymi w Terpolu i Zaporożu. Ta wojna o redystrybucję już sprywatyzowanych aktywów trwała po Euromajdanie i nadal jest aktywna. Co więcej, jest to również przygotowanie do prywatyzacji pozostałych akcji państwowych, równoważenie i przetasowanie sił przed ostatecznym, decydującym krokiem. Jednak w ciągu ostatniego roku sytuacja zmieniła się dramatycznie na korzyść Ihora Surkisa.
Wykorzystując impas między Kołomojskim a Poroszenką, który rozpoczął się pod koniec 2014 roku, Hryhorij Surkis opowiedział się po stronie nowego prezydenta. Na szczęście nie było to trudne, biorąc pod uwagę, że sam Petro Poroszenko aktywnie gromadzi sojuszników chętnych zaoferować mu swoją lojalność i pomoc za skromną korzyść. W tym przypadku Surkis nie mógł udzielić Poroszence wsparcia politycznego, ale wspierał go jako „głównego piłkarza” Ukrainy (odzyskując ten wizerunek po upadku Achmetowa) i jako doświadczonego zakulisowego pośrednika, pomagając mu zbudować własne „rodzinne” imperium biznesowe, wzbogacając je o ukraińskie aktywa energetyczne.
Oznaki ich powiązań ujawniono podczas skandalu wokół spółki Energomereża, kiedy jej protegowani w kilku regionalnych spółkach energetycznych zaczęli wyprowadzać fundusze, mając na uwadze zbliżającą się prywatyzację. Wymieniono nazwiska osób „chroniących” dyrektora spółki. Dmitrij Kriuczkow:oligarcha Grigorij Surkis i pierwszy zastępca szefa frakcji BPP Igor Kononenko (więcej o nim w artykule Igor Kononenko, wojskowy przyjaciel prezydenta ), który jest uważany za „nadzorcę” prezydenta i lobbystę jego interesów biznesowych.
Jeśli sytuacja rzeczywiście się powtórzy, istnieje ryzyko, że Ihor Kołomojski, po raz drugi „porzucony”, zorganizuje kolejne powstanie przeciwko rządowi. Za taki krok uznaje się ciągłe groźby zorganizowania „Majdanu batalionów”, pozostającego pod kontrolą Kołomojskiego i jego ważnego sojusznika, Arsena Awakowa.Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Arsen Awakow: Kryminalna przeszłość ministra spraw wewnętrznych). Wspiera ich również obecny prokurator generalny Ukrainy, Jurij Łucenko, który zaangażował swój departament w poszukiwania Energomereży. Kononenko, osoba zamieszana w tę aferę, nie jest narażona na żadne zagrożenie, gdyż Grigorij Surkis, zaufany powiernik prezydenta, ma powody do obaw.
Sergey Varis, dla SKELET-info
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!