
Grigorij Kozłowski został oskarżony o przemyt papierosów.
POCZĄTEK: Kozłowski i Swiszczew. Uczta w czasach zarazy
Zaskakującą niezatapialność „mafii tytoniowej” tłumaczą zarówno wielomilionowe łapówki, jakie Kozłowski płacił wszystkim władzom, zarówno „niebieskim”, jak i „pomarańczowym”, jak i specyfika zachodnioukraińskich władz. Przemyt był początkowo głównym źródłem dochodów dla regionów zachodnich i skutecznie utrzymywał całą tamtejszą elitę, pisze Siergiej Nikonow.ZAMÓWIENIE".
Były zegarmistrz Swiszczew zaczynał od sprzedaży części samochodowych i został królem przemytu, podobnie jak były agent celny Kozłowski. Jednak ich działalność nie mogłaby funkcjonować bez pomocy przestępców po drugiej stronie granicy. Ktoś musiał przemycić do UE te wszystkie tony podrobionych papierosów i alkoholu. A biorąc pod uwagę, że ci sami przemytnicy przemycają również nielegalnych imigrantów do UE, pomoc po drugiej stronie jest niezbędna. A przecież nawet nie poruszyliśmy drażliwego tematu handlu narkotykami. Ale wróćmy do procederów.
Na początku października 2021 roku na nabrzeżu Csepel na Węgrzech doszło do awarii dźwigu. W rezultacie barka, rzekomo przewożąca sól Artemsol z Ukrainy, została wysłana do miasta Paks w celu rozładunku. Podczas rozładunku jeden z kontenerów uległ uszkodzeniu, z którego wysypały się papierosy. To zdarzenie musiało zwrócić uwagę.
Rozpoczęła się pełna kontrola ładunku, która ujawniła, że paczki z solą były zamaskowane jako rekordowa dostawa papierosów z przemytu na Węgry – według węgierskich władz, 2 375 465 paczek. Gdyby każdą z nich sprzedać za skromne 3 euro, łączna wartość wyniosłaby około 7 milionów euro (ponad 214 milionów hrywien). Jednak papierosy na Węgrzech zazwyczaj sprzedają się za jeszcze więcej – zaczynając od 5 euro za paczkę w sprzedaży detalicznej.
Przemyt został natychmiast skonfiskowany przez lokalne organy ścigania. Ustalono również, że tylko w 2021 roku z Ukrainy wysłano trzy podobne barki – w kwietniu, czerwcu i lipcu. Węgry uważają, że to również była kontrabanda.
Według źródeł, na Węgrzech rozpoczęły się już dochodzenia celne, ponieważ nie da się przemycić papierosów zamiast soli niezauważenie: towary te mają różną wagę, co wpływa na zanurzenie statku. Zanurzenie to jest widoczne gołym okiem; różnica może sięgać nawet 70 cm. Węgierskie organy ścigania były świadome, że w przemyt mogą być zamieszani również lokalni celnicy.
Zapytajmy Grigorija Kozłowskiego, kto jest w to zamieszany?
Odbiorcą przemycanych papierosów jest polska firma Crystal Invest, należąca do ukraińskich właścicieli. Założycielem firmy jest Wiaczesław Badagow, syn byłego wiceministra transportu i komunikacji Władimira Badagowa, o czym sama firma informuje na swojej stronie internetowej i w mediach społecznościowych.


Konosament na ten sam ładunek papierosów w paczkach z solą, klient - Crystal Invest
Według YouControl, Badagov założył 15 firm i jest zaangażowany w 42 inne (działające w handlu, inwestycjach, prawie i innych sektorach). Większość tych firm jest zarejestrowana w obwodzie połtawskim. Ojciec Badagova (były wiceminister) zasiada w radzie nadzorczej Połtawskiego Zakładu Górniczo-Przetwórczego.
Znany jest nie tylko odbiorca, ale i marka papierosów: Marvel. Ich producentem jest Wyżniańska Fabryka Tytoniu w obwodzie lwowskim. Produkcja odbywa się na terenie dawnej Lwowskiej Fabryki Tytoniu (według YouControl, ten podmiot prawny już nie istnieje).
Firmą zarządza kontrowersyjny biznesmen i radny obwodowy Hryhorij Kozłowski, który był wielokrotnie oskarżany przez media o udział w przemycie, mimo że twierdził, że działa ściśle zgodnie z prawem. Właścicielem Marvel Trading House jest inny radny lwowskiego miasta (tym razem Ołeksij Riznyk), którego dyrektorem jest również Kozłowski.
Reputacja Grigorija Kozłowskiego była wielokrotnie podważana:
- Zastępca został oskarżony o stworzenie własnej metody unikania płacenia akcyzy poprzez „zwolnienie z cła”. Polega ona na tym, że pasażerom przydziela się kilkadziesiąt paczek papierosów zwolnionych z podatku, bez ich wiedzy. Papierosy są następnie transportowane z magazynów do sklepów i dystrybuowane bez podatku.
- Dziennikarze i analitycy rynku donoszą, że fabryka tytoniowa w Winnikach produkuje 62% nielegalnych papierosów. Oprócz Marvela, wśród marek tych znajdują się Jin-Ling, Compliment, Strong, Lifa, LS i Kyiv.
Kozłowskiemu zarzucono również wycinanie lasów i niszczenie jezior w celu budowy kompleksu sportowego (biznesmen jest m.in. właścicielem klubu piłkarskiego Ruch). - Według OBOZREVATEL, Państwowa Służba Podatkowa (SFS) wysłała w kwietniu i lipcu 2021 r. oficjalne pisma do regionalnego oddziału Służby Podatkowej ds. dużych podatników, a także do Daniiła Getmancewa, przewodniczącego Komitetu ds. Finansów, Podatków i Polityki Celnej Rady Najwyższej. W kopiach dokumentów (pełny tekst pism można znaleźć na końcu artykułu) wymieniono Winnicką Fabrykę Tytoniu i spółkę Marvel LLC. Sprawa dotyczy śledztwa w sprawie innego procederu związanego z tytoniem – unikania płacenia podatków poprzez umieszczanie znaków akcyzy na paczkach papierosów.

Grigorij Kozłowski został oskarżony o przemyt papierosów.
Możliwe, że interesy Kozłowskiego, który ma przedsiębiorstwa na zachodzie Ukrainy, mogą być powiązane z posłem. Wasilij PetowkaTen ostatni jest czasami nazywany „kuratorem przemytu papierosów” na Zakarpaciu. Zarówno Kozłowski, jak i Pietiówka znajdują się na liście posłów i urzędników należących do grupy wpływowej „tytoniowej”. Petovka Wymieniał wiadomości bezpośrednio w sali posiedzeń parlamentu na temat podejrzanych przesyłek papierosów i apelował o zablokowanie ustawy o ochronie zdrowia publicznego przed szkodliwym wpływem dymu tytoniowego. Dziennikarze z projektu „Groszy” nagrali korespondencję ze smartfona posła:


Grigorij Kozłowski został oskarżony o przemyt papierosów.
Lista jest długa. Ale jeśli takie dane pochodzą z otwartych źródeł, upoważnione agencje z pewnością mają możliwość dowiedzenia się więcej.
Nawiasem mówiąc, Artemsol zażądał już wszczęcia śledztwa w sprawie przemytu na Węgry i zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi w tym procederze. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że statek wypłynął z ukraińskiego portu Izmaił, ukraińskie organy ścigania mogą łatwo ustalić, czy to prawda. Wystarczyłoby ustalić, gdzie sól została zapakowana – bezpośrednio w państwowym przedsiębiorstwie, czy później, na przykład w porcie.
Wielki problem Grigorija Kozłowskiego
Tylko w 2021 roku, według danych TNS Kantar, poziom nielegalnego handlu papierosami osiągnął 12,8% – poziom niespotykany w historii Ukrainy. Średnio w kraju sprzedaje się 6,5 miliarda papierosów bez akcyzy. Przekłada się to na roczną stratę budżetu państwa w wysokości 12 miliardów hrywien.
To pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na wypłaty emerytur i pensji dla pracowników sektora publicznego. A jeśli rząd przymyka oko na takie straty, to znaczy, że wśród urzędników są tacy, którzy na tym korzystają.
Co więcej, reputacja Ukrainy jest zagrożona. Niedawna dostawa papierosów na Węgry wywołała już poważny skandal. Według naszych źródeł, prezydent Vladimir Zelensky Zadzwoniłem już do szefa Służby Celnej na rozmowę.
Jednak wszystkie organy ścigania wciąż mają pytania. Media wielokrotnie ujawniały przemyt papierosów, doszło do licznych skandali, a mimo to proceder i układy wciąż trwają. Prowadzi to do ponurych wniosków.
Śledztwo w sprawie dostaw papierosów na Węgry może stać się papierkiem lakmusowym i pokazać gotowość rządu do walki z korupcją o wysokiej marży. I nie chodzi tu tylko o słowa.
W związku z tym OBOZREVATEL zwrócił się do ukraińskich organów ścigania o ustosunkowanie się do tych faktów i pociągnięcie organizatorów procederu do odpowiedzialności. Zwracamy się również z prośbą o informacje, czy wszczęto oficjalne śledztwo i czy zidentyfikowano osoby zaangażowane w proceder.
Ale jak widać, nie jest już używany...
Kim jest Grigorij Kozłowski?
Jeden artykuł, starannie usunięty z różnych stron internetowych, opisuje krętą drogę, jaką podążał ten odrażający biznesmen. Oto jego treść.
Grigorij Kozłowski uwielbia i potrafi szokować. Człowiek pełen pasji, skandalista, zawsze znajduje się w centrum uwagi, niczym showman w centrum uwagi. Pojawia się w sali posiedzeń Rady Miasta Lwowa, gdzie jest posłem, w towarzystwie uzbrojonej ochrony. Potrafi wtargnąć na posiedzenie komisji Rady Miasta, by wywołać awanturę.
Wiele lokali Grigorija Kozłowskiego we Lwowie i okolicach budzi kontrowersje. Nawet w swojej ukochanej piłce nożnej (Grygorij Kozłowski jest prezesem klubu "Ruch" w Winnicy) udało mu się wywołać skandal, który doprowadził do rocznej dyskwalifikacji.
Niemal we wszystkim – w manierach, słowach, czynach – zdawał się przeczyć dawno zakorzenionej, niepisanej zasadzie: biznes kocha ciszę. I to pomimo faktu, że w przeciwieństwie do właściciela, główna działalność Grigorija Kozłowskiego rzeczywiście kryje się w ciszy. Zagubiona w cieniu. Rozpływająca się w dymie papierosowym.

Grigorij Kozłowski
Kozłowski lubi przedstawiać się jako hotelarz i restaurator. Jest właścicielem Grand Hotelu, Browaru Królewskiego i Swiatosławia. Nawet w oficjalnych dokumentach Rady Miasta Lwowa Grigorij Kozłowski jest wymieniony jako dyrektor generalny Grand Hotel Holding LLC.
Wszystko to prawda: hotele, restauracje, a nawet zarządzanie własnym hotelem. Jednak centrum imperium biznesowego Grigorija Kozłowskiego nie znajduje się w tętniącym życiem Lwowie, pełnym turystów, hoteli i restauracji. Źródło bogactwa i inspiracji tego ekscentrycznego bogacza znajduje się dziesięć kilometrów od Lwowa, w cichym, malowniczym rejonie Winników.
To właśnie tutaj od 1779 roku działa lwowska fabryka tytoniu, a na jej terenie od ponad dwudziestu lat dorabia się majątku Grigorij Kozłowski.
Baron Papierosowy i Lwowska Fabryka Tytoniu Grigorija Kozłowskiego
Grigorij Kozłowski dołączył do Lwowskiej Fabryki Tytoniowej w 1994 roku, w wieku 23 lat, zaraz po ukończeniu Lwowskiego Instytutu Handlu i Ekonomii. Młody absolwent objął stanowisko specjalisty ds. odpraw celnych i tak rozpoczęła się jego błyskotliwa kariera w branży tytoniowej.
Ale wszystko zaczęło się nie tak różowo. W licznych wywiadach obecny właściciel fabryk, hoteli i restauracji chętnie opowiada o swoim ubóstwie i dzieciństwie. Dorastał w jednopokojowym mieszkaniu w czteropiętrowym budynku w proletariackiej dzielnicy Nowy Rozdół, tak pełnym „chemików”, że strach było nawet wyjść na zewnątrz. Dzieciństwo spędził pracując w pralni matki, gdzie wraz z siostrą pomagał jej w praniu i prasowaniu. Pierwsze pieniądze zarobił, zbierając butelki na imprezach alkoholowych w lokalnym parku.
Jak sam przyznaje, Kozłowski trafił na Wydział Handlu i Ekonomii niemal przez przypadek. Aktywnie przygotowywał się do studiów, ale młodzieńcza pasja do piłki nożnej wszystko zmieniła. Zespół Wydziału Handlu i Ekonomii poszukiwał właśnie dobrego bramkarza i właśnie nim został młody Grigorij Kozłowski. Taka „rekomendacja” była wówczas równie cenna, jak łapówki i koneksje. Tak więc, syn elektryka i praczki, dostał się na prestiżowy uniwersytet, gdzie studiował rachunkowość i analizę biznesową.
W 94 roku Kozłowski podjął pracę we lwowskiej fabryce tytoniu, przejętej wówczas przez amerykańską firmę RJ Reynolds Tobacco. Według niego, ówczesny dyrektor fabryki, Jewhen Chomyk, powierzył mu ważne zadanie usprawnienia odpraw celnych, które w tamtym czasie były kompletnym chaosem. Młody specjalista wywiązał się z tego zadania znakomicie i otrzymał w nagrodę 100 dolarów premii, a co najważniejsze, stanowisko kierownika działu handlu zagranicznego. Prawdziwość tej historii trudno dziś ocenić.

Grigorij Kozłowski
Pewne jest, że teściowa naszego bohatera pracowała jako główna księgowa w fabryce tytoniu i, najwyraźniej nie mniej utalentowana od niego, przyczyniła się do błyskawicznego wzrostu zięcia. Tak więc, gdy w 1998 roku amerykański inwestor postanowił zlikwidować przedsiębiorstwo, pozostawiając po sobie gołe mury, Kozłowski był już stałym bywalcem w ścisłej czołówce winnickiego przemysłu tytoniowego. A gdy niecały rok później fabrykę przejął nowy właściciel, firma Wołyntabak, objął stanowisko dyrektora handlowego w utworzonej przez nią Lwowskiej Fabryce Tytoniu Sp. z o.o. (później przekształconej w spółkę akcyjną). Na pierwszy rzut oka skromne stanowisko, ale z ogromnym potencjałem dla człowieka z zacięciem do biznesu.
Chociaż Volyntabak nigdy wcześniej nie produkował papierosów, był znaczącym graczem na hurtowym rynku tytoniowym. Firma miała swoje własne powody, dla których uruchomiła własny zakład produkcji tytoniu, i powody te były całkowicie zgodne z interesami zespołu, do którego należał Kozłowski.
Pokaż maskę
Ówczesny dyrektor fabryki, Wołodymyr Kwurt, oskarżył międzynarodową firmę Philip Morris o zorganizowanie prowokacji, rzekomo w celu zastraszenia jej lwowskiego konkurenta. Lwowska policja potwierdziła te doniesienia, wyjaśniając, że przeszukuje teren fabryki w poszukiwaniu papierosów nielegalnie produkowanych pod marką Philip Morris. Jak głosi przysłowie, gdzie dym, tam ogień.
Zwłaszcza papierosy... Tak czy inaczej, w 2005 roku, niegdyś bez grosza przy duszy, zięć miał wystarczająco dużo kapitału, aby otworzyć własną restaurację „Światosław” w Winnikach – pierwszą w stadzie restauracji Kozłowskiego. Ale więcej o jego działalności restauracyjnej później. W 2006 roku biznes tytoniowy popadł w kłopoty z powodu zmian w ukraińskim ustawodawstwie, a fabryka tytoniu zaprzestała produkcji.
Jej dyrektor, Wołodymyr Kwurt, objął stanowisko sekretarza Rady Miasta Lwowa, a Grigorij Kozłowski założył własną spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, Mega Euro Stroj. Jednak pomimo „budowlanej” nazwy, firma była bezpośrednio związana z branżą tytoniową. Co najmniej rok później, według strony internetowej ORD, importowała sprzęt do tworzenia nielegalnych linii produkcyjnych papierosów. A linie te cieszyły się ogromnym popytem. Po wycofaniu się Wołyntabaka z biznesu, lwowska firma tytoniowa nawiązała współpracę z rosyjską Bałtycką Fabryką Tytoniu (BTF). Kozłowski i spółka zalali Europę papierosami Jin Ling. Rosjanie mieli swój własny „słów” – papierosy Jin Ling.

Te papierosy przypominające Camel, pierwotnie chińskie, z kozicą górską na etykiecie, dosłownie zalały europejski czarny rynek, stając się jedną z wiodących marek tytoniu przemycanego. Jednak według europejskich służb celnych, żadna legalna dostawa Jin Ling nie dotarła do krajów UE. Przemyt przemycanych produktów pochodził bezpośrednio z lwowskiej fabryki tytoniu. Rosjanie uruchomili produkcję Jin Ling w Winnikach w kwietniu 2007 roku. Według jednej z wersji, Władimir Kazakow, właściciel BTF, „przyłączył się”, a według innej, całkowicie odkupił fabrykę od mieszkańców Wołynia.
Firma Volyntabak przestała być później wymieniana w kontekście fabryki w Winnikach, a jakiś czas później, w 2010 roku, produkcja papierosów została oficjalnie wznowiona pod zarządem Lwowskiej Fabryki Tytoniowej Sp. z o.o., której oficjalnym właścicielem i dyrektorem został Grigorij Kozłowski. Rok później, w 2011 roku, powstała kolejna firma – Wynnicza Fabryka Tytoniowa Sp. z o.o., również założona przez naszego bohatera. Obie firmy zostały jednak później przejęte przez inne osoby. Pomimo złożonej struktury własnościowej Lwowskiej Fabryki Tytoniowej, nie jest tajemnicą, że Grigorij Kozłowski pozostaje jej prawowitym właścicielem.
A raczej ludzi, których reprezentuje. Jest oczywiste, że nielegalna działalność na tak dużą skalę w warunkach ukraińskich byłaby niemożliwa bez znaczącej ochrony policyjnej. Wśród wysoko postawionych funkcjonariuszy organów ścigania, którzy od lat chronią interesy i firmy tytoniowe Kozłowskiego, znajdują się szefowie Wydziału ds. Przestępstw Gospodarczych, regionalni komendanci policji oraz generałowie z centrali Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Podobno Kozłowski w prywatnej rozmowie opowiedział, jak osobiście dostarczył walizkę zawierającą astronomiczną sumę Witalijowi Zacharczence, ministrowi spraw wewnętrznych Janukowycza.

„Ochroniarze” policji nie wahali się osobiście organizować dostaw przemycanych papierosów. Według tego samego Komitetu Śledczego, bezpośredni kontakt z Kozłowskim utrzymywał Roman Mud, pracownik Wydziału ds. Przestępstw Gospodarczych, który osobiście organizował szlaki przemytu papierosów do Europy. Inny aspekt działalności oszustów tytoniowych został podkreślony przez ZIK, który opisał ich współpracę z ośrodkami przemytu.
Pozwólcie, że zacytuję w całości: „Proces tradycyjnie obejmuje tzw. „firmy-skrzynki”. Przecież importując surowce tytoniowe (tytoń, folie, bibułkę itp.) zakupione za granicą, należy również wykazać odpowiednią ilość wyprodukowanych papierosów, ich sprzedaż oraz zapłacić podatki od faktycznej produkcji. Takie zasady są jednak nieopłacalne, ponieważ „lewa” linia produkcyjna jest nieczynna. Tu z pomocą przychodzi pan Strelkovsky & Co. (właściciel „koperty” – autor). Według schematu rzekomo kupuje on surowce niewykorzystane w produkcji z fabryki tytoniu, organizując pseudotransakcje za pośrednictwem znanych firm. W rzeczywistości surowce trafiają do „lewa” linia produkcyjna zorganizowanej w Lviv Tobacco Factory LLC. Polega ona na ukrytej produkcji papierosów dystrybuowanych na Ukrainie i za granicą (przemycie) za gotówkę.

Wiaczesław Strelkovsky
Surowce były importowane i sprzedawane fikcyjnym firmom – dokumenty są nie do przebicia”. Oprócz mediów, działalność przestępczego syndykatu tytoniowego przyciągnęła uwagę niektórych ukraińskich osobistości politycznych.
Najbardziej aktywnym oskarżycielem lwowskiego „tytoniu” i osobiście Grigorija Kozłowskiego w organizacji przemytu „nielegalnych” papierosów do Europy był gubernator Zakarpacia. Giennadij Moskal, który bezpośrednio wskazał fabrykę w Winnicy jako głównego dostawcę papierosów nielegalnie przemycanych za granicę. Mówił również o trwających działaniach amerykańskich firm zmierzających do zniszczenia jedynej fabryki tytoniu na Ukrainie. Chwalił się również znalezieniem producentów we wschodniej Ukrainie i Kijowie, którzy produkowali papierosy pod marką Lwowskiej Fabryki Tytoniowej.

Moskal kontra przemyt
Magnat tytoniowy taktownie milczał na temat innych marek papierosów, o których produkcję go oskarżano. Wspomina również o kilku innych osobach, które wolą pozostać w cieniu. Wśród nich wyróżnia się ikoniczna postać Aleksandra Swiszczewa, lepiej znanego w niektórych kręgach pod pseudonimem „Gray”.
Podobno Swiszczew często bywa w fabryce tytoniu i nie zachowuje się tam jak gość. W przeciwieństwie do wspomnianych wcześniej „partnerów biznesowych” policji, z którymi współpraca miała raczej charakter wymuszony, ta przyjaźń jest długoletnia. W szczególności partnerzy dzielą stanowiska w klubie piłki wodnej Dynamo Lwów, a obaj niedawno wybudowali posiadłości w pobliżu, w rejonie Dubova Roshcha, we wsi Podbereztsi koło Winnik.





Nawiasem mówiąc, kilka innych prominentnych lwowskich osobistości, mających bliskie powiązania z Kozłowskim i Swiszczewem, otrzymało działki w pobliżu – w szczególności deputowani Rady Miasta Lwowa Petro Adamyk i Andrian Gutnyk. Według informatorów, „Sedoy” jest prawdziwym partnerem Kozłowskiego we wszystkich jego biznesach, w tym w branży tytoniowej oraz hotelarsko-restauracyjnej.

Aleksander Swiszczew
Źródła nie ujawniają, kto tak naprawdę odgrywa wiodącą rolę w tym tandemie. Mówią jednak, że w grupie są poważniejsze postacie – w szczególności mężczyzna znany jako Jura „Cirkul” lub Jura „Muzyk”, który woli zarządzać sprawami grupy z dalekiego, ponurego Londynu. Hotelarz i restaurator Grigorij Kozłowski inwestuje właśnie w działalność hotelarsko-restauracyjną.
Obecnie biznesmen jest właścicielem Grand Hotelu, kompleksu hotelowo-restauracyjnego Svyatoslav w Winnikach, restauracji Royal Brewery i Trali-Valy oraz popularnych kawiarni Pod Sinei Flazhkoi i Kabinet. Trwa budowa kompleksu pięciu restauracji na Rynku, który sam biznesmen nazywa „sercem Lwowa”. Niedawno nabył lokal po dawnym kinie Kijów.

Kompleks hotelowo-restauracyjny „Światosław” w Winnicy
Pierwszym sygnałem tego trendu, jak wspomniano wcześniej, była restauracja „Svyatoslav”, otwarta w 2005 roku. Od tego czasu lokal stale się rozwijał, stając się dużym kompleksem rekreacyjnym z hotelem z ponad 50 pokojami, letnim dziedzińcem, łaźnią i łaźnią parową, boiskiem piłkarskim i kortem tenisowym.
Warto zauważyć, że podczas gdy Grigorij Kozłowski, za kadencji Siergieja Uwarowa, burmistrza Winnik (2002-2006) sprzyjającego przedsiębiorcom, sprawy w mieście układały się pozornie magicznie, problemy zaczęły się pojawiać wraz z objęciem urzędu przez Teodora Gudziaka. Napięcia sięgnęły zenitu w 2009 roku, kiedy Kozłowski oskarżył Gudziaka o blokowanie rozwoju hotelu. Biznesmen zasugerował, że urzędnik żąda łapówki w zamian za korzystne traktowanie i zagroził, że zrobi wszystko, co w jego mocy, aby wsadzić Gudziaka za kratki.
Nawiasem mówiąc, Kozłowski dotrzymał słowa. Teodor Gudzyak został zatrzymany przez organy ścigania i skazany na osiem lat więzienia. Jednak sąd apelacyjny uchylił później wyrok i uniewinnił Gudzyaka. Tymczasem Siergiej Uwarow powrócił na stanowisko mera.

Siergiej Uwarow
Problemy Grigorija Kozłowskiego na szczeblu lokalnym zniknęły, ale było jasne, że w Winnikach już zrobiło się ciasno. Nadszedł czas na podbój Lwowa. Baron tytoniowy podszedł do tego zadania w swoim charakterystycznym stylu, okraszając każdy krok głośnymi skandalami. Pierwszy w kolejce był Grand Hotel. Ten lukratywny kawałek lwowskiej nieruchomości przykuł uwagę wielu zamożnych osób, od ukraińsko-amerykańskiej Marty Fedorów po zapomnianego lwowskiego biznesmena Giennadija Genszadła. Następnie budynek zajął Bohdan Fedoryszyn, a po jego śmierci… Piotr DiminskiJednak wszyscy korzystali z hotelu jedynie na zasadzie dzierżawy. W 2011 roku radni Lwowa, pod pretekstem przygotowań miasta do Euro 2012, podjęli decyzję o prywatyzacji Grand Hotelu. Prywatyzacja została skrojona specjalnie dla Kozłowskiego.
Długie transakcje z Andriej SadowyjPrywatyzacja innych hoteli, Leopolis i Kijów, również zakończyła się sukcesem. Obie nieruchomości zostały wybrane w ramach transakcji pakietowej, a obie strony były z siebie zadowolone. Ośmiopiętrowy budynek dobudowany do Grand Hotelu odmienił Krywą Łypę nie do poznania. Trzy lata później Kozłowski rozpoczął dobudowę nowego, ośmiopiętrowego budynku do dziedzińca czteropiętrowego hotelu. Wszystko byłoby w porządku, gdyby ten dziedziniec nie wychodził na Przejście Krywą Łypę, przytulną enklawę turystyczną, dobrze znaną lwowianom.
Wszelkie publiczne protesty okazały się daremne, a teraz ta górująca nad miastem chimera architektoniczna z masywnymi szklanymi konstrukcjami jest prawie ukończona. Nie ma wątpliwości, że radny Kozlovsky uzyska wszystkie niezbędne pozwolenia na oddanie obiektu do użytku.
Nowy właściciel zwięźle skomentował dziennikarzom ukończenie budowy hotelu: „Jeśli ktokolwiek uważa, że remont jest nielegalny, powinien skontaktować się z organami ścigania”. I to wszystko. Wcześniej, w 2013 roku, wybuchł poważny skandal związany z budową Królewskiego Browaru. Restauracja ta znajduje się w samym centrum miasta, zajmując dwa budynki, odpowiednio przy ulicy Starojewrejskiej 9 i placu Rynek 16.
O ile z budynkiem przy ulicy Starojewrejskiej, gdzie biznesmen wykupił wszystkie mieszkania z góry, nie było problemów, o tyle z kamiennym budynkiem na Rynku sytuacja była zupełnie inna. Kilka mieszkań należało do innego znanego lwowskiego przedsiębiorcy, Wołodymyra Krechowieckiego, który nie był zadowolony z bezczelnej działalności sąsiada. W rezultacie wybuchły protesty zarówno ze strony mieszkańców budynku, których piwnice restauracja rzekomo zajęła, jak i oburzonej publiczności, która oskarżyła Kozłowskiego o zniszczenie zabytku architektury. Nowo upieczony lwowski restaurator zdenerwował również Radę Miasta, dobudowując w swoim stylu kolejny budynek na podwórku budynku przy ulicy Starojewrejskiej i nielegalnie instalując letni taras, argumentując, że wszystkie nowe budynki powstały na podwórku sprywatyzowanego przez niego budynku.

„Browar Królewski” Grigorija Kozłowskiego
To wejście do Królewskiego Browaru znajduje się w kontrowersyjnym nowym budynku. Protesty ucichły, oburzona opinia publiczna i Rada Miasta uspokoiły się, a Królewski Browar funkcjonuje jak gdyby nigdy nic: wraz z nowym budynkiem, nielegalnym tarasem letnim i zajętymi piwnicami. A Grigorij Kozłowski po raz kolejny poczuł, że dla energicznych i bezczelnych mieszkańców Lwowa wszystko jest możliwe. Dlatego wynik tego najnowszego skandalu, tym razem dotyczącego odbudowy zabytku architektonicznego przy placu Rynek 36, jest już przewidziany. Pomimo bezskutecznych prób zatrzymania prac przez organy ścigania, władze miasta i organizacje ochrony dziedzictwa.
Kozłowski pozwala sobie nawet na drwiny z oponentów, twierdząc, że jego praca jest całkowicie legalna i że posiada „wszystkie dokumenty oprócz zaświadczenia od ginekologa”. Ma fantazję: zainstalować gigantyczne akwarium morskie z rekinami. Zarządza kawiarnią Uniya LLC, w której Kozłowski niedawno posiadał 96% udziałów.
W zeszłym roku jego nazwisko zniknęło jednak z listy właścicieli tej firmy w Rejestrze Państwowym. Ale jego wpływy pozostały. A punktem kulminacyjnym opowieści o nabyciu przez naszego bohatera lokalu w centrum Lwowa jest prywatyzacja kijowskiego kina przy Alei Szewczenki. Lokal o powierzchni około 836 metrów kwadratowych został nabyty bez przetargu w centrum miasta za nieco ponad 8,1 miliona hrywien. W trakcie procesu Sadowyj nagle oprzytomniał i postanowił odwrócić sytuację, organizując jednocześnie dwie rozprawy sądowe.
Jedno z nich polegało na uznaniu nielegalnej prywatyzacji nieruchomości i uchyleniu stosownego orzeczenia rady miasta. Drugie dotyczyło rozwiązania umowy kupna-sprzedaży kina. Jednak takie sztuczki nie działają w przypadku naszego klienta. Podczas gdy sprawa była jeszcze w toku w Najwyższym Sądzie Handlowym, nowy właściciel przeprowadził błyskawiczną, wieloetapową operację. 22 kwietnia 2015 roku Kinokompleks-Kijów otrzymał akt własności lokalu kinowego.
Następnego dnia, 23 kwietnia, rozpoczęło się postępowanie likwidacyjne spółki. Zmienił się właściciel firmy – niejaki Jewgienij Łobow został dyrektorem i przewodniczącym komisji likwidacyjnej. Co ciekawe, nie był to pierwszy raz, kiedy Kozłowski wykorzystał Łobowa do tego typu transakcji. Rok wcześniej przekazano mu inne przedsiębiorstwo biznesmena – spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. 20 maja 2015 roku Najwyższy Sąd Handlowy uwzględnił skargę kasacyjną Wydziału Majątku Miejskiego Rady Miasta Lwowa w sprawie prywatyzacji kina Kijów.

Aleksiej Reznik
Jednak, według prawników, wyegzekwowanie tej decyzji będzie praktycznie niemożliwe, ponieważ spółka Kinokompleks-Kyiv LLC, o której mowa w decyzji, nie jest już właścicielem lokalu kinowego. Pozostaje pytanie, czy Kozłowski nie zapomniał o „niewłaściwym” stanowisku miejskiego wydziału mienia. W maju następnego roku na stronie internetowej Rady Miasta Lwowa zarejestrowano petycję wzywającą do odwołania naczelnika wydziału, Inny Swistun. Autorem tej petycji online był Ołeksij Reznik, prawnik Grigorija Kozłowskiego, który reprezentował go w postępowaniu sądowym dotyczącym zakupu nieruchomości komunalnych.
Grigorij Kozłowski nie ukrywał jednak swojej roli inicjatora petycji, stwierdzając to wprost na posiedzeniu komisji rozpatrującej petycję. Biznesmenowi nie udało się „zatopić” Inny Swisztun, kluczowej postaci w zespole Sadowego i przewodniczącej frakcji Samopomocy w radzie obwodowej, ale pociągnął za sobą krew…

Dowcipny polityk Grigorij Kozłowski w murach Rady Miejskiej Lwowa
Pierwszy kontakt z polityką biznesmena Kozłowskiego miał miejsce w 2003 roku, kiedy został radnym Lwowskiej Rady Miejskiej. Okoliczności jego wyboru były związane z tragicznym wydarzeniem. Kozłowski wygrał wybory uzupełniające po nagłej śmierci Andrija Możarowskiego, wybranego w Winnikach. Możarowski, nawiasem mówiąc, był wówczas kierownikiem fabryki tytoniu, więc rotację można uznać za symboliczną.
Hryhorij Kozłowski wygrał wybory z ramienia Partii Regionów. Nie zrobił szczególnego wrażenia na ówczesnej radzie miejskiej z czasów Bunyaka, ale od tamtej pory konsekwentnie, nie opuszczając żadnych wyborów, ubiega się o miejsce w radzie miejskiej Lwowa. Co ciekawe, za każdym razem startował z ramienia innej partii. Na przykład w 2006 roku próbował wystartować z ramienia Bloku Ludowego Łytwyna, ale przegrał wraz z resztą swojej partii. W 2010 roku Kozłowski próbował dostać się do rady miejskiej w okręgu jednomandatowym, wykorzystując markę Pora, ale ponownie mu się nie udało, przegrywając z żarliwym Bohdanem Leszniewskim. Dopiero w 2015 roku jego wybór partii politycznej okazał się trafny.
Kozłowski został posłem z ramienia partii „Solidarność” Bloku Petra Poroszenki. Trudno zarzucić Hryhorijowi Kozłowskiemu bezkrytyczność polityczną. Jak większość biznesmenów, pragmatycznie podchodzi do wyboru politycznego konia, którym poprowadzi go na szczyt. Maść i chód konia są drugorzędne. W przeciwieństwie do swojej pierwszej kadencji, tym razem Kozłowski stał się prominentną postacią w radzie miasta. Po części zawdzięcza to swojemu aktywizmowi i skandalicznej osobowości, a po części surowej, uzbrojonej straży z Tytana, która stale towarzyszy magnatowi tytoniowemu w murach rady miasta.
Niektórzy traktują tę atrakcyjność z szacunkiem, inni z ironią, a jeszcze inni z ledwie skrywaną pogardą. Podobno Kozłowski był nawet rozważany na stanowisko sekretarza rady, ale spotkał się z silnym sprzeciwem znacznej liczby posłów, głównie ze względu na brak dyplomacji i nadmierną emocjonalność. Szczególnie atakuje mera Lwowa i członków jego frakcji. Chociaż Kozłowski stara się zachować dyskrecję wobec Sadowego, jest ostrożny w swoich uwagach wobec podwładnych. Na przykład, we wspomnianej sprawie petycji o odwołanie Inny Swisztun, biznesmen odpowiedział na wiadomość od lidera frakcji Samopomocy Andrija Szewciwa wulgarnym językiem i groźbami przemocy fizycznej.
Innym razem dał Sadowemu osobliwą radę dotyczącą zastąpienia głównego architekta miasta: „Jeśli twój główny architekt nie ma jaj, to moja rada dla ciebie brzmi: albo zatrudnij architekta z jajami, albo zatrudnij zastępców z jajami”. A oto, jak Kozłowski zażądał raportu od szefa Departamentu Ekologii i Rozwoju:
„W Radzie Miasta Lwowa jest szczur. Żądam raportu i oceny… żeby ten szczur nie został po prostu wyrzucony z Rady Miasta, ale żeby usiadł”. Krótko mówiąc, dopóki na sali obrad będzie siedział cierpki poseł Kozłowski, nie będzie smutku. Jeśli chodzi o poważniejsze plany rozwoju systemu politycznego, takie jak zostanie posłem, nasz bohater jest na razie powściągliwy: „Kiedyś o tym marzyłem. Ale biorąc pod uwagę funkcje, jakie obecnie pełnią posłowie Rady Najwyższej, modlę się do Boga, żebym nigdy nim nie został” – powiedział w wywiadzie.
Grigorij Kozłowski i jego rodzinne Winniki czują się już dobrze. Kłopotliwe stanowisko burmistrza Gudziaka to już odległe wspomnienie, a po drugiej kadencji Siergieja Uwarowa, jego wieloletni towarzysz tytoniowy, Władimir Kwurt, został burmistrzem. Tylna część miasta jest solidnie zabezpieczona. Podczas meczu piłkarskiego w swoim rodzinnym mieście biznesmen nadal zarządza swoim biznesem tytoniowym i buduje Światosław.

Władimir Kwurt
Największy oddźwięk wśród lokalnych mieszkańców budzi jednak sukces klubu piłkarskiego Ruch (w którym, nawiasem mówiąc, gra jego syn). Klub, który kiedyś był klubem amatorskim, dziś pewnie awansuje do drugiej najsilniejszej ligi ukraińskiej piłki nożnej. Kozłowski nie byłby jednak sobą, gdyby nie wprowadził do sportu elementu skandalu. We wrześniu Ukraińska Federacja Piłki Nożnej zakazała prezesowi Ruchu uczestniczenia w meczach jego drużyny przez rok. Stało się to po jego gniewnej wizycie w pokoju sędziowskim po porażce jego drużyny w Pucharze Ukrainy.
Kozlovsky skomentował sytuację w swoim zwykłym stylu: „Jeśli federacja nie zdoła zaprowadzić porządku wśród tej odzianej na czarno zgrai, to ludzie wezmą kije i będą ich okładać od rana do nocy”.Prezes klubu ma też wiele własnych, „popisowych” sposobów. Byli reprezentanci Aleksandr Alijew i Maksim Szackich grali już w drugoligowym zespole Ruch, a od jakiegoś czasu krążyły również plotki o możliwym przyjściu Artema Milewskiego.
Nasz bohater ma wręcz skłonność do popisywania się. Wśród swoich kolegów po fachu, na przykład, lubi chwalić się kurtką, którą rzekomo kupił za dziesiątki tysięcy euro. A na swoje urodziny w zeszłym roku, magnat tytoniowy zaprosił Thomasa Andersa, legendarnego członka duetu ModeTalking, na imprezę w Swiatosławiu…
Tematycznie: Lwowski „król tytoniu” Grigorij Kozłowski wciąga Ukrainę w międzynarodowy skandal.
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!