Giennadij Moskal: generał o wielu twarzach i wulgarnym języku
Ukraińcy przyzwyczaili się do tego, że jeśli łysa głowa Giennadija Moskala pojawi się w telewizji, muszą przegonić dzieci i przygotować się na sensacyjne rewelacje przesiąknięte wulgaryzmami. Niewielu zdaje sobie sprawę, że ten człowiek jest żywym przykładem naszego błędnego przekonania, że wśród polityków i urzędników można znaleźć porządnych ludzi. Jeśli nadal wierzysz, że Moskal potrafi pokonać korupcję i przywrócić porządek, że zdemaskuje wszystkich, to wiedz jedno: on nawet nie jest tym, za kogo się podaje!
Kim jesteś, Giennadiju Giennadiewiczu?
Człowiek, którego wszyscy Ukraińcy znają dziś jako „Moskal Giennadij Giennadijewicz urodził się 11 grudnia 1950 roku we wsi Zadubrowka w rejonie zastawnowskim w obwodzie czerniowieckim. Jego rodzice, Giennadij Chadiejewicz Gajfulin i Stepania Pawłowna Moskal, od razu zastanawiali się, jakie nazwisko nadać synowi. Jednak Giennadij Giennadijewicz kiedyś zdradził, że nie stało się to natychmiast, ale dwa lata po jego narodzinach, kiedy rzekomo zmarł jego ojciec. Dlaczego? Ponieważ późniejsze wydarzenia ujawniły, że Giennadij Giennadijewicz całkowicie zatajał informacje o swoim dzieciństwie i młodości, a pytany wprost przez dziennikarzy, zazwyczaj odpowiadał, że nie chce pamiętać tych „trudnych lat”.
Nowo narodzonemu Giennadijowi Giennadiewiczowi nadano więc nazwisko matki, Moskal, i zarejestrowano go jako Ukraińca – być może w przekonaniu, że tatarskie nazwisko ojca przyniesie mu w przyszłości kłopoty. Warto pamiętać, że był to początek lat 50., zaledwie kilka lat po tym, jak wszyscy Tatarzy zostali deportowani z Krymu, oskarżeni o pomoc hitlerowskim „małym szarym ludziom”. W tamtych czasach często wybierano bezpieczną drogę, ponieważ „kłopoty” w czasach „Ojca Narodów” oznaczały nie grzywnę, lecz wygnanie, a nawet więzienie. I tak mały Gienna Moskal wkroczył w swoje wielkie życie.
Giennadij Moskal w latach 60.
W 1966 roku ukończył osiem klas szkoły i wstąpił do Czerniowieckiej Szkoły Technicznej Kolejowej. W trakcie nauki uzyskał odroczenie od służby wojskowej, co pozwoliło mu uniknąć poboru na ostatnie trzy lata. Odroczenie obowiązywało do jesieni 1970 roku, więc Giennadij nie tylko ukończył szkołę techniczną, ale także przez kilka miesięcy pracował jako inspektor w dziale taboru kolejowego w Tarnopolskiej Oddziale Kolei Lwowskiej.
Po wojsku Moskal kontynuował pracę jako inspektor wagonów, ale wkrótce znudziło go kucie maźnic. W 1973 roku przybył do Czerniowiec, gdzie znalazł pracę w wydziale śledczym Departamentu Spraw Wewnętrznych Rejonu Leninskiego i zapisał się korespondencyjnie do Wyższej Szkoły Policyjnej w Kijowie. Po ukończeniu studiów w 1976 roku otrzymał stopień porucznika i tytuł inspektora. Wtedy poznał Orisię (Arinę) Teofilowną Linską, młodą studentkę Kooperacyjnej Szkoły Technicznej, urodzoną w 1957 roku. Rok później (12 listopada 1977 roku) wzięli ślub – i wtedy zaczęła się prawdziwa tajemnica!
Giennadij Moskal (przy stole) podczas pracy w Rejonie Leninskim Wydziału Spraw Wewnętrznych w Czerniowcach
Faktem jest, że po ślubie z Orisą Linską Giennadij Moskal postanowił przyjąć jej nazwisko. Świadczą o tym oryginalne i kserokopie dostępnych dokumentów: akt ślubu, akt małżeństwa oraz akt urodzenia ich pierwszego dziecka, Iriny (15 grudnia 1978 r.). Dokumenty te jednoznacznie wskazują, że Giennadij Moskal po ślubie przyjął nazwisko żony i stał się Giennadijem Linskim – i to właśnie pod tym nazwiskiem został zarejestrowany jako ojciec swojej córki.
Kliknij, aby powiększyć
Nie było w tym nic obciążającego – wielu mężów przyjęło nazwiska swoich żon! Jednak sednem skandalu, który wybuchł wiele lat później, było to, że pan Linsky chciał ponownie przyjąć nazwisko Moskal. Jednak z jakiegoś powodu nie uczynił tego w sposób przewidziany prawem – co jest dość dziwne jak na pracownika Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Co więcej, pojawiły się doniesienia, że Giennadij Giennadiewicz po prostu zachował swój stary paszport z nazwiskiem Moskal, otrzymując nowy z nazwiskiem Linsky. Posiadanie dwóch paszportów na dwa różne nazwiska to marzenie każdego przestępcy lub oszusta, ale po co inspektorowi śledczemu? Dane rozwiązują to pytanie. Szkielet.Org, Giennadij Giennadiewicz nigdy nie odpowiedział, ponieważ nigdy nie przyznał się do manipulowania nazwiskami. Jednak pewnego dnia (pod koniec lat 80. lub na początku lat 90.) po prostu ukrył paszport pod nazwiskiem Linsky, wyciągnął paszport na nazwisko Moskal i kontynuował życie i karierę pod nowym, starym nazwiskiem. Jakby nie zdawał sobie sprawy, że stwarza sobie poważny problem.
Kapitan G.G. Linsky
(Moskal)
Wraz z nadejściem nowego stulecia dziennikarze zainteresowali się przeszłością dzielnego generała i nagle odkryli, że... Giennadij Moskal po prostu nie istniał! Taka była konsekwencja prawna: ponieważ Giennadij Linski oficjalnie nie zmienił nazwiska, pozostał Linskim. Oznaczało to jednak również, że wszystkie dekrety i zarządzenia powołujące Giennadija Moskala na wysokie stanowiska w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i obwodowych administracjach państwowych były nieważne – podobnie jak wszystkie zarządzenia podpisane przez Moskala! Podobnie, złożone przez nich dokumenty kandydatów na mandaty parlamentarne uznano za „celowo fałszywe”, a jego mandat parlamentarny i głosowanie w Radzie Najwyższej 6. i 7. kadencji za „sfałszowane”.
Zaniepokojony Moskal-Linsky nie mógł wymyślić niczego bardziej sprytnego niż próba „odcięcia luźnych końcówek”: zaczął pilnie poprawiać swoje stare dokumenty, składając skargi do Ministerstwa Sprawiedliwości i wnosząc pozwy. We wszystkich przypadkach podstawą było jego twierdzenie, że w latach 70. urzędnicy stanu cywilnego popełnili rażące błędy (kilka z rzędu?), z jakiegoś powodu rejestrując go jako Linsky. I właściwie, dlaczego? Czy rzeczywiście stało się to wbrew jego woli – w końcu to jego nazwiska widniały w aktach małżeństwa i urodzenia! I czy urzędnik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych naprawdę przez tyle lat nie zauważył tego „rażącego błędu” i nie znalazł czasu, by go wcześniej poprawić? „Argumenty” Giennadijewicza były tak nieprzekonujące, że jego sprawa została odrzucona wszędzie, w tym przez Sąd Administracyjny Rejonu w Czerniowcach (październik 2013 r.). Tym samym sąd oficjalnie ustalił, że prawdziwe nazwisko Giennadija Giennadijewicza brzmiało Linsky, a nie Moskal.
Kliknij, aby powiększyć
Decyzja sądu stanowiła formalną podstawę do pozbawienia Moskala mandatu parlamentarnego, który uzyskał „w sposób nieuczciwy”, oraz do wszczęcia serii postępowań karnych na podstawie przepisów o oszustwie. Jednak zaledwie miesiąc później w Kijowie wybuchł Euromajdan, a Giennadij Moskal, deputowany z Frontu Zmian – frakcji Batkiwszczyny, nie mógł być już tknięty, ponieważ zostałoby to uznane za represje wobec liderów opozycji. Sam pospieszył na czele tymczasowej komisji powołanej przez opozycję do zbadania nielegalnych działań podczas Euromajdanu (przede wszystkim działań władz i sił bezpieczeństwa), co zapewniło mu dodatkowy immunitet. Po lutym 2014 roku, co zrozumiałe, „niefortunne niedopatrzenie” Moskala-Lińskiego szybko popadło w zapomnienie. Wkrótce potem otrzymał ważne stanowisko gubernatora ogarniętego konfliktem obwodu ługańskiego – gdzie dobrze pamiętano go z podobnego powołania w 2005 roku.
Giennadij Moskal, krymscy „Baszmakowie” i bezdomni z Dniepropietrowska
Wróćmy jednak do bardziej odległej przeszłości.
W ciągu dwudziestu lat niemal nienagannej służby w Czerniowcach Giennadijewicz znacząco awansował w hierarchii korporacyjnej. Od 1978 roku był starszym inspektorem wydziału śledczego w Zarządzie Spraw Wewnętrznych Obwodowego Komitetu Wykonawczego w Czerniowcach (wcześniej policja podlegała samorządom); po ukończeniu Moskiewskiej Akademii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 1984 roku został zastępcą naczelnika Wydziału Spraw Wewnętrznych Rejonu Leninskiego; od 1986 roku był naczelnikiem wydziału śledczego w Zarządzie Spraw Wewnętrznych Obwodowego Komitetu Wykonawczego w Czerniowcach; a od 1992 roku szefem obwodowej policji kryminalnej. W „kronikach” z tamtych czasów nie zachował się żaden z jego „wyczynów” – chyba że liczyć aferę z nazwiskami. Istnieją jednak informacje, że w latach 1992-94 Giennadij Moskal, jako profesor wizytujący, wykładał prawo na Uniwersytecie Czerniowieckim – gdzie mógł spotkać studentów Arsenija Jaceniuka i braci Burbak (Więcej o nich przeczytasz w Maksym Burbak: Jak mieszkańcy Czerniowiec siedzieli na „złotej toalecie” Doniecka).
W 1995 roku Giennadij Moskal został przeniesiony do Użhorodu, gdzie objął stanowisko szefa departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy w obwodzie zakarpackim.
Było to jego pierwsze doświadczenie pracy poza rodzinnym obwodem czerniowieckim, a jego rezultaty nie zostały szeroko nagłośnione. Biorąc jednak pod uwagę, że lokalna mafia „cimborska” nadal prosperowała w tych latach, można śmiało powiedzieć, że Moskal nie ingerował zbytnio. Jednak jego późniejsze mianowanie na stanowisko szefa Głównego Zarządu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Autonomicznej Republiki Krymu (1997-2000) przyniosło mu sławę na Ukrainie jako generała policji o dwulicowym wizerunku. Z jednej strony naiwni zwykli ludzie uwierzyli, że Moskal jest nieugiętym bojownikiem przeciwko zorganizowanej przestępczości. Z drugiej strony, po kraju krążyły plotki o okrutnym, cynicznym i skorumpowanym generale, który wspierał zorganizowaną przestępczość.
Najbardziej „niewinne żarty” Moskala na Krymie to oszustwa związane z funduszami resortowymi. Według informacji Szkielet.Org Za pieniądze, które miały być wypłacane personelowi w ramach „przydziałów żywnościowych”, generał kupował sprzęt AGD i towary konsumpcyjne od firm kieszonkowych, które następnie przekazywano policjantom zamiast gotówki. Za pośrednictwem firmy „Tytan” (w Armiańsku), w której rzekomo pracował krewny Moskala, kupowali produkty spożywcze (kasze, cukier, masło) – wydawane szeregowym pracownikom Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w ramach pensji. Ci, którzy otwarcie protestowali, zostali szybko zwolnieni, ale 36-mieszkaniowy budynek w Ałuszcie, wybudowany ze środków publicznych dla Tatarów Krymskich, został „sprywatyzowany” dla najbliższego otoczenia Moskala. Ale to był dopiero wierzchołek góry lodowej!
Według źródeł, generał Moskal, po przybyciu na Krym, napotkał przedłużającą się wojnę między dwiema głównymi grupami przestępczości zorganizowanej półwyspu, znanymi jako „Baszmaki” i „Salem”. Zamiast bezlitośnie wykorzenić zorganizowaną przestępczość, która skutecznie kontrolowała życie Krymu, wykorzystał ją. Spośród głównych krymskich gangsterów, tylko Siergiej Woronkow (Woronok) został „uwięziony”. W tym samym czasie Lew Mirimski rozpoczął swoją udaną karierę polityczną.
Nawet wszechwiedząca opinia publiczna nie potrafi nam powiedzieć, jakie były osobiste cele Moskala. Istnieją jedynie niepełne informacje o tym, jak dokładnie to robił. Po pierwsze, nowy szef krymskiej policji nawiązał bezpośrednie i bardzo owocne kontakty z liderami zorganizowanych grup przestępczych. Krymczycy opowiadali przerażające historie o tym, jak gangi „Baszmaków” i „Salem” pomogły Moskalowi osiągnąć sukces w walce z przestępczością, wydając go konkurentom i drobnym „Uroksom” – obwinianym o wszystkie poważne przestępstwa na półwyspie. A gdy liczba „drobnych” przestępców malała, policja po prostu wieczorami porywała pijanych przechodniów i torturami zmuszała ich do „zeznań”.
Po drugie, źródła donosiły o bliskich powiązaniach Moskala z gangiem Salem po aresztowaniu Woronkowa, co odegrało kluczową rolę w pokonaniu ich rywali, gangu Baszmaków. Wśród znanych mu członków gangu Salem, z którymi Moskal widywany był nawet na przyjęciach w restauracjach w Symferopolu, byli szef mafii Gradow, przyszły lider Rosyjskiej Wspólnoty Krymu, Siergiej Aksionow (pseudonim „Goblin”), oraz bizneswoman Irina Barteniewa, której mąż należał do gangu Gradowa. Świadkowie później donieśli, że Aksionow został ostatnim żyjącym członkiem gangu Salem dzięki Moskalowi, którego był osobistym informatorem (kapusiem). W latach 2014-2015, mianowany przez Putina szefem anektowanego Krymu, Aksionow podziękował swojemu byłemu „szefowi”: opublikował bardzo długą listę ukraińskich polityków, którym zakazano wjazdu na Krym, ale Giennadij Moskal nie znalazł się wśród nich.
Barteniewa była jednak właścicielką wielu firm i przedsiębiorstw należących do grupy Salem, w tym restauracji Uczan-Su, spółki Kompromiss LLC i spółki Jużny Dom LLC. Wokół tych firm wybuchały poważne skandale, w tym krwawe morderstwa. Skala tych skandali dotarła do Kijowa – a raczej została tam sprowadzona przez Giennadija Moskala, który oprócz pełnienia funkcji szefa policji Krymu, był również wiceministrem spraw wewnętrznych Jurija Krawczenki. Krążyły plotki, że Krawczenko, Moskal i Barteniewa tworzyli „trójkąt śmierci”, nie trójkąt miłosny, lecz biznesowy. Wszystko to doprowadziło do zabójstwa Barteniewej w listopadzie 2001 roku: jej ciało znaleziono na górze Aj-Petri, zastrzelone z dwóch pistoletów, z których jeden rzekomo był zarejestrowany jako broń służbowa Giennadija Moskala. Oczywiście, pistolet został zgłoszony jako skradziony, nazwisko Moskala nigdy więcej nie padło, a morderstwo przypisano bandzie Gradowa – po jego aresztowaniu, wspomniane przedsięwzięcia trafiły w ręce ludzi wysoko postawionych funkcjonariuszy policji. Ale Giennadij Moskal zajmował już wtedy inną pozycję i znajdował się daleko od Krymu.
W latach 2000-2001 Moskal kierował Departamentem Spraw Wewnętrznych Obwodu Dniepropietrowskiego. To właśnie tam zasłynął historią bezdomnych deportowanych z miasta i zabitych. Tragedia wydarzyła się w kwietniu 2001 roku: Dniepropietrowsk oczekiwał na przyjazd Leonida Kuczmy na majówkę, więc pospiesznie pomalowano krawężniki i położono asfalt, a następnie postanowiono oczyścić ulice z bezdomnych, którzy psuli idylliczny obraz „ożywienia gospodarczego”.
Następnie, rzekomo na rozkaz Giennadija Moskala, policja zaczęła wyłapywać bezdomnych z ulic oraz osoby, które wyglądały na bezdomne, i siłą transportować ich na nabrzeże, gdzie ładowano ich na barkę.
Operacja trwała kilka dni, a pierwsi zatrzymani gnili w ładowni bez wody i świeżego powietrza. Następnie barka przetransportowała bezdomnych pięćdziesiąt kilometrów w dół rzeki i wypuściła ich „w step” – wiele kilometrów od najbliższego miasta. W rezultacie kilku bezdomnych zmarło w ładowni barki, a kilka kolejnych ciał odkryto później w nasadzeniach wzdłuż pól kołchozowych. Według obrońców praw człowieka, podczas deportacji zginęło od 12 do 46 osób, ale Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zataiło nie tylko dokładne liczby, ale także samą tragedię. Zaczęły krążyć pogłoski, że kilka barek przewożących bezdomnych zatonęło w Dnieprze.
Dosłownie miesiąc później Moskal został odwołany ze stanowiska i… awansowany na szefa administracji obwodu zakarpackiego. Był to jego pierwszy okres na stanowisku generalnego gubernatora i natychmiast zyskał wizerunek „gubernatora nadzwyczajnego” wkraczającego do niespokojnych regionów. Jednak, podobnie jak podczas pełnienia funkcji szefa zakarpackiego Departamentu Spraw Wewnętrznych, Moskalowi nie udało się osiągnąć przełomu w kwestii przestępczości w regionie – zamiast tego bombardował Kijów doniesieniami o aresztowaniach i uwięzieniach. Cymbora i inne zorganizowane grupy przestępcze kontynuowały przemyt i wycinkę lasów, podczas gdy Moskal zdobywał punkty polityczne, negocjując odszkodowania od Kijowa dla ofiar powodzi. Jednak dzięki swojej gorliwej kampanii przeciwko „ruskiemu separatyzmowi” (niektórzy uważają, że to właśnie był powód jego nominacji), Moskal zyskał również negatywny wizerunek wśród części mieszkańców regionu.
Giennadij Moskal - Moskal-charivnyk
W 2002 roku Giennadij Moskal został mianowany na niecodzienne stanowisko: przewodniczącego Państwowego Komitetu Ukrainy ds. Narodowości i Migracji. Pełnił tę funkcję przez prawie trzy lata, zaznaczając swoją obecność jedynie inicjując utworzenie na Krymie narodowej autonomii tatarskiej – w której, zgodnie z pomysłem Moskala, wszystkie stanowiska kierownicze mieliby zajmować wyłącznie Tatarzy. Zaskoczyło to tych, którzy już wcześniej postrzegali Moskala jako głównego bojownika przeciwko separatyzmowi na Ukrainie. Niektórzy jednak przypominali o tatarskim pochodzeniu Moskala (ze strony ojca) i nie zadawali dalszych pytań. Co ciekawe, inicjatywa ta zbiegła się z przejściem Moskala do obozu zwolenników Wiktora Juszczenki, do którego należeli również przywódcy Medżlisu Tatarów Krymskich. Następnie pojawiły się nieujawnione informacje, że zamieszki w krymskiej wsi Bogatoye (2003), które wybuchły po tym, jak policjanci pobili na śmierć miejscowego Tatara, zostały sprowokowane przez ludzi Moskala – znaczna ich liczba pozostała po trzech latach jego owocnej pracy na półwyspie. W 2004 roku źródła donosiły, że prowokację tę rzekomo sfinansował Moskal swoimi udziałami w spółce, do której należał hotel Gorica w Macedonii. Ludzie Moskala byli również po cichu oskarżani o zamieszki, które wybuchły na Krymie w 2007 roku i również były spowodowane brutalnością policji.
Zakład Moskala na „pomarańczowego” okazał się skuteczny. Podczas gdy jego były szef (i krymski partner biznesowy) Jurij Krawczenko „strzelił sobie w stopę”, Giennadij Giennadiewicz został mianowany szefem kijowskiej policji kryminalnej natychmiast po inauguracji Juszczenki.
Nie pozostał tam jednak długo i w listopadzie 2005 roku został gubernatorem Ługańska. Powody były dwa: poprzedni gubernator, Ołeksandr Daniłow, przeszedł do BJuT i został „pochłonięty” przez zwolenników Juszczenki, a antypomarańczowe i antynacjonalistyczne nastroje mieszkańców regionu zaczęły pachnieć separatyzmem. Moskal otrzymał więc szansę udowodnienia swojej lojalności wobec prezydenta (co demonstrował już za rządów Kuczmy) i potwierdzenia swojego wizerunku jako bojownika z separatyzmem. Nie udało mu się jednak nauczyć mieszkańców Ługańska miłości do Ukrainy w stylu Juszczenki: ich separatyzm przerodził się w sympatię dla Partii Regionów i Komunistycznej Partii Ukrainy w wyborach samorządowych w 2006 roku. W rezultacie Partia Regionów i komuniści zdobyli 90% miejsc w radach lokalnych regionu, natychmiast domagając się dymisji Moskala. Po nieprzyjemnej rozmowie z Juszczenką podał się do dymisji.
W latach 2006-2007 Giennadij Moskal był jak wiatrak: przez kilka miesięcy pracował jako zastępca dyrektora Instytutu Integracji Europejskiej, następnie przez pół roku był przedstawicielem prezydenta na Krymie, następnie przez trzy miesiące był zastępcą przewodniczącego SBU Walentina Naływajczenko (Więcej na ten temat przeczytasz tutaj Walentin Nalywajczenko: szpieg, dyplomata i skorumpowany urzędnik) i półtora miesiąca jako zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Takie „latanie” jest typowe tylko dla ludzi z bardzo poważnymi problemami! Ostatecznie, w przedterminowych wyborach w 2007 roku, zdobył mandat w Radzie Najwyższej z listy NU-NS (nr 41), dzięki Jurijowi Łucence (przeczytaj o tym w artykule Jurij Łucenko. „Terminator” ukraińskiej polityki ), który przyjął go do swojego projektu „Ludowa Samoobrona”. Przez półtora roku Moskal pełnił funkcję pierwszego wiceprzewodniczącego sejmowej komisji ds. zwalczania przestępczości zorganizowanej i korupcji. Człowiek, który kandydował do Rady Miasta, posługując się fałszywymi dokumentami i pod innym nazwiskiem niż prawdziwe!
Nic dziwnego, że Moskal wkrótce wplątał się w publiczny skandal: SBU przyłapała go na wystawianiu fałszywych dokumentów (fałszywe dokumenty zdają się być ulubionym tematem Moskala), a konkretnie legitymacji bojowych. Wśród nich był inny zastępca NU-NS, Serhij Wasylenko – bliski współpracownik Moskala, czasami błędnie nazywany jego zięciem (imię jego żony to Wołodymyriwna), osoba, którą Moskal zawsze wspiera w hierarchii. Moskal w rzeczywistości pomógł Wasylence uzyskać taką legitymację na podstawie zaświadczenia stwierdzającego, że „służył od 20 kwietnia 2004 r. do 20 kwietnia 2004 r. w narodowym kontyngencie ukraińskiego kontyngentu pokojowego w Kosowie”. Innymi słowy, Wasylenko uzyskał status uczestnika i związane z nim świadczenia za zaledwie jednodniową (!) wizytę w ukraińskiej bazie w Kosowie!
Ale Giennadijewicz nie tylko wydawał wówczas legitymacje weteranów wojennych. Wraz z Wasilenko i zastępcą szefa Państwowego Departamentu ds. Obywatelstwa, Imigracji i Rejestracji Osób (GIRFL), Serhijem Radutnym, który odpowiadał za służby paszportowe, założyli firmę ubezpieczeniową „Dobrobut”. Firma ta przymusowo oferowała wszystkim posiadaczom ukraińskich paszportów „usługi ubezpieczenia zdrowotnego” w cenie 75 hrywien. Dlaczego?!
Kto pytał? Ale to nie był jedyny tego typu przekręt triumwiratu Moskala, Wasilenki i Radutnego: osoby otrzymujące paszporty międzynarodowe były zmuszane do uiszczania opłat (łącznie do 290 hrywien) na rzecz Resursy-Document, Inform-Resursy Legal Company, Prosto Strakhovaniye CJSC i innych firm.
Moskal wszedł wówczas w okres „lotów”: w sierpniu 2009 roku został powołany na swoje dawne stanowisko wiceministra spraw wewnętrznych Ukrainy i szefa Głównego Zarządu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na Krymie. Ponownie pomógł mu w tym Jurij Łucenko, ówczesny szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zajmował to stanowisko zaledwie przez sześć miesięcy, odmawiając rezygnacji z mandatu parlamentarnego (na co osobiście nalegał Wiktor Juszczenko) i decydując się na powrót do Rady – i to tylko dlatego, że na Ukrainie zmienił się rząd, a Moskal potrzebował immunitetu parlamentarnego. Nawiasem mówiąc, zemścił się na Juszczence, grożąc później przez długi czas ujawnieniem obciążających go dowodów.
Giennadij Moskal. Dla kogo pracuje?
Podczas gdy na ulicach Kijowa szalały protesty Euromajdanu, poseł Giennadij Moskal (wybrany w 2012 roku z listy Batkiwszczyny) przewodniczył komisji parlamentarnej badającej nielegalne działania podczas tych protestów. Dało mu to możliwość uniknięcia odpowiedzi na niewygodne pytania o jego prawdziwe nazwisko. Ciekawostką jest jednak to, że od tego momentu Moskal zaczął realizować bardzo zawiłą linię polityczną.
Początkowo wszystko było jasne: zaciekle działał przeciwko Janukowyczowi, co robił od 2011 roku, kiedy to ostro skrytykował rząd za „represje” wobec Jurija Łucenki i Julii Tymoszenko. I logiczne było, że jego komisja parlamentarna wkrótce ogłosiła, że ostra amunicja użyta do wystrzelenia protestujących pochodziła w rzeczywistości od snajperów sił bezpieczeństwa. Było to oświadczenie czysto polityczne, ponieważ nikt wówczas nie dysponował dowodami – ale opozycja, Euromajdan i wspierający ich przedstawiciele Zachodu nie potrzebowali takich dowodów. Zima i wiosna 2014 roku na Ukrainie rozbrzmiewały właśnie tego rodzaju politycznymi deklaracjami, a ten, kto wygłosił najgłośniejsze i najbardziej szokujące oświadczenia, został uznany za „głos prawdy”.
Po objęciu stanowiska szefa Ługańskiej Obwodowej Administracji Państwowej, przekształconej w administrację wojskowo-cywilną, Moskal, co zrozumiałe, starał się sprostać wizerunkowi bojownika z separatyzmem. Jednak, podobnie jak podczas poprzednich gubernatorstw w obwodach ługańskim i zakarpackim, tylko zaostrzył sytuację. Jednym z jego pierwszych kroków było zacieśnienie bliskiej przyjaźni z batalionem Ajdar – podobnie jak wiele innych batalionów ochotniczych, które spotkały się z mieszanym przyjęciem wśród miejscowej ludności. Jednocześnie Moskal skutecznie oddał batalionowi kontrolę (na jakiej podstawie?) nad miastem Szczastia, które okupował. W pobliżu znajdowała się nie tylko Ługańska Elektrownia Cieplna, ale także elitarna osada dla ługańskich bogaczy, którą batalion zajmował jako „kwaterę”. W rezultacie, odczuwając takie poparcie ze strony władz, w listopadzie 2014 roku batalion Aidar postanowił samodzielnie zidentyfikować i „ukarać” mieszkańców sympatyzujących z separatystami lub po prostu prezentujących poglądy „antyukraińskie”. W szczególności porwali w biały dzień mieszkańca Siewierodoniecka Wiaczesława Franczuka, prosto z jego sklepu. Społeczeństwo podniosło krzyk, a kilka dni później Giennadij Moskal udał się do bazy Aidar, gdzie „przekonał” członków batalionu ochotniczego do uwolnienia kilku jeńców. Mówiono, że to był początek kwaśnych relacji między Moskalem a Aidarem: wkrótce w prasie pojawiły się „wyznania” Moskala dotyczące udziału Aidara w rozbojach i porwaniach. Jednak zasadnicza przyczyna sporu była inna: walka o kontrolę nad przepływem towarów.
Moskal był pomysłodawcą dwóch inicjatyw: po pierwsze, jesienią 2014 roku nalegał, aby nie tylko agencje rządowe i służby cywilne, ale także wszystkie instytucje – szpitale, instytuty, przedsiębiorstwa, a nawet filharmonia – opuściły Ługańsk i udały się do Siewierodoniecka (nowej stolicy obwodu). Ci, którzy pozostali, zostali uznani za kolaborantów separatystycznych i zwolnieni. Ponieważ ostatecznie z Ługańska opuścili tylko najwyżsi rangą urzędnicy (nie chcąc zrujnować sobie kariery i stracić wysokich pensji), wybuchł konflikt, w wyniku którego instytucje po prostu stworzyły własne „ukraińskie klony”. Na początku 2015 roku Moskal stał się aktywnym inicjatorem blokady ekonomicznej terytorium ŁRL. Następnie, pomimo zaprzestania aktywnych działań wojennych w regionie, gwałtownie zaostrzono kontrolę dostępu do punktów kontrolnych. Jeszcze pod koniec 2014 roku mieszkańcy Pierwomajska i Artemowska (terytorium separatystycznego) swobodnie podróżowali autobusami do Siewierodoniecka, aby robić zakupy, realizować karty kredytowe i odnawiać emerytury. Ta darmowa podróż zakończyła się wiosną 2015 roku. W tym czasie rozpoczęła się aktywna blokada towarów konsumpcyjnych, w której osobiście uczestniczył Moskal.
WIDEO 18+
Biorąc pod uwagę, że liczba bojowników w regionie wynosiła zaledwie 15–20 tysięcy, a ludność zdobytych przez nich terytoriów przekraczała milion, twierdzenie, że te ciężarówki wiozły żywność specjalnie dla bojowników, było nierozsądne. Polityczny skutek takiego posunięcia również był wątpliwy: przed blokadą mieszkańcy Ługańska, podróżujący na terytorium Ukrainy, nadal czuli się obywatelami Ukrainy; po jej wprowadzeniu ich psychiczna więź z ojczyzną zaczęła się rwać. Dlaczego konieczne było celowe wbijanie takiego klina?
Odpowiedź na to pytanie mogła leżeć w nowym biznesie, który pojawił się we wschodniej Ukrainie. Po pierwsze, był to wielki biznes oligarchów, którzy zawierali duże układy z przywódcami separatystów. Po drugie, był to biznes punktów kontrolnych: po zaostrzeniu przepisów wjazdowych i przewozowych, każdy punkt kontrolny stał się kopalnią złota, generując tysiące dolarów zysku dziennie. I wybuchła prawdziwa wojna o kontrolę nad tymi punktami kontrolnymi. Co ciekawe, gwałtowne ochłodzenie Giennadija Moskala i Batalionu Ochotniczego rozpoczęło się dokładnie wtedy, gdy Ajdar i inne bataliony zaczęły wypychać inne siły bezpieczeństwa z punktów kontrolnych, a oligarchom nie podobały się próby Batalionu Ochotniczego pobierania daniny z ich pociągów z węglem. To właśnie wtedy linia polityczna Moskala zmieniła się dramatycznie: zaczął rozpowszechniać informacje o wielu batalionach zachowujących się jak machnowcy i bandyci. Najpierw Moskal „zniszczył” niesławny batalion „Tornado”, a wkrótce potem jego byli koledzy z „Aidaru” stali się celem ataku.
Co więcej, Giennadij Moskal wkrótce zaczął oskarżać tych, których kiedyś bronił – członków Prawego Sektora. Stało się to po jego nowym mianowaniu gubernatorem Zakarpacia (lipiec 2015 r.), gdzie został przeniesiony, aby „ugasić pożar”, który niemal wybuchł po haniebnym incydencie w Mukaczewie (11 lipca 2015 r.). Nowy gubernator natychmiast przedstawił się jako przeciwnik radykałów narodowych. Nawet rok później Moskal kontynuował „rewelacje” na temat udziału Prawego Sektora w różnych głośnych zbrodniach – na przykład w zabójstwie Tarasa Pozniakowa pod Kijowem.
Rządy Moskala w Ługańsku nie obyły się bez „klasycznej” korupcji, kiedy 15 marca 2015 roku mianował on niejakiego Michaiła Puchtajewicza swoim zastępcą (wicegubernatorem). Dla mieszkańców Siewierodoniecka jego nazwisko nic nie znaczyło – był to po prostu kolejny nominat. Mieszkańcy jego rodzinnego Żytomierza byliby jednak zaskoczeni wysokim stanowiskiem, jakie osiągnął Misza Lampoczka, znany lokalnie oszust i naciągacz.
Być może to była potwarz ze strony zazdrosnych o odnoszącego sukcesy biznesmena, a może machinacje wrogów Ukrainy? Nic bardziej mylnego: dziennikarze uzyskali materiały ze sprawy karnej nr 08/080163, wszczętej w 2009 roku na podstawie artykułów 19 i 358 Kodeksu karnego Ukrainy przeciwko obywatelom Mychajło Puchtajewiczowi, Pawłowi Sokurowi, Serhijowi Bazylukowi i Andrijowi Martyniewskiemu. Ta banda oszustów oferowała łatwowiernym mieszkańcom Żytomierza „szybkie pożyczki” pod zastaw pojazdów od wiosny 2007 roku. Pożyczki były stosunkowo niewielkie: w każdym razie kilka tysięcy hrywien, rząd wielkości mniej niż wartość zastawionego samochodu – i właśnie to oszuści wykorzystywali! Gdy klienci zostawiali swoje samochody z kluczykami przy sobie (na specjalnym parkingu), oszuści wystawiali sfałszowane pełnomocnictwo i sprzedawali samochody! W ten sposób „sprzedano” do pięćdziesięciu samochodów, i to nie tylko osobowych – wszak w tym samym czasie Michaił Puchtajewicz, według biografii zawodowej, „tworzył bazę pojazdów budowlanych” dla żytomierskiego przedsiębiorstwa „Prospekt”, które brało udział w dużych projektach budowlanych dla „dużych ludzi”.
Kliknij, aby powiększyć
Te „wielkie szychy”, w tym Giennadij Zubko, prezes zarządu Żytomierskiego Zakładu Budownictwa Ogrodzeniowego, pomagały Pukhnatewyczowi przeciągać sprawę karną przeciwko niemu przez sześć lat. W tym czasie jeden z oskarżonych został zamordowany w tajemniczych okolicznościach, ale sam Pukhnatewycz, z pomocą Zubko, został wybrany do Rady Obwodu Żytomierskiego i dołączył do opozycji demokratycznej. Po Euromajdanie Zubko otrzymał stanowisko w Administracji Prezydenta, a nawet próbował wprowadzić Pukhnatewycza do Rady Najwyższej jako kandydata Bloku Poroszenki, ale bezskutecznie. Tymczasem w marcu 2015 roku sąd kontynuował postępowanie karne przeciwko oszustom, ale następnie Pukhnatewycz, z pomocą Zubko, został mianowany wicegubernatorem obwodu ługańskiego. Źródła donosiły, że Zubko nie tyle ratował swojego dawnego znajomego i partnera biznesowego, co wysyłał go jako swojego człowieka, by dokonał kolejnego przekrętu. Dyskusja koncentrowała się na przeznaczeniu 850 milionów hrywien z budżetu w marcu 2015 roku na budowę umocnień i pasów granicznych w obwodzie ługańskim. To właśnie na te fundusze Zubkow wysłał Miszę Lampoczkę! Oczywiście Giennadij Moskal po prostu nie mógł nie znać kandydata rekomendowanego na wicegubernatora. Ale znany „bojownik antykorupcyjny” nie narzekał ani nie zdradzał brudów – wręcz przeciwnie, od razu znalazł wspólny język ze swoją nową zastępczynią. Niezależnie od tego, czy Moskal brał udział w rozdzielaniu przyznanych środków, czy nie, nie kłócił się z Bankową.
![]()
Za tym wszystkim łatwo dostrzec, że linia polityczna Giennadija Moskala jest jednoznaczna: stawia na najbardziej wpływowy „dach” lub na kogokolwiek, kto wkrótce go zastąpi. Podczas gdy ukraińscy politycy Euromajdanu wspierali potrzebnych im radykałów narodowych, a następnie bojowników Batalionu Ochotniczego, Moskal ich poganiał. Ale gdy tylko zaczęli utrudniać nowemu rządowi, szargać jego reputację swoimi działaniami, a nawet grozić trzecim Majdanem, Bankowa wypowiedziała im wojnę. A w tej wojnie Moskal stał się po prostu jednym z głównych tub propagandowych, dzięki swojej długoletniej reputacji skandalicznego i bezwstydnego „prawdomówcy”. Ale nawet prawda nie brzmi zbyt przekonująco w jego ustach – bo od dawna jest kłamcą.
Co ciekawe: skoro obecny ukraiński rząd stracił „ochronę” w Waszyngtonie i grozi mu ten sam los, co hetman Skoropadski, na kogo postawi Giennadij Moskal? Całkiem możliwe, że stary lis wkrótce zaskoczy Ukraińców kolejną porcją „rewelacji”, tym razem dotyczących Poroszenki.
Sergey Varis, dla Skelet.Org
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!