Fedor Szpyg to wybitny ukraiński mleczarz i bankier. Zbudował od podstaw dwa banki, sprzedał je za zawrotną cenę zagranicznym inwestorom i zainwestował w przepływ mleka. Nie trzeba dodawać, że Szpyg żyje teraz w luksusie – posiada drogie samochody, najpopularniejsze w kraju marki mleczarskie (Jagotyńskie, Sławija i Mołoczny Szlach), a także otwiera terminale zbożowe i kina.
Jak zarobić pieniądze z powietrza i skorzystać z fali mlecznej, mówi Szkielet.Org.
Fiodor Szpig. Lenin nas wychował.
Fedir Iwanowicz Szpig urodził się 30 stycznia 1956 roku we wsi Kobyżcza w obwodzie czernihowskim, na Bukowinie. Przyszły potentat mleczarski pochodził z ubogiej rodziny. Jego ojciec, Iwan Filipowicz Szpig, pracował na kolei, a matka, Maria Grigoriewna Litwin, pracowała w kołchozie. W swoich rzadkich wywiadach Szpig zdradzał, że w dzieciństwie był zapalonym piłkarzem. Grał w lokalnej drużynie, a nawet jeździł z nią na największe ogólnozwiązkowe rozgrywki piłkarskie „Leather Ball”. Warto zauważyć, że rozgrywki te zakończyły się w 1986 roku. Gdy tylko Fedir Iwanowicz został członkiem parlamentu, w 1998 roku z jego udziałem utworzono amatorską ligę ogólnoukraińskiego klubu „Leather Ball”.
W 1976 roku Szpig ukończył szkołę średnią, uzyskując dyplom inżyniera projektowania w Kijowskiej Szkole Budowy Okrętów. Natychmiast został powołany do wojska i przez dwa lata służył ojczyźnie. Po powrocie do domu znalazł swoją pierwszą pracę w Centralnym Biurze Projektowym Leninskaja Kuźnica. Po zaledwie roku pracy w tym biurze przeniósł się do stowarzyszenia Browarymebel jako inżynier konstruktor.
Na początku lat 80. młody i obiecujący projektant piął się po szczeblach partyjnej kariery, gorliwie propagując idee leninowskie. W 1982 roku został przewodniczącym Komitetu Centralnego Leninowskiego Związku Młodych Komunistów (ŁKSMU). Podczas swojej pracy w Komsomole Fiodor Iwanowicz miał dwa brzemienne w skutki spotkania – ze swoim obecnym partnerem biznesowym. Aleksander Derkacz, który od 1982 r. pełnił funkcję pierwszego sekretarza kijowskiego obwodowego komitetu komsomołu, a także Piotr Mirosznikow, szef oddziału Republikańskiej Kwatery Głównej Brygad Studenckich, przyszły założyciel „ruchu bankowego” niepodległej Ukrainy.
Mężczyźni od czasu do czasu się spotykali, ale nie mieli ze sobą wiele wspólnego. Jednak, jak pokazały późniejsze wydarzenia, wszyscy czekali na upadek ZSRR, by założyć własne firmy i z niczego się wzbogacić. Ale o tym później.
Zanim dołączył do systemu bankowego, członek partii Szpig uzyskał dyplom z ekonomii w Kijowskim Instytucie Gospodarki Narodowej. Później obronił rozprawę doktorską pt. „Zarządzanie bankiem komercyjnym”.
Jak prano „imprezowe złoto”
W 1989 roku Rada Najwyższa ZSRR rozważała likwidację Banku Państwowego ZSRR. Dzień później wiceprezes Banku Państwowego podpisał rezolucję o zamknięciu instytucji finansowej. Tymczasem przebiegli urzędnicy partyjni „zaprzyjaźnili się” z moskiewskim biznesmenem Władimirem Winogradowem, który wówczas był szefem Inkombanku. Marksiści-leniniści, bez namysłu, zasugerowali Winogradowowi utworzenie oddziału rosyjskiego banku w Kijowie. W ten sposób na Ukrainie powstał Innowacyjny Bank Handlowy Inkombank. Pierwszym bankiem niepaństwowym kierował były funkcjonariusz Komsomołu Piotr Mirosznikow.
Po pewnym czasie ukraiński oddział podjął decyzję o wydzieleniu. Stało się to zaskakująco bezboleśnie: Inkombank otrzymał udziały w nowo powstałym Inko, a Mirosznikow i Winogradow pozostali przyjaciółmi. Pytanie wisiało w powietrzu: skąd zwykły komsomoł weźmie pieniądze na otwarcie własnego banku? Oficjalnie udziałowcy nowego banku (zakłady Wulkan, stowarzyszenie Rotor, zakłady koparek Atek, Azowstal, Akademia Nauk Ukrainy i gazeta Niezawisimost) wnieśli wkład do kapitału zakładowego; sam Mirosznikow posiadał jedynie 3%. Nieoficjalnie, jak się później okazało, Szkielet.OrgPieniądze te przekazali wysocy rangą urzędnicy Komitetu Centralnego KPZR. Było to tzw. „partyjne złoto”, którego poszukiwano długo, zarówno za granicą, jak i w całym Związku Radzieckim.
Oficjalnie Inko mieściło się przy ulicy Niżniejurkowskiej 81 w Kijowie, ale w rzeczywistości zajmowało dwa lub trzy pokoje w budynku Państwowego Komitetu Statystyki. Na drzwiach wejściowych wisiała kartka z nazwą instytucji finansowej. Pierwszy pokój służył jako garderoba i toaleta z krzesłami na ubrania, drugi natomiast zajmowali pracownicy. Byli oni dalecy od postępowych moskiewskich bankierów. Zdradzał ich komsomolski styl – czarne garnitury z dopasowanymi marynarkami i zwężanymi spodniami. Adres urzędników bankowych również był zagadkowy: „Z kim rozmawiacie, towarzyszu?”. Tajemnica transakcji handlowej była również zdumiewająca: urzędnik sprawdzał dowód wpłaty, robił adnotację, a następnie po prostu go podstemplował. Piotr Mirosznikow zaprosił „tego samego” Fiedię do pracy w tej podejrzanej firmie, która później stała się ogromną bańką spekulacyjną. W 1991 roku Fiodor Szpig został kluczową postacią w centrali banku – szefem departamentu zasobów kredytowych. Mówiąc wprost, osobiście udzielał pożyczek. Pieniądze od Fiodora Iwanowicza trafiały do kilku firm-krzaków. Według informacji Szkielet.OrgPo otrzymaniu pierwszej (!) pożyczki, Szpig kupił sobie nowiutkiego WAZ-a 2106 (dla obywatela ZSRR było to jak zakup dzisiejszego Porsche), a jakiś czas później wyremontował swoje mieszkanie w Peczersku, przy bulwarze Lesi Ukrainki 9V, do luksusowego standardu. Później bankier nabywał kolejne samochody, luksusową daczę, a nawet własny bank, Awal. Potajemnie gromadził dochody z pożyczek i łapówek.
Okres szybkiego rozwoju „Inco” zbiegł się z prezydenturą Leonid KrawczukGdy faworyzowano powiązania z Komsomołem, a konkurencja nie istniała, bankowi pozwolono nawet obsługiwać wpływowe agencje rządowe i regularnie „karmiono” go preferencyjnymi pożyczkami z Banku Narodowego. Na przykład w 1992 roku Inko miało 17 oddziałów, ale do 1994 roku liczba ta wzrosła do prawie 60. Co zaskakujące, kapitał zakładowy banku wynosił miliardy karbowańców. Dla osoby z okresu postsowieckiego były to góry pieniędzy, a w przeliczeniu na dolary – w zasadzie tyle, ile wynosiła gotówka w przeciętnym kantorze w odległym europejskim mieście. Najbardziej zdumiewające było jednak to, że ludzie ufali Inko, które bezmyślnie pożyczało pieniądze każdemu, kto ich potrzebował, bez żadnych ograniczeń. Być może ufali wszechmocnej KPZR, której „śmierci” nie traktowali poważnie. Wielu byłych działaczy partyjnych również przelewało pieniądze do tej instytucji finansowej, wykonując polecenia z góry.
Fiodor Szpig. Puszki na taśmie.
"Aval". Fiodor Szpig nie mógł długo pozostawać w cieniu. Zwłaszcza że dysponował sporą sumą pieniędzy od klientów zwolnionych z opłat. I wtedy szczęście się uśmiechnęło. W 1992 roku Piotr Mirosznikow rozpoczął prace nad dużym projektem przeniesienia kont Funduszu Emerytalnego do własnego banku. W pewnym momencie w tym celu utworzono odrębną instytucję – Awal. Początkowo 90% udziałów w nowej strukturze należało do Inko, a pozostała część do Funduszu Emerytalnego. Mirosznikow przekazał stery Awalu Fiodorowi Iwanowiczowi. Następnie odkupił udziały i przekazał część pieniędzy Inko swojemu bankowi.
Szpig zatrudnił człowieka ze swojej przeszłości, Ołeksandra Derkacza, i mianował go prezesem zarządu. Instytucja finansowa przystąpiła do Związku Banków Ukraińskich, ale borykała się z problemami. Dwa lata później Fiodor Iwanowicz podjął decyzję o radykalnej restrukturyzacji i utworzył bank pocztowo-emerytalny „Awal”. Do zadań banku należała „kopalnia złota” – obsługa Funduszu Emerytalnego i Poczty Ukraińskiej, a wkrótce także Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Urzędu Celnego. Otworzyło to drogę do ogromnych źródeł finansowania. Miliardy hrywien zaczęły przepływać przez konta banku, a w latach 90. udzielano pożyczek z tych środków, generując bajeczne zyski – oprocentowanie kredytów często przekraczało 50-60% rocznie. Kapitał zakładowy Awalu wzrósł do rekordowych 5 miliardów rubli. Nasuwa się logiczne pytanie: dlaczego urzędnicy „wyciągnęli” przeciętny bank Fiodora Szpiga na tak wyżyny? Według oficjalnej wersji, w latach 90. nie istniały żadne inne instytucje finansowe poza Aval, które mogłyby obsługiwać duże przedsiębiorstwa i „wysysać” pieniądze. Istnieje jednak druga wersja. Według informacji Szkielet.OrgSzpiga otrzymał pomoc od znanego skorumpowanego urzędnika Pawło Łazarenki. Istnieją dokumenty podpisane osobiście przez premiera Łazarenkę, nakazujące przedsiębiorstwom państwowym przejście do Banku Awal. Co ciekawe, po ucieczce Łazarenki z kraju, sytuacja banku zaczęła się poprawiać.
Reputacja firmy Aval rozprzestrzeniła się w ciągu kilku miesięcy – wysokie pensje, premie, pomoc finansowa, pakiety wakacyjne – ale praca w terenie była mordercza – pozyskiwanie klientów i negocjowanie kontraktów. Mimo to firma przyciągnęła najlepszych menedżerów w regionie: w 1994 roku Jakow Smolij, obecny pełniący obowiązki prezesa Banku Narodowego; w 1995 roku był nim Andrij Rożok, który piastował stanowisko prezesa zarządu PJSC Prominvestbank; a w 2001 roku był nim Arsenij Jaceniuk, były premier Ukrainy. Nawiasem mówiąc, Arsenij Pietrowicz zawdzięcza swoją karierę wyłącznie Szpihowi, który pomógł mu osiągnąć sławę.
Podczas kryzysu finansowego pod koniec lat 90. Shpig i Derkach nie tylko utrzymali Aval na powierzchni, ale także wynieśli go na pozycję lidera. W 1999 roku bank zajął drugie miejsce w kategorii „Bank, w którym można dokonać wpłaty”. Warto zauważyć, że instytucja nie zatrudniała przeszkolonych finansistów ani kadry zarządzającej; wszystkie operacje były przeprowadzane chaotycznie.
W 2004 roku, po pomarańczowej rewolucji, w kraju wybuchł kryzys. Ukraińcy rzucili się do wycofywania pieniędzy z banków. Aval Bank również ucierpiał z powodu nalotów. W ciągu kilku tygodni utracono jedną ósmą wszystkich depozytów. Wtedy z pomocą przyszedł Bank Narodowy, udzielając pożyczki stabilizacyjnej. Szpyg został uratowany przed upadkiem, ale wyciągnął wnioski. Rok później wraz ze swoim wspólnikiem Derkachiem sprzedali Aval Bank. Transakcję tę można bez przesady nazwać transakcją stulecia. Przyjaciele Komsomołu otrzymali za nią rekordową wówczas kwotę 1,028 miliarda dolarów – około 3,7-krotność kapitału instytucji finansowej. O tę lukratywną nagrodę rywalizowały dwie austriackie grupy, Raiffeisen International i Erste Group. Ta druga zaoferowała 950 miliardów dolarów. Konkurenci czekali cały dzień na odpowiedź – ostatecznie zaoferowali 1 miliard dolarów za bank i 28 milionów dolarów za centrum przetwarzania danych. W ten sposób Raiffeisen International nabył wszelkie prawa do Aval.
Skąd wziął się nabywca i dlaczego Austriacy byli zainteresowani Avalem? Prawda jest taka, że Grupa Raiffeisen chciała wejść do czołówki europejskich finansów, ale brakowało jej potencjału. Menedżerowie opracowali więc plan: wykupić banki i otworzyć własne oddziały. Wybór padł na instytucję finansową Szpiha. Austriacy zaoferowali Fiodorowi Iwanowiczowi szansę na zakup swojego pomysłu, ale ten odmówił, kierując się zasadą „nigdy nie akceptuj pierwszej oferty”. Raiffeisen jednak nie wycofał się i zaskoczył go ofertą 550 milionów dolarów. Po usłyszeniu ceny Szpih zaakceptował ją, ale przebiegle zwrócił się do doradców – butiku inwestycyjnego FinPoint i amerykańskiego banku Merrill Lynch. „Wilki z Wall Street” obmyśliły genialny plan: postawiły naprzeciw siebie dwóch odwiecznych rywali, Erste Group i Raiffeisen. Austriackie grupy prześcigały się w oferowaniu pieniędzy Szpihowi, a on jedynie kalkulował, ile pieniędzy trafi do jego kieszeni.
"Prestiż"Fedor Szpig i Ołeksandr Derkacz nie mogli cieszyć się i wydawać miliardów; pociągały ich banki, które jeszcze nie istniały. Niecałe sześć miesięcy po błyskawicznej sprzedaży Avalu Grupie Raiffeisen, wspólnicy zarejestrowali nową instytucję finansową, Prestige. Zainwestowali w nią praktycznie wszystkie swoje zyski. Kapitał zakładowy przekroczył 300 milionów hrywien.
Według założycieli, Prestige koncentrował się na dużych klientach prywatnych. Obsługiwał ich aktywa. Stało się to zupełnie nowym kierunkiem w ukraińskim sektorze bankowym. Nic dziwnego, że wiele firm zaczęło korzystać z usług Prestige. W maju 2006 roku, po sześciu miesiącach działalności, bank wszedł do dwudziestki wiodących instytucji finansowych, według danych Stowarzyszenia Banków Ukrainy. U szczytu swojej działalności finansowej, Szpig postanowił go sprzedać. Natychmiast znalazł klienta: austriacką grupę bankową Erste. Tak, tę samą, której nie udało się przejąć Banku Aval od konkurencji. Początkowo Austriacy ogłosili, że przejmą jedynie 50,5% akcji Prestige za 35,3 miliona dolarów, ale kilka miesięcy później odkupili pozostałe akcje za 104 miliony dolarów. Trzykrotnie wyższą cenę. Oczywiście, przedstawiciele Erste zawarli porozumienie z ich przyjaciółmi z „Komsomołu” w sprawie stworzenia nowej struktury finansowej. Austriacy chcieli wejść na rynek ukraiński, a do kogo innego mogli się zwrócić niż do Szpiga i Derkacza, którzy jak szaleni produkowali prosperujące banki? Program „Prestige” prawdopodobnie powstał podczas negocjacji sprzedaży Avalu. W rezultacie Erste przejął nie tylko firmę, ale i licencję. To zupełnie nowy poziom pieniędzy: Szpig i Derkacz otrzymali łapówkę w ramach programu „kapitał plus premia za pracę”. To ponad 60 milionów dolarów.
Co ciekawe, Austriacy wiedzieli, z kim mają do czynienia i postanowili postawić na bezpieczeństwo, żądając od przedsiębiorców podpisania dokumentu, w którym zobowiązali się nie zakładać banków przez trzy lata.
Arina Dmitrieva, dla Skelet.Org
KONTYNUACJA: Fedor Szpig. Ten sam Fedya – ukraiński geniusz bankowości i król mleczarstwa. CZĘŚĆ 2
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!