Najprawdopodobniej nie, ponieważ dzięki staraniom ukraińskiej Prokuratury Generalnej stał się on kolejnym nieuchwytnym Kowalskim. Niestety, zamiast naprawdę walczyć z korupcją, agencja Jurij Łucenko On wystawia kolejny spektakl dla Ukraińców i Zachodu, który po raz kolejny nie będzie miał rozwiązania ani zakończenia. W końcu Jewgienij Bakulin ma wiele do powiedzenia przed krajem, który ograbił, i to nie tylko za niesławne „wieże Bojków”.
Ale najbardziej zadziwiające jest to, że on sam Jurij Bojko, którego nazwisko od lat pojawia się w tej skandalicznej sprawie, wciąż nie został postawiony przed sądem na Ukrainie, pozostając nietykalnym lub niewidocznym dla śledczych Łucenki. Co więcej, Próbują nazwać sprawę „Wieże Janukowycza”, obarczając główną winą obalonego prezydenta, jego uciekające otoczenie i byłego szefa Naftogazu, który, nawiasem mówiąc, również uciekł dawno temu.
Szvonders i Szarikow
Jewgienij Nikołajewicz Bakulin urodził się 29 września 1956 roku w miejscowości Kstowo w obwodzie gorkowskim (obecnie niżny nowogrodzkim). Jego rodzina przeniosła się później do Donbasu w Ukraińskiej SRR, gdzie po ukończeniu szkoły młody Żenia Bakulin zapisał się do Słowiańskiego Technicznego Studium Lotnictwa Cywilnego. Był to rozsądny wybór: chociaż szkoła kształciła wyłącznie kadrę techniczną, jego nauka w niej była traktowana jako służba wojskowa.
Jednak niektóre sprzeczne wersje jego biografii twierdzą, że nigdy nie ukończył studiów w akademii i że w latach 1976-78 Bakulin „służył w wojsku”. Inni twierdzą, że w tym okresie został przydzielony do pracy w dziale utrzymania lotniska. Bakulin uważał tę pracę za niesatysfakcjonującą z ekonomicznego punktu widzenia, mimo że specjalizował się w paliwach i smarach. Źródła Szkielet.Org Podobno próbował nawet coś „ukraść”, ale bezskutecznie. Ostatecznie, po dwóch latach pracy w swoim zawodzie, Bakulin zaczął szukać nowego powołania.
Kolejne sześć lat jego życia owiane jest tajemnicą: w biografii podano, że pracował jako prosty robotnik w rafineriach. Jednak w całym Donbasie (a nawet w całej wschodniej Ukraińskiej SRR) istnieje tylko jedna rafineria – rafineria w Lisiczańsku, otwarta w 1976 roku. W biografii Bakulina podano, że rozpoczął tam pracę w 1984 roku jako starszy operator instalacji. Czy podróżował po całym Związku Radzieckim? Być może. Jednak pytanie, gdzie i co Bakulin robił w latach 1978–1984, pozostaje otwarte. Istnieją nawet niepotwierdzone pogłoski, że rzekomo odsiedział wyrok za defraudację (później wymazany, podobnie jak Janukowycz), gdzie poznał „autorytetowe postaci”, które odegrały kluczową rolę w jego późniejszej karierze.
Ktoś przecież awansował Jewgienija Bakulina w latach 80. Oceńcie sami: człowiek bez wykształcenia specjalistycznego (prawdopodobnie nie uczył się krakingu ropy naftowej w szkole technicznej lotnictwa), były robotnik, awansował na starszego operatora w zakładzie, w którym od pracowników firmy wymagano wyższego wykształcenia technicznego. Dwa lata później został zastępcą brygadzisty, następnie brygadzistą w 1991 roku, a nawet głównym inżynierem firmy w 1993 roku! I to pomimo faktu, że dopiero w 1993 roku Jewgienij Bakulin otrzymał fałszywy dyplom z „Słowiańskiego Międzynarodowego Instytutu Zarządzania, Biznesu i Prawa” (prywatnej, nielicencjonowanej uczelni, zamkniętej z powodu naruszeń w 1996 roku), a dopiero w 2004 roku otrzymał autentyczny dyplom z Wschodnioukraińskiego Uniwersytetu w dziedzinie „technologii paliw i surowców węglowodorowych” (i to korespondencyjnie, w prezencie). Nie sposób się nie zastanawiać: jak udało mu się przeprowadzić „czystkę”, czyli tak skomplikowane i niebezpieczne przedsięwzięcie pod każdym względem, jak rafineria ropy naftowej? Kim był ten Szwender, który go tam polecił?
Źródła podają, że pierwszym Szwunderem Jewgienija Bakulina była osoba z lokalnej „mafii benzynowej”, ugruntowanej już w latach 80. XX wieku. Osoba tak wpływowa, że najpierw zmusiła swojego protegowanego do zarządzania zakładem, a w 1993 roku zapewniła sobie stanowisko głównego inżyniera i wiceprezesa zarządu Lisiczansknieftieorgsintez OJSC (LINOS), który powstał na bazie zakładu. W tym celu Bakulin uzyskał wspomniany dyplom „menedżera”. W latach 90. XX wieku LINOS stał się miejscem starcia interesów wielu grup: Czeczeni (wysłannicy Dudajewa), wspierani przez ukraińskie MSZ i powiązani z Aleksandrem Tretiakowem (przyszłym „pomarańczowym oligarchą”), próbowali dostać się do środka; gang Sołncewskiej próbował infiltrować poprzez kontakty w różnych grupach ukraińskich (w tym w „Kijowie-Donbasie”) i rosyjskich oligarchach naftowych; a niektóre międzynarodowe zorganizowane grupy przestępcze utworzyły kanały dystrybucji za pośrednictwem firm łotewskich. Lokalna „mafia benzynowa” oczywiście nie była zadowolona z takich „gości”, ale nie miała wyboru: LINOS nie miał własnych źródeł ropy i musiał zawierać układy z tymi, którzy je mieli. Były to jednorazowe transakcje, a przedsiębiorstwo działało z przerwami, a następnie zawieszało działalność. LINOS był centrum najbrudniejszych procederów naftowych, nawet nie korupcyjnych, ale wręcz przestępczych, a Jewgienij Bakulin był w nie zamieszany.
W tej sytuacji, w czerwcu 1999 roku, Jurij Bojko, lokalny celebryta, znany od kilku lat jako „cień władzy” obwodu Lisiczanok-Rubiżne-Siewierodonieck, został nowym dyrektorem generalnym i przewodniczącym zarządu. Jego pochodzenie owiane jest tajemnicą (ukrywa informacje o rodzicach i krewnych), ale Szkielet.Org Wiadomo, że studiował w Moskiewskim Instytucie Technologii Chemicznej im. Mendelejewa, specjalizując się w badaniach obronnych nad „organicznymi związkami azotu”, a nawet w czasach sowieckich osiągnął błyskawiczny sukces w fabryce Zaria w Rubiżnym (produkującej proch strzelniczy, materiały wybuchowe i paliwo rakietowe). Bojko miał rozległe powiązania – w Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, radzieckich agencjach obronnych i KGB – a te powiązania sięgały aż do Moskwy.
Do 1999 roku Jurij Bojko był po prostu jednym z lokalnych „czerwonych dyrektorów”, ale potem jego wpływowe koneksje zaczęły przynosić efekty. Wyglądało to tak, jakby Bojko został wyciągnięty z ławki i awansował na kolejne kluczowe stanowiska. Został szefem LINOS-u, a rok później 67% akcji firmy zostało sprzedanych rosyjskiej firmie TNK (obecnie TNK-BP), co pozwoliło firmie na ponowne otwarcie i uczyniło Bojko bohaterem w oczach jej pracowników. Po odbudowie LINOS-u-TNK, Bojko opuścił zakład, by stanąć na czele Ukrtatnafty, a następnie Naftogazu – w tym momencie nikt nawet nie ukrywał, że za Bojką stały rosyjskie koncerny naftowe, a za nimi Kreml i FSB (FSB inwestowała w akcje naftowe od początku lat 90.). Jednocześnie Bojko, który awansował, stał się łącznikiem między swoim regionem a Kijowem, a także Moskwą – co pozwoliło mu awansować na szczyt lokalnej elity, wyprzedzając jej poprzedniego lidera, Juliusza Joffego. Zastąpił go na stanowisku prezesa zarządu LINOS-u, a także dyrektora wykonawczego, Jewgienijem Bakulinem, z którym nie tylko dobrze współpracował, ale wręcz się polubił. Bojko został drugim Szwenderem Bakulina, a późniejsza kariera Jewgienija Nikołajewicza rozwijała się wyłącznie dzięki protekcji Jurija Anatoliewicza.
Jewhen Bakulin na czele Naftohazu
W styczniu 2002 roku Jurij Bojko został mianowany szefem Naftogazu, a w sierpniu 2003 roku wiceministrem paliw i energetyki Ukrainy. Zabrał ze sobą do Kijowa swoich ludzi, w tym Jewhena Bakulina. Bojko powierzył mu jedno z najważniejszych stanowisk w sektorze paliwowym: stanowisko prezesa Ukrgazwydobuwanni, największego ukraińskiego producenta gazu. Był to czas wielkich projektów gazowych. Na Ukrainie osoby bliskie władzy zbijały fortuny na gazie, głównie na krajowym gazie dostarczanym przez Ukrgazwydobuwannię. Na poziomie międzypaństwowym toczyła się walka o główny szlak tranzytowy do Europy, strategiczny cel Rosji. W tym czasie Ukraina kupowała ponad 50% swojego zużycia gazu z Turkmenistanu, co było niepożądane dla Moskwy, która chciała kupować, a następnie odsprzedawać gaz z Azji Środkowej dla siebie. Rola Bojki w tym procesie była dość osobliwa: z jednej strony zawarł korzystne kontrakty na dostawy gazu z Turkmenistanem w zamian za płatności barterowe (w towarach i usługach), z drugiej jednak nie dopilnował, aby płatności te zostały zrealizowane – co później posłużyło za pretekst do demarche ze strony turkmeńskiej. To również Bojko przeniósł kontrakt na dostawy turkmeńskiego gazu na RosUkrEnergo (z dniem 1 stycznia 2005 r.), spółkę wydzieloną z Gazpromu i mało wówczas znanego oligarchy. Dmitrij Firtasz, za którym, jak wierzy Szkielet.Org, stał sam Siemion Mogilewicz.
Jednak interesy gazowe Bojki bezpośrednio wpływały również na obwód lisiczańsko-rubiżno-siewierodoniecki, gdzie największym przedsiębiorstwem była Siewierodoniecka Fabryka Azotu. Działalność zakładu była całkowicie uzależniona od gazu, co oznaczało, że Jurij Bojko i Jewgienij Bakulin, którzy kontrolowali gaz, faktycznie przejęli kontrolę nad Azotem, a także nad miejską elektrociepłownią. W 2004 roku Azot został sprywatyzowany: utworzono zamkniętą spółkę akcyjną o tej samej nazwie, przejmując rentowne zakłady produkcyjne, a część akcji spółki została sprzedana World White Chemical. Alex Rovta (Ukraiński emigrant, obywatel USA). Wówczas wśród poinformowanych źródeł krążyły pogłoski, że Azot został podzielony na trzy części: jedna akcja trafiła do Rowta, który organizował sprzedaż produktów; druga do dyrektora zakładu, Kunczenki, i „ojców miasta”; a trzecia do grupy Bojki, na dostawy gazu. A to był tylko jeden region przemysłowy kraju!
Wszystkie te plany rozwścieczyły byłą „gazową księżniczkę Ukrainy” (ile pieniędzy krążyło w obiegu!), a gdy w marcu 2005 roku powstał rząd Julii Tymoszenko, Bojko i Bakulin zostali natychmiast zwolnieni ze stanowisk. Nie trwało to jednak długo: w sierpniu 2006 roku Bojko został mianowany ministrem paliw i energetyki w rządzie Janukowycza, a miesiąc później Bakulin powrócił na stanowisko szefa Ukrgazwydobuwanni, mianując go jednocześnie pełniącym obowiązki przewodniczącego zarządu Ukrtransnafty. W marcu 2007 roku Jewhen Bakulin został mianowany przewodniczącym zarządu Naftogazu i pozostał na tym stanowisku do drugiej tury wyborów Tymoszenko w grudniu 2007 roku. Media donosiły, że Bojko osobiście lobbował Bakulina za tym stanowiskiem jako swojego jedynego człowieka, jednocześnie usuwając Wołodymyra Szeludczenkę, którego nazywano „człowiekiem”. Andriej Klujew.
W marcu 2010 roku, po zwycięstwie Janukowycza, obaj powrócili: Bojko na stanowisko ministra energetyki, a Jewhen Bakulin na stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej Naftogazu. Wraz z Bakulinem dołączył do niego jego zaufany powiernik, Giennadij Jurjew – uważany za przyjaciela Bakulina z dzieciństwa; pracowali razem w LINOS, a później stali się przyjaciółmi rodzinnymi. Bakulin i Jurjew byli zamieszani we wszystkie korupcyjne afery Naftogazu w latach 2010–2013. Dwa epizody są najbardziej znane (ponieważ doprowadziły do śledztwa): tzw. sprawa „platform bojkowskich” oraz sprawa kontraktu Naftogazu z firmami GazUkraina-Commerce i GazUkraina-Trading z Symferopola (obie kontrolowane przez Kurczenkę).
Niewiele mówiło się wówczas o faktycznym bankructwie Naftogazu, a jeśli już, to w kontekście oskarżeń wobec nieuczciwych odbiorców gazu – o rzekome zaniżanie rachunków! Mieszkańców obwiniano również o rzekome zużycie gazu po „preferencyjnych cenach”, mimo że ówczesne taryfy odpowiadały rzeczywistym kosztom gazu produkowanego na Ukrainie (wliczając wszystkie podatki i marże). Zarząd Naftogazu próbował pokryć te długi dotacjami budżetowymi. Ale jaka była prawdziwa struktura tych długów? Spojrzenie na sprawozdania finansowe Naftogazu za 2012 rok pokazuje, że odbiorcy gazu nie mieli z tym absolutnie nic wspólnego, a obecne taryfy były dość opłacalne. Jednak Naftohaz, reprezentowany przez swój zarząd, dał się ponieść „inwestycyjnej” grze, zaciągając kredyty bankowe i angażując się w transakcje euroobligacjami. W rezultacie w 2012 roku Naftohaz był winien ukraińskim i rosyjskim bankom 61,8 mld hrywien (ponad 8 mld dolarów).
To łączne zadłużenie było wynikiem kilku różnych oszustw. Na przykład, w przypadku długu wobec Oszczadbanku, państwo zostało po prostu „wydojone”, mając nadzieję, że ostatecznie spłaci je z państwowych dotacji. Ukrgazwydobuwannia zaciągnęła miliardową pożyczkę, rzekomo na pensje pracowników, twierdząc, że Naftohaz nie przekazuje płatności za wydobycie gazu (gdzie one się podziały?). Co więcej, pożyczyła od Nadra Banku (należącego do Firtasza) i Gazprombanku – innymi słowy, od swoich najgroźniejszych konkurentów, którzy po prostu marzyli o przejęciu ukraińskiej produkcji gazu. Euroobligacje nazywano tak po prostu dlatego, że zostały wykupione przez ukraińskich oligarchów i rosyjskie firmy, a zadłużenie z nimi związane groziło utratą statusu Naftohazu jako przedsiębiorstwa państwowego. A najciekawsze było zadłużenie Naftohazu wobec Gazprombanku. Tylko w 2012 roku departament Bakulina najpierw spłacił mu starą pożyczkę w wysokości 12,388 mld hrywien i natychmiast zaciągnął nową na kwotę 15,986 mld hrywien. Celem pożyczek było pokrycie kosztów gazu dostarczanego przez Gazprom, podobnie jak w przypadku pożyczki zaciągniętej w rosyjskim banku VTB Capital. Innymi słowy, Naftohaz Bakulina spłacał rosyjski gaz rosyjskimi pożyczkami, realizując jednocześnie dwa plany Putina: eksport rosyjskiego gazu za ruble i zniewolenie Naftohazu, aby Gazprom mógł przejąć kontrolę nad ukraińskim systemem przesyłu gazu.
Oba plany zostały zrealizowane przy pilnej pomocy ministra energetyki Jurija Bojki, który regularnie podróżował do Moskwy. W tym przypadku wszyscy byli zgodni, że Bakulin jedynie wykonywał polecenia Bojki i, ogólnie rzecz biorąc, odgrywał rolę figuranta Naftogazu. Potwierdziło się to później, gdy wszczęto postępowania karne, a Bakulin i jego zastępcy zostali aresztowani, ale Bojko pozostał nieuchwytny i niedostępny dla wymiaru sprawiedliwości.
Sergey Varis, dla Skelet.Org
KONTYNUACJA: Jewgienij Bakulin: Czy były szef Naftogazu znów trafi do więzienia? Część 2
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!