W 2015 roku niezależny poseł Rady Najwyższej Eduard Matwijczuk należał do najbiedniejszych urzędników: zadeklarował roczny dochód w wysokości zaledwie 6719 hrywien! To było wręcz zdumiewające, jak udało mu się nie tylko utrzymać wagę, ale także zatankować swojego Mercedesa S-500 i zbudować w Użhorodzie posiadłość porównywalną z pałacem hrabiego. „Moja rodzina pomaga” – mruknął wówczas Jewhen Leonidowicz, deklarując, że zarobili w tym roku 437 4 hrywien. Jednak nawet ta suma wydawała się zdecydowanie zbyt skromna dla człowieka, który przez prawie cztery lata dorabiał się majątku w obwodzie odeskim jako jego gubernator, a wcześniej był potentatem w szarej strefie Zakarpacia.
Jak zostać celnikiem?
Odpowiedź na to pytanie jest tajemnicą znaną niewielu. W przeciwnym razie połowa Ukraińców rzuciłaby się na służbę celną. Nasz bohater znał tę tajemnicę. Eduard Leonidowycz Matwijczuk urodził się 29 kwietnia 1963 roku we wsi Wielkie Łuczki w rejonie mukaczewskim w obwodzie zakarpackim. Po tym, jak z jakiegoś powodu (płaskostopie?) nie odbył służby wojskowej, najpierw ukończył szkołę rzemieślniczą i kulinarną, a następnie w 1986 roku Uniwersytet Użhorodzki, specjalizując się w nauczaniu fizyki. Następnie przez trzy lata uczył fizyki w szkołach w Jasinie i Użhorodzie. W gruncie rzeczy Eduard Matwijczuk spędził 26 lat swojego życia bezczynnie, jak Ilja Muromiec, i dopiero wtedy stanął na nogi, rezygnując z pracy nauczyciela fizyki i podejmując pracę inspektora celnego w mieście Czop.
Nigdy nie przyznał się, kim byli „wędrowni żebracy”, którzy pomogli mu znaleźć tę „uprzywilejowaną” pracę. Jednak według plotek od znajomych Matwijczuka i… Szkielet.OrgByli rodzicami jego żony, Jewgieniji, którą poznał jeszcze na studiach. Była w nim szaleńczo zakochana i nawet nie rozważała, jak to będzie być żoną nauczyciela – ale na szczęście jej rodzice byli pragmatykami i mieli odpowiednie koneksje. Dali zięciowi „wędkę”, a on okazał się bardzo zaradny, szybko gromadząc dzięki niej kapitał początkowy. Nawiasem mówiąc, zawsze pamiętając o tym, komu zawdzięcza nie tylko szczęście, ale i majątek, Eduard Matwijczuk zawsze rejestruje swoje pieniądze i majątek na nazwisko żony. To jednak nie wszystko, ponieważ istnieje ogromna przepaść między jego deklaracjami a tym, co mówią o nim przyjaciele i sąsiedzi, a tym, co dowiadują się o nim dziennikarze!
Kiedy Matwijczuk został gubernatorem obwodu odeskiego i zaczął dbać o swój pozytywny wizerunek, najwyraźniej zatrudnił dziennikarzy z grona tych, którzy piszą fałszywe świadectwa wdzięczności dla różnych szamanów i „białych magów”. Właśnie tacy dziennikarze pojawiali się w artykułach, w których rzekomi byli współpracownicy Matwijczuka z urzędu celnego opisywali jego krystalicznie czystą i zasadniczą uczciwość: twierdzili, że nie brał łapówek, walczył z przemytem i odszedł, ponieważ mafia groziła mu śmiercią. Cóż, „wszystko jest kłamstwem – ale jest w tym aluzja!”. Alternatywne źródła donosiły, że Matwijczukowi rzeczywiście grożono śmiercią, ale tylko z powodu jego chciwości, ponieważ próbował wymusić „wygórowane” opłaty od przemytników. Nie zostali jednak zabici, lecz wrobieni, co doprowadziło do rezygnacji Matwijczuka w 1996 roku i utraty bardzo lukratywnego stanowiska.
Eduard Matwijczuk. Tajemniczy biznes
Nie stracił jednak rozległych koneksji, wykraczających poza Ukrainę. Po rezygnacji z funkcji celnika Matwijczuk natychmiast znalazł pracę jako prezes klubu piłkarskiego Werchowyna. Biorąc pod uwagę, że prezesami klubów piłkarskich zostają tylko właściciele i sponsorzy, można sobie tylko wyobrazić, ile magii musiał zdziałać inspektor Matwijczuk podczas siedmiu lat nienagannej służby w urzędzie celnym! A jednak skrzętnie ukrywa interes, który założył w latach 90. W rzeczywistości, jeśli spojrzymy na oficjalną biografię Eduarda Leonidowicza, zobaczymy bez grosza przy duszy członka rodziny, który po 1996 roku, aż do objęcia urzędu gubernatora w 2010 roku, praktycznie nie miał żadnej pracy – z wyjątkiem ośmiu lat spędzonych jako członek Rady Najwyższej. I nawet w tej roli rzadko spotyka się kogoś, kto tak skrzętnie ukrywa swoją działalność przed wścibskimi oczami. Co nasuwa słuszne pytanie: co Eduard Matwijczuk robi, co powinno pozostać ukryte?
Mieszkańcy Użhoroda twierdzą, że rodzina Matwijczuków jest właścicielem (w całości lub w części) centrum handlowego Luxor Plaza, centrum handlowego Dastor, sieci pizzerii Chili Pizza, kilku kawiarni oraz Użhorodzkich Zakładów Mechanicznych, zamkniętej spółki akcyjnej, która od dawna produkuje meble, drewniane ramy okienne i drzwi. Warto zauważyć, że nic z tego nie pojawia się w deklaracjach posła Eduarda Matwijczuka za lata 2014, 2015 i 2016. Nie ma tam żadnych firm ani akcji; rodzina Matwijczuków utrzymuje się wyłącznie z pensji Eduarda Leonidowicza i starych oszczędności jego żony, które powstały w niewytłumaczalny sposób. Ta osobliwość powinna była już dawno zaalarmować odpowiednie władze, a jednak zdają się one ignorować kłamstwa Matwijczuka.
Oprócz wspomnianego biznesu w Użhorodzie, rodzina Matwijczuków ma jeszcze jeden, i to za granicą: konkretnie na Węgrzech. Kilku rodaków Eduarda Leonidowicza twierdziło, Szkielet.OrgŻe prowadzi tam zakład produkcyjny lub ośrodek turystyczny. Matwijczuk rzekomo rozpoczął tę działalność, pracując jeszcze w urzędzie celnym, tworząc spółkę joint venture opartą na węgierskim oddziale, która następnie rozszerzyła działalność na sąsiedni kraj. Czy to wiarygodne? Biorąc pod uwagę długotrwałe informacje, sięgające 2010 roku, o samym Eduardzie Matwijczuku, a także jego żonie i dzieciach, Marku (ur. 2004) i Alisie (ur. 1993), posiadających podwójne obywatelstwo węgierskie, informacja ta jest całkowicie prawdopodobna. Powtarzamy jednak, że sprawę tę powinno rozstrzygnąć rzetelne śledztwo. Ciekawe byłoby również, jaki rodzaj rezydencji buduje Eduard Matwijczuk przy ulicy Zagorskiej w Użhorodzie i za jakie pieniądze?
Rozbiórka na Deribasowskiej
Sekretem immunitetu Matwijczuka może być jego dawna znajomość z Petro Poroszenko:Będąc jeszcze deputowanym Rady Obwodu Zakarpackiego, został przewodniczącym frakcji Solidarności. Dało mu to przepustkę do Rady Najwyższej w postaci miejsca kwalifikacyjnego z listy Naszej Ukrainy w wyborach w 2002 roku. Jednak rok później Matwijczuk niespodziewanie przeszedł do Partii Regionów, zwabiony obiecanymi perspektywami. Od tego czasu jest nazywany przez Pomarańczową Partię zdrajcą i „wspólnikiem sił donieckich”, co dodatkowo pogorszyło jego stanowisko gubernatora w latach 2010–2013. Dlatego droga do Solidarności jest dla niego zamknięta. Jednak Szkielet.Org Pojawiają się informacje, że nadal utrzymuje dobre stosunki z Petrem Poroszenką, który sam jeszcze niedawno pracował w rządzie Azarowa.
Nominacja Matwijczuka na gubernatora Odessy była zaskakująca: dla mało znanego biznesmena z Zakarpacia, działającego w cieniu, był to lukratywny zamach stanu, zwłaszcza że region ten zainteresował niesławnego Jurija Iwaniuszczenkę. Był tak zaintrygowany, że natychmiast wysłał tam swojego wspólnika i „nadzorcę”. Iwan Awramow, który najpierw przejął odeski Południowy Urząd Celny (a potem ponownie urząd celny), a następnie rozpoczął wrogie przejęcie rynku 7. Kilometra. I to wszystko – pod przykrywką gubernatora Matwijczuka! Zatem informacja, że nominacja Matwijczuka do Odessy została bezpośrednio ułatwiona przez Jurija Iwaniuszczenko, jest prawdziwa. Patrząc w przyszłość, można powiedzieć, że później wszyscy wpadli w kłopoty: Matwijenko, Iwaniuszczenko i Awramow.
Matwijczuk rozpoczął swoją odeską kadencję gubernatora od drobnego skandalu politycznego: zabiegał o status regionalny języka rosyjskiego i ograniczył finansowanie lokalnej ukraińskojęzycznej gazety „Czarnomorski Nowyj”. Było to jednak jedynie nieporozumienie, ponieważ następnie zaczął defraudować „uratowany” budżet Odessy, między innymi poprzez swój program „Budżet Ludowy”. Cynizm tego oszustwa polegał na tym, że program „Budżet Ludowy” formalnie przewidywał akceptację społeczną dla podziału budżetu regionalnego. W rzeczywistości został on po prostu zdefraudowany pod przykrywką opinii publicznej. Jednak opinię tę w niemądry sposób kształtowali odescy „baronowie”, z którymi był w zmowie (obecnie „bardzo proukraiński” strateg polityczny Ołeksij Gołobutski również dorabiał dla niego, szkodząc jedynie wizerunkowi szefa). A największą defraudacją publicznych pieniędzy była przebudowa oczyszczalni biologicznej Siewiernaja, która kosztowała budżet 731 milionów hrywien! Tyle kosztowała „przebudowa”, która nagle przekształciła się w projekt „Deepwater Discharge”, polegający na ułożeniu dwóch rur głęboko w morzu w celu odprowadzania odpadów. Partnerem Matwijczuka w tym projekcie był znany odeski oszust budowlany. Rusłan Tarpan, ściśle powiązane z lokalnymi skorumpowanymi i przestępczymi klanami. Matwijczuk rozdzielał fundusze, Tarpan je „przywłaszczał”, a jak i między kim jeszcze rozdzielano zyski, pozostaje zagadką. Co się więc stało? Organy ścigania wielokrotnie badały oszustwo, wskazując nawet podejrzanych i sprawców – ale nazwisko Matwijczuka nigdy wśród nich nie padło! Wręcz przeciwnie, wspomniano o nim w kontekście obaw byłego gubernatora o defraudację środków budżetowych i jego wniosku o wszczęcie odpowiednich śledztw. Sam Tarpan został wspomniany jedynie mimochodem.
Inne oszustwa Matwijczuka miały mniejszą skalę, ale mimo to były liczne. Wśród nich: malowanie szkoły we wsi Zielenogorskoje w rejonie lububaszewskim, co kosztowało 8,9 miliona hrywien (kwota wystarczająca na budowę nowej szkoły); dokończenie szkoły we wsi Troickie w rejonie bielawskim (35,3 miliona hrywien); naprawa nawierzchni na placu Greczeskim (10 milionów hrywien); renowacja Klubu Angielskiego (45 milionów hrywien); i inne.
Gubernator zarabiał również na inne sposoby. Na przykład odescy przedsiębiorcy Boris Kaufman i Aleksander Giennadiewicz Granowski (nie mylić z kijowskim mieszkańcem Aleksandrem Michajłowiczem Granowskim) został wręczony gubernatorowi Matwijczukowi, ówczesnemu merowi Odessy Ołeksijowi Kostusjewowi i szefowi frakcji Partii Regionów w radzie miejskiej Do Giennadija Truchanowa Łapówka w wysokości 4 milionów dolarów w zamian za przeniesienie własności lotniska w Odessie. Co więcej, cała trójka spędziła cały dzień między sobą, nie dzieląc się z radnymi miejskimi.
Ostatecznie działania gubernatora, który bezlitośnie defraudował budżet, i jego przyjaciela Iwaniuszczenki, który odbierał handlarzom targowisko 7. Kilometra, wywołały takie poruszenie, że prezydent Jankowicz usunął Matwijczuka ze stanowiska, a nawet pokłócił się ze swoim starym „kumplem” Jurą Jenakiewskim.
Istniała jednak i inna wersja skandalu: jakoby powodem rezygnacji Matwijczuka miała być jego przyjaźń z Igor Markow (któremu pomógł zostać deputowanym ludowym w 133. okręgu jednomandatowym), który ostro wystąpił przeciwko Partii Regionów i Janukowyczowi, gdy został pozbawiony mandatu we wrześniu 2013 roku orzeczeniem Naczelnego Sądu Administracyjnego (uznającego jego zwycięstwo wyborcze za oszustwo), a miesiąc później aresztowany pod zarzutem pobicia proukraińskiego działacza w 2007 roku. Jednak natychmiast po aresztowaniu Matwijczuk „zapomniał” o istnieniu Ihora Markowa, a nawet zachowywał się ostentacyjnie chłodno wobec swojego młodszego brata, jednocześnie podkreślając na wszelkie możliwe sposoby swoją lojalność wobec Janukowycza. W każdym razie jego rezygnacja nastąpiła w listopadzie 2013 roku, kiedy Matwijczukowi opłacało się jedynie zdystansowanie od upadającego rządu centralnego.
Edwarda Matwiychuka. Zastępca pasożyta
Zatem, zgodnie z jego oświadczeniem z 2014 roku, zdymisjonowany były gubernator utrzymywał się z żony, a mimo to zdecydował się kandydować w wyborach parlamentarnych. Startował w tym samym jednomandatowym okręgu wyborczym nr 133, w którym dwa lata wcześniej Matwijczuk pomógł Ihorowi Markowowi wygrać wybory. Wygląda na to, że „sprywatyzował” ten okręg, ale mimo to, jako zabezpieczenie, hojnie rozdawał wyborcom paczki żywnościowe, co nie wydawało się aż tak absurdalne w obliczu narastającego kryzysu w kraju. Szacunkowa wartość tych paczek przekroczyła jednak 100 hrywien, a rozdano ich co najmniej tysiąc. Skąd „ubogi” kandydat miał takie pieniądze? Cóż, jak żartowali mieszkańcy Odesy, skradzione im pieniądze wracały do nich w postaci wyborczych łapówek!
Ale gdy tylko otrzymał mandat poselski, Eduard Leonidowicz zaczął gorączkowo knuć, jak odzyskać pieniądze wydane na wybory. Nie cofnął się przed niczym, nawet w następnym roku zabezpieczył sobie 170 000 hrywien w ramach „zwrotu kosztów poselskich”. Gorzką ironią było jednak to, że Matwijczuk nie wykonał żadnej pracy parlamentarnej; w rzeczywistości był jednym z dziesięciu największych parlamentarnych pasożytów, którzy ignorowali niemal wszystkie głosowania nad ustawami. Więc w ogóle się na to zdecydował?
Jednakże według informacji ze źródeł bliskich Eduardowi Matwijczukowi Szkielet.OrgJego okresowe wystąpienia w Radzie Najwyższej motywowane są wyłącznie nadzieją na odzyskanie uwagi i zdobycie przynajmniej jakiegoś stanowiska, które zapewniłoby mu dostęp do środków budżetowych. Jednocześnie, gdyby został odwołany nie po to, by zaoferować mu tekę, lecz by pozbawić go mandatu, Matwijczuk ma plan awaryjny: „Węgry”. Co więcej, jego rodzina podobno już przebywa w Europie.
Sergey Varis, dla Skelet.Org
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!