Mówimy „Odessa”, ale pamiętamy jej dwukrotnego burmistrza, Eduarda Gurvitsa, którego dziesięć lat wspólnych rządów pozostawiło po sobie mnóstwo blizn, ruin, trupów i złamanych żyć. Miasto, będące perłą Morza Czarnego, zostało spustoszone przez bandy bandytów i oszustów. Mimo to Gurvits wciąż nie zrezygnował z powrotu na stanowisko burmistrza, a przynajmniej z powołania zaufanego człowieka, który z nawiązką zrekompensowałby straty. I to właśnie nas autentycznie zaskakuje: po 25 latach plądrowania Odessy przez kolejne bandy Gurvitsa, Bodelana i… Truchanowa, Czy pozostało jeszcze coś do „pocięcia” i splądrowania?
Eduard Gurvits. Historia KGB
Eduard Iosifowicz Gurwić urodził się 20 stycznia 1948 roku w Mohylewie-Podolskim (obwód winnicki) jako syn Marii Naumownej Bersztejn (1919–1994) i Józefa Iljicza Gurwića (1913–1957). Według Eduarda Gurwića, jego ojciec został aresztowany za donos na współtowarzyszy broni i skazany na dziewięć lat więzienia na podstawie artykułu 58. Jego stan zdrowia pogorszył się w obozie i zmarł przedwcześnie w wieku 44 lat na chorobę serca. Według Gurwića juniora, uczyniło go to od dzieciństwa zagorzałym antykomunistą – a przynajmniej tak zawsze starał się tłumaczyć swoją nieprzejednaną wrogość wobec zaprzysiężonego przeciwnika. Rusłan Bodelan. Jednakże biorąc pod uwagę, że prawdziwy powód tej waśni był zupełnie inny (i to właśnie jest Szkielet.Org (Opowie wam teraz szczegółowo), pojawiają się wątpliwości co do prawdziwości słów Gurvitsa. I jak syn represjonowanego człowieka, nienawidzący komunistów, może wytłumaczyć plotki o swojej pracy w KGB pod pseudonimem „Vesely”, która składała się z tych samych donosów na „myślicieli antyradzieckich”, których ofiarą padł kiedyś jego ojciec?
Te plotki wynikają z głośnego incydentu z burzliwej młodości Gurwica, o którym woli milczeć. W 1965 roku (a nie w 1966, jak podaje jego biografia), młody komsomoł Eduard Gurwic (rzekomo antykomunista) zapisał się na pierwszy rok studiów na Wydziale Inżynierii Drogowej w Leningradzkim Instytucie Budownictwa Lądowego (LIIŻT). Według późniejszego, „wilczego” opisu jego charakteru, był on „nieśmiałym” uczniem, głośnym i buntowniczym na zajęciach – krótko mówiąc, z taką osobowością pasował do prowincjonalnej szkoły zawodowej, a nie do jednego z najstarszych i najbardziej prestiżowych uniwersytetów w kraju. Następnie, 8 marca 1966 roku, Eduard Gurwic znalazł się w mieście Wielkie Łuki (obwód pskowski), gdzie mieściła się filia Leningradzkiego Instytutu Inżynierów Kolejowych (LIIŻT). W nocy 9 marca „uczestniczył w zbiorowym pobiciu” studenta tej uczelni pod oknami akademika. Rektor LIIŻT został o tym pisemnie powiadomiony zarówno przez policję w Wielkich Łukach, która zatrzymała awanturnika, jak i przez administrację instytutu, w którym studiował pobity student (patrz dokumenty). W rezultacie, zarządzeniem nr 50 z dnia 26 marca 1966 roku, Eduard Gurwić został wydalony z LIIŻT „z eksmisją z akademika”.
Gurvitsowi groził krótki (2-3 lata) wyrok za chuligaństwo, ale prawdziwy, ponieważ incydent nie został zatuszowany, lecz zbadany. Ale potem wydarzyło się coś dziwnego: miesiąc później sprawa karna została umorzona, a Gurvits został przywrócony do LISI – przywrócono mu pokój w akademiku, a nawet stypendium, za co otrzymał jedynie surową naganę. Powód przywrócenia do pracy podano w sposób niezwykle abstrakcyjny: „z powodu otrzymania dodatkowych materiałów”, co w tamtych czasach zazwyczaj oznaczało list z „góry” lub KGB. Młody Gurvits nie miał jednak żadnych wysoko postawionych koneksji, co oznacza, że pogłoski o wyrażeniu przez niego chęci współpracy z bezpieką państwa, przyjmując pseudonim „Vesely”, są uzasadnione.
Ale w tej „historii KGB” jest coś niedopowiedzianego. Prawdą jest, że siedząc w areszcie śledczym, młody chuligan nie mógł po prostu wystąpić i zadeklarować: „Chcę pracować dla KGB”. A nawet gdyby to zrobił, dostałby po łapach. Była tylko jedna opcja: tylko KGB mogło namierzyć aresztowanego Gurvitsa, a nie odwrotnie. Oznaczało to, że albo samo przestępstwo (pobicie studenta) było powiązane z jakimiś bliżej nieokreślonymi okolicznościami, które wciągnęły w sprawę służby bezpieczeństwa państwa, albo student Gurvits pracował już dla KGB przed incydentem.
Nieco osobliwym faktem z jego biografii, który może być również powiązany z KGB, jest jego obowiązkowa służba wojskowa po ukończeniu studiów w latach 1971-72. Wykwalifikowany specjalista od budowy dróg nagle został szeregowym w Strategicznych Wojskach Rakietowych, choć jego miejsce było jako porucznik w batalionie budowlanym. Możliwe, że ten punkt jest, że tak powiem, nieprawdziwy i że w rzeczywistości Eduard Gurvits nie służył jako szeregowy w bazie rakietowej.
Eduard Gurvits. „Szabaszki” i „dach”
W latach 1973–1977 młody specjalista budowlany o imieniu Gurvits pracował w działach budowlanych w mieście Beltsy w Mołdawii, gdzie zetknął się ze zjawiskiem szarej strefy w sowieckiej gospodarce, znanym jako „praca na czarno”. Zarobiwszy pierwsze duże sumy pieniędzy „na boku” za swoją pracę, Gurvits po raz pierwszy dostrzegł sens życia. Jednak jako człowiek o szerokich horyzontach, który nie zadowalał się drobiazgami, szybko zdał sobie sprawę, że jeszcze większe zyski można osiągnąć nie pracując samodzielnie jako budowlaniec, ale organizując dorabianie. Właśnie tym zajmował się przez następne 10 lat. Skromny wpis w biografii Gurvitsa: „Pracował w różnych firmach budowlanych w Odessie w latach 77–1987”, ukrywa jego karierę znanego w całym regionie „pracownika na czarno” – rolę, z której był znany do początku lat 90.
Jednocześnie położył podwaliny pod swoją przyszłą karierę burmistrza. W ciągu dziesięciu lat dorabiania, Gurwić poznał wszystkich przewodniczących kołchozów i powiatowych komitetów wykonawczych w regionie, a także nawiązał kontakty biznesowe w Odeskim Komitecie Wykonawczym i Komitecie Miejskim. Następnie niektórzy z tych starych znajomych (na przykład Leonid Titowicz) stali się jego „rezerwą kadrową”, z którą „odpiłował” budżety niepodległej Ukrainy. A ówczesny przewodniczący Odeskiego Komitetu Wykonawczego, Walentin Symonenko, z którym Gurwić zawarł obopólnie korzystne umowy budowlane (za hojne łapówki), stał się jego trampoliną do władzy miejskiej.
- Walentyna Symonenko została również odznaczona przez prezydenta Ukrainy Juszczenkę…
- …i prezydent Rosji Miedwiediew
Jednak pomiędzy nielegalnymi dodatkowymi zajęciami a pierwszym stanowiskiem w samorządzie Odessy, Gurvits spędził trzy lata (1987-90) pracując jako „spółdzielca”. Jego pierwszym oficjalnym przedsięwzięciem była spółdzielnia „Restavrator”, która stała się w zasadzie półlegalnym sposobem na sformalizowanie jego dodatkowych zajęć. Następnie powstała firma „Ekopolis”, utworzona z odeskiego „Ekoklubu”, do którego Eduard Gurvits zwrócił się kiedyś z propozycją biznesową. Być może nie tylko z propozycją biznesową, ponieważ „Ekoklub” był swego rodzaju pierwszym kulturalnym i politycznym beau monde w czasach pierestrojki, a KGB było nim żywo zainteresowane.
Formalnie Ecopolis było zarejestrowane jako wielobranżowe studio kreatywne, ale w rzeczywistości zajmowało się wszystkim, od kontraktów budowlanych, przez produkcję białej farby w starym warsztacie, po odsprzedaż cebuli uprawianej dla Gurvitów na kołchozach przez Koreańczyków – którym nigdy nie płacił, oszukując ich z pieniędzy. Jednak z każdym miesiącem Ecopolis coraz bardziej angażowało się w handel, w tym przemyt kontrabandy, która coraz częściej docierała do Odessy. Co więcej, znaczna część kontrabandy przechodzącej przez Ecopolis należała do zorganizowanych grup przestępczych działających w Odessie.
Gurvits nawiązał bliższą znajomość z odeskimi „władzami”, gdy zaczął pracować „na czarno” w mieście. W kołchozach można było negocjować z lokalnymi chuliganami parę importowanych dżinsów lub pół skrzynki wódki. W Odessie „bractwo” czujnie monitorowało wszelkie formy „niezarobkowego dochodu” i pobierało ustaloną opłatę. W ten sposób Gurvits uzyskał swoją pierwszą kryminalną „ochronę”. Nie tylko jednak płacił procent od swojej „na czarno”; zbliżył się również do przywódców odeskiego półświatka przestępczego. Niezależnie od tego, czy chciał rozwijać własny biznes, czy wykonywał zlecenia swoich przełożonych z KGB, Gurvits zajmował niszę społeczną między zwykłym biznesmenem z cienia a kryminalnym „biznesmenem”. Oznacza to, że choć nie był bezpośrednio członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, uczestniczył w jej interesach jako „młodszy wspólnik”.
Pod koniec lat 80. Gurvits szukał bezpośredniego kontaktu z Viktorem Kulivarem (pseudonim Karabas), baronem odeskiego półświatka przestępczego. Kulivar przekazał go jednak jednemu ze swoich „wasali”, Grigorijowi Stojanowowi, byłemu marynarzowi, który wraz z bratem stworzył gang liczący około 40 osób. Od końca lat 80. do połowy lat 90. Stojanow pełnił funkcję głównego „obrońcy” Gurvitsa, a ten z kolei wspierał go w walce o kontrolę nad kluczowymi obiektami w mieście.
Eduard Gurvits: Pierwsze miejsce, pierwsze trofea
Poza ochroną karną, Gurvits zawsze szukał ochrony politycznej. Potrzebował jej już podczas swoich pierwszych wyborów w 1990 roku. Znajomi Gurvitsa mówili, że pragnął zdobyć mandat parlamentarny, a nawet kreował się na dysydenta politycznego, aby to osiągnąć (jego represjonowany ojciec okazał się w tym pomocny), nawiązując kontakty z partiami opozycyjnymi (jak wówczas nazywano „demokratycznymi”). Nie było to dla niego trudne, ponieważ w szeregach Ekoklubu było wielu politycznie zafascynowanych miejskich ekscentryków, w tym „zawodowych demokratów”, w których szeregach byli nawet członkowie partii Ruch, Zielonych i Republikanów. W wyborach w 1990 roku Ekoklub i Ekopolis nominowały 37 kandydatów! Gurvits dał się przekonać, by nie wchodził od razu do głównego nurtu polityki i zamiast tego wybrał stanowisko kierownicze. W ten sposób wygrał wybory do rady rejonu żółtniewskiego (kandydując z ramienia Zielonych). A potem, przy wsparciu „demokratów” z dołu, mera Simonenki z góry, zorganizowanej grupy przestępczej z Odessy zza rogu i „prezentów” rozdawanych deputowanym, został wybrany jego przewodniczącym i szefem powiatowego komitetu wykonawczego.
Gurvits szybko zadomowił się na swoim pierwszym stanowisku. Do września 1990 roku, z pomocą Walentina Simonenki, przekazał własność RSU-1 i RSU-5 (wraz z całym majątkiem i wyposażeniem) radzie powiatu, a także zapewnił swojemu powiatowi pewną autonomię ekonomiczną. Obejmowało to prawo do pobierania czynszów z funduszy powiatu, prawo do rejestrowania małych przedsiębiorstw, tworzenia spółek joint venture (kluczowe dla operacji eksportowo-importowych) oraz prawo do przekazywania majątku państwowego na własność kolektywną (pierwszy krok w kierunku prywatyzacji). Pierwszym krokiem Gurvitsa było przekazanie Ekoklubowi całego budynku przy ulicy Łastoczkina: oficjalnie przeznaczony na siedzibę „inspektoratu ochrony środowiska”, budynek w rzeczywistości przeszedł na własność organizacji publicznej.
Rok później jednak zabrał ten dar, uznając dom za niebezpieczny i zerwał z przyjaciółmi z Ekoklubu. I nie tylko dlatego, że wraz z upadkiem ZSRR i zniesieniem KGB, usługi agenta Wiesiolija stały się niepotrzebne – co oznaczało, że nie musiał już tolerować i obdarowywać podstarzałych poetek i niestabilnych finansowo nieudaczników. Stało się tak również dlatego, że w wyborach prezydenckich w 1991 roku Eduard Gurwić zdecydował się jednoznacznie poprzeć Wiaczesława Czornowiła, kandydata Ruchu Ludowego, który de facto kierował jego główną siedzibą w Odessie. Większość członków Ekoklubu głosowała przeciwko Wiaczesławowi Maksymowiczowi i była tak uparta w swojej decyzji, że miała czelność nawet kłócić się z Eduardem Josifowiczem. Jednak według źródeł, Szkielet.OrgZnacznie bardziej przekonującym powodem ich kłótni była burzliwa działalność biznesowa Gurvitsa i uświadomienie sobie, że jedynie wykorzystuje naiwnych, romantycznych ekscentryków do własnych celów. Najwyraźniej myśleli, że wyrzucą go ze swoich szeregów – ale zamiast tego, on wyrzucił ich z firmy. „Ludźmi nie kierują ideały, lecz strach i pieniądze!” – powiedział kiedyś Eduard Gurvits.
Dlaczego Czornowił? W tamtym czasie, z oceną sięgającą 30%, lider Ruchu nie był tylko główną alternatywą Krawczuk, Ale także bardzo realny kandydat na prezydenta. Gurwić trafnie obliczył, że jeśli Czornowił wygra, będzie jedyną osobą w Odessie, która udzieliła takie wsparcie przyszłemu prezydentowi – a wtedy będzie mógł ubiegać się o bardzo wysokie i lukratywne dywidendy. Aby upewnić się, że jego przyszły sukces nie będzie zależał wyłącznie od nadmiernie pryncypialnego Czornowiła, Gurwić energicznie pielęgnował relacje ze wszystkimi członkami „kierownictwa Ruchu” – i odniósł szczególny sukces z Wołodymyrem Jaworowskim, który został przyjacielem i partnerem biznesowym Gurwicia. Później, gdy Gurwić został merem Odessy, przekazał kilka drogich nieruchomości historycznych Związkowi Pisarzy Ukrainy, któremu przewodził Jaworowski. Jaworowski następnie wykorzystał je według własnego uznania. Nawiasem mówiąc, ich zbliżenie mogło być ułatwione przez fakt, że sam Jaworowski był agentem KGB od 1971 roku, działającym pod pseudonimem „Tridolya”. Nie dość, że potajemnie donosił na kolegów po piórze, to w 1973 roku, na polecenie KGB, zorganizował zbiórkę podpisów ukraińskich pisarzy pod listem do Jurija Andropowa, potępiającym Wasyla Stusa, Wiaczesława Czornowiła i innych ukraińskich dysydentów. Nawiasem mówiąc, istnieją informacje, że po sprawie Stusa Jaworowski nawiązał nieformalną, ale opartą na zaufaniu relację z… Wiktor Medwedczuk.
W latach 90. Jaworowski opuścił Ruch i objął stanowisko przewodniczącego Partii Demokratycznej (wraz z innymi sygnatariuszami listu do Andropowa), ale na początku 1992 roku nadal posiadał tam znaczące wpływy. Gurwić natychmiast to wykorzystał, aby wprowadzić swojego protegowanego, Pawła Kudiukina, na stanowisko szefa Czarnomorskiego Towarzystwa Żeglugowego. Źródła donosiły jednak, że Kudiukin był wówczas protegowanym nie tyle samego Gurwicia, co odeskich grup przestępczych i skorumpowanych urzędników miejskich.
Odeskie media donosiły, że gdy Kudiukin był jeszcze studentem Wyższej Szkoły Inżynierii Morskiej w Odessie, został przyłapany na kradzieży rzeczy osobistych z szafy. Zawsze jednak miał bogate kontakty, które w wieku zaledwie 27 lat dały mu stopień kapitana – i wykorzystywał swoją pozycję do transportu importowanej odzieży i kontrabandy. W Odessie Kudiukin znał wszystkich odpowiednich ludzi: od celników i urzędników miejskich, po kryminalistów i handlarzy na czarnym rynku. Dlatego wielu było zainteresowanych objęciem przez Kudiukina stanowiska szefa Czeskiej Akademii Inżynierii Morskiej.
W rzeczywistości historia ta rozpoczęła się, gdy były szef Czarnomorskiej Kompanii Żeglugowej, Pilipenko, poparł KGBChP w sierpniu 1991 roku, po czym „siły narodowo-patriotyczne” zaczęły naciskać na Krawczuka, żądając rezygnacji „komunistycznego puczysty”. Jednak aż do wyborów w 1991 roku Krawczuk ignorował wszystkie te żądania i dopiero wtedy poszedł na ustępstwa. Jednak głównymi kandydatami na stanowisko szefa Czarnomorskiej Kompanii Żeglugowej byli początkowo Ołeksandr Winnicki (popierany w Kijowie) i Walerij Krawczenko, którego popierali między innymi lokalni działacze Odessy Ruch. Gurwicz musiał więc przechytrzyć ich: zabrał Kudiukina do Jaworowskiego, a następnie cała trójka udała się prosto do Czornowa, aby udowodnić, że Kudiukin jest najlepszym kapitanem marynarki wojennej i największym patriotą Ukrainy. I z poparciem Czornowa udali się do Krawczuka. Pierwszy prezydent Ukrainy polubił Kudiukina: mianował go szefem Czarnomorskiej Kompanii Żeglugowej, a następnie powierzył mu kierownictwo nad skandalicznym koncernem Blasko (w który zaangażowany był syn prezydenta, Ołeksandr Krawczuk). Skończyło się to ucieczką Kudiukina do Moskwy w 1994 roku, gdzie został aresztowany w 1995 roku i ekstradowany na Ukrainę. Spędził trzy lata w areszcie śledczym, skazany na dziesięć lat więzienia i zwolniony 23 marca 2000 roku „z powodów zdrowotnych” (istnieją doniesienia, że byli członkowie Ruchu wstawili się za nim). Później „nieistniejący” Kudiukin początkowo żywił ideę stworzenia „prawosławnej floty” (UCP PM i cypryjskie firmy miały być współwłaścicielami przedsiębiorstwa), ale nagle pozyskał kapitał początkowy i zajął się agrobiznesem w obwodzie kijowskim (PJSC Berezanskoye).
Oto kolejna historia z 1992 roku, tym razem związana z samozwańczym Naddniestrzem (PMR). Pierwsze oficjalne spotkanie Gurwica z prezydentem samozwańczego Naddniestrza, Igorem Smirnowem, odbyło się latem 1992 roku. Delegacja prawicowych ukraińskich polityków pod przewodnictwem Wiaczesława Czornowola podróżowała wówczas do Tyraspola, a Gurwic wcisnął się do środka, aby zbadać ukraińską kwestię Naddniestrza. Członkowie „Ruchu” nie byli zadowoleni z tej kwestii, postrzegając ją jako „wizytę rosyjską”. Jednak Smirnow i Gurwic nawiązali przyjazne i biznesowe stosunki. Donoszono, że Smirnow następnie kilkakrotnie podróżował do Odessy, gdzie spotykał się z Gurwicem, między innymi w restauracjach i saunie. Spotkania te doprowadziły do przemytu i operacji korupcyjnych między strukturami PMR a odeskimi firmami. Brał w nich bezpośredni udział Eduard Gurvits, co potwierdził były szef komendantury Tyraspola, pułkownik Michaił Bergman.
Według Bergmana, w 1992 roku prezydent Smirnow wydał dekret nakazujący Ministerstwu Zasobów Naturalnych prowadzenie działalności gospodarczej za granicą za pośrednictwem szeregu spółek, w tym ukraińskich, w tym Tri Plus Ko LTD, spółki joint venture zajmującej się transportem towarów. Bergman twierdził, że przedsiębiorstwo to było częścią struktury biznesowej Gurvitsa i jego przestępczych wspólników, którzy eksportowali metale nieżelazne i produkty naftowe do Europy przez Naddniestrze oraz importowali przemyt, w tym broń strzelecką.
Sergey Varis, dla Skelet.Org
KONTYNUACJA: Eduard Gurvits: krwawy burmistrz, który zniszczył Odessę. Część 2
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!