Dmytro Korczyński: Gapon rewolucji ukraińskiej

Dmitrij Korczinski

Dmitrij Korczinski

Ten człowiek ma niezwykłą elokwencję i talent do prania mózgu. Większość politycznych mówców odwołuje się do prawa i sprawiedliwości, ale Dmytro Korczyński przedkłada subtelny cynizm nad populizm, urzekając słuchaczy przemówieniami o estetyce wojny i harmonii rewolucji. Ale każdy, kto go dobrze zna, kieruje się zasadą: słuchaj, do czego wzywa pan Dmytro – i rób odwrotnie, jeśli nie chcesz wpaść w poważne kłopoty! W końcu od dawna uchodzi za czołowego prowokatora Ukrainy.

 

Opowieści wojskowe

Dmitrij Aleksandrowicz Korczyński urodził się 22 stycznia 1964 roku w Kijowie. W 1981 roku ukończył Liceum Ogólnokształcące nr 206, po czym podjął studia na Wydziale Energetyki Cieplnej w Kijowskim Instytucie Przemysłu Spożywczego. W tamtych czasach niedoboru praca w przemyśle spożywczym była uważana za prestiżową, ale dla Korczyńskiego ta perspektywa najwyraźniej była nudna. W każdym razie, jak podaje jego biografia, dobrowolnie opuścił uniwersytet po drugim roku w 1984 roku. Powinien jednak wówczas kończyć już trzeci rok i przygotowywać się do pierwszego stażu studenckiego. Czyż rozczarowanie wyborem kariery nie było za późne?

Jego kolejny krok był równie dziwny: Korczyński opuścił Kijów i udał się na południe, gdzie znalazł pracę w Chersońskiej Ekspedycji Archeologicznej. I, jak później twierdził, nie jako zwykły archeolog, lecz jako asystent laboratoryjny! Człowiek bez odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia? Czy rzeczywiście fascynowała go archeologia, czy po prostu „ukrywał się” przed prześladowaniami, Korczyński nigdy się do tego nie przyznał.

Pod koniec 1984 roku nieudany Ukrainiec Indiana Jones wrócił do domu i znalazł pracę w kijowskiej fabryce materiałów budowlanych, gdzie Korczyńskiego natychmiast powitał komisarz wojskowy, który czekał na niego od dawna. Wraz z wiosennym poborem w 1985 roku został skierowany do Armii Radzieckiej: według jego oficjalnej biografii, do 24. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych „Żelazna” Karpackiego Okręgu Wojskowego (Jaworów). Jednak we wspomnieniach, zawartych w książce „Wojna w tłumie”, napisał, że ukończył ośrodek szkoleniowy o specjalności „dowódca BMP – dowódca drużyny” pod Rygą – czyli w Bałtyckim Okręgu Wojskowym. Problem w tym, że w Armii Radzieckiej żołnierze nie byli przenoszeni z jednego okręgu do drugiego na szkolenie – każdy miał swój własny ośrodek szkoleniowy. W którym zatem okręgu służył pan Dmytro?

Zdemobilizowany wiosną 1987 roku, Korczyński nie myślał o pracy ani nawet o nowo modnej przedsiębiorczości; nie miał planów na przyszłość. Przebywał w centrum Kijowa, gdzie wraz z nadejściem pierestrojki zaczęli pojawiać się i spotykać ciekawi ludzie: dysydenci, grupy nieformalne, nierozpoznani twórcy. Korczyński zafascynował się ukraińskimi nacjonalistami – wówczas jeszcze bardzo umiarkowanymi i inteligentnymi, byłymi członkami „lat sześćdziesiątych”. Uważał jednak ich umiarkowanie za ogromną wadę.

Jego zainteresowanie nacjonalizmem zrodziło się podczas służby wojskowej, gdzie – jak sam przyznał – aktywnie uczestniczył w konfliktach międzyetnicznych, znanych jako „wojny wspólnotowe” – podczas których kilku żołnierzy trafiło do szpitala, a jeden zmarł z powodu pęknięcia śledziony. Sam Korczyński brał udział w tych konfliktach nie tyle pięściami, co zachęcając swoich „słowiańskich” towarzyszy (Ukraińców i Rosjan) do działania. Chociaż takie zachowanie zostało natychmiast zauważone przez ówczesny wydział specjalny, Korczyński nie poniósł żadnej kary, a wręcz przeciwnie, zakończył służbę jako zastępca dowódcy plutonu.

 

Prowokacja-represja-rewolucja

Nowa pasja Korczyńskiego skłoniła go do zapisania się na wydział historii Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki w Kijowie w 1987 roku. Zamiast jednak studiować, natychmiast zafascynowała go polityka: najpierw uczestniczył w spotkaniach Ukraińskiego Klubu Kulturoznawstwa i Ukraińskiej Grupy Helsińskiej, a następnie zaczął próbować swoich sił jako propagandzista i organizator. Jednak jego idee były tak skandaliczne, a apele tak radykalne, że irytowały nawet siwowłosych „antysowietów”, którzy nadawali mu taki wygląd.

W tamtym czasie weterani ukraińskich dysydentów, którzy tworzyli pierwsze legalne organizacje, nazywali ludzi takich jak Korczyński prowokatorami KGB. Twierdzili, że zostali wysłani w dwóch celach: sprowokować działaczy ukraińskiego ruchu narodowego do działań przestępczych i zdyskredytować samą ideę. Plotki o rzekomej roli Korczyńskiego jako prowokatora KGB, zwerbowanego w wojsku lub na pierwszym roku studiów, krążyły już pod koniec lat 80. Później ujawniono nawet jego pseudonim agenta, Sznur, a jego pierwszym zadaniem miało być graffiti „wynoście się Moskale”, które miał namalować na ścianach Poczty Głównej w Kijowie (zanim budynek zawalił się w sierpniu 1989 roku). Co więcej, wybór miejsca nie był przypadkowy: kijowscy patrioci narodowi tamtych czasów tradycyjnie spotykali się przy wejściu do Poczty Głównej, a to „graffiti” rzeczywiście działało na ich niekorzyść.

Ciekawy zbieg okoliczności: dwa dni przed tragedią z 1989 roku, w której zginęło 15 osób, Dmytro Korczyński został zatrzymany przez kijowską policję i osadzony w areszcie administracyjnym (na 15 dni) za rzekomy udział w nielegalnym wiecu. Można powiedzieć, że uchroniło go to przed ryzykiem zasypania gruzami. Zaraz po tragedii areszt zamieniono na niewielką grzywnę, a Korczyński został zwolniony.

Odpowiedź Korczyńskiego na oskarżenia o prowokację była oryginalna. Przyznał, że w pewnym stopniu angażował się w prowokacje, ale kategorycznie odrzucił oskarżenia o współpracę z KGB. Według niego prowokacja jest wstępnym etapem rewolucji; inicjuje represje rządowe, na które należy odpowiedzieć „masowym powstaniem”. Od tego momentu formuła „prowokacja-represje-rewolucja” stała się jego politycznym credo. Było to dość wygodne: zawsze mógł uzasadnić swoje prowokacyjne wezwania i działania chęcią przyczynienia się do powstania rewolucji. Nikt jednak nigdy nie przedstawił żadnych dowodów dokumentalnych na pracę Korczyńskiego dla KGB, a później dla SBU. Nawiasem mówiąc, 99,9% informatorów, prowokatorów i agentów sowieckich i ukraińskich służb wywiadowczych nie posiada takich dowodów: archiwa wywiadowcze są bezpiecznie przechowywane, a ich odtajnienie (jak to miało miejsce w byłej NRD i Polsce) nie było nawet planowane na Ukrainie.

 

Pan Przewodnik

Wiosną 1988 roku Korczyński zrezygnował ze studiów na Uniwersytecie Kijowskim i całkowicie poświęcił się „działalności społecznej i politycznej”. To, jak bezrobotny młody człowiek, który dwukrotnie porzucił studia i nie miał zawodu, zarabiał na życie w czasach sowieckich, pozostawało całkowitą zagadką. Źródła jego utrzymania pozostały jednak nieznane przez całą jego karierę do dziś. Korczyński nie prowadził działalności gospodarczej, nie korzystał z grantów, a mimo to nigdy nie potrzebował pieniędzy. Zapytany, skąd bierze pieniądze, Korczyński zażartował, że zdobywa je „z rozboju i jałmużny”.

Zwątpiwszy w możliwość przekonania weteranów ruchu dysydenckiego do „aktywnego działania”, Korczyński postanowił zwrócić się ku młodzieży, którą olśniewał płomiennymi przemówieniami. W marcu 1988 roku pomógł założyć związek studencki „Gromada”, z którym brał udział we wszelkiego rodzaju protestach: bez stawiania konkretnych celów, studenci po prostu dali się pochłonąć temu procesowi. Już wtedy zauważono, że organizacje Korczyńskiego działały jak magnes, przyciągając i gromadząc potencjalnych rebeliantów i ekstremistów określonego typu – inteligentnych, romantycznych, o niekonwencjonalnym myśleniu i często ekscentrycznych. Dla KGB, a później SBU, był to doskonały sposób na identyfikację takich osób w celu ich późniejszej neutralizacji.

D. Korchinsky i O. Vitovich

D. Korchinsky i O. Vitovich

Jeśli organizacja zgromadziła większość członków, którzy zdaniem Korczyńskiego byli „umiarkowani”, znudziła mu się i zerwała z nią, przystępując do nowej. W 1989 roku pomógł założyć Związek Niezależnej Młodzieży Ukraińskiej (SNUM), z którym rozstał się w 1990 roku, nawołując do radykalnych działań. 1 lipca 1990 roku Dmytro Korczyński i Ołeh Wytowycz założyli Ukraiński Związek Nacjonalistyczny (UNS), który natychmiast postanowili przekształcić w organizację półzamkniętą: członkostwo było możliwe jedynie za osobistą zgodą „liderów”. Przez kilka lat UNS pełnił funkcję osobistej kieszonkowej partii Korczyńskiego, przyjmując nazwę „Pan Prowidnik”, ale ze względu na niewielką liczbę członków (kilkaset) nie odgrywał żadnej roli w ukraińskiej polityce. Aby przyciągnąć więcej zwolenników, w 1990 roku założono Ukraińskie Zgromadzenie Międzypartyjne (UPA), później przemianowane na „Zgromadzenie Narodowe” (UNA). Aby nadać mu większą rangę wśród weteranów ruchu narodowego, Korczyński zaprosił szanowanego dysydenta Anatolija Łupinosa jako współzałożyciela. W marcu 1991 roku Jurij Szuchewycz (syn Romana Szuchewycza) został formalnym przywódcą UNA, choć ze względu na niepełnosprawność pełnił jedynie rolę woźnego.

Lupinos UNA-UNSO

Szczegóły „walki politycznej” Korczyńskiego od samego początku budziły wątpliwości. 7 listopada 1990 roku Kijów pogrążył się w chaosie: w wyniku tzw. „rewolucji na granicie” odwołano paradę wojskową, aby uniknąć starć i ofiar, ale na Chreszczatyku odbyła się uroczysta demonstracja komunistyczna. Korczyński namówił wówczas grupę swoich towarzyszy do ataku na kolumnę, aby „dać komunistom nauczkę”, ale porzucili oni plan, widząc pochód chroniony przez liczne siły milicyjne. Po pewnym czasie grupa Korczyńskiego znalazła się w podziemnym przejściu, gdzie deputowany Stepan Chmara starł się z pułkownikiem policji Grigoriewem. „Ja i kilku moich chłopaków rzuciliśmy się do walki” – przyznał później, przyznając, że to on pierwszy sprowokował starcie. W rezultacie: Stepan Chmara spędził kilka miesięcy za kratkami, podczas gdy Korczyński uniknął kary.

Korczyński

 

Więcej napędu

W 1991 roku w mieście mówiło się tylko o jednym: katastrofalnych niedoborach i „reformie Pawłowa”. Niszczyła ona ZSRR skuteczniej niż jakakolwiek ideologia, ale Korczyński nie interesował się ekonomią; nawoływał do buntu i przewrotu. 29 czerwca on i jego towarzysze zabawiali się pierwszą na Ukrainie procesją z pochodniami, która odbyła się we Lwowie (nazywając ją „Dniem Imperializmu”). Pomimo faktu, że podobne wydarzenia miały już miejsce w ZSRR, media natychmiast zinterpretowały je jako „marsz neofaszystowski”, wywołując odpowiednią reakcję wielu zwykłych ludzi i kładąc podwaliny pod podział Ukrainy. Korczyński nie był ani trochę zdenerwowany; wręcz przeciwnie, wydawało się, że wszystko poszło dokładnie tak, jak zamierzał.

19 sierpnia, gdy w Moskwie wybuchł Państwowy Komitet Nadzwyczajny (GKChP), a kijowskie władze republikańskie walczyły o zachowanie neutralności wyczekującej, Korczyński, Wytrowicz i Łupinos ogłosili powstanie Ukraińskiej Samoobrony Ludowej (UNSO) jako paramilitarnego skrzydła UNA. Był to pierwszy ruch polityczny na Ukrainie, który uzyskał własną „armię” (później Partia Socjal-Nacjonalistyczna zaczęła naśladować UNA-UNSO). Jednak niewielki rozgłos w kręgach rządowych na temat „armii Bandery w Kijowie” okazał się daremny: UNA-UNSO nie miała zamiaru sprzeciwiać się rządowi. Pierwsze „wyczyny” jesienią 1991 roku to ataki na dystrybutorów prorosyjskich gazet, nalot na zgromadzenie ruchu prorosyjskiego w auli Politechniki oraz atak na demonstrantów 7 listopada. Działania te zapewniły organizacji UNA-UNSO rozgłos i przyciągnęły młodych ludzi, ale wielu z nich później odeszło z organizacji, nie rozumiejąc jej strategicznych celów. Korczyński obiecał im szybką rewolucję i elitarny status w nowym społeczeństwie – a następnie poprowadził ich w atakach na prorosyjskich Kozaków, komunistycznych emerytów i „moskiewskich księży”.

Korczyński na procesji

 

W 1992 roku, z udziałem Korczyńskiego, pod formalnym patronatem metropolity Filareta (Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego), powstała organizacja „Order Świętego Hilariona”. Ciemnym aspektem działalności tej organizacji była rekrutacja i wysyłanie najemników (w tym członków UNA-UNSO) do walki w lokalnych konfliktach: w 1992 roku w Karabachu (po stronie Azerbejdżanu), Jugosławii (po stronie Serbów) i Gruzji (po stronie abchaskich separatystów); w 1993 roku w Gruzji (po stronie władz gruzińskich); a nawet w Zairze (po stronie rebeliantów). W 1994 roku najemnicy powracający z Azerbejdżanu nigdy nie otrzymali obiecanych „bonusów”, które miały być przekazywane za pośrednictwem pewnego księdza o nazwisku Druzenko i oficera SBU Ołeha Komara. Wkrótce do Kijowa przybyli azerbejdżańscy funkcjonariusze wywiadu i odkryli kradzież 2,7 miliona dolarów przeznaczonych na wypłaty. Druzenko szybko oddał się w ręce ukraińskich organów ścigania, a skandal został zatuszowany. Rada Najwyższa uchwaliła jednak ustawę kryminalizującą działalność najemników.

Latem 1992 roku Korczyński postanowił zabrać swoją jednostkę UNA-UNSO na „safari” w celu zbadania sytuacji i wynegocjował udział UNA-UNSO w konflikcie naddniestrzańskim (po stronie PMR). Zajmowali oni pozycje u boku ochotników z Rosji, w tym Igora Striełkowa, przyszłego „ministra obrony Donieckiej Republiki Ludowej”. Ponieważ główne walki ustały już wtedy, a obie strony praktycznie nie miały artylerii, obecność UNA-UNSO na „Froncie Tyraspolskim” była całkowicie bezpieczna – straty wyniosły zaledwie dwóch lekko rannych.

UNA-UNSO w PMR, 1992

UNA-UNSO w PMR, 1992

 

Jednak ta „kampania” miała głęboki wpływ polityczny: ukraińska partia Ruch i jej lider Wiaczesław Czornowił oskarżyli UNA-UNSO o wspieranie prorosyjskiego separatyzmu w Mołdawii i sprowokowanie konfrontacji między Kiszyniowem a Kijowem. Czornowił nalegał nawet na rozwiązanie UNA-UNSO i zatrzymanie jej przywódców. Jednak gdy ciężarówki KamAZ wiozące członków UNA-UNSO i Korczyńskiego powracających z wojny przekroczyły granicę ukraińską, zostali oni jedynie rozbrojeni i zaoferowano im transport pociągiem do domu.

W 1993 roku Korczyński, z pomocą Łupinosa, który osobiście znał Dżabę Ioselianiego (gruzińskiego bossa przestępczego), utworzył z członków UNA-UNSO „Siły Ekspedycyjne Argo”. Zostały one wysłane do Gruzji, by walczyć po stronie prezydenta Szewardnadzego pod hasłem „obrony bratniego narodu gruzińskiego przed rosyjską agresją”. Korczyński wyjaśnił to również, mówiąc, że Ukraińcy wolą walczyć z Rosją w Abchazji niż na Krymie. Stwierdził to nawet w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji, który natychmiast poruszył kwestię „agresywnego ukraińskiego nacjonalizmu”.

+

Fakt, że rok wcześniej niektórzy żołnierze UNS zostali zwerbowani jako najemnicy do samej Abchazji, został przemilczany. Podobnie, nie wspomniano o Ukraińcach zwerbowanych do walki po stronie Tbilisi przez agentów „Zakonu Świętych Hilariona” Filareta. Uzasadnienie planu „Argo” nie było do końca jasne: formalnie Korczyński mówił o żołnierzach UNS zdobywających doświadczenie bojowe i przybywających, by walczyć za sprawę, ale za kulisami oficjalne przemówienia szeptały, że Ioseliani hojnie płacił Korczyńskiemu i Łupinosowi za każdego „Argonautę”. I rzekomo był to odrębny projekt od „Zakonu Świętych Hilariona” mającego na celu dostarczanie najemników na Kaukaz.

W 1994 roku UNA-UNSO rozpoczęło swoją ostatnią kampanię wojskową: tym razem w Czeczenii, bez większego rozgłosu (ustawa o najemnikach została uchwalona), praktycznie incognito. Korczyński rozsądnie trzymał się z daleka, odbywając tylko jedną podróż do Groznego w ramach grupy „udzielającej pomocy etnicznym Ukraińcom” (ewakuowali schwytanych rosyjskich żołnierzy ukraińskiego pochodzenia). Bezpośredni kontakt ze stroną czeczeńską utrzymywał „wujek Tolia” Łupinos, który zbliżył się do Szamila Basajewa w 1992 roku podczas wojny abchaskiej (Czeczeni walczyli po stronie Abchazów). Generał Skipalski, szef GRU ukraińskiego Ministerstwa Obrony, został wyznaczony na przewodniczącego tego procesu. Niemniej jednak rekrutacja i formowanie jednostek UNA-UNSO nie odbywały się bez wiedzy i udziału Korczyńskiego. Kampania czeczeńska nie powiodła się UNA-UNSO: wielu jej uczestników zginęło, a inni (jak Saszko Muzyczko – Saszko Bieły) powrócili ze złamaną psychiką.

Ostatnią głośną akcją Korczyńskiego w latach 90. była bójka na pogrzebie patriarchy Włodzimierza 18 lipca 1995 roku. To członkowie UNS zorganizowali kondukt żałobny, a następnie starli się z funkcjonariuszami Berkutu, którzy zablokowali im drogę. Incydent ten wywołał tak wielkie poruszenie w społeczeństwie i w rządzie, że stał się ostatecznym sygnałem dla UNA-UNSO: rozpoczęły się zakrojone na szeroką skalę prześladowania organizacji, jej członków wezwano na przesłuchania i grożono im postawieniem zarzutów karnych. Korczyński, jak zawsze, wyszedł z tego jedynie z bolesnym przebudzeniem.

Igor Mosijczuk (w środku – młody i szczupły) podczas zamieszek na pogrzebie patriarchy Włodzimierza

Igor Mosijczuk (w środku – młody i szczupły) podczas zamieszek na pogrzebie patriarchy Włodzimierza

 

Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Igor Mosijczuk: Jak zaczynał jeden z czołowych „radykałów” Ukrainy

 

Brat Dmytro

W 1996 roku „frakcja lwowska” UNA-UNSO (Andrij Szkil, Jurij Szuchewycz) opowiedziała się za demokratyczną walką o władzę i sprzeciwiła się udziałowi organizacji w prowokacjach na Ukrainie i lokalnych wojnach za granicą. Korczyński oświadczył, że nie będzie zainteresowany taką partią, a rok później faktycznie z niej wystąpił. W ten sposób na prawie pięć lat wycofał się z ukraińskiego życia politycznego: nikt nie wiedział, dokąd się udał ani co robił.

W 2002 roku Korczyński pojawił się w stacji telewizyjnej 1+1 jako współprowadzący programu „Podwijny Dokaz” (Dowód Wywrotowy), a następnie jako prowadzący program polityczny „Prote” (ukraiński odpowiednik programu „Odnako” z Michaiłem Leontiewem). Dosłownie szokował wszystkich swoją „antyopozycyjną” retoryką, elegancko wygłaszaną z charakterystycznym cynizmem i dowcipem. To właśnie za to Korczyński został nazwany przez ukraińskich patriotów narodowych i opozycję antykuczmowską zdrajcą „rewolucji narodowej”, etykieta ta wisi nad nim do dziś. I to jest naprawdę zdumiewające: człowiek, który przez 10 lat prowokował niepokoje i rewolucję, nagle zaczął wygłaszać w telewizji kazania przeciwko rozwijającemu się ruchowi „Ukraina bez Kuczmy”, broniąc reżimu. Powód tego nie jest znany, ale mówi się, że Korczyński próbował poprawić swoją sytuację finansową, a zatrudnienie zawdzięczał Wiktorowi Medwedczukowi (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Wiktor Medwedczuk: Kumpel Putina strzeże interesów Rosji na Ukrainie).

W tym samym czasie Korczyński założył w 1999 roku ruch „Braterstwo” i zarejestrował go jako partię w 2004 roku – w istocie był to jego mały fanklub. Jego orientacja polityczna uległa zmianie: porzucił ukraiński nacjonalizm, przyjął „chrześcijański socjalizm” i anarchizm, zaczął głosić słowianofilstwo i „eurazjatyzm”, zostając współprzewodniczącym Rady Międzynarodowego Ruchu Eurazjatyckiego, na której czele stał rosyjski filozof i polityk Aleksandr Dugin (objęty sankcjami USA w 2015 roku za propagowanie rosyjskiej agresji na Ukrainę).

Ten dziwny sojusz doprowadził do jeszcze dziwniejszej relacji między Korczyńskim a „prawym uchem Putina”, Władisławem Surkowem. W lipcu 2005 roku Korczyński odwiedził obóz prokremlowskiego ruchu młodzieżowego „Nasi” w Sielegirze, gdzie wygłosił wykład dla młodych członków Jednej Rosji na temat tego, jak właściwie… walczyć z rewolucjami i udzielił kilku cennych rad, jak zwalczać „zamieszki uliczne”. Oficjalne zaproszenie do Korczyńskiego wystosował lider „Naszych”, Wasilij Jakimienko (obecnie szef Federalnej Agencji ds. Młodzieży), ale wyszło ono od samego Władisława Surkowa. Rosyjscy dziennikarze i deputowani Dumy Państwowej wyrazili wówczas duże zaniepokojenie udziałem „Korczyńskiego, mordercy rosyjskich żołnierzy”, na spotkaniu rosyjskiej patriotycznej młodzieży, ale nie udało im się ustalić powiązań Korczyńskiego z Surkowem.

Korczyński Odessa

 

Skandal ponownie zepchnął Korczyńskiego z wielkiej polityki, choć w 2007 roku demonstracyjnie opuścił Ruch Eurazjatycki. Korczyński skupił się na działalności swojego „Bractwa”, którego członkowie, zainspirowani kazaniami „brata Dmytra”, okazjonalnie dopuszczali się ekscentrycznych, a nawet chuligańskich zachowań. Jednak pod każdym rządem Korczyński zawsze wychodził z tego obronną ręką, a teraz próbował wyciągnąć swoich „młodszych braci” z opresji. W ten sposób w 2007 roku w siedzibie „Bractwa” doszło do starcia z członkami organizacji nacjonalistycznych, którzy przybyli, aby zakłócić „kazanie” Korczyńskiego. W rezultacie kilku napastników zostało dźgniętych nożem, a prokuratura zajęła się sprawą, ale nikt z „Bractwa” nie został pociągnięty do odpowiedzialności – zostali „zatuszowani” przez ówczesnego burmistrza Leonida Czernowieckiego.Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Leonid Czernowecki: Jak „Lenia Kosmos” ograbiła Kijów i przeniosła się do Gruzji). Ułatwił również uwolnienie z aresztu tymczasowego „braci” aresztowanych przez Omelczenkę za chuligaństwo w biurze mera.

W 2009 roku Bractwo zostało zauważone z aktywnego udziału w wydarzeniach w Odessie. Jego członkowie przyłączyli się do protestów w Odessie, dopuścili się aktów chuligaństwa i sprowokowali interwencję oddziału specjalnego Berkut. W rezultacie cała kampania opozycyjna przeciwko ówczesnemu burmistrzowi miasta została przerwana. Eduard GurvitsNic dziwnego, biorąc pod uwagę, że zespół Gurwica i „Bractwo” cieszyły się bliską przyjaźnią od 1998 roku. Do odeskiego oddziału „Bractwa” należeli m.in.: Oles Janczuk, naczelnik wydziału ochrony konsumentów; Wachtang Ubiria, wicemer; Ołeksij Arestowicz, wiceprzewodniczący zarządu rejonu nadmorskiego; oraz redakcja „Swobodnej Odesy”. A kiedy Korczyński wyjechał do Iraku w 2004 roku, Gurwic i Janczuk dołączyli do niego.

Janczuk Korczyński

Gurvits Korchinsky

 

 

 

 

Dym Euromajdanu

Korczyński i „Bractwo” po raz kolejny pojawili się w głośnym gronie 1 grudnia 2013 roku na Euromajdanie w Kijowie, działając jako kolektywny Gapon, podżegając tłum do szturmu na Administrację Prezydenta. Podstawiono buldożer, „bracia” zakryli twarze maskami, a potem rozpoczął się spektakl. I tak właśnie było, ponieważ operator buldożera działał bardzo ostrożnie, starając się pod żadnym pozorem nie uszkodzić kordonu policji, a jedynie podjudzał wrzeszczący tłum. Ten incydent, w połączeniu z jednoczesnymi działaniami Prawego Sektora (zajęciem budynku Administracji Państwowej w Kijowie) i Swobody (zajęciem budynku związków zawodowych), doprowadził do przekształcenia Euromajdanu z pokojowego, demokratycznego protestu w zbiorową masakrę i pozwolił władzom na podjęcie bardziej zdecydowanych działań.

 

 

Ciekawostka: chociaż nikt nie przedstawił bezpośrednich, przekonujących dowodów na udział Bractwa w tych zamieszkach, zarówno organy ścigania, jak i przywódcy Euromajdanu jednocześnie obarczali go winą. Taką prowokacyjną reputację Korczyński i jego współpracownicy wypracowali sobie przez lata! Sam Korczyński roztropnie uciekł przed finałem Euromajdanu: 5 lutego 2014 roku, na wniosek ukraińskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, został aresztowany w Izraelu. Nie wiadomo, co tam robił, ale udał się tam z pomocą przyjaciół z ekipy Gurwica. Korczyński miał również wpływowych przyjaciół w ukraińskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych: następnego dnia z Kijowa nadeszła wiadomość o uchyleniu jego międzynarodowego nakazu aresztowania, a przywódca Bractwa został natychmiast zwolniony.

Dmitrij Korczinski

Dmitrij Korczinski

 

Ta bliska relacja między Bractwem a „najlepszymi ludźmi” Odessy wzbudziła nieoficjalne podejrzenia o jego udziale w wydarzeniach z 2 maja 2014 r. Należy zauważyć, że tożsamość tajemniczych uzbrojonych „tituszek”, którzy zaatakowali proukraiński radykalny marsz i sprowokowali masakrę, pozostaje nieznana.

Wraz z wybuchem operacji antyterrorystycznej (ATO), Korczyński natychmiast wykorzystał okazję do rehabilitacji w oczach ukraińskiego społeczeństwa. Z aktywistów Bractwa, którzy szkolili się w Batalionie Azow, utworzono „Kompania Jezusa Chrystusa”, a następnie włączono ją do nieszczęsnego Batalionu Szachtarsk – zhańbionego rozwiązaniem za grabieże i inne przestępstwa przeciwko ludności cywilnej, znanego jako Batalion Tornado. Później kompania „Bractwa” została wydzielona do osobnego batalionu o nazwie „Święta Maria” i włączona do Policji Narodowej. Jednak w maju 2016 roku Korczyński oświadczył, że jego ludzie nudzą się jako zawodowi policjanci, dlatego ich batalion „rozwiązuje się”.

Sergey Varis, dla SKELET-info

PS: A swoją drogą, zauważyliście jak bardzo losy Korczyńskiego i Bractwa przypominają losy Jarosza i Prawego Sektora? ;)

Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!