Ten cichy i niepozorny były urzędnik przez ponad dwadzieścia lat, za rządów czterech prezydentów, nieustannie wykradał fundusze budżetowe i rabował państwową ziemię, pomimo protestów na Majdanie, kryzysów i wojny. Teraz Dmytro Isajenko nadal prowadzi swój niemały interes pod rządami Zełenskiego, mimo że zamienił swoje oficjalne stanowisko na mandat posła z ramienia partii Platforma Opozycyjna – Za Życie. Isajenko, weteran ukraińskiej korupcji i jeden z założycieli kijowskiej mafii budowlanej, jest teraz również częścią zakrojonego na szeroką skalę „spisku antykliczkowskiego”, w który zaangażowani są zarówno „słudzy ludu”, jak i sam lud. Viktor Medvedchuk...
Głównym celem tego spisku jest zastąpienie Vitalij Kliczko do swojego oswojonego burmistrza, za pośrednictwem którego zostanie przeprowadzona masowa redystrybucja stref wpływów i kontroli. Każdy z uczestników dąży do realizacji własnych interesów, a interesy Dmitrija Isajenki są jasne: z partnerką. Andriej Wawrysz Chce zostać czołowym deweloperem w Kijowie i zdobyć dostęp do najbardziej dochodowej części branży budowlanej — projektów budżetowych, które mogą przynieść mu kolosalne zyski.
![]()
Chciwość tego człowieka nie zna granic: w końcu Dmitrij Isajenko i jego firmy są już znaczącym graczem na kijowskim rynku budowlanym i jednym z najbogatszych byłych urzędników Ukrainy. W tym roku oświadczył Samych 151,7 mln hrywien w gotówce, co plasuje go w pierwszej trójce posłów z największą ilością gotówki!
Dmytro Isajenko po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę ukraińskich dziennikarzy w 2015 roku, po kontrowersyjnym, nielegalnym uzyskaniu statusu uczestnika ATO. Doprowadziło to do jego dymisji ze stanowiska wiceministra budownictwa, mieszkalnictwa i usług komunalnych, a jednocześnie wyemitowano o nim reportaż w programie Denysa Bigusa „Nasi Groszy”. Ukraińcy dowiedzieli się, że ten skromny urzędnik zadeklarował ponad 20 milionów hrywien rocznych dochodów, że jego rodzina posiada luksusowe rezydencje, a także o zawiłościach jego korupcyjnych układów.
Ta nieoczekiwana „popularność” bardzo zdenerwowała Isajenkę, który całe życie starał się unikać rozgłosu, gdzie tak wygodnie gromadził swoje miliony. Starał się, żeby nikt już o nim nie pamiętał. A teraz, po pięciu latach, sam przypomniał ludziom o swoim istnieniu, zadeklarowawszy górę gotówki – zmuszając Ukraińców do ponownego zastanawiania się, jak to wszystko „zarobił”. I jak?
Co może zostać skradzione na placu budowy?
W czasach sowieckich wojska inżynieryjno-budowlane cieszyły się najmniejszą popularnością. Nie spotykały się z żadnym szacunkiem ze strony innych, nie wzbudzały w nich romantyzmu, a jedynymi osiągnięciami, jakie mogły osiągnąć, była praca, i to dopiero po zakończeniu pięcioletniego planu. Odznaczenia bojowe były nieuchwytne. Żołnierze batalionów budowlanych mieli opinię słabych, a ich oficerowie – alkoholików. Jednak dla przedsiębiorczych jednostek batalion budowlany oferował szerokie możliwości, a oficerowie budowlani stali się jednymi z pierwszych „biznesmenów w mundurze”. Podczas gdy oficerowie Zachodniej Grupy Wojsk, na przykład, importowali dobra konsumpcyjne do Związku Radzieckiego, ucząc się podstaw handlu, inżynierowie wojskowi dobrze zarabiali, kradnąc materiały budowlane i podejmując się różnych prac dorywczych. Dlatego nasz bohater, człowiek praktyczny pod każdym względem, wybrał tę drogę.
Dmitrij Walerjewicz Isajenko urodził się 30 sierpnia 1967 roku w miejscowości Reczyca w obwodzie homelskim na Białorusi. Nikomu nie mówił o swoich rodzicach, dzieciństwie ani młodości, tak jak milczy o swoim życiu w ogóle. Skrupulatnie usuwał nawet wszelkie wzmianki o sobie, swoich krewnych lub ich firmach ze wszystkich dostępnych baz danych – bezprecedensowy poziom tajemnicy! Można jednak wnioskować, że Isajenko wyróżniał się w nauce, ponieważ po jej ukończeniu wstąpił do Leningradzkiej Wyższej Szkoły Inżynierii Cywilnej (obecnie Wojskowy Uniwersytet Inżynieryjno-Techniczny). Była to nie tylko najstarsza uczelnia inżynierii wojskowej, ale również cieszyła się elitarnym statusem w ZSRR: młodzi porucznicy inżynierowie byli z niej kierowani nie do budowy koszar na tundrze, ale do najważniejszych nadmorskich obiektów marynarki wojennej. Nawet w najgorszym przypadku Isajenko ryzykował wysłanie do Murmańska lub Siewieromorska (gdzie obowiązywały dobre premie i specjalne racje żywnościowe), ale udało mu się wyciągnąć asa z rękawa – w 1989 roku został skierowany na Krym, do Bałakławy, do Dyrekcji Robót Specjalistycznych, jako asystent kierownika grupy montażowej nr 241.
Kiedy Flota Czarnomorska została podzielona między Ukrainę i Federację Rosyjską, sam Dmitrij Isajenko został szefem grupy, a trzy lata później objął stanowisko kierownika Wydziału Budowlano-Montażowego (CAS) nr 22. W tym okresie Isajenko otrzymał obywatelstwo ukraińskie i, według źródeł, Szkielet.Org, uzyskał rosyjski paszport. Źródła podają również, że w latach 90. Isajenko dokonał kilku udanych oszustw i defraudacji, co pozwoliło mu zgromadzić kapitał początkowy i nawiązać kontakty wśród „grubych ryb”. Początkowo polegało to na sprzedaży skradzionych materiałów budowlanych i metalu z magazynów i splądrowanych obiektów wojskowych – we współpracy z osobami zarządzającymi tymi magazynami i obiektami, a także z udziałem półprzestępczych krymskich biznesmenów, którzy pomagali im z zyskiem je sprzedawać. Jego „dodatkowe zajęcie”, czasami nielegalne, a czasami legalne, nadal przynosiło dochody: prywatne budownictwo na Krymie odżyło, a popyt na sprzęt budowlany i specjalistów, a także na beton i cegłę, był wysoki. Od połowy lat 90., kiedy armia zaczęła gwałtownie redukować liczebność, a państwo zaczęło przeznaczać fundusze na budowę mieszkań dla oficerów, Isajenko znalazł nowe źródło dochodu – udział w „rozbiorze” cennych krymskich gruntów i „defraudacji” środków budżetowych. Na przykład, podczas budowy dużego projektu, zawsze można było „po cichu” wydzielić kilka działek pod domy prywatne lub większą działkę pod mini-hotel. Wisienką na torcie były skorumpowane schematy podwykonawstwa, które Isajenko opanował z pomocą prywatnych firm zarejestrowanych u kolesiów: jego dział budowy przekazywał im prace i fundusze, po czym pieniądze były defraudowane, firmy bankrutowały, a plac budowy stawał się projektem przewlekanym, a nawet porzucanym. Stało się to następnie głównym „biznesem” Dmitrija Isajenki.
Wszystko to pozwoliło mu w 1999 roku dokonać zawrotnego skoku z naczelnika Wydziału Budownictwa i Montażu nr 22 w Bałakławie prosto na stanowisko zastępcy naczelnika Centralnego Specjalistycznego Wydziału Budownictwa (CSCD) Ministerstwa Obrony w Kijowie. Można sobie wyobrazić, jakie to miało powiązania i jakie pieniądze! Nic dziwnego, że Isajenko bardzo niechętnie wspomina swoją służbę na Krymie, aby przypadkiem nie wygadać się i nie ujawnić jakichś skandali.
Dmitrij Isajenko: Wielkie oszustwa wielkiego szefa
Centralna Socjalistyczna Agencja Budowlana (CSSA) nadzorowała wszystkie projekty budowlane Ministerstwa Obrony i zgodnie z tym ich finansowanie było przekazywane za jej pośrednictwem. Dmitrij Isajenko, który pełnił funkcję zastępcy szefa CSSA w latach 1999-2002 i szefa CSSA w latach 2002-2006, zatwierdzał te projekty, wybierał generalnych wykonawców i narzucał im własnych podwykonawców. I chociaż w tych latach, przy skromnym budżecie Ministerstwa Obrony, na budownictwo wojskowe przeznaczano bardzo mało pieniędzy, głównie na remonty obiektów i mieszkania dla oficerów, Isajence udało się na nich sporo zarobić. Wymieńmy jego oszustwa, które wyszły na jaw.
Jednym z najgłośniejszych i najdłuższych skandali była sprawa stadionu Klubu Floty Czarnomorskiej (BSF) w Sewastopolu, położonego przy ulicy Bastionnej 4 (dawne miasteczko wojskowe nr 257). Rozpoczęła się ona w 2004 roku od kolejnej transakcji gruntowej Isajenki: początkowo, jako kierownik Centralnego Wydziału Budownictwa Socjalistycznego, podpisał on umowę z sewastopolską firmą OOO Briz-Nord (jej założycielami byli starzy znajomi Isajenki z lat 90.) na przebudowę stadionu. Wprowadzono jednak wówczas kluczowe zmiany w umowie. Tym razem przedmiotem umowy była „współudziałowa” budowa kompleksu mieszkaniowego na terenie stadionu: Ministerstwo Obrony miało przekazać teren stadionu jako udziałowiec, a Briz-Nord miał na nim wybudować komercyjny kompleks mieszkaniowy i przeznaczyć na niego 40 mieszkań dla personelu wojskowego. Jednak zaledwie sześć miesięcy później Briz-Nord postanowił zapłacić Ministerstwu Obrony mieszkaniami... w Dżankoju i obwodzie charkowskim, a także starymi, wymagającymi remontu! Oczywiście ich wartość rynkowa była znacznie niższa niż nowych mieszkań w Sewastopolu. A 3,55 hektara terenu stadionu zostało przekazane Briz-Nordowi. Co więcej, umowa o przekazaniu stadionu została podpisana w imieniu Ministra Obrony. Anatolij Gricenko Dmitrij Isajenko osobiście je podpisał, udzielając pełnomocnictwa nr 2369. Jak się później okazało, pełnomocnictwo było… fałszywe; jednak za kadencji Gricenki jako dyrektora Ministerstwa Obrony wielu jego podwładnych posiadało fałszywe pełnomocnictwa. Warto w tym miejscu przypomnieć o oszustwie. Wiaczesław Kredisowa, który, stosując dokładnie ten sam schemat, ukradł ukraińskim siłom zbrojnym stadion w Odessie!
Jednak lokalna społeczność opowiedziała się za zachowaniem stadionu KChF, rozpoczęły się protestyPoparło ich kierownictwo floty i Ukraiński Związek Piłki Nożnej, a do sądów zaczęły napływać pozwy. A potem, w trakcie procesu, okazało się, że Isajenko oszukiwał. Wszczęto postępowanie karne, w którym był oskarżonym. Isajenko zapewnił sobie rozprawę w Sądzie Rejonowym Peczerskim w Kijowie, gdzie stawił się z wyrazem głębokiego oburzenia na cień, jaki na niego rzucono. Sędziowie mogli być „namaszczeni” z góry, ponieważ chociaż wina Isajenki została jasno stwierdzona w umiejscowienie sąduDecyzja nie wymagała wszczęcia nowej sprawy bezpośrednio przeciwko niemu. A potem skierowali sprawę do Prokuratury Generalnej, która pozostała głucha i ślepa. Co do stadionu, spór o niego między państwem a Briz-Nord trwał do 2013 roku, a potem, cóż, wiecie, co się stało...
Podobny przekręt Isajenko przeprowadził nieco wcześniej w samej stolicy. 31 grudnia 2003 roku (tuż przed północą, być może?) Ministerstwo Obrony, reprezentowane przez szefa Centralnego Departamentu Budownictwa Socjalistycznego Dmitrija Isajenkę, oraz PJSC Trust PivdenZakhidTransBud podpisały umowę nr 7/38-03 o udziale kapitałowym w budowie mieszkań przy ul. Podwysockiego 4, na terenie Miasteczka Wojskowego nr 2 (działka o powierzchni 19,55 hektara). Początkowo umowa przewidywała, że 25% mieszkań w nowym budynku zostanie przeznaczone dla wojska, ale Isajenko później ją zmienił, przeznaczając dla wojska tylko 5% mieszkań w Kijowie, a resztę rozdzielono po różnych regionach Ukrainy. Innymi słowy, zamiast nowych i drogich mieszkań w stolicy, obrońcom Ukrainy przydzielono używane mieszkania na obrzeżach Muchosrańska. Ale Ministerstwo Obrony musiało jeszcze wyłożyć na nie 19,55 hektara doskonałej ziemi w Kijowie! Umowa została następnie zmieniona, a wykonawcą, zamiast PivdenZakhidTransBuda, została spółka oligarchy Strojspetsservis LLC. Wasyl Chmielnicki, która w 2007 roku rozpoczęła na tym terenie budowę osiedla mieszkaniowego Novopecherskie Lipki. Wreszcie, przy udziale Isajenki, urzędnicy Ministerstwa Obrony zgodzili się (w zamian za hojne łapówki) na zmniejszenie 85 000 metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej przeznaczonej dla wojska na mocy umowy do 51 000 metrów kwadratowych. Więcej informacji można znaleźć w materiał specjalny o kradzieżach na dużą skalę w Ministerstwie Obrony Narodowej w latach 2004-2017.
Czasami żołnierzom kradziono nie pojedyncze mieszkania, ale całe budynki! Taki los spotkał budynek wybudowany we wsi Reszetyliwka w obwodzie połtawskim. Historia tego oszustwa przedstawia się następująco: w 2003 roku Centralna Administracja Ubezpieczeń Społecznych (CSSA) zleciła podległemu jej państwowemu przedsiębiorstwu „Lesa Oborony” budowę 30-mieszkaniowego budynku we wsi dla oficerów z pobliskiej jednostki wojskowej. Dyrektor „Lesy Oborony”, Andrij Zernow (zaufany Isajenki), podpisał umowę z prywatną firmą „Kwant” – którą sam założył! CSSA przeznaczyła na budowę 1,91 miliona hrywien (380 000 dolarów), przekazując środki „Lesie Oborony”, która następnie przekazała je „Kwantowi”. Plan zakładał, że „Kwant” wybuduje budynek, a „Lesa Oborony” zarejestruje własność mieszkań, a następnie przekaże je do CSSA. Nie doszło jednak do tego: najpierw termin ukończenia budowy przesunięto na 2005 rok, a następnie Quantum rozwiązało umowę z „Lesy Ukrainy” (za pośrednictwem „Zernovy”) i przejęło wszystkie 30 mieszkań, odsprzedając je spółce Teplostroy LLC po cenie komercyjnej.
![]()
Zarządzając dziesiątkami hektarów ziemi, tysiącami mieszkań i sześciocyfrowymi kwotami, Dmytro Isajenko nie stronił od drobnych kradzieży. Na przykład w 2005 roku państwowe przedsiębiorstwo „Lesa Oborony” zakupiło 2911 stalowych wanien do apartamentów i koszar wojskowych za łączną kwotę 925 000 hrywien. Sprzedającym była OAO Naukowo-Produkcyjna Spółka Akcyjna „Stroitelny Kapital” (SPC) – firma, która obecnie jest nieczynna, a jej założyciele zmieniali się kilkakrotnie, ale wówczas należała do… żony Isajenki. Ale korupcja nie była problemem! Cena wanien była bardzo niska (najtańsza w sklepie była o 50% droższa), ale żołnierze nigdy ich nie dostali: firma żony Isajenki po prostu ich oszukała, kradnąc prawie milion hrywien (wówczas 185 000 dolarów). W tej sprawie również wszczęto postępowanie karne, ale i ono zostało umorzone.
Sergey Varis, dla Skelet.Org
KONTYNUACJA: Dmitrij Isajenko: Zrujnowany budowniczy i jego 150 milionów w gotówce. Część 2
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!