Firma rodziny Tabaczników jest wyjątkowym przykładem wśród rodzin politycznych w kraju. Starszy brat, Dmitrij Władimirowicz, jest wybitnym politykiem i byłym ministrem edukacji i nauki, który, choć nie przypisywał sobie rangi i zmieniał historię Ukrainy, „na krótko wypożyczał” obrazy do muzeów. Młodszy brat, Michaił Władimirowicz, jest milionerem, który zasłynął w branży budowlanej i kieruje Graal LLC, firmą planującą budowę 160-metrowego wieżowca na placu Europejskim w Kijowie.
Dziś bracia Tabachnik zadowalają się rolami drugoplanowymi, a szum wokół nich ucichł. Relacjonujemy jednak ich działania, nieznane szerszej publiczności, ale prowadzone intensywnie i z zaangażowaniem.
Początek podróży braci Tabachnik
Tabachnik Dmitrij Władimirowicz Urodził się 26 listopada 1963 roku w Kijowie w rodzinie inżynierów. Rodzice nadali mu przy urodzeniu imię Jurij, na cześć Jurija Gagarina, ale sześć tygodni później zmienili je na Dmitrij. Prababcia nalegała na to, argumentując, że całe podwórko jest pełne Jurijów.
Bardzo ciekawa historia otacza rodzinę naszego bohatera. Jeden z dziadków Dmitrija Władimirowicza, Iser Tabacznik, syn biednego żydowskiego rzemieślnika, walczył w Armii Czerwonej podczas wojny domowej, podczas gdy drugi wstąpił w szeregi Denikina. Jednak prababka Tabacznika, Natalia Frantsewna Glebowa, wybitna rosyjska szlachcianka, która kiedyś tańczyła walca z samym cesarzem Mikołajem II, nie zaakceptowała rewolucji. Opowiedziała prawnukowi, jak dobrze było w Rosji przed rewolucją i jak źle po niej. Być może te historie zainspirowały młodego Dmitrija do miłości do Rosji?
Zaraz po ukończeniu szkoły, latem 1980 roku, Dmitrij Władimirowicz przez miesiąc pracował jako inspektor filmowy w Centralnym Państwowym Archiwum Dokumentów Filmowych i Fotograficznych Ukraińskiej SRR.
Dmytro Tabacznyk ukończył studia wyższe na Wydziale Historycznym jednego z czołowych uniwersytetów Ukrainy, Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki (KSU). Jego udane studia zostały uhonorowane Stypendium Lenina. Otrzymał również Medal ZSRR „Za odwagę w ogniu”: wraz z towarzyszami broni, Dmytro Władimirowicz uratował krowy z płonącej stodoły.
W latach 1985-1986 Tabacznik był korespondentem redakcji gazety Uniwersytetu Kijowskiego. Od 1986 roku jest członkiem Związku Dziennikarzy Ukrainy (obecnie Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy).
W 1986 roku młody mężczyzna rozpoczął studia doktoranckie w Instytucie Historii Akademii Nauk Ukraińskiej SRR, gdzie uzyskał doktorat z historii. Od listopada 1989 do lutego 1990 roku był zatrudniony w tym instytucie. W tym czasie rozwinęła się kariera Tabacznyka. Sprowadził z Moskwy do Kijowa Petra Szelesta, byłego pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Ukrainy, i spędził z nim pięć wieczorów, dyskutując o najnowszej historii Ukrainy. Wykłady te były finansowane. Według Tabacznyka, dochód z nich przekazał Szelestowi.
Dmitrij Tabacznik aktywnie podporządkował się linii partii – od 1983 roku był zastępcą sekretarza Komsomołu dla całego Kazańskiego Uniwersytetu Państwowego. Następnie został przyjęty do Komunistycznej Partii, co otworzyło mu drogę do kariery politycznej. Tabacznik pozostał członkiem partii do 1991 roku, kiedy to Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego została rozwiązana.
Na początku lat 1990. nasz bohater zasłynął jako historyk. Opublikował kilka portretów politycznych i historycznych, a także kilka monografii, w tym jedną o represjonowanych dowódcach wojskowych i losach działacza partyjnego Władimira Szczerbickiego.
Dzięki tak aktywnej działalności w 1990 roku Tabacznyk został wiceprzewodniczącym Komitetu Miejskiego Kijowa Leninowskiego Komunistycznego Związku Młodzieży Ukrainy (ŁKSMU), który w tym samym roku został przemianowany na ŁKSMU (Młodzież dla Demokratycznego Socjalizmu). Został również wybrany do Rady Miasta Kijowa, gdzie pełnił funkcję deputowanego do 1994 roku. Przez dwa lata, od 1900 do 1992 roku, Dmitrij Władimirowicz pracował jako konsultant ds. młodzieży w Sekretariacie Rady Najwyższej Ukrainy.
W 1992 roku został odpowiedzialny za relacje rządu ukraińskiego z prasą. Jego stanowisko obejmowało stanowisko szefa służby prasowej Gabinetu Ministrów. Dmytro Tabacznyk zawdzięczał to stanowisko ówczesnemu premierowi Leonidowi Daniłowiczowi Kuczmie. Talenty Dmytra Władimirowicza były szeroko znane za kulisami. Kuczma zamówił u gwiazdy służby prasowej wybór publikacji i polubił przedsiębiorczego młodego człowieka. Naturalnie awansował na stanowisko rzecznika prasowego rządu – kierownika głównego wydziału informacji i relacji z prasą i społeczeństwem. Tabacznyk zdołał połączyć tę funkcję ze stanowiskiem pierwszego wiceprzewodniczącego Państwowego Komitetu Ukrainy ds. Prasy, Wydawnictwa, Druku i Dystrybucji Książek. Krążyły pogłoski, że Dmytro Władimirowicz chciał skoncentrować i kontrolować cały przepływ informacji w kraju.
Tabachnik Michaił Władimirowicz Urodził się 11 kwietnia 1970 roku w Kijowie. Ukończył studia wyższe w Charkowskiej Narodowej Akademii Prawa im. Jarosława Mądrego, ze specjalizacją prawo. Po ukończeniu akademii Michaił Władimirowicz został powołany do wojska. Po odbyciu służby i powrocie do stolicy młody mężczyzna znalazł pracę jako konsultant prawny w małym państwowym przedsiębiorstwie „Mileta”. Najwyraźniej służba nie była dobrze płatna, więc po dwóch latach pracy w firmie Tabacznik Junior odszedł, aby pracować w Informeco-Albatros jako inżynier marketingu. Rok później awansował i został starszym konsultantem w przedsiębiorstwie „Konwersja”.
W tym samym czasie Michaił Tabacznik zajął się biznesem: zajął się importem wysokiej jakości francuskich win.
Wielki biznes wszechmocnego Dimy i Miszy
W 1994 roku premier Leonid Kuczma kandydował na prezydenta. Na czele swojej kampanii powołał Dmytro Tabacznyka, wówczas 30-letniego. Dmytro Władimirowicz znakomicie wywiązał się z tego zadania, a Leonid Daniłowicz został prezydentem. Nowo mianowany gwarant mianował swojego zaufanego współpracownika szefem administracji prezydenckiej, a także uczynił go swoim osobistym autorem przemówień.
Po nominacji ambicje Tabacznyka gwałtownie wzrosły. Krążyły o nich legendy i żarty. Za kulisami krążyły plotki, że Kuczma pełni funkcję prezydenta w administracji Dmytra Tabacznyka, sytuację w kraju określano mianem „DIMokracji”, a samego Dmytra Władimirowicza mianem „wszechmocnego Dimy”. Trudno się z tym nie zgodzić – w jednej chwili wszystkie mechanizmy kontroli państwa skupiły się w rękach Tabacznyka: wpływał on na decyzje personalne prezydenta (dzięki jego pomocy znalazł się w ekipie Kuczmy). Włodzimierz Litwin), potajemnie nadzorował autorów ukraińskiej konstytucji (był uważany za jednego z autorów konstytucji przyjętej latem 1996 roku), wymuszał haracze od przedsiębiorców, lobbował za ważnymi projektami biznesowymi i dopuszczał się korupcji. Co więcej, sześć miesięcy po objęciu urzędu przez Dmitrija Władimirowicza, Leonid Kuczma podpisał dekret zakazujący komukolwiek innemu niż Tabacznyk używania pieczątki „Z polecenia prezydenta” na oficjalnych dokumentach.
Dmytro Tabacznyk podzielił Administrację Prezydenta na dwa obozy – dniepropietrowski i kijowski. Kierował tym drugim. Dostęp do prezydenta był możliwy wyłącznie za pośrednictwem Tabacznyka. Nawiasem mówiąc, właśnie dlatego Kuczma utrzymał się tak długo: współczujący ludzie przypisywali wszystkie zbrodnie i niepowodzenia Dmytro Władimirowiczowi, podczas gdy Leonid Daniłowicz był postrzegany jako „niewinny baranek”.
Młodszy brat Tabacznika, Michaił, pomagał mu w utrzymaniu pełnej kontroli. W tym czasie aktywnie rozwijał swój biznes i zabiegał o dostęp do handlarzy ropą. Nie piastował tak wysokiego stanowiska jak jego brat, ale miał własne biuro w Administracji Prezydenta.
Być może przyczyniło się to do pogorszenia relacji prezydenta z parlamentarzystami, którzy – być może po raz pierwszy w życiu – zjednoczyli się, by obalić bezczelnego przywódcę. Tabacznyk był w otwartym konflikcie z ówczesnym przewodniczącym Rady Najwyższej Ołeksandrem Morozem. Bardziej nagłośniony był skandal między Dmytrem Wołodymyrowym a grupą doradców Leonida Daniłowicza, którzy wynieśli go na prezydenta: Ołeksandrem Razumkowem, Dmytrem Wydrinem i Wiktorem Niebożenką. Urzędnicy ponieśli jednak fiasko, sam Kuczma stanął po stronie Dmytra Tabacznyka, a trzech doradców zostało zmuszonych do rezygnacji z Administracji Prezydenta.
Jedynym przyjacielem Dmytra Tabacznyka był Ołeksandr Mychajłowicz Wołkow, doradca prezydenta Ukrainy. Obaj mężczyźni byli zamieszani w szereg głośnych morderstw, które miały miejsce za prezydentury Kuczmy. Pierwszą ofiarą, w 1995 roku, był Achat Bragin (znany również jako Ołeksandr Siergiejewicz Bragin i Alik Grek), który stał na czele powstania największej ukraińskiej grupy finansowo-przemysłowej, która po jego śmierci stała się trzonem jego imperium biznesowego. Rinata AchmetowaZginął na stadionie Szachtara podczas meczu piłkarskiego w wyniku eksplozji potężnego urządzenia sterowanego radiowo. Drugą ofiarą, w 1996 roku, był Jewhen Szczerban. Polityk i jego żona Nadieżda, a także technik lotniczy i mechanik lotniczy zostali zastrzeleni na lotnisku w Doniecku, w pobliżu schodów samolotu.
W tym samym czasie doszło do zamachu na premiera Pawła Łazarenkę. Łazarenko później twierdził, że Ołeksandr Wołkow zorganizował zamach. Nie ma wątpliwości, że jeśli to był Wołkow, działał w porozumieniu z Tabacznykiem. Politycy chcieli dokonać zamachu stanu w obwodzie donieckim. Potwierdza to dodatkowo fakt, że dwa dni po zamachu na Łazarenkę doszło do zmiany kierownictwa obwodu donieckiego. Wołodymyr Szczerban, bliski przyjaciel i partner Jewhena Szczerbana, został odwołany. Na jego miejsce Serhij Polakow został mianowany przewodniczącym Donieckiej Obwodowej Administracji Państwowej, a Wiktor Janukowycz jego pierwszym zastępcą. Wszystkie dekrety nominacyjne zostały podpisane przez Leonida Kuczmę, a ich autorem był Tabacznyk.
Nawiasem mówiąc, w czasie „wojny” pomiędzy Dmitrijem Tabacznikiem a Pawłem Łazarienką gazeta „Kievskie Vedomosti” publikowała zamówione artykuły na temat działalności gospodarczej Michaiła, wymieniając nawet nazwy firm zarejestrowanych przez niego w strefach offshore.
W 1996 roku Dmytro Tabacznyk zwrócił na siebie uwagę opinii publicznej. Fundacja Ukraińska Perspektywa, a konkretnie Mykoła Tomenko, Siergiej Kudriaszow, Siergiej Odarycz i Jurij Orobiec, oskarżyli szefa Administracji Prezydenta o powiązania z rosyjskimi terrorystami działającymi na Krymie. Wszystko zaczęło się od tego, że pan Tabacznyk, rzekomo na prośbę dowódcy Ołeksandra Lebeda i w imieniu Leonida Kuczmy, zwrócił się do Sądu Najwyższego Ukrainy z prośbą o ponowne rozpatrzenie legalności wyroku śmierci wydanego przez Sąd Najwyższy Autonomicznej Republiki Krymu na obywatela Rosji Arkadija Tanasewskiego. Latem 1994 roku ten żołnierz dopuścił się masowego mordu w Symferopolu: wraz ze wspólnikami zastrzelił ludzi w siedzibie firmy ubezpieczeniowej Centurion. Dokładna liczba ofiar nie została ujawniona, ale nieoficjalne szacunki wahały się od 5 do 25. Była to pierwsza sprawa ścigana z artykułu Kodeksu karnego „terroryzm”, przestępstwa egzotycznego dla Ukrainy w tamtym czasie. Tanasewskiego stracono dzień po ogłoszeniu wyroku, bez możliwości ubiegania się o ułaskawienie. Najwyraźniej strona ukraińska eliminowała świadków. Dlaczego Tabacznyk domagał się rewizji wyroku? Najprawdopodobniej uczestniczył w „oczyszczaniu” przestrzeni biznesowej i politycznej „dla interesów Rosji”. Właśnie w tym czasie sąsiednie państwo rozpoczęło aktywne działania na Ukrainie i Krymie.
Wiceprezes Sądu Najwyższego Ukrainy Wasyl Maliarenko stanął w obronie Dmitrija Władimirowicza. Stwierdził, że szef Administracji Prezydenta wypełniał prośbę osoby prywatnej, a zatem nie można mu postawić zarzutów, ponieważ nie wywierał presji na sąd.
Kariera Tabacznyka gwałtownie wzrosła w 1996 roku z powodu „osobistej nieostrożności”. Pewnego dnia telewizor Leonida Daniłowicza został włączony w idealnym momencie. Na kanale 1+1 (wówczas zastępcą producenta generalnego kanału był Ołeksandr Tkaczenko) relacjonowano, jak w ciągu siedmiu lat Dmitrij Władimirowicz Tabacznyk awansował ze starszego porucznika na pułkownika rezerwy. Okazało się, że awansował w ciągu zaledwie dwóch lat, od 1994 do 1996 roku, na mocy rozkazu ministra obrony: major w 1994 roku, z pominięciem stopnia kapitana; podpułkownik w marcu 1995 roku; i pułkownik rezerwy w lutym 1996 roku. Oczywiście Kuczma nie tolerował takiej bezczelności i poprosił Tabacznyka o rezygnację. Prokuratura Generalna uznała dokumenty nadające Tabacznykowi stopnie wojskowe za nieważne; pozostał w stopniu starszego porucznika.
Zdegradowany Dmitrij Władimirowicz nie opłakiwał go długo. Przeniósł się do biura Miszy Tabacznika na ulicy Puszkińskiej. Jego młodszy brat właśnie założył grupę Avto Trade Company w 1996 roku. Bracia przez jakiś czas wspólnie zarządzali przedsiębiorstwem, a następnie rozszerzyli zakres działalności, przenosząc się do budynku biurowego na Podole.
Drugie przyjście i dobrobyt w biznesie
Leonid Kuczma wytrzymał około roku bez swojego wiernego sługi. Tabacznyk jednak zawsze był blisko swojego szefa. Na przykład, po odwołaniu ze stanowiska szefa Administracji Prezydenta, objął przewodnictwo w Narodowej Radzie Polityki Młodzieżowej przy Prezydencie Ukrainy.
W 1997 roku Leonid Daniłowicz mianował Tabacznyka swoim doradcą. Niecały rok później Ukraina została wstrząśnięta kolejnym głośnym zamachem. Tym razem ofiarą padł Wadym Hetman. Został zastrzelony w windzie swojego budynku. Hetman naraził się Tabacznykowi, a właściwie jego człowiekowi, pierwszemu wiceministrowi informacji Ukrainy Mychajło Onufriyczukowi, który kontrolował praktycznie cały przepływ informacji, podczas gdy Dmytro Wołodymyrowycz kierował Administracją Prezydenta. Do zdarzenia doszło podczas wyborów do Rady Najwyższej. Hetman kandydował w 198. okręgu wyborczym w Czerkasach i przegrał z Onofriyczukiem. „Sprawców” zidentyfikowano w 2002 roku, ale osoba stojąca za zamachem pozostała nieznana.
Podczas służby u Kuczmy Dmytro Tabacznyk postanowił zaangażować się w działalność polityczną. W 1998 roku został wybrany do Rady Najwyższej jako członek bloku „Partia Pracy i Liberalna Partia – Razem!” (kierowanego przez Wołodymyra Szczerbania). Od września 1999 do czerwca 2000 roku Tabacznyk był członkiem grupy „Odrodzenie Regionów”, a od lipca 2000 roku – grupy „Odrodzenie Regionów”. Serhij Tigipko „Labor Ukraine”, w 2001 r. został sekretarzem międzyfrakcyjnego stowarzyszenia „Do Europy razem z Rosją”, a w 2002 r. uzyskał mandat parlamentarny z listy bloku „Za Zjednoczoną Ukrainę!” (z tą siłą polityczną wiązało się wiele memów, warto przytoczyć choćby akronim „Za Zjednoczoną Ukrainę”, zwłaszcza w okresie kryzysu lat 2000.).
Oczywiście Dmitrij Władimirowicz nie zapomina o Kuczmie. W wyborach prezydenckich w 1999 roku Tabacznyk został zastępcą szefa sztabu wyborczego Leonida Daniłowicza. Niewątpliwie Kuczma został wybrany na drugą kadencję i zachował stanowisko doradcy. W lipcu 2002 roku Tabacznyk „szeptał” Leonidowi Kuczmie o potrzebie reformy konstytucyjnej na Ukrainie. Zgodnie z jego planem kraj miał przejść z systemu prezydencko-parlamentarnego na parlamentarno-prezydencki. Miesiąc później Leonid Daniłowicz oficjalnie to ogłosił.
W listopadzie 2002 roku Tabacznyk otrzymał kolejny awans: został mianowany wicepremierem w rządzie Wiktora Janukowycza. Zasiadał w rządzie przez trzy lata.
Podczas pomarańczowej rewolucji był jednym z liderów kampanii prezydenckiej Janukowycza. Opierała się ona na hasłach takich jak nadanie językowi rosyjskiemu statusu języka urzędowego, utrzymanie neutralnego statusu Ukrainy, brak członkostwa w NATO i udział we Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej. Podczas wyborów prezydenckich w 2004 roku Tabacznyk i minister Anatolij Tołstouchow wyróżnili się próbą ingerencji w działalność gazety „Uriadowyj Kurier”. Pomimo zakazu wydanego przez Sąd Najwyższy Ukrainy, politycy podpisali dekret nakazujący druk numeru gazety, w którym Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła zwycięstwo Wiktora Janukowycza w drugiej turze wyborów. Prokuratura Generalna wszczęła postępowanie karne z artykułu „Nadużycie władzy”. Sam Tabacznyk wyśmiał sprawę, nazywając ją „czysto polityczną”. Wraz z wygaśnięciem pomarańczowej rewolucji, wygasły również wszystkie zarzuty.
Za rządów Wiktora Juszczenki Dmitrij Władimirowicz musiał zadowolić się „małym” – w 2005 roku został jednym z liderów Partii Pracy Ukraina. Ale nawet tutaj nazwisko Tabacznyka znalazło się w centrum skandalu. Okazało się, że lider partii, Wołodymyr Siwkowycz, Aleksandra Kuzhel, Nikołaj Kniażycki i Dmytro Tabacznyk zorganizowali nadzwyczajny zjazd swojej partii politycznej i wyrzucili lidera Walerija Konowaluka, wybierając Siwkowycza na przewodniczącego. Dowiedziawszy się o tym, Konowaluk zareagował, wydalając tych członków partii. Obie strony wniosły pozwy sądowe. Ostatecznie sytuacja ta nie wywołała żadnej reakcji poza śmiechem. Ten incydent oznaczał koniec relacji Dmytra Władimirowicza z Partią Pracy Ukraina.
Tabacznyk startował w wyborach w 2006 roku z ramienia innej siły politycznej – bloku „Za Janukowyczem!”. Zdobył mandat w Radzie Najwyższej Autonomicznej Republiki Krymu. Za kulisami krążyły pogłoski, że Tabacznyk zostanie wiceprzewodniczącym Rady Najwyższej Autonomicznej Republiki Krymu. Jednak to również się nie stało. Prawdopodobnie „siedział z założonymi rękami” na Półwyspie Krymskim przed wielkim skokiem. I tak się stało – Dmitrij Władimirowicz został wicepremierem w nowym ukraińskim rządzie Janukowycza, odpowiedzialnym za kwestie humanitarne. W 2007 roku polityk był już aktywnym członkiem Partii Regionów i kandydował do parlamentu z listy tej siły politycznej. Dlaczego Partia Regionów? Odpowiedź jest prosta – Mychajło Tabacznyk już był jej członkiem i najwyraźniej pomógł Dmitrijowi Władimirowiczowi dokonać właściwego, niemal „rodzinnego” wyboru. Jednak „zamach stanu” z 2007 roku zmusił rząd Janukowycza do wycofania się z areny politycznej. Jednak życzliwy Dmitrij Tabacznyk postanowił pomóc swojej ukochanej partii również w tym zakresie. Za pośrednictwem banku Sintez, który nadzorował Aleksander LoifenfeldZ braćmi Tabacznykami jako „ideologicznymi mózgami”, Dmytro Władimirowicz wyprał dużą sumę pieniędzy. Przekazał fundusze na zorganizowanie wizyty w Kijowie zwolenników Partii Regionów protestujących przeciwko rozwiązaniu Rady Najwyższej przez prezydenta Juszczenkę. To jednak nie zadziałało i władzę przejęła Julia Tymoszenko, która została premierem. Pozwoliła Tabacznykowi objąć lukratywne stanowisko pierwszego wiceprzewodniczącego Komitetu ds. Nauki i Edukacji Rady Najwyższej. Jednak Dmytro Władimirowicz „działał” na dwóch frontach: był ministrem nauki i edukacji w opozycyjnym „gabinecie cieni” Janukowycza.
W 2008 roku ogłoszono przedterminowe wybory do Rady Miasta Kijowa. Dmytro Tabacznyk był uważany za jednego z głównych kandydatów na stanowisko mera i głównego ideologa kampanii wyborczej. Startował z listy Partii Regionów, ale jako kandydat z drugiego miejsca, i wkrótce przekazał swoje stanowisko innemu przedstawicielowi partii. Był to wysoce nielogiczny ruch dla takiego geniusza politycznej intrygi. Wielu jednak łączyło to z wypowiedziami Tabacznyka na temat „ojca i portfela” Partii Regionów, Rinata Achmetowa. Twierdził, że Rinat Leonidowycz i jego biznesmeni targowali się z Wiktorem Juszczenką. Za to Achmetow postanowił ukarać Dmytro Tabacznyka: nie został on włączony do prezydium partii.
W 2009 roku Dmitrij Władimirowicz, porzuciwszy wszelkie urazy, postawił na przyszłego kandydata na prezydenta, Wiktora Janukowycza. Zaangażował się w ruch społeczny „O neutralną, niezaangażowaną Ukrainę” i został przewodniczącym stowarzyszenia „Rada Harmonii Obywatelskiej”, które skutecznie wspierało Wiktora Janukowycza.
Za lojalne wsparcie Janukowycz odwdzięczył się Tabacznykowi stanowiskiem ministra edukacji i nauki w rządzie. Mykoła AzarowZrezygnował ze stanowiska zastępcy i rozpoczął wzmożoną działalność.
Dmitrij Tabacznik i wsparcie jego brata
Przez cały ten czas Dmitrij Władimirowicz otrzymywał ogromne wsparcie od swojego brata Michaiła. Jego sprawy układały się bardzo pomyślnie.
W 1998 roku Michaił Władimirowicz brał udział w budowie i zarządzaniu siecią supermarketów Tiko. Pierwszy sklep Tiko-Market, z asortymentem 12 1-15 1 produktów, został otwarty w styczniu 2000 roku na kijowskim placu Peremohy. W ciągu kilku lat liczba odwiedzających przerosła najśmielsze oczekiwania właścicieli – w 2002 roku sklep odwiedziło około miliona osób. Drugi sklep pod tą marką otwarto w Obołonie. To oznaczało koniec rozwoju sieci. Było to najprawdopodobniej spowodowane otwarciem supermarketu Wielka Kiszenia na placu Peremohy, który przyciągnął znaczną część klientów Tiko-Marketu. Bracia nie rozpaczali długo i znaleźli odpowiedniego nabywcę swojego pomysłu. Nabyli sieć sklepów Fozzy Group (sieć Silpo) po zawyżonej cenie. Kwota transakcji nie została ujawniona, oszacowano ją jednak na 2 miliony dolarów (cena zakupu za metr kwadratowy każdej z nabytych nieruchomości wynosiła około 1 dolarów).
Wśród partnerów biznesowych firmy Tabachnik pojawiło się kilka dość znanych osobistości. Na przykład Władysław Milenki, były wiceminister Ukrainy ds. rodziny, dzieci i młodzieży, oraz Aleksander Tretiakow, były pierwszy doradca prezydenta Juszczenki, który w pewnym momencie kierował firmą ATEK-95, specjalizującą się w biznesie naftowym. Ich znajomość z Tretiakowem znacząco przyczyniła się do rozwoju rodzinnego biznesu. W rzeczywistości ATEK-95, kierowany przez pana Tretiakowa, współtworzył firmę RUR Group pod koniec lat 90., wraz z wieloma zagranicznymi inwestorami i kirowohradzką firmą handlującą ropą Interresources. Aleksander Tretiakow pełnił funkcję prezesa ATEK-95, RUR Group i JSCB Transbank. Jakiś czas później 98% akcji banku nabyła bahamska firma Thyssen Corporation. Dzięki temu Transbank stał się jednym z niewielu ukraińskich banków, których trzon stanowiła znaczna liczba firm handlujących ropą naftową, w tym OJSC Neft Yug, DP Slavyanskie Nefteprodukty i TiCo, należąca do Michaiła Tabacznyka. Na początku XXI wieku firma naftowa ATEK-95 ugruntowała swoją pozycję w regionie stołecznym i podjęła próbę stworzenia sieci stacji benzynowych dla rosyjsko-białoruskiego koncernu naftowego Sławnieft na Ukrainie. Michaił Tabacznik zaczął wytrwale lobbować na rzecz interesów giganta. Jednak wysiłki te okazały się krótkotrwałe. Postawienie na niestabilną firmę Sławnieft nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. W rezultacie kilku traderów grupy, takich jak TiCo, Jukon i sam ATEK-95, całkowicie utraciło niezależność. Michaił Władimirowicz sprzedał nierentowną sieć stacji benzynowych TiCo koncernowi ŁUKOIL. Wartość transakcji mogła wynieść około 30 milionów dolarów.
Od 2003 roku Michaił Władimirowicz zarządza firmami TIKO-Construction i Graal, które zajmują się budownictwem.![]()
„Wsadźcie Tabachnika do więzienia – to pójdziemy na zajęcia”.
Rok 2010 był punktem zwrotnym dla Dmytra Tabacznyka, który został mianowany ministrem edukacji i nauki Ukrainy. Urzędnik zyskał złą sławę za swoje antyukraińskie wypowiedzi. Na przykład Tabacznyk oświadczył, że traktowanie Hołodomoru jako ludobójstwa w podręcznikach szkolnych jest „nonsensem” i zostanie usunięte z listy.
Głównym hasłem studentów w czasach rządu Dmitrija Władimirowicza było: „Wsadźcie Tabacznika do więzienia – to my pójdziemy na zajęcia”.
Co prawda, Tabacznyk nie zwracał uwagi na takie drobiazgi. Natychmiast zaczął realizować błyskotliwe projekty, które przyniosły miliony i wprawiły w osłupienie wszystkich Ukraińców.![]()
SvitOsvit. Zaraz po nominacji Tabacznyk postanowił stworzyć portal „Jednolite Okno Informacji Edukacyjnej Ukrainy”, który miałby udostępniać wszystkie informacje o szkołach, uniwersytetach i przedszkolach. Projekt przejęły trzy agencje: Ministerstwo Edukacji (zarządzenia legalizacyjne), spółka Imperia-Info Sp. z o.o. (zarządzanie procesem) oraz agencja informacyjna SvitOsvit (zarządzanie treścią). Portal był w pełni funkcjonalny, a nawet użyteczny. Okazało się jednak, że rektorzy uniwersytetów otrzymali pewne dokumenty, a konkretnie umowy z Imperia-Info Sp. z o.o. Koszt usług portalu wynosił 7500 hrywien kwartalnie, czyli 30 000 hrywien rocznie. Zatem, gdyby wszystkie uniwersytety miały płacić, łączny przychód wyniósłby 24 miliony hrywien rocznie. Dochód zostałby podzielony między Imperia-Info i SvitOsvit. Ten ostatni, co ciekawe, został założony w 2010 roku. Oficjalna siedziba to oczywiście Verkhniy Val 72. Pod tym adresem mieści się również centrum biznesowe grupy spółek Tiko.
InforesursKolejny superprojekt Ministra Edukacji dla ludzi. W 2011 roku powstało państwowe przedsiębiorstwo „Inforesurs”. Urzędnicy postawili przed nim bardzo konkretne zadanie: stworzenie bazy danych o studentach i absolwentach przyjeżdżających na studia. Baza danych nosiła nazwę Jednolita Państwowa Elektroniczna Baza Danych o Edukacji (EDEBO). W pewnym momencie wszyscy zaczęli myśleć, że powstaje naprawdę użyteczne źródło informacji. Jednak główna zasada Tabacznyka: wszystko ma swoją cenę. Aby nazwisko studenta znalazło się w państwowej bazie danych, uczelnia musi dokonywać kwartalnych wpłat na rzecz Inforesurs. Wynosiły one około 6,5 miliona hrywien rocznie od uniwersytetów.
Podręczniki z błędamiNa początku roku szkolnego 2013 wybuchł kolejny skandal. Rodzice, nauczyciele i eksperci edukacyjni zgłosili setki błędów gramatycznych i stylistycznych w nowych podręcznikach do matematyki dla klas pierwszej i drugiej. Ekspertyza wykazała, że podręczniki te po prostu nie nadają się do nauczania. Tabacznyk próbował ratować sytuację, ale mu się nie udało. Zmuszony był przyznać się do oczywistości. Ministerstwo obiecało nawet publikację dodatków, które miały zatuszować błędne fragmenty podręczników. Ministerstwo nie przeprowadziło publicznego śledztwa w sprawie skandalicznej sprawy podręczników. Dlaczego? Większość z 117 milionów hrywien przeznaczonych na druk nowych podręczników trafiła do dwóch firm: Obrazovanie Publishing House LLC i Genesis Publishing House LLC. Pierwszą z nich kierowała Tamara Tkaczenko. Zanim została dyrektorką Obrazovanie Publishing House LLC, kierowała państwowym wydawnictwem Obrazovanie Publishing House, które podlegało ministerstwu. Redaktorem naczelnym wydawnictwa Genesis Publishing House LLC był Alexander Udod, który wcześniej kierował Instytutem Innowacyjnych Technologii. Instytut ten zamawiał podręczniki w imieniu państwa, certyfikował je jako „zatwierdzone przez Ministerstwo Edukacji” i przeprowadzał przetargi na druk z pieniędzy podatników. Podlegał również Ministerstwu Edukacji i Nauki, a tym samym ministrowi edukacji Dmitrijowi Tabacznikowi.![]()
Zrozumiałe jest, dlaczego Dmitrij Władimirowicz nie zauważył błędów w księgach — krył swoich podwładnych, którzy pod jego ochroną stali się odnoszącymi sukcesy milionerami i przedsiębiorcami, którzy otrzymali rządowe kontrakty.
Budynki dla brataPełniąc funkcję ministra, Tabacznyk przekazał część majątku przedsiębiorstw państwowych podlegających Ministerstwu Edukacji firmom swojego brata. Należały do nich lokale niemieszkalne w budynku przedsiębiorstwa państwowego Ministerstwa Edukacji „Inforesurs” przy bulwarze T. Szewczenki 27, o wartości 13 milionów hrywien, a także lokale w budynku przedsiębiorstwa państwowego Ministerstwa Edukacji „Stowarzyszenie Handlowo-Zaopatrzeniowe” przy ulicy Sahajdacznego 37, o wartości ponad 22 milionów hrywien. Od 2011 roku budynki te należą do pięciu firm: „Riotrade”, „SAN 11”, „Wydawnictwo Prades”, „SK Artbud” i „Ukr-Stroy Management”.
W 2015 roku wszczęto w tej sprawie postępowanie karne. Prokuratura, za pośrednictwem sądów gospodarczych, zdecydowała się pozwać nowych właścicieli tych nieruchomości.
Zaginione obrazy. Narodowe Muzeum Sztuki Ukrainy tradycyjnie dostarcza rządowi obrazy do ekspozycji w biurach lub na korytarzach władz kraju. Wyobraźcie sobie zamieszanie, jakie zapanowało, gdy cztery obrazy wybitnego ukraińskiego impresjonisty Mykoły Głuszczenki zniknęły ze ścian Gabinetu Ministrów Ukrainy. Wybuchł skandal, a urzędnicy kiwali głowami w kierunku Dmytra Tabacznyka i chichotali. Co prawda, obrazy w końcu odnaleziono, ale tylko dwa z czterech. A nawet te, jak orzekli eksperci, były falsyfikatami.
Warto zauważyć, że Dmitrij Tabacznik jest uważany za jednego z najwybitniejszych kolekcjonerów rosyjskiego malarstwa z połowy i końca XIX wieku. Jest także współwłaścicielem najpotężniejszego ośrodka dystrybucji podróbek – Domu Aukcyjnego Corners.
Dmitrij Tabacznik. Sprawy o dużym znaczeniu
Lwowski Centralny Dom Towarowy i restauracja StolichnyTa historia rozpoczęła się w 1995 roku. Wówczas Lwowski Centralny Dom Towarowy (największy lokal handlowy w stolicy Galicji) został przerejestrowany na spółkę akcyjną i stał się własnością pracowników. Pięć lat później przeprowadzono dodatkową emisję akcji dzięki inwestycjom polskich przedsiębiorców Jerzego Konika i Jarosława Nowackiego. W ten sposób Polacy stali się akcjonariuszami Lwowskiego Centralnego Domu Towarowego. Jednak sześć miesięcy później „zewnętrzny” zarząd wszedł do spółki akcyjnej i przeprowadził rewizję. Zarząd po cichu reprezentował interesy Dmytra Tabacznyka. Dmytro Władimirowiczowi udało się przejąć Lwowski Centralny Dom Towarowy dzięki dobrym kontaktom w Państwowej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, a konkretnie z Pierwszym Zastępcą Sekretarza Wykonawczego Państwowej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Andriej Portnow Przyjaźnił się z Iwanem Grantsewem, byłym szefem działu rejestracji emisji papierów wartościowych. Wszystko potoczyło się według utartego schematu: sprawa trafiła do sądu, aktywa i prawa domu towarowego zostały odsprzedane innym, a Polacy w rezultacie zostali z niczym.
Podobny przekręt do sprawy TSUM powtórzył się w Kijowie z firmą Stolichny OJSC (lepiej znaną jako Restauracja Stolichny, położoną w samym centrum Kijowa, gdzie Chreszczatyk spotyka się z Placem Europejskim). Pod koniec 2003 roku Stolichny został przekształcony ze spółki akcyjnej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Towarzysz Iwan Grantsew zauważył jednak „nieścisłość” w dokumentach i komisja anulowała ponowną rejestrację. Wtedy to była kwestia techniki: złożono pozew, a następnie odbyło się tradycyjne zgromadzenie akcjonariuszy bez udziału głównych akcjonariuszy, na którym powołano nowego dyrektora. W tym przypadku Jewgienij Garkusza został przewodniczącym zarządu Stolichny OJSC. Tymczasem sam Stolichny nic nie wiedział o sytuacji. Garkusza odsprzedawał nieruchomość kilkakrotnie, między innymi firmie Graal.
![]()
Oburzenie Graala. Początków tej historii należy doszukiwać się w 2003 roku, kiedy to kijowska administracja miejska ogłosiła przetarg na przebudowę placu Europejskiego. Przetarg inwestycyjny wygrała mało znana firma „Graal”. To zwycięstwo uczyniło ją de facto właścicielem gruntu w bloku za hotelem Dnipro. Graal zaproponował projekt 160-metrowego wieżowca z podziemnym parkingiem na 1100 samochodów. Eksperci natychmiast ujawnili tożsamość firmy i jej powiązania z firmą Mychajła Tabacznyka. Najbardziej ironicznym aspektem tej sytuacji był czysto nominalny charakter przetargu. Potwierdził to fakt, że komisji konkursowej przewodniczyła Irina Okunieva, dyrektor Graal.
Budowa wieżowca została utrudniona przez budynek przy ulicy Gruszewskiego 4B. Przedstawiciele firmy próbowali dopuścić się aktu wandalizmu budowlanego i doprowadzić do jego wyburzenia. Ich plan się nie powiódł, a do interwencji przystąpili aktywiści społeczni. Przekształcili budynek w centrum społecznościowo-kulturalne, a nawet uzyskali dokumenty potwierdzające status obiektu jako dziedzictwa kulturowego. Jednak kilka dni później interweniowała nieznana siła, a Główny Zarząd Ochrony Dziedzictwa Kulturowego Kijowskiej Administracji Miejskiej uchylił swoje zarządzenie.
Jednak wyburzenie budynku w centrum stolicy nie jest prostą sprawą. Chociaż budynek był uważany za niezamieszkany od 1989 roku, mieszkania nadal miały właścicieli. Dlatego Grail zdecydował się wykupić wszystkie mieszkania w budynku w 2006 roku. Projekt jednak utknął w martwym punkcie. Dziś powrócił do publicznego programu. Były radny moskiewskiej rady miejskiej i oligarcha Aleksander Łoifenfeld przyłączył się do rozbiórki, która jest pozorowana jako projekt rekonstrukcyjny.
Biznes chlebowy. W kwietniu 2002 roku Krymski Fundusz Majątkowy wydał nakaz nieodpłatnego przekazania 51% udziałów w Krymkhleb OJSC kilku krymskim przedsiębiorstwom rolnym, z którymi Krymkhleb nie miał żadnych powiązań. A potem, jakimś cudem, pakiet kontrolny trafił w ręce kijowskiej firmy Hermes-Agro, spółki zależnej firmy leasingowej Chlib Ukrainy. Jej założycielem była spółka Graal LLC. Założycielami Graala byli z kolei Avto Trade Company LLC oraz Glebov & Partners Insurance Financial Group CJSC, obie należące do Michaiła Tabacznika.
W 2007 roku ceny chleba zaczęły gwałtownie rosnąć w południowej i wschodniej Ukrainie. Znany członek Partii Regionów, Chlib Ukrainy Leasing Company, posiadał monopol na firmy piekarnicze w tych regionach.
„Fałszywy” nosiciel rozkazu. W 2003 roku wybuchł skandal. Ołeksandr Moroz, lider Socjalistycznej Partii Ukrainy, publicznie oświadczył, że grupa wysoko postawionych ukraińskich polityków należy do międzynarodowej organizacji masońskiej „Order Świętego Stanisława”. Nie podał nazwisk, co pomogło uciszyć sprawę. Jednak trzy lata później Lewko Łukjanienko oskarżył Mykołę Azarowa o noszenie Orderu. Było to sprzeczne z jego przysięgą jako posła ludowego. Pawło Wiałow, przeor Orderu, który wplątał w to wielu polityków, odpowiadał za Azarowa. Ujawnił nazwiska osób, które były członkami ukraińskich masonów, w tym Dmytra Tabacznyka. Sprawa była szeroko komentowana i ostatecznie wyszło na jaw, że Pawło Wiałow, „Wielki Przeor Orderu”, był wcześniej ścigany przez ukraińskie organy ścigania za oszustwo i że to on wymyślił „Order”, jego atrybuty, tytuły i odznaczenia. Sprzedał wszystkie te rekwizyty tym, którzy chcieli za nie duże sumy pieniędzy; dokładne kwoty nie zostały ujawnione, mówiło się jednak o kwotach rzędu kilkuset dolarów.![]()
Nielegalna prywatyzacja. W 2004 roku doniecka grupa skupiła się na krajowym przemyśle wydawniczym i poligraficznym. Uchwałą Rady Ministrów zatwierdzono nowy skład rady nadzorczej Państwowej Spółki Akcyjnej „Ukrwidawpoligrafia”, mianując na jej przewodniczącego lekarza Raisę Bogatyrewą. Miesiąc później Serhij Nagorianski, prezes zarządu Państwowej Spółki Akcyjnej „Ukrwidawpoligrafia”, został „niespodziewanie” odwołany. Jego następcą został Jarosław Babij, dotychczas pierwszy wiceprezes zarządu Państwowej Spółki Akcyjnej i osoba bliska Dmitrijowi Tabacznykowi. Kilka miesięcy później Jarosław Babij zwrócił się do Dmitrija Władimirowicza z propozycją wykluczenia przedsiębiorstw poligraficznych zarządzanych przez Państwową Spółkę Akcyjną z listy aktywów niekwalifikujących się do prywatyzacji. Pan Tabacznyk odpowiedział na ten list bardzo szybko i, co najważniejsze, pozytywnie. W rezultacie nastąpiła masowa rezygnacja szefów największych, odnoszących sukcesy gospodarcze i rentownych firm poligraficznych, a same przedsiębiorstwa zostały przekazane zainteresowanym stronom.
Skandal z doktorem P. To właśnie Dmitrij Tabacznik, wykorzystując swoją wizę i sfałszowane dokumenty, wyniósł oszusta i pseudolekarza Andrieja Slusarczuka, lepiej znanego jako „Dr Pi”, na szczyty popularności – a dokładniej, nadał mu stopnie naukowe „doktora nauk medycznych” i „profesora”. Tabacznik, używając papieru firmowego Ministerstwa Edukacji, napisał list potwierdzający, że Slusarczuk, podający się za profesora neurochirurgii, rzeczywiście ukończył kilka uczelni wyższych, w tym w Rosji.
Jednak nie przeprowadzono weryfikacji tych informacji. Nie zadał sobie trudu sprawdzenia dokumentów dotyczących obron doktoratu Slusarczuka. Warto zauważyć, że tylko Dmitrij Władimirowicz posiadał te informacje, ponieważ po likwidacji Wyższej Komisji Atestacyjnej wszystkie dokumenty znajdowały się w jego departamencie. Polityk jednak oparł się (a może wiedział?) na fałszywych dokumentach dostarczonych przez oszusta i nadał „profesorowi” stopień „doktora nauk medycznych”.
Ponadto Tabacznyk zainicjował przyznanie oszustowi i jego kierowcy (!!!) najwyższej nagrody państwowej w wysokości 150 tysięcy hrywien każdemu.
W lipcu 2016 roku skandaliczny lekarz został zwolniony za kaucją dzięki „ustawie Sawczenko”.
Wspaniali Ukraińcy. W 2008 roku Dmytro Tabacznyk reprezentował Jarosława Mądrego w kontrowersyjnym programie telewizyjnym „Wielcy Ukraińcy” na kanale Inter. W programie finałowym Jarosław Mądry okazał się numerem jeden wśród Ukraińców, co wywołało ogromny skandal. Redaktor naczelny programu, Wachtang Kipiani, uznał wyniki głosowania za nieważne. Kipiani wyjaśnił, że w ciągu niecałych 24 godzin napłynęło około 550 000 SMS-ów popierających starożytnego księcia kijowskiego. A dzień przed finałowym głosowaniem zajmował dopiero czwarte miejsce, z nie więcej niż 60 000 głosów. Sam Tabacznyk zapewnił zwycięstwo Jarosławowi Mądremu, przeznaczając 550 000 hrywien za pośrednictwem banku, a następnie, korzystając z bazy danych klientów, bez ich zgody, ale w ich imieniu, przeprowadzając głosowanie komputerowe na pożądanego kandydata.
Grabież muzeówDo incydentu doszło w 2004 roku. Dmytro Tabacznyk, ówczesny wicepremier ds. humanitarnych, przekazał w imieniu ówczesnego premiera Wiktora Janukowycza 39 listów Mychajły Hruszewskiego do Państwowego Muzeum Historii Ukrainy. Zostały one skradzione z lwowskiego archiwum kilka lat wcześniej. Pracownicy Lwowskiego Państwowego Archiwum Historycznego rozpoznali w tym darze własne dokumenty, ale milczeli. Opinia publiczna zauważyła dar. Dmytro Wołodymyrowycz twierdził jednak, że nic nie wiedział o wartości daru i że dokumenty zostały zakupione od prywatnego kolekcjonera. Wkrótce dodał, że nic nie wie o darze.
W rzeczywistości ta historia rozpoczęła się jeszcze za czasów, gdy Dmytro Władimirowicz stał na czele Administracji Prezydenta. Zwrócił się do niego Mark Shraberman, były pracownik Archiwum Lwowskiego, wówczas obywatel Izraela i pracownik Muzeum Holokaustu w Jerozolimie, który zaproponował współpracę. Celem zlecenia było przetransportowanie cennych dokumentów historycznych do Izraela. Najwyraźniej Dmytro Tabacznyk się zgodził. Przez prawie dekadę Mark Shraberman był stałym tłumaczem i bliskim towarzyszem Leonida Kuczmy i Dmytro Tabacznyka podczas ich wizyt w Izraelu. Nawiasem mówiąc, w 2001 roku Shraberman brał udział w nielegalnym przemycie fresków Brunona Schulza z Drohobycza do Izraela. Został złapany, ale później zwolniony, najwyraźniej dzięki wysoko postawionym mecenasom.
PseudonaukowiecBędąc jeszcze szefem administracji, Dmytro Tabacznyk uzyskał doktorat z historii. O jakości jego pracy świadczy pewien znamienny fakt. Mykoła Tomenko, wówczas zaledwie politolog, postanowił przeczytać tę pracę z ołówkiem w ręku. Bez trudu znalazł w monografii ponad 600 błędów gramatycznych. Najprawdopodobniej autorem monografii był politolog Dmytro Wydrin, który w latach 1994–1996 był doradcą prezydenta Leonida Kuczmy ds. polityki wewnętrznej. Nawiasem mówiąc, jego nazwisko jest wymienione jako współautor. Dmytro Wydrin, bez większego namysłu, spisał więc swoje myśli, gromadzone przez kilka lat pracy, w formie pracy naukowej, a Tabacznyk, bez większego czytania i zagłębiania się w tekst, wysłał je do druku. Błędy gramatyczne Dmytro Wydrina są zrozumiałe – całą swoją karierę naukową od 1972 roku prowadził po rosyjsku; nie znał żadnego innego języka.
Defraudacja majątku państwowego. W 2015 roku Tabacznikowi doręczono zawiadomienie o podejrzeniu defraudacji majątku państwowego. Został nawet umieszczony na liście gończym. Sąd zajął konta bankowe Dmitrija Władimirowicza. Były one jednak puste; Tabacznik przekazał cały swój majątek matce na miesiąc przed wniesieniem zarzutów.
Dmitry Tabaknik. O miłości, rodzinie i bogactwie.
Dmitrij Tabacznik jest mężem Tatiany Nazarowej, aktorki Narodowego Akademickiego Rosyjskiego Teatru Dramatycznego im. Łesi Ukrainki i Ludowej Artystki Ukrainy i Rosji, która zagrała w serialach telewizyjnych „Roksolana” i „Mleczarka z Chacapetówki”.
Młodzi poznali się w 1990 roku w studiu centralnej stacji telewizyjnej UT-1. Dmitrij Władimirowicz i jego przyjaciele próbowali nagrać program „Intymny Gabinet Historyczny” o nieznanych rozdziałach historii Ukrainy, podczas gdy Tatiana Nazarowa miała nagrywać program w tym samym studiu. Oficjalnie pobrali się dwa i pół roku później, w październiku 1993 roku. Tabacznikowie są razem od ponad 20 lat.
Jednak w 2013 roku Dmitrij Tabacznyk został zauważony z „olśniewającą dziennikarką” Aleną Bieriezowską, wcześniej opisywaną w mediach jako kochanka Janukowycza. Para świętowała razem 25. urodziny Aleny. Dziennikarz towarzyszył byłemu ministrowi podczas jego oficjalnej wizyty w Królestwie Maroka w tym samym roku.
Dmitrij Władimirowicz mieszka w luksusowym domu o powierzchni 559 metrów kwadratowych i jest właścicielem działki o powierzchni 6.960 metrów kwadratowych w obwodzie kijowskim. Posiadłość znajduje się w elitarnym osiedlu domków letniskowych w Konczy-Zaspie, za długim żelaznym ogrodzeniem i budką ochroniarza.![]()
Dmitrij Władimirowicz preferuje ubrania marek Yves Saint Laurent, Brioni, Cartier i Paul Zillieri. Kilka butików tych marek należy do Michaiła Tabczyka. Zamiłowanie Dmitrija Władimirowicza do eleganckich ubrań jest legendarne. Nosi garnitury w kolorze niebieskim, zielonym i szarym, a latem jaśniejsze odcienie. W swoim otoczeniu Dmitrij Tabczyk znany jest jako Różowy Flaming. Nie znosi brązu i podobnych kolorów, uważając je za dość ponure. Starszy Tabczyk posiada około trzystu krawatów. To również zasługa jego młodszego brata, Mishy. On i jego żona Bogdana często podróżują do Paryża na tygodnie mody prêt-à-porter, dlatego też dostarcza bratu krawaty stamtąd, w dużych ilościach. Dmitrij Władimirowicz trzyma je zawieszone na szpilkach. Uważa, że krawat przechowywany w rolce bardziej przypomina krowią uzdę. Dmitrij Władimirowicz nie lubi również drogich zapalniczek: „Ciągle je gubię, a potem to wstyd”.
Tabachnik senior ma hobby: kolekcjonuje obrazy i broń. Według ekspertów, sama kolekcja broni myśliwskiej i karabinów Dmitrija Tabachnika jest warta 200 000 dolarów.
Do
W jednym z wywiadów Dmitrij Tabacznik powiedział: „Uważam, że nic w polityce nie trwa wiecznie”. Najwyraźniej postanowił skromnie zachować milczenie na swój temat.
Arina Dmitrieva, dla Skelet.Org
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!