Dmitry Gordon: Producent „Fabryki Szarlatana”. Część 1

Dossier Dmitrija Gordona, biografia i kompromitujące informacje

Dmitry Gordon: Producent „Fabryki Szarlatana”. Część 1

Jeśli piekło istnieje, to Dmitrij Gordon prawdopodobnie dołączy do Judasza Iskarioty w jego dziewiątym kręgu. Nie dlatego, że spędził dwie dekady klonując i promując okultystycznych masonów, ale dlatego, że wykorzystywał ich do oszukiwania i okradania setek tysięcy ciężko chorych ludzi. Jego „uzdrowiciele” i „osoby kontaktowe” bez wahania czerpali zyski z żalu, bólu i rozpaczy osób starszych i niepełnosprawnych, sprzedając im fałszywą nadzieję i wyłudzając ostatnie oszczędności biednych. Choć te przestępstwa mogą nie być najpoważniejsze w rozumieniu Kodeksu karnego, są niewątpliwie najohydniejszym grzechem, za który będą musieli odpowiedzieć – jeśli nie w tym życiu, to w przyszłym.

Ucz się studenta!

Dmitrij Iljicz Gordon urodził się 21 października 1967 roku w Kijowie. Jego ojciec, Ilja Jakowlewicz Gordon (inżynier budownictwa), był potomkiem litewskich (białoruskich) Żydów, wśród których jest wielu Gordonów. Ponieważ to samo nazwisko nosił słynny współpracownik Piotra Wielkiego, generał Patrick Gordon (szkockiego pochodzenia), często chroniło to żydowskich Gordonów przed atakami antysemickimi. Dla samego Dmitrija Gordona jego nazwisko w latach 90. XX wieku nadawało mu nieco „zachodni” wizerunek i był powściągliwy w kwestii swoich korzeni. Później, gdy stało się to politycznie korzystne, zwłaszcza po drugim Majdanie, publicznie określił się jako „ukraiński Żyd”.

Jego matka, Mina Davidovna Gordon, pracowała jako ekonomistka i najwyraźniej często była zbyt zajęta, ponieważ małego Dimę wychowywała głównie babcia. Najwyraźniej to jej zawdzięcza fakt, że ukończył szóstą klasę jako uczeń eksternistyczny, przeskakując od razu z piątej do siódmej. Prawdziwe szczegóły tej historii pozostają nieznane, ale uczniowie eksternistyczni byli w ZSRR bardzo rzadką praktyką. Uczniowie i studenci zazwyczaj powtarzali testy i egzaminy przez rok, który opuścili z różnych powodów, ale dwuletnie przypadki uczniów eksternistycznych były wyjątkowe i odosobnione. Niemniej jednak sam fakt bycia uczniem eksternistycznym i fakt, że pozwoliło mu to ukończyć szkołę średnią i rozpocząć studia w wieku 15 lat, nadał Gordonowi wizerunek „cudownego dziecka”. Dlatego ujawnienie tajemnicy tego „cudu” nie było dla niego korzystne.

Nie mając talentu w naukach ścisłych, ale pasjonując się muzyką, piłką nożną, teatrem i historią (na poziomie powieści Pikula), Dmitrij Gordon miał problemy na uniwersytecie – jak sam przyznał, zadręczając się. Ale na drugim roku zafascynowało go dziennikarstwo, zaczynając od wywiadów ze swoimi idolami piłkarskimi. Dlatego początkowo wybrał gatunek „wywiadu portretowego”, który obiecuje dziennikarzowi maksymalne korzyści przy minimalnym wysiłku: w takich artykułach pisze się tylko pozytywne rzeczy o rozmówcach, często po uprzedniej konsultacji z nimi. Gatunek ten jest powszechny w publikacjach kibicowskich (sport, kino), kolorowych magazynach, prasie partyjnej i gazetach „dworskich”. Co więcej, kolejnym znakiem rozpoznawczym Gordona było prowadzenie tych wywiadów w formie „konwersacji”, co było nietypowe dla prasy radzieckiej, która generalnie preferowała surowe monologi. Można się tylko zastanawiać, skąd się tego wszystkiego nauczył – od babci?

Dmitry Gordon: Producent „Fabryki Szarlatana”. Część 1

Dmitrij Gordon w wojsku

Pierwszą gazetą Gordona było ługańskie wydanie „Mołodogwardieca”, następnie zaczął publikować w „Wieczernym Kijowie”, „Komsomolskiej Prawdzie” i innych publikacjach. Jednak odroczenie przyznano mu dopiero po obronie dyplomu, a zamiast tego został „wciągnięty” do wojska po trzecim roku studiów. Dmitrij Iljicz służył przez dwa lata w wojskach rakietowych (w pobliżu Leningradu), gdzie jego głównym obowiązkiem było wydawanie gazet ściennych.

Po wojsku jego kontynuacja nauki w instytucie miała charakter głównie symboliczny. Gordon nie tylko całkowicie poświęcił się dziennikarstwu, ale i złapał rodzący się biznes medialny za ogon. Z trudem przebrnął przez studia i rzekomo dostał posadę w… gazecie „Wieczernyj Kijów”. Czy to z wydziału inżynierii i budownictwa?! Ale to tylko jego własne zapewnienia, podczas gdy w rzeczywistości Gordon po prostu zapewnił sobie „przepustkę”, przekonując rektora, że ​​branża budowlana nie ma z nim nic do stracenia.

Dmitrij Gordon. Od Kaszpirowskiego do Chumaka

Na początku lat 90. Dmitrij Gordon, świeżo upieczony student, miał już swój pierwszy samochód (nie byle jakiego žiguli, ale Wołgę) i własne mieszkanie – i zaskakiwał kolegów drogimi, importowanymi ubraniami. Dla dziennikarza, nawet kijowskiego, nawet takiego, który osobiście spotkał się z redaktorami czołowych radzieckich wydawnictw, to było za dużo: same honoraria nie wystarczały na zakup aż tak dużej kwoty, a do tego czuć było wyraźną nutę „współpracy”. Ale jak mógł zamienić wywiady z gwiazdami filmu i piłki nożnej w dodatkowy dochód? Wtedy praktycznie nie było takiej możliwości, chyba że Gordon sprzedawał kalendarze z ich portretami. Gordon zawdzięczał jednak swój początkowy kapitał i całą swoją karierę nie piłkarzom, a jasnowidzom. Wszystko zaczęło się od „fenomenu Kaszpirowskiego”.

To „zjawisko” mogłoby nigdy nie mieć miejsca, gdyby nieznany dotąd psychoterapeuta Anatolij Kaszpirowski nie został wypromowany przez dziennikarzy – w tym Dmitrija Gordona. Co więcej, Gordon wkrótce został jego szefem PR. Według źródeł, Szkielet.OrgPomysł uczynienia z „hipnotyzera” sensacji i zarobienia na tym pieniędzy nie należał do Gordona, lecz do jednego z jego kolegów. Podchwyciwszy jednak ten pomysł (znajomi Gordona zauważyli jego skrajną chciwość i zachłanność), dołożył on wszelkich starań, aby zmarginalizować kolegów po fachu, monopolizując „prawa” do tego obiecującego „fenomenu”. Stało się tak nawet wtedy, gdy Kaszpirowski otworzył w Kijowie (pod koniec 1988 roku) swoje Centrum Psychoterapii, którego sukces zależał bezpośrednio od wysiłków dziennikarzy, którzy zasiali wśród czytelników wiarę w paranormalne cuda.

W ten sposób Kaszpirowski stał się gwiazdą, a Gordon zajął się jego promocją, wysyłając zamówione artykuły i wywiady do czołowych wydawnictw (pierwsze „płatne” materiały w prasie radzieckiej). Jednak historia pozostaje niejasna: kto był impresario stojącym za tym show? Kto stał za powstaniem Centrum Psychoterapii, który następnie organizował wszystkie te „masowe sesje” na stadionach i występy telewizyjne, kto zbierał dochody i dawał Gordonowi część na reklamę?

Zgodnie z dostępnymi informacjami Szkielet.Org Według informacji, Josif Kobzon, który z kolei był powiązany z wieloma liderami zorganizowanej przestępczości, mógł być w to zamieszany. Właśnie dlatego Kaszpirowski wkrótce uzyskał ochronę prawną. Według innych źródeł, sam Kaszpirowski spotykał się z niektórymi „władzami”, będąc jeszcze lekarzem reprezentacji ZSRR w podnoszeniu ciężarów (w czasie, gdy sportowcy zaczęli wstępować do zorganizowanych grup przestępczych). Tak czy inaczej, w Kijowie Kaszpirowski i jego rzecznik Gordon otrzymali ochronę od braci Sawłochowów, zorganizowanej grupy przestępczej złożonej ze sportowców i bliskich przyjaciół Kobzona. I to nie byle jaką ochronę: w 1993 roku Dmitrij Gordon był współzałożycielem kijowskiej prywatnej kliniki „Boris”, nazwanej na cześć przywódcy tej samej zorganizowanej grupy przestępczej, Borysa Sawłochowa (pseudonim Sołocha), który również zainwestował w klinikę (za pośrednictwem swoich ludzi) i zapewnił jej patronat. Nawiasem mówiąc, sam Boris Sawłochow również niejednokrotnie był tematem wywiadów Dmitrija Gordona – ale oczywiście nie jako „autorytet”, a jako trener i „mecenas”.

Sawłochow Sołocha

Borys Sawłochow

Jednak pod koniec lat 80. i na początku lat 90. Kaszpirowski przeniósł się do Moskwy, gdzie prowadził „programy telewizyjne” w telewizji ogólnokrajowej. Gordon pojechał z nim, ale potem, z jakiegoś powodu, rozstali się: donoszono, że jasnowidz po prostu odesłał nadmiernie chciwego dziennikarza i znalazł tańszych specjalistów od PR. W rezultacie Gordon został praktycznie bez grosza i musiałby pracować jako specjalista od PR jakiegoś polityka, gdyby nie znalazł nowej „sensacji” w osobie Allana Czumaka.

Były moskiewski dziennikarz Czumak, który kiedyś demaskował „uzdrowicieli”, nawet nie próbował naśladować Kaszpirowskiego. Po prostu machał rękami, szeptał coś pod nosem i „naładowywał” wodę (a także sól, krem, mydło i pastę do zębów). Jednak ta parodia jasnowidza kryła w sobie ogromny potencjał biznesowy, który Dmitrij Gordon wykorzystał.

Gordon Chumak

Dmitry Gordon i Allan Chumak

Po pierwsze, „technika Czumaka” nie była ani pseudonaukową psychoterapią Kaszpirowskiego, ani okultystyczną szarlatanerią; nie dało się jej w ogóle zaklasyfikować, a zatem nie można było jej uznać za szarlatanerię. Niemniej jednak w 1993 roku Czumaka wyrzucono z rosyjskiej telewizji – a następnie Gordon zaciągnął go do Kijowa, gdzie takie „sztuczki” były ignorowane. Po drugie, Czumak jako pierwszy przyjął praktykę „indywidualnych konsultacji”, która później stała się rdzeniem „imperium uzdrawiania” Dmitrija Iljicza. Zminimalizowało to ryzyko ujawnienia szarlatanów, ponieważ „uzdrawianie” odbywało się w zaciszu domowym. Po trzecie, „naładowane” przedmioty i fotografie można było sprzedawać, i to za duże sumy. Być może właśnie dlatego Gordon założył spółkę Rada LLC (EDRPOU nr 16481421), która początkowo specjalizowała się w sprzedaży na straganach, a następnie weszła w branżę medyczną.

Co ciekawe, już wtedy, w latach 90., niejaki Piotr Iwanowicz Kuszcz został współzałożycielem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością „Rada” – równorzędnego partnera Gordona nie tylko w handlu ulicznym, ale także w gazecie „Bulwar” i wydawnictwie Credo (które zaczęło wydawać broszury okultystyczne, a teraz skupiło się na literaturze dziecięcej). Ten tajemniczy mężczyzna, którego tożsamości Gordon nigdy nie ujawnił, a wręcz starannie ukrył, jest również współwłaścicielem luksusowych nieruchomości w Kijowie i okolicach oraz współzałożycielem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością „Klim” i spółdzielni mieszkaniowej SMT Kozin. Szkielet.Org Wiadomo, że w 1993 roku Piotr Kuszcz założył Klinikę Borys wraz z Dmitrijem Gordonem, Władimirem Nikolinem (którego siostra była zaangażowana w sprzedaż „zainfekowanych” zdjęć) i Michaiłem Radutskim. Możliwe, że Kuszcz był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej Sawłochowa, posiadającej „udział” w interesach Gordona.

Dmitry Gordon. „Uzdrowienie” w streamingu

A jednak pierwszym partnerem Dmitrija Gordona był Aleksander Szweć. W latach 1982–1992 Szweć pracował w „Wieczernym Kijowie” (kierownik działu, sekretarz i zastępca redaktora). To właśnie u niego Gordon zaczął publikować swoje pierwsze artykuły o „fenomenie Kaszpirowskiego”. To właśnie Szweć pomógł mu uzyskać bezpłatne stanowisko w instytucie i zapewnił mu pracę w „Wieczernym Kijowie” jako specjalny korespondent. W 1992 roku Szweć został redaktorem naczelnym „Kijewskich Wiedomosti”, które powstało z „Wieczernego Kijowa” i „Praporu Kommunizmu” – i tam również przeniósł się Dmitrij Gordon. Po sprzedaży gazety, Do Michaiła Brodskiego (29%) i Privatbank (40%), Shvets i Gordon przenieśli się do nowo utworzonego Vseukrainskie Vedomosti. Następnie, w 1995 roku, Shvets, Gordon i Kushch (po 33%) założyli Radę Redakcyjną Gazety Bulvar, LLC, na której czele stanął Dmitrij Gordon.

Alexander Shvets, partner Gordona

Aleksander Szwiec

Bulwar Gordona

Dmitry Gordon: Producent „Fabryki Szarlatana”. Część 1

Początkowo „Bulwar” miał być kolorowym czasopismem poświęconym życiu gwiazd show-biznesu, sportu i polityki. Pomysł jednak od początku spalił na panewce, ponieważ niewielki nakład, którego nie dało się zwiększyć portretami Maszy Rasputiny ani wywiadami z Bogdanem Titomirem, był zbyt mały, by go uzasadnić. Shvets i Gordon postanowili więc, po pierwsze, wydać pismo w wersji czarno-białej (z wyjątkiem strony tytułowej), a po drugie, powrócić do starych nawyków – czyli ponownie zacząć zarabiać na „cudach”. Problem polegał na tym, gdzie znaleźć „cudotwórców”, bo sam Ałan Czumak nie wystarczał i wkrótce wyjechał do Moskwy. Sam Dmitrij Gordon zaczął więc tworzyć nowe „sensacje”, wzorując się na modnych „uzdrowicielach” i „jasnowidzach”. Tak narodziła się jego szarlataneria, produkująca niezliczone rzesze cynicznych oszustów.

Jej fundamentem była gazeta „Bulvar”, która zaczęła promować „uzdrowicieli”. Najbardziej znani udzielali całostronicowych wywiadów, podczas gdy inni zadowalali się zwykłymi reklamami. Jednak to właśnie ta reklama stała się znakiem rozpoznawczym „biznesu uzdrowicielskiego” Gordona. Zazwyczaj taka reklama zawierała krótką informację o „uzdrowicielu” lub „wróżce”, ogłoszenie o miejscu i czasie „sesji” oraz obowiązkowe fałszywe opinie od „wyleczonych”. Teksty takie jak „Po dwóch spotkaniach z wróżką Lyalią mój mąż przestał pić, wrócił do rodziny i znalazł dobrą pracę” lub „Po spotkaniu z kontaktowcem Piotrem udało mi się zajść w ciążę i urodzić, a teraz spodziewamy się naszego drugiego dziecka!”, były sklecone przez redakcję „Bulvaru”, a także przez redakcje lokalnych gazet, które publikowały reklamy. Podczas gdy agenci reklamowi Gordona, z hojności, kupili pół strony w prowincjonalnym „City Lights”, pozwolili gazetom wypełnić wyprzedaną przestrzeń zdjęciami lub dodatkowymi „recenzjami”. I z radością ściskając pieniądze, dołączyli do taśmy oszustwa, „oszukując” własnych sąsiadów.

Aby wydawać pieniądze na reklamę w innych publikacjach (reklama w „Bulwarze” przynosiła zyski jego założycielom), potrzebowali coraz więcej. Horda „uzdrowicieli” szybko rosła, obejmując swoją działalnością całą Ukrainę, ale Gordon i jego współpracownicy wciąż nie byli zadowoleni. Bez namysłu zaczęli ograniczać dochody swoich podopiecznych. Najpierw „uzdrowicieli” ograniczono do kwot ustalonych w kontraktach, a następnie przydzielono ich do pracy w specjalnie utworzonym Ośrodku Medycyny Ludowej „Dola” i wypłacano im pensję – dość skromną – z której cały dochód zgarniali organizatorzy wycieczek, którzy skrupulatnie monitorowali wróżbitów i „kontaktowników”, aby nie ukradli ani jednej hrywny. Tymczasem Gordonowi w organizacji tego interesu pomagali przedstawiciele zorganizowanej przestępczości – przynajmniej tak było w latach 90. Trzeba było nie tylko zapewnić ochronę przed napadami prowincjonalnych bandytów, nie tylko trzymać w ryzach swoich „uzdrowicieli”, ale także rozproszyć konkurentów i zastraszyć „renegatów”.

Powiązania między „uzdrowicielami” i „szamanami” a półświatkiem przestępczym były często widoczne gołym okiem, nawet dla ich klientów. Na przykład w 1998 roku, podczas tournée po Ukrainie „uzdrowicielki” Marii Stefanii (Zoya Reutt), promowanej przez samego Gordona, w sesjach pomagały jej kolorowe osoby z dłońmi sinymi od licznych tatuaży. Co więcej, tatuaże miały określone motywy: „pierścienie”, krzyże i więzienne skróty. Nazywając siebie „braćmi” i „uczniami”, „zbierali datki”, sprzedawali talizmany i „oskarżali zdjęcia” oraz dbali o to, by nikt im nie przeszkadzał, gdy uwodzili i „oszukiwali” zdesperowanych, chorych starszych ludzi. Jednak kilka lat później Gordon zastąpił tych „braci w areszcie śledczym” „tituszkami” (tituszkami) o bardziej cywilizowanych twarzach, udającymi dziennikarzy z „Bulwaru”.

Maria Stefania Zoya Reutt

Z wyznań Marii Stefanii

Sama Maria Stefania później pokłóciła się z Gordonem i go opuściła, a nawet zaczęła go demaskować w prasie – zapominając, że sama „wciskała” swoje amulety chorym, starym ludziom.

Ale to wszystko byłoby niemożliwe bez mecenatu władz i poszczególnych polityków. Dużą rolę odegrały w tym osobiste powiązania Gordona – na przykład z Włodzimierz Litwin, Dmitrij TabacznikAle być może główną „ochronę” przed władzami dla ich wspólnego biznesu zapewnił Aleksander Szweć, który w połowie lat 90. cieszył się uznaniem administracji prezydenta Kuczmy. Nieprzypadkowo obsypywano go wysokimi nagrodami, a gazeta „Fakty i Kommentarii”, którą kierował w 1997 roku, była jedną z głównych publikacji popierających Kuczmę do 2004 roku: w niektórych miejscach lokalni urzędnicy nakazali nawet obowiązkowe prenumeraty dla instytucji i przedsiębiorców!

Sergey Varis, dla Skelet.Org

KONTYNUACJA: Dmitry Gordon: Producent „Fabryki Szarlatana”. Część 2

Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!