Boris Fuksman: Historia diamentowego tyłka

Boris Fuksman

Boris Fuksman

Dziś wręcza nagrody za osiągnięcia w rozwoju kultury, zapominając, że swój pierwszy majątek zbił na kupowaniu i odsprzedawaniu skradzionych skarbów kultury. Dziś przemawia w imieniu milionów Żydów, ale kiedyś czerpał zyski z problemów repatriantów. Pół wieku temu Boris Fuksman przemycał diamenty z ZSRR, ukrywając je w swoim „tajnym miejscu”. Teraz jest właścicielem znacznej części ukraińskiej gospodarki, którą on i jego wspólnicy kiedyś oszukali na setki milionów, oraz ukraińskiego kina, które pogrzebał wraz ze swoim bratem Aleksandrem Rodniańskim.

 

Nic nie jest święte

Boris Fuksman, co zrozumiałe, nie lubi mówić o swojej przeszłości, woląc pozostać „inwestorem i filantropem” z krótką biografią biznesową. Zniknęły nawet fotografie z jego młodości – podobno zostały usunięte z rodzinnego albumu przez śledczych z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Prokuratury, OBKhSS i innych agencji, które żywo interesowały się Fuksmanem. Później sam unikał kamer, aby nie ułatwiać pracy SBU, FBI i FSB – aż w końcu, na starość, zalegalizował się i zaczął uczestniczyć w imprezach towarzyskich. Dlatego główne informacje o życiu Fuksmana w XX wieku pochodzą z opowieści jego znajomych – zarówno wspólników biznesowych, w tym przestępców, jak i funkcjonariuszy organów ścigania, którzy go ścigali. Należy dodać, że archiwa sowieckiego KGB i wschodnioniemieckiej Stasi (Ministerium für Staatssicherheit) mogłyby ujawnić o nim jeszcze więcej.

Nawet data i miejsce jego urodzenia są sporne. Według skąpej biografii, Boris Leonidowicz Fuksman urodził się 12 lutego 1947 roku w Kijowie. Jednak inne źródła umieszczają jego narodziny nieco wcześniej i w zupełnie innym miejscu: 10 lutego 1947 roku w Rydze, skąd jego rodzina później przeniosła się do Kijowa. Pewne jest, że Fuksmanowie byli bardzo blisko sztuki: jego ojciec, Leonid Fuksman, kochał malarstwo, a jeszcze bardziej uwielbiał kolekcjonować dzieła innych artystów. Nie mógł przekazać swojego talentu synowi, ale nauczył go nie tylko doceniania sztuki, ale także doceniania jej wartości. Wyjaśnił również synowi wartość antyków, co okazało się bardzo przydatne w późniejszym życiu.

W 1966 roku dziewiętnastoletni Boris Fuksman, uniknąwszy w jakiś sposób trzech lat obowiązkowej służby wojskowej w Armii Radzieckiej (lub czterech lat w Marynarce Wojennej), zapisał się do Kijowskiego Instytutu Handlu i Ekonomii (obecnie Narodowego Uniwersytetu Handlu i Ekonomii). Udało mu się połączyć studia na tym dość uprzywilejowanym uniwersytecie z innym lukratywnym zajęciem: nielegalnym handlem importowaną odzieżą. Warto jednak zauważyć, że Kijów, podobnie jak inne duże miasta ZSRR, był jedynie dużym rynkiem zbytu dla tych towarów, podczas gdy w rzeczywistości import odbywał się on przez miasta posiadające bezpośrednie, rozległe kontakty zagraniczne – Moskwę i porty handlowe za zachodnią granicą. W związku z tym Boris Fuksman musiał nawiązać kontakty ze starymi znajomymi rodziców w Rydze i założyć własną w Odessie. Zazwyczaj dziewięciu na dziesięciu handlarzy nielegalnym handlem działało tylko w jednym kierunku: kupując importowane towary od marynarzy i dyplomatów i odsprzedając je obywatelom radzieckim łaknącym „markowej marki”. Zapewniało to pokaźne „opłaty” w rublach sowieckich, ale nic więcej. Fuksman natychmiast dołączył do grona tych, którzy działali również w przeciwnym kierunku. Ten nielegalny biznes był najniebezpieczniejszy, ponieważ nie polegał już na spekulacji, lecz na eksporcie wartości, dzieł sztuki, metali i kamieni szlachetnych, a także na transakcjach dewizowych na dużą skalę.

Mówiono, że młody Boris Fuksman najpierw próbował sprzedać na Zachód antyki, które zapełniały kosze jego krewnych, Rodniańskich – znanej kijowskiej rodziny dziedzicznych dokumentalistów. Jej patriarcha, Zinowij Rodniański (1900–1982), pełnił funkcję redaktora naczelnego najpierw „Ukrkinohroniki”, a następnie Kijowskiego Studia Filmów Dokumentalnych. I pomimo faktu, że według jego biografii był dwukrotnie represjonowany (w 1937 i 1948 roku), za każdym razem wychodził na wolność przed terminem i powracał do twórczego przywództwa, które polegało na celebrowaniu radzieckiej Ukrainy. Jego córka, Larisa Zinowijewna, wnuk, Aleksander Jefimowicz Rodniański (ur. 1961), i kuzynka, Estera Szub, poszli w jego ślady. Rodzina miała również krewnych wśród krytyków literackich, kompozytorów i (znacznie bardziej prestiżowych) kierowników sklepów Kijowskiej Spółdzielni Spożywców. Nikt nigdy nie wyjaśnił dokładnie, jakie pokrewieństwo mają Fuksmanowie i Rodniańscy, ale według oficjalnej wersji Borys Fuksman i Aleksander Rodniański są kuzynami.

Aleksander Rodnyanski i Borys Fuksman

Aleksander Rodnyanski i Borys Fuksman

Krótko mówiąc, nie byli to oczywiście Bondarczukowie, Michałkowowie ani Konczałowscy, ale według ówczesnych kijowskich standardów stanowili prawdziwą elitę twórczą kraju. Rodniańscy, jak mówiono, przez lata zgromadzili pokaźną ilość „rekwizytów” o wartości antycznej, ale nie mieli jak ich sprzedać. Taką właśnie usługę oferował im ich przedsiębiorczy młody krewny, Boris Fuksman. Było jednak jasne, że wywóz antycznych komód czy kandelabrów z kraju był praktycznie niemożliwy, ale nie można było tego samego powiedzieć o tabakierkach, obrazach i ikonach. W rzeczywistości Fuksman wkrótce zaczął się specjalizować w tych ostatnich. Kiedy Rodniańskim skończyły się „przewoźne” antyki, Boris zaczął je skupować od innych, szczególnie interesując się ikonami. Były one szczególnym towarem: świętymi relikwiami dla milionów wiernych, nie miały żadnej wartości w ZSRR, ale osiągały wysokie ceny u zachodnich kolekcjonerów. Dla oszustów, którzy kupowali je na wsiach, lub przestępców kradnących z kościołów, były one po prostu „deskami”, ale profesjonaliści, którzy się nimi posługiwali, organizowali eksport ikon, ponieważ było to łatwiejsze niż przemyt obrazów czy biżuterii. Zgodnie z sowieckim prawem, jeśli ikona nie miała wartości kulturowej dla państwa lub nie zaliczała się do kategorii antyków, można ją było wywieźć całkowicie legalnie. Jednak takie ikony nie były cenne również dla kolekcjonerów, więc przemytnicy eksportowali cenne ikony, przerabiając je na „repliki” i uzyskując pozwolenia na eksport. Był to specyficzny biznes, angażujący cały łańcuch „profesjonalistów”, od kupców i złodziei w ZSRR po właścicieli antykwariatów na Zachodzie. Boris Fuksman odgrywał w tym biznesie znaczącą rolę jedynie jako pośrednik, aczkolwiek zaradny, ale nie główny. Szybko znalazł się w pułapce organów ścigania: mówiono, że wydali go jego „dostawcy” z półświatka przestępczego. Departament Śledczy i OBKhSS chciały po prostu wsadzić Fuksmana do więzienia, tym samym zaliczając kolejny punkt na swojej liście. Jednak KGB, kierując się własnymi interesami, zainteresowało się jego sprawą i zaproponowało Borisowi Fuksmanowi współpracę w zamian za wolność i perspektywę pracy w branży, o jakiej prosty kijowski handlarz nie mógł nawet marzyć. I Fuksman się zgodził: człowiek handlujący ikonami raczej nie miał żadnych oporów przed pracą w charakterze kreta.

To wyjaśnia, dlaczego w 1970 roku, po ukończeniu Kijowskiego Instytutu Handlu i Ekonomii, Boris Fuksman dostał pracę… asystenta w Kijowskim Studiu Filmów Dokumentalnych. Człowiek z takim dyplomem (i koneksjami) mógł z łatwością zostać kierownikiem magazynu, dyrektorem domu towarowego, a nawet zrobić karierę w radzieckim handlu, nawet w Wniesztorgu. Zamiast tego krewni Rodniańskich załatwili mu pracę w swoim studiu filmowym, gdzie nosił puszki z filmem dla operatora! Coś takiego mogło się przytrafić tylko komuś, kto był na czarnej liście lub popadł w poważne kłopoty prawne. Oczywiście, trzy lata później Fuksman awansował do rangi reżysera filmu dokumentalnego z budżetem kilkuset rubli, ale to był szczyt jego kariery filmowej, który Rodniańscy mogli mu zapewnić. Wygląda na to, że ta praca była jedynie przykrywką: w tamtych czasach obywatel radziecki musiał być gdzieś zarejestrowany, aby uniknąć przyłapania na „pasożytnictwie”.

 

Gorsze niż KAPO

W 1970 roku rozpoczęła się oficjalna emigracja Żydów z ZSRR. W ciągu pierwszych trzech lat ponad 70 000 potomków Abrahama opuściło kraj, zdeterminowanych, by rozpocząć nowe życie w krajach, które uważali za zamożniejsze. W latach 70. emigracja szła w parze z programem repatriacji, więc wizy wyjazdowe wydawano głównie do Izraela, a tylko 11% radzieckich Żydów wyjechało do Stanów Zjednoczonych, Niemiec Zachodnich i Wielkiej Brytanii. Był jeszcze jeden powód: Izrael zapewniał pomoc społeczną repatriantom, podczas gdy w Ameryce i Europie Zachodniej emigranci musieli polegać wyłącznie na sobie. W związku z tym bardzo specyficzne kategorie emigrantów natychmiast udały się na Zachód: artyści, profesjonaliści, urodzeni biznesmeni, osoby z powiązaniami rodzinnymi lub biznesowymi oraz sowieccy „podziemni milionerzy”. Ci ostatni szczególnie odczuwali problemy z eksportem swojego „ciężko zarobionego” kapitału z ZSRR; bez niego niczym nie różniliby się od zubożałych Meksykanów. Jednakże był to powszechny problem wszystkich wyjeżdżających Żydów: nawet gdy pozwalano rodzinie prostych prowincjonalnych nauczycieli wyjechać do Izraela, sowieccy celnicy starannie sprawdzali, czy nie zabrali ze sobą dodatkowego złotego łańcuszka lub pierścionka.

 

Mniej więcej w tym czasie zaczął pojawiać się żart o Żydzie podróżującym do Izraela z portretem Lenina w złotej ramie. Ale prawdziwi emigranci, naiwni w swoim niedoświadczeniu, próbowali ukryć złoto w piętach i narządach płciowych; niektórzy nawet kupowali dolary od sowieckich handlarzy walutą i ukrywali je w książkach lub bieliźnie – ryzykując surowe kary za transakcje walutowe. Zrozumiałe, że emigranci natychmiast domagali się usługi nielegalnego transportu swojego mienia za granicę – a przemytnicy natychmiast ją oferowali. Oczywiście za bardzo wysokie odsetki, sięgające jednej trzeciej, a nawet połowy sumy. Był to jawny rabunek ludzi zmuszonych do desperackiej sytuacji: albo oddać część swojego mienia oszustom, albo zostawić wszystko w ZSRR. Starzy Żydzi wspominali nazistowskie getta i narzekali, że spekulanci żywnościowi, którzy postępowali w podobny sposób, czerpiąc zyski z głodu swoich współbraci, byli bardziej bezwstydni i gorsi niż KAPO.

Pierwszy system „transferów emigracyjnych” działał w następujący sposób: osoby opuszczające ZSRR przekształcały swój majątek w łatwo transportowalne i szybko płynne aktywa, a przemytnicy pomagali im go wywieźć, a następnie sprzedać za dewizy. Doświadczeni przemytnicy woleli wykorzystywać jako takie aktywa dzieła sztuki i kamienie szlachetne. Te pierwsze można było ukryć pod postacią legalnie eksportowanych „towarów obiegowych”, te drugie zaś łatwo było ukryć – w przeciwieństwie do złota, diamenty były niewykrywalne przez żaden wykrywacz metalu i znacznie droższe. I właśnie w to zaangażował się Boris Fuksman. Zaczął od „biznesu z ikonami”: wielu pierwszych repatriantów próbowało przemycać zabytkowe ikony za granicę, podając je za własne relikwie religijne – a cała radziecka służba celna śmiała się z tłumów „prawosławnych Żydów” dźwigających walizki ze świętymi wizerunkami.

W 1972 roku Boris Fuksman wplątał się w głośną siatkę przemytniczą: sowieccy i wschodnioniemieccy dyplomaci przemycali wartościowe przedmioty do Niemiec Zachodnich w kontenerach – a w kontenerach można było znaleźć antyczne komody! Źródła donosiły, że Fuksman, który wcześniej współpracował z prostym rzezimieszkiem, został zwerbowany do siatki przez KGB jako „kret”. Komitet miał w tej sprawie dwa cele: po pierwsze, śledzić cały łańcuch i wszystkich jego uczestników, a po drugie, uzyskać informacje o rozwijającym się procederze CIA dotyczącym rubla. Istota tego mało znanego procederu była następująca: w ZSRR emigranci sprzedawali cały swój dobytek za ruble i przekazywali go pośrednikowi, który wystawiał im „list gwarancyjny”, zgodnie z którym inny pośrednik w Izraelu lub na Zachodzie miał im płacić w dolarach, szeklach, funtach itd. Istotą operacji było to, że obaj pośrednicy pracowali dla CIA: w ten sposób Agencja pozyskiwała niezbędną liczbę autentycznych rubli (do celów operacyjnych) bez konieczności importowania fałszywych do ZSRR. W ten sam sposób można było kupować od emigrantów złoto i kosztowności, które również służyły do ​​przekupywania informatorów i agentów wpływu. W związku z tym drugi pośrednik wypłacał emigrantom pieniądze ze specjalnego funduszu CIA przeznaczonego na finansowanie działalności wywiadowczej. Schemat był prosty i działał perfekcyjnie – w zasadzie nie było żadnych formalnych zarzutów wobec jego uczestników. KGB musiało śledzić ten mechanizm i znaleźć sposób na jego zakłócenie.

Nie wiadomo, czy KGB rozbiło ten proceder. Fuchsamowi udało się jednak zinfiltrować sieć przemytników wartości! Co więcej, drugi uczestnik, pochodzący z Odessy Leonid Bluvshtein, który zmienił nazwisko na Minin, został jego partnerem biznesowym. W 1972 roku Minin wyemigrował do Niemiec Zachodnich, gdzie natychmiast otworzył antykwariat. Same dochody z emigracji nie wystarczały, więc Minin zaczął regularnie kupować wartościowe przedmioty przemycane z ZSRR, w tym skradzione towary, które następnie wysyłano na sprzedaż różnymi kanałami (w tym dyplomatycznymi). Oczywiście w proceder zaangażowanych było wiele innych osób, ale ich nazwiska i losy pozostają nieznane.

Leonid Minin

Leonid Minin

W 1974 roku sam Boris Fuksman otrzymał pozwolenie na repatriację. Wyjechał jednak nie do Izraela, lecz do Niemiec Zachodnich, gdzie czekał już na niego Leonid Minin. Krążyły pogłoski, że KGB osobiście zorganizowało tę emigrację Fuksmana i jego rodziny, jednocześnie ucierając nosa Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, którego funkcjonariusze bezskutecznie próbowali aresztować Fuksmana tuż przed jego wyjazdem.

W Niemczech Fuksman i Minin stali się oficjalnymi partnerami biznesowymi, ale z różnymi udziałami i stanowiskami. Minin kontrolował wszystkie powiązania i kontakty, wykorzystując Fuksmana wyłącznie do dostaw. Właśnie dlatego w latach 1975-1977 Fuksman nagle zaczął często odwiedzać ZSRR jako turysta zagraniczny, pod pretekstem wzmożonej nostalgii. W rzeczywistości pracował jako przemytnik, przewożąc najcenniejszy ładunek – diamenty, ukryte w jego odbycie. Jak udało mu się przejść kontrolę celną bez ujawniania ich, nikt nie wie! Ale przydomek „diamentowy tyłek” przylgnął do Borisa Fuksmana na długo. SKELET-info wie również, że podczas tych „turystycznych podróży” Fuksman często odwiedzał rodzinę Rodniańskich w Kijowie, i to nie tylko po to, by napić się herbaty z krewnymi. Władze radzieckie zostawiły jednak Rodniańskich w spokoju: mistrzom kultury pozwalano na drobne wykroczenia, ale nie przekraczano pewnych granic. Sam Fuxman nadal był chroniony nie tylko przez KGB, ale także przez Stasi, która potrzebowała w Niemczech Zachodnich informatora. Kiedy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ostatecznie aresztowało Fuxmana w 1977 roku, posiadającego fałszywe dokumenty jako fińskiego turystę, KGB wynegocjowało jego deportację jako obcokrajowca – po czym oficjalnie i prywatnie zakazało mu ponownego wjazdu do ZSRR.

Leonid Minin nalegał jednak, aby Fuxman kontynuował pracę jako „kontener” do przemytu kontrabandy (na szczęście „kontener” znacznie się rozrósł w czasie jego działalności), obiecując mu wydanie nowych dokumentów – lub grożąc zerwaniem z nim wszelkich kontaktów i wyrzuceniem na ulicę. W trudnej sytuacji Fuxman zwrócił się do swoich przełożonych w KGB i Stasi, którzy zaproponowali rozwiązanie. W 1978 roku Fuxman podrzucił poszukiwany skradziony obraz i kilka wartościowych przedmiotów pochodzących z przemytu do mieszkania Minina, po czym zgłosił go policji. Podczas aresztowania Minina udało mu się podzielić ich wspólny interes na swój sposób, zabierając wszystkie cenne obrazy z antykwariatu, z którym wkrótce otworzył własną galerię sztuki przy Immermannstrasse w Düsseldorfie. Od tego momentu Boris Fuxman zaczął promować się jako koneser sztuki, podróżując po Europie na wystawy i zarabiając na handlu rosyjskimi obrazami i antykami. Tymczasem jego głównym źródłem antyków ze Wschodu był nowy partner biznesowy, Michael Schlicht, który wcześniej studiował w MGIMO i pracował w Ministerstwie Kultury NRD, gdzie odpowiadał za współpracę kulturalną z zagranicą. Według jednej z wersji, zostali oni wprowadzeni przez Stasi, dla której Schlicht był pracownikiem na pół etatu. Jego zadanie było podobne do Fuxmana: udział w siatkach przemytniczych i dostarczanie informacji o powiązanych osobach i transakcjach. Z czasem Schlicht stał się pośrednikiem w kilku szlakach przemytniczych ze wschodnich do zachodnich Niemiec. Ale najważniejsze dla Fuxmana były kontakty, które nawiązał z oficerami i generałami radzieckiego kontyngentu w NRD.

Michał Schlicht

Michał Schlicht

Oszustwo za oszustwem

Pod koniec lat 80. Boris Fuksman zadomowił się w Niemczech na tyle, że mógł znaleźć zatrudnienie dla innych. Pierwszym z nich był jego kuzyn, Sasza Rodniański, który z pomocą Szlichta został zatrudniony w studiu Defa. Gdy tylko upadł Mur Berliński, Rodniański natychmiast uciekł do zamożniejszych Niemiec Zachodnich i z pomocą Fuksmana znalazł pracę w stacji telewizyjnej ZDF – na szczęście była to stacja państwowa, więc sukces komercyjny nie był wymagany. W 1990 roku został również producentem w Innova Film, firmie stworzonej dla niego przez Fuksmana – choć ta nie produkowała prawie nic.

Umieszczanie innych przez Fuksmana nie było już bezinteresowne, ponieważ nie byli oni jego najbliższą rodziną. Wraz z nadejściem masowego exodusu z ZSRR do Niemiec Zachodnich, najpierw Żydów i Niemców, a następnie wszystkich chętnych, Boris Fuksman otworzył Ośrodek Adaptacji Emigrantów, gdzie za opłatą pomagano im znaleźć mieszkanie i pracę. Prestiż (i wynagrodzenie) przyszłej pracy zależał od wysokości opłaty: mówiono, że Fuksman zarabiał spore pieniądze na sprzedaży stanowisk! To właśnie w tym procesie Fuksman poznał Władimira Dwoskina, dwukrotnie wcześniej skazanego (w ZSRR) emigranta o wyraźnych skłonnościach przestępczych i rozległych powiązaniach przestępczych w ojczyźnie, który pragnął założyć międzynarodowy biznes. Początkowo zorganizowali linię dostaw alkoholu i papierosów do rozpadającego się ZSRR, ale stosunkowo niewielkie zyski w sektorze „drewnianym” nie zadowoliły Dwoskina. Jednak w kontaktach Fuksmana z dowódcami radzieckiego kontyngentu wojskowego, który szybko opuszczał Niemcy i praktycznie porzucał swoje bazy wojskowe, Dwoskin dostrzegł szansę na nowe interesy. Namówił Fuksmana do zawarcia pokoju z Leonidem Mininem, który stał się wówczas „autorytetem” rosyjsko-ukraińskiej mafii we Włoszech i był zaangażowany w międzynarodowy handel bronią. Minin natychmiast wybaczył swojemu byłemu partnerowi, który go zdradził, gdy tylko dowiedział się o jego obiecujących powiązaniach, i wkrótce „NRD-owskie kałasznikowy” płynęły w ładowniach do Afryki – w zamian za diamenty, do których Minin od dawna żywił szczególną pasję. Wśród klientów Minina był Zjednoczony Front Rewolucyjny Sierra Leone, którego członkowie odcinali ręce swoim przeciwnikom, aby uniemożliwić im głosowanie w wyborach. W tym samym czasie karabiny maszynowe trafiły również w ręce rosyjsko-ukraińskiej mafii we Włoszech, a następnie w ręce innych grup przestępczych w całej Europie. Przyciągnęło to uwagę organów ścigania we Włoszech i Stanach Zjednoczonych na Minina i jego otoczenie (wśród których znajdował się Boris Fuksman).

Jednak w branży zbrojeniowej Fuksman jedynie pośredniczył w kontaktach ze sprzedawcami. W schemacie stworzonym przez Minina odgrywał inną rolę. Dwoskin przedstawił go swojemu „kumplowi”, Grigorijowi Łuczańskiemu, byłemu przywódcy łotewskiego Komsomołu, który odsiedział wyrok za defraudację i kradzież w latach 1982–87, po czym został dyrektorem prywatnej firmy „Adażi”, eksportującej nawozy. Biznes zakończył się skandalicznym śledztwem, po którym Łuczański wyjechał do Austrii, gdzie w lutym 1990 roku zarejestrował firmę „Nordex GmbH”, która wkrótce wplątała się w głośne skandale w całym byłym ZSRR.

Grigorij Łuczański

Grigorij Łuczański

Wokół Nordexu utworzyła się grupa interesujących ludzi, w tym Boris Fuksman, któremu zaproponowano stanowisko dyrektora finansowego. Tam nawiązał bliskie relacje z Wadimem Rabinowiczem (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Vadim Rabinovich: Sekrety podziemnego miliardera), który jesienią 1993 roku został przedstawicielem Nordexu na Ukrainie, a także z wicepremierem Ukrainy Jefimowem Zwiagilskim, który podpisał z firmą duży kontrakt.

Według amerykańskich agencji wywiadowczych, Nordex był wykorzystywany do ułatwiania licznych przestępstw, w tym prania pieniędzy na rzecz biznesu zbrojeniowego Minina. Co więcej, w 1994 roku samolot Rusłan zakupiony przez firmę z Ukrainy dostarczył systemy rakietowe Scud do Iraku. W rezultacie całe kierownictwo firmy (Łuczański, Fuksman, Rabinowicz) otrzymało zakaz wjazdu do USA i Wielkiej Brytanii na kilka lat. W Europie Nordex przyciągnął uwagę prokuratorów i komisji specjalnych, ponieważ jego kapitał albo szybko rósł (1,2 miliona w 1990 roku i 900 milionów w 1992 roku), albo nagle znikał, rozproszony na licznych kontach offshore. Jednak w Rosji i na Ukrainie Nordex zyskał złą sławę z powodu licznych oszustw, w wyniku których pożyczki udzielone firmie i opłacone towary po prostu znikały – a za tym wszystkim stał oczywiście jej dyrektor finansowy, Boris Fuksman. W końcu kierownictwo Nordexu zaczęło oszukiwać nie tylko swoich partnerów biznesowych, ale także siebie nawzajem: w 1993 roku zniknął cały statek z ukraińskimi towarami, dostarczonymi firmie w zamian za ropę naftową. Następnie pojawiły się informacje, że statek został porwany za plecami Łuczańskiego w wyniku spisku Fuksmana i Rabinowicza. Ujawnienie tej informacji tylko przyspieszyło upadek Nordexu (w 1995 roku).

Cóż, Fuksman nie był obcy okradaniu i oszukiwaniu partnerów biznesowych. Po objęciu stanowiska dyrektora finansowego Nordexu, Fuksman wykorzystał swoje koneksje i wpływy, aby zapewnić lukratywne możliwości biznesowe swoim krewnym i znajomym w byłym ZSRR. Z jego pomocą Michael Schlicht przybył do Moskwy w 1991 roku, aby wkrótce otworzyć Gemini Film International, które uzyskało prawa do dystrybucji filmów amerykańskich w WNP oraz rosyjskich i ukraińskich na Zachodzie. Donoszono, że w zamian za swoje usługi, mające na celu „zadomowienie się w Moskwie”, Fuksman otrzymał 15% udziałów Schlichta w Gemini Film. W rezultacie doszło do konfliktu między nimi: w 2001 roku Schlicht, już mocno ustabilizowany, postanowił odzyskać te udziały i wykorzystując swoje kontakty w FSB, doprowadził do wydania Fuksmanowi zakazu wjazdu do Rosji. W odpowiedzi Fuksman wysłał mu „pozdrowienia od rosyjskiej mafii w Europie”, ostrzegając go, aby nie wracał do rodzinnych Niemiec.

 

Plusy i minusy

W 1993 roku stało się jasne, że kariera telewizyjna jego kuzyna Aleksandra Rodniańskiego w Niemczech nie układa się. Wrócił na Ukrainę z ambitnym planem stworzenia własnego kanału telewizyjnego i zaproponował ten pomysł Aleksandrowi Zinczence. Zinczenko podjął ten pomysł, ale później wdrożył go z innymi, tworząc kanał Inter. Rodniański zwrócił się wówczas o wsparcie do swojego kuzyna Fuksmana i jego partnera z Nordeksu, Wadima Rabinowicza. Ci, zajęci „krajaniem kapusty” na dużą skalę, początkowo podchodzili do przedsięwzięcia raczej chłodno, nie spotykając się z dużym zainteresowaniem. Jednak wraz z upadkiem Nordeksu zaczęli poszukiwać nowych możliwości biznesowych, w tym reklamy.

I tak 3 września 1995 roku na Ukrainie rozpoczęła nadawanie nowa firma telewizyjna (do 1997 roku na kanale UT-1, wówczas na własną rękę) o nazwie „1+1”, lub, jak ją popularnie nazywano, „Plusy”. Początkowo jej głównym właścicielem była firma Borisa Fuksmana, Innova Film (50%), z 20% udziałów w posiadaniu Aleksandra Rodniańskiego, który został prezesem 1+1, i 30% w posiadaniu Wadima Rabinowicza. I niemal natychmiast kuzyni oszukali doświadczonego Rabinowicza jak skończeni frajerzy: najpierw wyłudzili od niego 2 miliony dolarów na rozwój firmy (wydłużenie czasu antenowego), a następnie zmusili go do sprzedaży im swoich akcji za 2,5 miliona dolarów. Zastosowano charakterystyczną dla Fuksmana metodę szantażu: ujawniono dowody obciążające Rabinowicza i grożono dalszymi działaniami. Rabinowicz nie walczył o stację telewizyjną, ponieważ w tym czasie był zajęty „wyciskaniem” z rąk Łuczańskiego połowy akcji spółki „Ostex AG” – którą następnie przekształcił w swoją „RC-Capital-Group”.

Vadim Rabinovich

Vadim Rabinovich

Skupiwszy w ten sposób 100% udziałów w swoich rękach, Fuksman i Rodniański natychmiast sprzedali połowę za 10 milionów dolarów amerykańskiej firmie Central European Media Enterprises Ltd., należącej do byłego ambasadora USA w Austrii Ronalda Laudera (obecnego prezesa Światowego Kongresu Żydów). W ten sposób popularny ukraiński kanał telewizyjny w rzeczywistości należał do obywateli Niemiec i USA. Tymczasem odrodzony Rabinowicz postanowił zemścić się na Fuksmanie, publicznie oskarżając go o „kradzież pieniędzy”. Według niego Fuksman okradał swoich partnerów (w tym przypadku Ronalda Laudera), przelewając setki tysięcy dolarów rocznie z przychodów z reklam na konta swojej zagranicznej firmy Irving Trading i uznając kanał za nierentowny. Nie wspominając już o tym, że Rodniański, który zarządzał kanałem, trwonił fundusze firmy według własnego uznania, trwoniąc je na zagraniczne podróże służbowe. To doprowadziło do wszczęcia śledztwa, w wyniku którego Fuksman otrzymał tymczasowy zakaz wjazdu na Ukrainę. Jednak jego kuzyn Rodniański, który umiejętnie ukrywał się pod płaszczykiem osoby kreatywnej bez żadnych korzyści finansowych, nadal zarządzał stacją Plus do 2008 roku. To właśnie on w 2007 roku zapewnił miejsce w programie 1+1 „Taniec z Gwiazdami” nowej miłości Borisa Fuksmana, młodej kijowskiej notariuszki Irinie Bereżnej (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Irina Bereżnaja: Historia o tym, jak rosła i opadała główna pierś Rady Najwyższej). Dwa lata później Irina urodziła córkę, Danielę, wciąż ukrywając tożsamość swojego ojca, którym wszyscy uważają Borisa Fuksmana.

Irina Berezhnaya z Borisem Fuksmanem

Irina Berezhnaya z Borisem Fuksmanem

W 2004 roku Fuksman sprzedał 26% udziałów w stacji telewizyjnej Surkisowi (Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Grigorij Surkis: Jak podzielić Ukrainę po bratersku), a pozostałą część udziałów sprzedał Lauderowi. W 2008 roku Rodniański również sprzedał swoje udziały Lauderowi, który następnie opuścił stację. Jednak rok później sam Lauder sprzedał „1+1” Igorowi Kołomojskiemu. Tymczasem Aleksander Rodniański przeniósł się do Moskwy, gdzie założył AR Films, firmę zajmującą się dystrybucją filmów i tworzeniem gier wideo, a także rozpoczął produkcję filmów rosyjskich. Mówiono, że przyczyną tego była nie tylko skala rosyjskiego rynku filmowego i wirtualna śpiączka ukraińskiego: w zasadzie Fuksman i Rodniański mogliby stać się ojcami nowego ukraińskiego kina, inwestując w nie, ale nie znaleźli porozumienia z ukraińskim rządem za czasów Juszczenki. Ostatnim punktem był ich osobisty konflikt z Kateryną Czumaczenko-Juszczenko w sprawie odmowy udzielenia bezpłatnej reklamy Wiktorowi Andriejewiczowi, który wygłaszał wielogodzinne monologi. Reorientacja Rodniańskiego (i Fuksmana) na Moskwę miała poważne konsekwencje: filmy na Ukrainie zaczęli kręcić odwiedzający ją Rosjanie, a nie krajowe studia filmowe. Stało się tak zwłaszcza dlatego, że dzięki staraniom Rodniańskiego najbardziej obiecujące ukraińskie studio filmowe, Dowżenko, upadło w połowie lat 90. i uwikłało się w niewyobrażalne zobowiązania (wykupił prawa do wszystkich jego przyszłych filmów). W rezultacie kino ukraińskie pozostaje na etapie amatorskim, podczas gdy Rodniańskiego można dziś oglądać w Stanach Zjednoczonych, gdzie prezentuje nowe filmy rosyjskie.

Jednak jego wspólny projekt z kuzynem, hotel Kyiv Hilton, który zaczęli remontować z myślą o Euro 2012, spełzł na niczym. Od tego czasu fortuna Borisa Fuksmana najwyraźniej obróciła się przeciwko niemu. W 2008 roku magazyn Focus oszacował majątek netto Fuksmana na 224 miliony dolarów, w 2009 roku na 261 milionów dolarów, ale w 2011 roku na zaledwie 156 milionów dolarów, a w 2013 roku na zaledwie 116 milionów dolarów. Było to więcej niż zaskakujące: podczas globalnego kryzysu majątek netto Fuksmana wzrósł, tylko po to, by spaść o ponad połowę. Mówiono jednak, że Fuksman, z prawie półwiecznym doświadczeniem, ujawnia opinii publicznej tylko ułamek swojej działalności. Co więcej, część swoich funduszy przeznaczyła na inne projekty, w tym na poważny powrót do handlu dziełami sztuki. Co więcej, pieniądze Fuksmana rozsiane są po całym świecie: od Stanów Zjednoczonych, gdzie sponsoruje rosyjski festiwal kulturalny „Nasze dziedzictwo” i jest współwłaścicielem szeregu firm, po Rosję, gdzie inwestuje miliony nie tylko w filmy Rodniańskiego.

Boris Fuksman wręcza nagrody uczestnikom rosyjskiego festiwalu kulturalnego „Nasze dziedzictwo”

Boris Fuksman wręcza nagrody uczestnikom rosyjskiego festiwalu kulturalnego „Nasze dziedzictwo”

Ale co jeszcze łączy Borisa Fuksmana z Ukrainą, krajem, który teraz odwiedza tylko okazjonalnie między prezentacjami w Nowym Jorku a wystawami w Berlinie? Chyba tylko to, że jest współprzewodniczącym Żydowskiej Konfederacji Ukrainy i w tej roli okazjonalnie pojawia się w ukraińskiej polityce. W końcu wydaje się, że w tym kraju spustoszonym przez oligarchię nie ma już nic do „wyciśnięcia”…

Sergey Varis, dla SKELET-info

Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!