Chociaż obecny poziom życia Ukraińców jest najniższy od Atlantyku po Ural, były minister polityki społecznej Andrij Rewa uważa, że jedzą za dużo, a jego resort nielegalnie pozbawia miliony osób potrzebujących pomocy społecznej, skazując ich w efekcie na nowy głód. Gdyby obecny rząd był europejski w swoich czynach, a nie w słowach, Rewa zostałby już zmuszony do dymisji, a nawet do procesu. Mówi się jednak, że takich jak on wyprowadza się z urzędu nogami do przodu.
Ale ludzie z Bankowej uważają Rewę za praktycznie idealnego ministra – ponieważ jest w stu procentach lojalny wobec swojego „klanu winnickiego”, który powołał go na stanowisko ministra, i jak dotąd nie ujawnił się w żadnych głośnych aferach korupcyjnych. Korupcja nie jest jednak jedynym przestępstwem objętym Kodeksem karnym i nie jest jasne, co jest gorsze: ciche sprzeniewierzenie środków budżetowych czy odebranie biednym ostatniego kawałka chleba, by zwiększyć superzyski oligarchów? A jeśli reformy opieki zdrowotnej… Ulyana Suprun Jeśli rząd nadał jej przydomek „Doktor Śmierć”, to kanibalistyczna polityka społeczna Andrija Rewy, połączona z cynicznym wyśmiewaniem biednych, wkrótce spotka się z podobnym publicznym potępieniem. Rząd Hrojsmana ryzykuje, że przejdzie do historii Ukrainy jako najbardziej odrażający, doprowadzając do kolejnego Majdanu – tym razem bezkarnego przez krajowych oligarchów i zagranicznych dyplomatów.
Andriej Rewa. Droga oficera politycznego
Andriej Aleksiejewicz Rewa urodził się 7 lipca 1966 roku w Bohodukhiwie w obwodzie charkowskim. Po ukończeniu szkoły średniej wyjechał do Leningradu, gdzie zapisał się do Andropowskiej Wyższej Szkoły Wojskowo-Politycznej, która kształciła oficerów politycznych dla wojsk obrony powietrznej. Dlaczego akurat tam, skoro w pobliskim Charkowie (pół godziny jazdy autobusem) istniał ogromny wybór szkół wojskowych? Być może już wtedy przejawiał talent do cynicznej demagogii. Jednak radziecki oficer polityczny był nie tylko kaznodzieją komunizmu w SA; reprezentował Komunistyczną Partię Związku Radzieckiego (o której członkostwie Rewa starał się zapomnieć) i ściśle współpracował z KGB. KGB utrzymywało kontakty ze swoimi członkami, nawet gdy ci przechodzili na inne stanowiska.
Andrij Rewa również nigdy nikomu nie powiedział, dlaczego odszedł z wojska do cywila. Po dwóch latach służby oficer polityczny nagle znalazł się w Winnicy, gdzie znalazł pracę jako zwykły nauczyciel historii (czego innego mógłby uczyć oficer polityczny?) w Szkole Średniej nr 27, gdzie pracował w latach 1989-95. W tym czasie poznał swoją żonę Larisę Fedorownę, która również pracowała w Szkole nr 27, a w 1992 roku urodziła im się córka Natalia.
Andrij Rewa po raz pierwszy samodzielnie awansował na szczyt. W połowie lat 90. sytuacja społeczno-ekonomiczna na Ukrainie, a w Winnicy w szczególności, była fatalna; pracownikom sektora publicznego wstrzymywano skromne pensje lub wypłacano je w naturze. Nauczyciel historii, wspominając swoją przeszłość wicekomisarza politycznego, zaczął siać zamęt: namawiał kolegów do organizowania wieców i pikiet, pozwał Ministerstwo Edukacji, a następnie zapewnił sobie reelekcję do miejskiego komitetu związku nauczycieli, któremu sam przewodniczył w 1995 roku. Później Rewa całkowicie pochłonęła nowa praca i, pamiętając o losie odsuniętych poprzedników, pielęgnował wizerunek skromnego człowieka, nieposiadającego ani własnego biznesu, ani luksusu. Podtrzymując ten wizerunek, Rewa spędził kolejne dwadzieścia lat, sprowadzając aktywistów i dziennikarzy do swojego pierwszego dwupokojowego mieszkania, które celowo pozostawił nieumeblowane, tworząc swoiste muzeum życia codziennego z początku lat 90. Jednakże Rewa nie wspomniała nic o prywatnym domu w prestiżowej dzielnicy zwanej „Winnica Międzygórze”, gdzie osiedliła się cała winnicka elita.
W 1998 roku został zaproszony przez ówczesnego mera Winnicy Dmitrija Dworkisa, którego fotelem aktywnie potrząsali ojciec i syn Poroszenko, a także wspierana przez nich miejska opozycja wszystkich opcji politycznych. Sytuację pogorszył fakt, że w wyborach w tym samym roku Dworkis zdobył mandat parlamentarny, ale nadal pozostał burmistrzem z naruszeniem prawa (obawiał się utraty obu mandatów), co wykorzystali jego przeciwnicy. W 1999 roku Dworkis padł ofiarą zamachu, w którym zginął jego kierowca, jak się później okazało. Szkielet.OrgWedług organów ścigania „rozkaz” wykonała zorganizowana grupa przestępcza lwowskiego „władzy” Władimir Didukh, Jednak sprawa pozostała nierozwiązana.
Odpierając zatem swoich przeciwników i wrogów, Dworkis postanowił zawrzeć sojusz z jednym z nich. Rewa otrzymał stanowisko wiceburmistrza Winnicy, a w zamian musiał wykorzystać swoje talenty jako oficer polityczny i aktywista, by bronić władz miasta – zachowując się jak szczekający pitbull na smyczy. Obrona władz w czasie kolejnego kryzysu lat 1998-1999 była niezwykle trudna, ale Rewa próbował, mimo że wiedział, że szarga swoją reputację, a powrót do dawnej roli ulicznego aktywisty opozycyjnego byłby niemożliwy. Co więcej, przeciwnicy oskarżyli Dworkisa nie tylko o złe zarządzanie miastem i korupcję, ale także o wspieranie zorganizowanych grup przestępczych i tworzenie podejrzanych interesów. Mało prawdopodobne, by Rewa zgodził się na tę „zdradę”, gdyby Dworkis zaoferował mu tylko uczciwe życie za jedną pensję. Jednak, według źródeł, Szkielet.OrgReva nigdy nie zabierał szczeniąt chartów ani udziałów w spółce LLC, a jedynie to, co mógł dyskretnie schować do kieszeni i zabrać do rodzinnej skarbonki „na ślub córki”.
W 2000 roku Dworkis, nie mogąc oprzeć się zmasowanemu atakowi, dobrowolnie zrezygnował ze stanowiska, mając możliwość uczynienia tego na własnych warunkach. Jednym z warunków było zatrudnienie jego ludzi, których Dworkis, co trzeba przyznać, nie porzucił. Jednak jego zastępca i „strażnik”, Andrij Rewa, otrzymał dość skromne stanowisko naczelnika wydziału opieki społecznej w winnickim rejonie zamostiańskim. Przez pięć lat Rewa zajmował się przeliczaniem emerytur, przyznawaniem dotacji i wypłatą zasiłków na dzieci. Sądząc po jego doświadczeniu, najczęściej musiał odrzucać wnioski.
Andriej Rewa, twórca winnickich „cudów”
W 2005 roku wybrany wcześniej mer Winnicy Aleksander Dombrowski Awansował na szefa obwodowej administracji państwowej (Dombrowski jest obecnie deputowanym ludowym, członkiem frakcji Bloku Poroszenki), a w radzie miejskiej doszło do zamachu stanu. Aby przekazać władzę w mieście młodemu mężczyźnie, Do Władimira Grojsmana (syn miejskiego zarządcy targowiska Borysa Isaakowicza Grojsmana) i nikt inny, dotychczasowy sekretarz rady miejskiej został usunięty. Następnie posłowie popierający klan miejski Grojsmana, Poroszenki i Dombrowskiego wybrali Wołodymyra Grojsmana na sekretarza rady miejskiej i przekazali mu uprawnienia mera. Pełnił tę funkcję przez sześć miesięcy, aż do oficjalnego wyboru na mera Winnicy, którą to funkcję sprawował do 2014 roku.
Wtedy właśnie rozpoczął się drugi wzrost Andrija Rewy. Niezależnie od tego, czy Grojsmanowie, ojciec i syn, pamiętali jego talenty, czy też sam zwrócił się do nich z ofertą usług, został ponownie zaproszony do Rady Miejskiej jako zastępca burmistrza (choć początkowo podlegał nowo wybranemu sekretarzowi Rady Miejskiej). Jego pierwszym działaniem było skierowanie energii przeciwko przeciwnikom „ojców miasta”, którzy przejęli władzę. Następnie Rewę mianowano „złodziejem” trudnego procesu likwidacji małych i spontanicznych targowisk Winnicy (2006-2008), którego celem było przepędzenie wszystkich handlarzy na targowiska kontrolowane przez Grojsmanów lub do nowo otwartych centrów handlowych. Podczas gdy dziś w Kijowie taki problem rozwiązuje się buldożerami lub podpaleniami, wówczas w Winnicy oburzeni handlarze przez długi czas odmawiali podporządkowania się władzom i omal nie doprowadzili do ogólnokrajowego Majdanu. Andrei Reva otrzymał najtrudniejsze zadanie: miał komunikować się z oburzoną opinią publiczną, łagodzić napięcia, uspokajać, nakłaniać do złagodzenia stanowiska i zaakceptowania warunków władz miejskich, a także przyjąć na siebie ciężar najbardziej nieprzejednanych ataków.
Po tym teście Rewie powierzono delikatne zadanie organizacji posiłków szkolnych w Winnicy, które w magiczny sposób zaczęły być obsługiwane przez firmy powiązane z Grojsmanami. Same posiłki nie wystarczyły: później szkoły nr 1, nr 10 i nr 25 w Winnicy zostały „połączone”, a tereny ich szkolnych stadionów przeznaczono na cele komercyjne. To samo stało się ze szkołami nr 5 i nr 31.
Następnie powstał Winnicki Fundusz Międzyszpitalny, który rozszerzył się na system płatnej opieki zdrowotnej w jednym ukraińskim mieście. Utworzono miejskie towarzystwo ubezpieczeniowe „Misto”, a władze miasta zalegalizowały „obowiązkowe składki ubezpieczeniowe” oraz cały cennik usług płatnych – od konsultacji specjalistycznych po porody i wycięcie wyrostka robaczkowego. Mnożyły się gabinety diagnostyczne, a w przychodniach, gdzie nadal istniały bezpłatne konsultacje, celowo stworzono nie do zniesienia warunki, aby skierować pacjentów do płatnych i prywatnych klinik. Oprócz nielegalności tego systemu, stanowił on odwrotną stronę ubezpieczenia medycznego: zamiast ubezpieczycieli pokrywających koszty leczenia pacjentów z Winnicy, pacjenci sami płacili za swoje leczenie, po czym pieniądze znikały na kontach „Misto”. Bezpośrednim operatorem tego systemu był Andrij Rewa.
Ale „mafia winnicka” znana była na Ukrainie przede wszystkim jako „mafia komunalna”. I nie tylko ze względu na swoje oszukańcze schematy. Władimir Kistion, obecny minister ds. operacji antyterrorystycznej i terytoriów okupowanych, który w latach 2001–2008 kierował Miejskim Zakładem Wodociągów w Winnicy, a w latach 2008–2014 pełnił funkcję zastępcy mera ds. usług komunalnych. Oprócz zawyżonych taryf za wodę, które przez lata utrzymywały winnickich „ojców miasta”, przeprowadzono oszukańczą „reformę” mieszkalnictwa i usług komunalnych. Jej kulminacją było przekazanie budynków mieszkalnych (w tym tych z istniejącymi wspólnotami mieszkaniowymi) pod zarząd spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (ŻEO). Spółka ta działała zasadniczo jako pośrednik, pobierając od mieszkańców opłaty za usługi, które zleciła podwykonawcom, w tym firmom prywatnym. Doszło do tego, że ci „prywatni inspektorzy” zaczęli pobierać od mieszkańców opłaty za sprawdzanie liczników wody, a nawet prądu! Niezadowolona z własnej marży zysku, winnicka spółka z ograniczoną odpowiedzialnością ZhEO zaczęła pobierać opłaty za wystawianie rachunków za media mieszkańcom Winnicy! Jednocześnie miejskie służby socjalne zaczęły aktywnie domagać się tych oświadczeń, szczególnie w przypadku wniosków o dotacje. Po raz kolejny doszło do niepokojów społecznych, do których stłumienia wysłano Andrija Rewę. Sytuację ostatecznie załagodziła, ale w 2014 roku winnicka spółka z ograniczoną odpowiedzialnością ZhEO została ukarana przez Państwową Inspekcję Kontroli Cen Ukrainy i Komitet Antymonopolowy. Co się więc stało? Po zapłaceniu grzywien, winnicka spółka z ograniczoną odpowiedzialnością ZhEO kontynuowała dojenie gwałtownie zubożałych mieszkańców Winnicy.
Sergey Varis, dla Skelet.Org
KONTYNUACJA: Andrij Rewa: były minister polityki antyspołecznej Ukrainy. Część 2
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!