Ostatnio często pojawiały się doniesienia o możliwym bankructwie PrivatBanku. Jednak ukraiński system bankowy jest w kryzysie. Kryzys ten zagraża również drugiemu co do wielkości bankowi, państwowemu Oschadbankowi. Urzędnicy starają się jednak bagatelizować ryzyko niewypłacalności tego największego banku.
W tym banku gromadzone są wszystkie świadczenia z „Czarnobyla”, „przesiedleń” i inne. Oznacza to, że jeśli Oschadbank upadnie, ucierpią najbardziej wrażliwe grupy społeczne. Oschadbank udziela również pożyczek przedsiębiorstwom państwowym, od Ukrnafty po Ukrzaliznycję. Ostatnio bank udzielił pożyczek państwowemu przedsiębiorstwu Energorynok, o którym pisaliśmyA upadek tego banku w zasadzie sparaliżuje całą infrastrukturę Ukrainy. I co z tego, mówisz? Co mnie obchodzi bank państwowy i problemy państwa? Prawda jest taka, że jeśli uratują Oszczadbank, to naszym kosztem. Zatem upadek PrivatBanku to osobista sprawa Igora Kołomojskiego i Giennadija Bogolubowa.Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Giennadij Bogolubow: O czym milczy druga połówka „Prywata”?). Uratują go z niewypłacalności na własny koszt. A ratunek Oszczadbanku zostanie przeprowadzony z pieniędzy podatników. To my zapłacimy za wyjątkowo kiepskie zarządzanie Andrijem Pysznym. Ale może po prostu pozwolą mu utonąć? Nie pozwolą. Zwłaszcza po tym, jak Rada Najwyższa odmówiła odwołania Jaceniuka. Ale żeby zrozumieć dlaczego, musimy bliżej przyjrzeć się prezesowi Oszczadbanku, Andrijowi Grigoriewiczowi Pysznemu. Jest on ojcem chrzestnym wspomnianego Arsenija Pietrowicza, który... Lubi obsadzać swoich ludzi na kluczowych stanowiskach, o czym również pisaliśmy..
Zarówno Pysznyj, jak i Jaceniuk pochodzą z Czerniowiec. Właściwie byli praktycznie kolegami z klasy, ponieważ obaj studiowali na Uniwersytecie Czerniowieckim w tym samym czasie. Nie jest jasne, czy byli przyjaciółmi, czy tylko znajomymi, ale ich ojcowie tak. Ojciec Jaceniuka był dziekanem uniwersytetu, na którym studiowali, a ojciec Pysznego był naczelnikiem miejscowej kolonii karnej. Obaj pochodzili więc z dość wykształconych rodzin. To ojciec Pysznego przedstawił ojca Jaceniuka człowiekowi, który miał być przewodnikiem młodych mężczyzn po świecie wielkiej polityki. Człowiek ten nazywał się Igor Płużnikow. Był oligarchą, jednym z założycieli SDPU(o), sojusznikiem Wiktora Medwedczuka i twórcą głównej machiny propagandowej i manipulacyjnej tamtych lat – stacji telewizyjnej Inter. To on patronował młodym wówczas Arsenijowi i Andrijowi. Chodzi tu zresztą o to, że władzę zdobyli młodzi ludzie, którzy nie są skażeni starymi schematami, jak lubią się przedstawiać Jaceniuk i Pyszny.
Dopóki socjaldemokraci byli silni i sprawowali władzę, młodzi ludzie kręcili się w bankach komercyjnych i na wysokich stanowiskach w bankach państwowych. Na szczęście koneksje ich rodziców ułatwiały im znalezienie łatwej, lukratywnej pracy. Ale potem nadeszła Pomarańczowa Rewolucja i konieczne stało się zastąpienie niektórych odrażających postaci młodymi, świeżymi twarzami. Innymi słowy, ci, którzy plądrowali kraj za Leonida Kuczmy, nie zniknęli; po prostu wyciągnęli swoich protegowanych z ławki rezerwowych i wprowadzili ich w korytarze władzy, zapewniając sobie solidny punkt wyjścia.
W ten sposób Arsenij Jaceniuk został pełniącym obowiązki prezesa Banku Narodowego, a Andrij Pysznyj przeszedł ze stanowiska wiceprezesa zarządu Oszczadbanku na stanowisko pełniącego obowiązki prezesa tegoż banku. Stało się to w grudniu 2004 roku, praktycznie równocześnie z rezygnacją prezydenta Kuczmy i objęciem stanowiska przez Wiktora Juszczenkę. Nie było to trudne dla Płużnikowa, który sam był niemałą postacią w systemie bankowym kraju; zasiadał kiedyś w zarządzie Banku Narodowego i był wiceprzewodniczącym rady nadzorczej Oszczadbanku. Ale w 2005 roku zmarł Ihor Płużnikow, a cudowne dzieci z Czerniowiec pozostały zdane tylko na siebie. Nawiasem mówiąc, aby zdobyć tę pozycję, Pysznyj uciekł się do jawnego oszustwa. W 2004 roku kupił rektora Instytutu Wiedzy Nowoczesnej, Wiktora Wasilenko. fikcyjny certyfikat stwierdzający ukończenie tej placówki edukacyjnej, o której pisaliśmy wcześniejPotrzebował tego, aby natychmiast zapisać się na czwarty rok Ukraińskiej Akademii Bankowej przy Banku Narodowym. Bez tej akademii nie miał szans na objęcie stanowiska prezesa banku państwowego.
Lata 2004-2005 były złotym wiekiem dla całego ukraińskiego rynku bankowego. Kredyty zaciągano w ogromnych ilościach, a ludzie chętnie zakładali lokaty. Ale nie dla Oszczadbanku. Niegdyś jedyny bank państwowy z szeroką siecią detaliczną, szybko tracił na znaczeniu. Emeryci, którzy korzystali z usług Oszczadbanku od czasów ZSRR, przenosili swoje emerytury do szybko rozwijających się sieci PrivatBanku, Pravexu, Nadry i innych mniejszych banków. Przeniesiono również plany wynagrodzeń, w tym te z przedsiębiorstw państwowych. Przyczyną tego była słaba obsługa, niekompetentni pracownicy, od kasjerów po kadrę kierowniczą, nieelastyczne systemy premii i odsetek, a często ich całkowity brak. To wyraźnie charakteryzuje Andrija Pysznego jako menedżera. Nawiasem mówiąc, Oszczadbank wciąż nie przezwyciężył tych „bolączek”. Chociaż wypracował on coś na kształt strategii marketingowej, a nawet modne obecnie hashtagi: #MójBankMojaKraina и #ощадбанкдієAle może, jak głosi stary dowcip, to nie łóżka należy zmieniać?
Andriej Grigoriewicz również nie zapomina o sobie. Jeszcze będąc u władzy, zaciągnął pożyczkę w wysokości trzech i pół miliona… od siebie, od tego samego Oszczadbanku. Oczywiście, wziął ją na korzystnych warunkach. Ale posunął się dalej – pożyczki do dziś nie spłacił. To nastręczało problemów, zwłaszcza że jego rywal, Anatolij Gulej, człowiek z rodu braci, objął kierownictwo banku państwowego. Andriej i Siergiej Klujewowie, który upublicznił tę informację. Jednak Pyszny, przy wsparciu tego samego Jaceniuka, został „awansowany” do Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) na stanowisko nadzorcy ukraińskiego sektora finansowego i najwyraźniej dlatego Guley postanowił nie współpracować z nim.
Jednak w latach 2008-2009 w życiu Jaceniuka i Pysznego rozpoczął się mroczny okres. Najpierw Arsenija Pietrowicza usunięto ze stanowiska przewodniczącego Rady Najwyższej. Następnie Andrija Grigoriewicza poproszono o opuszczenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Postanowili wejść do polityki. Tak narodził się „Front Zmian”. Arsenij Jaceniuk został liderem i liderem partii, a Andrij Pyszny stał się w istocie jego prawą ręką. Przyjaciele odnieśli sukces… przegrali wybory w 2010 roku, mimo zainwestowania w nie 60-70 milionów dolarów. Wszyscy pamiętają niespodziewanie „zmilitaryzowanego” Arsenija Pietrowicza, którego obrazy zdobiły miasta i autostrady (genialny projekt znanego rosyjskiego projektanta Artemiego Lebiediewa). Nie pomógł też patronat partii, Kateryna Czumaczenko-Juszczenko. W wyborach w 2012 roku „Front Zmian” został zmuszony do całkowitego wycofania się pod parasol Batkiwszczyny. Na ich korzyść działał również fakt, że Julia Tymoszenko Trafiła do aresztu śledczego, a następnie do więzienia. W ten sposób Jaceniuk został liderem tzw. „Zjednoczonej Opozycji”, a Pysznyj wiceprzewodniczącym sztabu wyborczego. Po wejściu do parlamentu objął nieformalne stanowisko szefa „grupy Jaceniuka” w ramach tej właśnie opozycji. Pełnił tę funkcję przez całą prezydenturę Janukowycza. Według wtajemniczonych, nigdy nie spłacił pożyczki zaciągniętej w Oszczadbanku, ale chronił go immunitet parlamentarny.
Podczas Euromajdanu Arsenij Pietrowicz aktywnie przemawiał na scenie, obiecując ludziom „kulę w czoło”. Andrij Grigoriewicz stał u jego boku i udzielał wsparcia prawnego – na przykład pisząc listy do Popowa, w których opisywał wiece i barykady jako otwarte spotkanie ludu z deputowanymi. Krótko mówiąc, jako doświadczony biurokrata starał się ująć rewolucję w ramy prawne i w ten sposób, przynajmniej formalnie, nią pokierować. Próbował wzniecić Euromajdan w Chersoniu, choć bez większego powodzenia. Raz próbował podejść do barykad, ale został natychmiast uderzony pałką przez policję w głowę. Przez chwilę pozował dziennikarzom z zabandażowaną głową, a potem już nie wrócił na barykady.
Po Euromajdanie kariera Andrija Grigoriewicza nabrała rozpędu. Oczywiście, podobnie jak Arsenija Pietrowicza. Natychmiast został prezesem zarządu Oszczadbanku, bez żadnego „pełniącego obowiązki” tytułu. Jednak po pewnym czasie uwikłał się w aferę korupcyjną. Prokuratura Generalna wszczęła przeciwko niemu postępowanie karne. Pysznyj poleciał na mecz Sewilla-Dnipro, a podróż kosztowała 500 000 hrywien, które śledczy uważali za wypłacone z kont Oszczadbanku. Aby zatuszować sprawę, jego prawnicy twierdzili, że pieniądze przekazał Igor Jeremiejew i przedstawili zaświadczenie rzekomo potwierdzające, że Jeremiejew rzeczywiście wypłacił je z konta. Śledczy jednak od razu zaczęli się zastanawiać: za jakie usługi oligarcha zabierał urzędnika na mecz piłkarski? Sprawa została jednak po cichu zatuszowana.
Uczestnicy operacji antyterrorystycznej (ATO) również zadawali pytania Andrieja Grigoriewicza. Faktem jest, że Oszczadbank działał na okupowanych terytoriach DRL i ŁRL do samego końca, długo po tym, jak inne banki zamknęły już swoje oddziały. Innymi słowy, w istocie finansował separatystów, umożliwiając im transfery środków. Dopiero pod presją opinii publicznej, po pikietach przed główną siedzibą banku przy ulicy Gospitalnej, pod hasłem „Holenderskie pożegnanie dla ekstrawaganckiego ojca chrzestnego”, zamknął swoje oddziały.
To pod przywództwem Andrija Pysznego Oschadbank odnotował największy spadek. Można oczywiście argumentować, że kraj jest w kryzysie, a banki borykają się z problemami. Ale z jakiegoś powodu główne banki wciąż utrzymują się na powierzchni. Niektóre nawet nieznacznie wzrosły na przestrzeni lat. Oschadbank jednak podupada – w 2014 roku stracił 8,6 miliarda (!) hrywien. Dla porównania, za poprzedniego prezesa, Serhija Podrezowa, w samym 2013 roku osiągnął zysk w wysokości 678,8 miliona hrywien. Na początku 2015 roku Moody's obniżył ratingi kredytowe i dłużne banku z Ca do Caa3 z negatywną perspektywą, co oznacza drastyczny spadek o kilka stopni. Fitch, inna agencja ratingowa, obniżyła rating Oschadbanku z CC (możliwe niewypłacalność) do CCC (wysokie prawdopodobieństwo niewypłacalności).
Latem 2015 roku sama agencja Fitch oświadczyła, że prędzej czy później niewypłacalność Oschadbanku z tytułu euroobligacji jest nieunikniona. Bank z dumą twierdzi, że jego portfel kredytowy wzrósł z 67,4 mld hrywien do 92,2 mld hrywien od 2012 roku. Są to jednak głównie pożyczki udzielane podmiotom państwowym – Naftogazowi, Energoatomowi, Ukraziliznycji, Ukravtodorowi i innym. Zasadniczo państwo pożycza sobie. Ale pożycza realne pieniądze, które następnie znikają, pozostawiając Oschadbank z długami gwarantowanymi przez rząd. Państwo pompuje pieniądze z powrotem do banku i cykl się powtarza. A centralną postacią w tym wypompowywaniu pieniędzy naszych podatników do kieszeni rządzących jest Andrij Pysznyj. I do września 2016 r., czyli do momentu, w którym parlament uzyska prawo do ponownego zażądania dymisji swojego ojca chrzestnego, Arsenija Jaceniuka, ze stanowiska premiera, z całą pewnością pozostanie on na swoim miejscu.
W tym roku Ministerstwo Finansów nakazało Oschadbankowi osiągnięcie progu rentowności. Gdyby dało się to zrobić dekretem, wszystko byłoby w porządku. Ale rynek to rynek, a ci, którzy osiągają próg rentowności, to ci, którzy pozyskują nowych klientów, innowacyjne produkty, opracowują solidne strategie marketingowe – krótko mówiąc, ci, którzy pracują. Co, jak rozumiemy, jest niemożliwe pod obecnym kierownictwem. Oznacza to, że ten „próg rentowności” będzie musiał zostać osiągnięty poprzez „wpychanie” do niego instytucji budżetowych, sztuczne tworzenie usług monopolistycznych (takich jak opłaty za wyciągi z rejestru państwowego czy hipoteki państwowe) i ciągłe refinansowanie. A do 2020 roku chcą go sprzedać. Cóż, państwo nie potrzebuje takiego ospałego potwora finansowego. Decyzja jest więc słuszna. O ile oczywiście do tego czasu ktoś będzie chciał go kupić.
Denis Ivanov, dla Skelet.Org
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!