Niegdyś jeden z najbogatszych oligarchów Ukrainy, dziś uważany jest za jednego z tych „bohaterów minionych czasów”, których imiona zaginęły. Jeśli ktokolwiek pamięta dziś Ołeksandra Leszczyńskiego, to albo w kontekście zabójstw Jewhena Szczerbana i Igora Aleksandrowa, albo w związku z wielomiliardowymi długami, które doprowadzają jego firmę do bankructwa. Wszystko dlatego, że od dawna ukrywa się za granicą przed wierzycielami, niewygodnymi pytaniami dziennikarzy i ukraińskimi organami ścigania.
Leszczyński tak bardzo boi się niechcianych spotkań, że gdy jeden z wierzycieli w końcu odnalazł go we Francji, by odzyskać stary dług, uciekł w przerażeniu do Maroka, gdzie ukrywał się wśród Tuaregów przez rok. Z tego samego powodu Leszczyński dawno przestał komunikować się bezpośrednio z prasą, a w internecie można znaleźć jedynie kilka jego starych zdjęć i żadnych filmów. Mimo to nadal prowadzi swój wystawny tryb życia; ma teraz nową żonę, która uwielbia imprezy i drogie prezenty, i wydaje na to wszystko ogromne sumy pieniędzy. Te same pieniądze pożyczył pod zastaw „sprywatyzowanych” ukraińskich przedsiębiorstw, które latami wymuszał od Ukraińców, deklarując zyski z każdego sprzedanego bochenka chleba.
Dążmy do sukcesu
Leszczyński Aleksander Olegowicz Urodził się 2 marca 1964 roku w Dnieprze (obecnie Dniepr) w zamożnej rodzinie żydowskiej. Jego ojciec, Oleg Leonidowicz Leszczyński, w czasach sowieckich awansował na stanowisko kierownika wydziału budowy kopalni w Doniecku, dokąd przeniosła się rodzina, dzięki czemu miał dobre dochody i liczne znajomości. Później, w okresie niepodległości Ukrainy, Oleg Leonidowicz został członkiem rady powierniczej gminy żydowskiej w Dnieprze, obok tak wybitnych osobistości jak Giennadij Bogolubow и Igora Kołomojskiego, Wiktor PinczukGiennadij Korban, Aleksander Dubilet, Michaił Kiperman i inni. Opiekę duchową nad społecznością sprawuje Chabad pod przewodnictwem naczelnego rabina miasta, Szmuela Kaminieckiego.
W biografii Aleksandra Leszczyńskiego czytamy, że w latach 1981–1989 rzekomo studiował (z przerwą na służbę wojskową) w Instytucie Politechnicznym w Doniecku, na kierunku elektromechanika górnicza. W rzeczywistości nie ma akt osobowych byłego studenta Leszczyńskiego na tej uczelni – a przecież poszukiwano go jeszcze przed wydarzeniami z 2014 roku! Leszczyński nie tylko nie ukończył studiów, ale wręcz prawie się tam nie uczył, jedynie zapisał się na studia – jak potwierdzają jego starzy znajomi. „Sasza nie ukończył studiów, ale jego erudycja i bystrość umysłu wystarczą na trzy dyplomy” – mówili o nim z szacunkiem i nutą strachu.
Oczywiście, że nie mieliby się na baczności przed człowiekiem, który przez wiele lat był wspólnikiem Achmetowa i zamieszany w najgłośniejsze morderstwa lat 90.! Chociaż, według nich, Aleksander Leszczyński zawsze osiągał swoje cele nie brutalną siłą, lecz wytrwałą i kategoryczną perswazją, docierając do ludzkich umysłów i dusz, „naciskając na nich słowami”. Nie sprecyzowali jednak, jak postępował z tymi, którzy nie byli podatni na jego „hipnotyczny urok”.
A teraz prawdziwa historia o tym, jak potoczyła się „droga chłopca do sukcesu”. Po ukończeniu szkoły średniej w 1981 roku, pod presją ojca, Leszczyński rzeczywiście zapisał się na studia – z zamiarem, że tak powiem, kontynuacji rodzinnej dynastii szefów górnictwa. Próba ta okazała się jednak nieudana, mimo wszelkiej ochrony ojca, a Leszczyński tymczasowo znalazł pracę jako betoniarz w eksperymentalnej bazie donieckiego PromstrojNIIproektu, skąd „wyruszył do wojska” w 1982 roku. Po odbyciu służby wojskowej wrócił do domu w Doniecku, a w 1984 roku znalazł zatrudnienie jako prosty elektromonter w oddziale nr 4 trustu Donieckszachtoprochodka. Według źródeł, Szkielet.Org, ten sam, który prowadził jego ojciec.
Być może przez pierwszy rok lub dwa pracował jako mechanik elektryczny, a może nawet próbował ponownie zapisać się na studia – choć nikt nigdy nie widział go w kombinezonie ani z podręcznikiem w ręku. Pamięta się, jak Sasza Leszczyński otworzył warsztat introligatorski: sam, oczywiście, szukał tylko klientów. Potem nastała era spółdzielczości, a po niej powszechne niedobory, a Leszczyński zafascynował się biznesem. Wspomina się go jako stałego bywalca donieckiej kawiarni „Teatralne”, gdzie w drugiej połowie lat 80. przesiadywali przestępcy, wyrafinowana młodzież, spekulanci na czarnym rynku, spekulanci deficytowymi towarami i wszelkiego rodzaju intryganci – krótko mówiąc, przyszła elita donieckiego biznesu. Leszczyński nawiązał tam przydatne kontakty biznesowe, opracowywał plany, podsumowywał udane transakcje i generalnie czuł się jak w domu. „Często sam stawał za barem i parzył kawę dla całej grupy” – wspominali jego przyjaciele.
Nie zaczął działalności z ulicy. W tamtym czasie kopalnie przechodziły na samorządność, tworząc spółdzielnie i spółki joint venture.
Oleg Leonidowicz Leszczyński nie stał z boku, wykorzystując zasoby swojego wydziału budowy kopalni do lukratywnych interesów i planów. Historia milczy na temat wczesnych planów ojca i syna Leszczyńskiego, ale latem 1989 roku Leszczyński został kierownikiem wydziału w młodzieżowej spółdzielni „Iluzja”, o czym wspomina jego biografia. Stowarzyszenie to, które miało nawet własną zarejestrowaną markę, powstało przy wsparciu donieckich urzędników i dyrektorów. Kierowali nim nie młodzi, energiczni mężczyźni z górniczych miasteczek, lecz przywódcy Komsomołu i synowie szefów – choć później, od początku lat 90., mocno związali się z miejscową przestępcą (a także z policją i prokuraturą). Nie jest jasne, czy to ojciec, czy nowy starszy wspólnik umieścił go tam. Jewgienij Szczerban. Ale to dowodzi, że nawet wtedy Leszczyński nie zaczynał jako zwykły spółdzielca, a zakres jego działalności był ogromny. W 1990 roku Leszczyński wyjechał nawet na dłuższy czas za granicę, „aby studiować globalne doświadczenia w organizacji produkcji żywności”, rzekomo na zaproszenie amerykańskiej firmy New Generators. W rzeczywistości, jeśli New Generators miało jakiekolwiek powiązania z Ameryką, to jedynie powierzchowne: w latach 90. w ZSRR, a później w WNP, powstało wiele firm o tej nazwie, zajmujących się handlem artykułami konsumpcyjnymi, żywnością i alkoholem, a także szyciem różnych „gazet”. W najlepszym razie były to spółki joint venture, co oznaczało, że ich założycielami byli obywatele Stanów Zjednoczonych lub krajów europejskich – zazwyczaj osoby, które niedawno wyemigrowały z ZSRR.
To Jewgienij Szczerban uczynił z młodego członka spółdzielni Leszczyńskiego oligarchę branży wódczanej i piekarniczej. Sam Szczerban rozpoczął karierę jako zastępca dyrektora ds. sprzedaży (a nie produkcji, jak później twierdził) w kopalni Kirowska, organizując dochodowe systemy odsprzedaży (spekulacji) deficytowych produktów. Co więcej, produkty te często stawały się deficytowe właśnie dlatego, że ludzie tacy jak Szczerban i Leszczyński kupowali je w magazynach – a pod koniec lat 80. działo się tak w całym Związku Radzieckim. Relacje Szczerbana z Leszczyńskim seniorem pozostały tajemnicą, ponieważ sam Oleg Leonidowicz starał się zachować niski profil w biznesie. Jednak, według źródeł, Szkielet.OrgZ przyjaźni biznesowej między dyrektorem wydziału budowy kopalni a zastępcą dyrektora kopalni ds. sprzedaży zrodził się wspólny biznes chlebowo-wódkarski Jewgienija Szczerbana i Aleksandra Leszczyńskiego.
Aleksander Leszczyński. Chleb, wódka i krew
Programy cukrownicze na Ukrainie działały z powodzeniem do 1994 roku, aż konsumenci najedli się do syta i zgromadzili worki cukru w swoich spiżarniach. Operatorzy tych programów stanęli przed problemem, gdzie umieścić dziesiątki tysięcy ton niesprzedanych nadwyżek i jak nadal czerpać zyski ze współpracy z cukrowniami. Ktoś taki jak Boris Kolesnikov lub ojciec i syn Poroszenko, Zajęli się branżą cukierniczą. Inni, w tym Jewgienij Szczerban, opracowali schematy przetwarzania melisy i zboża na nielegalny, niezarejestrowany alkohol, który następnie przerabiano na wódkę – towar, który cieszył się ogromnym popytem w burzliwych latach 90. Powołał Aleksandra Leszczyńskiego na stanowisko kierownika działu wódki. Wiadomo, że jednym z kluczowych przedsiębiorstw w tej branży była gorzelnia w Mariupolu, którą Leszczyński mianował na stanowisko dyrektora. Aleksandra HartCiekawostką jest, że Hart został później dyrektorem Zakładu Konserw Rybnych w Mariupolu (OJSC), który został zakupiony przez Leszczyńskiego, a następnie stanął na czele jednej z firm Jurij Iwaniuszczenko, a w 2011 roku dzięki staraniom Andriej Klujew Został mianowany dyrektorem generalnym przedsiębiorstwa państwowego „Ukrspirt”.
Oprócz picia, Aleksander Leszczyński w latach 90. XX wieku zajmował się również branżą przekąsek, przejmując zakłady mięsne w Makiejewce i Krasnoarmiejsku (Pokrowsku), Donmiasopromie oraz fabrykę konserw w Gajsinie. Jednak jego działalność rozwinęła się najbardziej w zakresie produkcji pieczywa, co przyniosło mu przydomek „oligarchy piekarni”. Warto zauważyć, że Leszczyński rozpoczął dwie duże ekspansje na rynku pieczywa. Po pierwsze, w połowie lat 90. XX wieku, we współpracy z Jewhenem Szczerbanem, przejął piekarnie w obwodzie donieckim. Co ciekawe, w tym samym czasie do branży pieczywa wkroczył również prokurator obwodowy. Giennadij WasiliewChoć zaczynał od mniejszych rozmiarów – wypierając prywatne piekarnie. Aby mieć czym smarować chleb, że tak powiem, Leszczyński przejął kontrolę nad doniecką spółką Marg-West JSC (jednym z największych producentów margaryny) oraz słowiańską fabryką olejów i tłuszczów „Sławoliju” (ostatecznie kupioną przez Leszczyńskiego w 2005 roku).
Donoszono, że w latach 90. Leszczyński, za pośrednictwem swojej korporacji Ukrinterprodukt, kontrolował 30 zakładów przetwórstwa zbożowego, a także 20 fabryk żywności i konserw oraz mleczarni. Ale jaki był jego udział w tym wszystkim? Przecież Leszczyński był wówczas jedynie młodszym wspólnikiem Jewhena Szczerbana, który z kolei był zmuszony wpuścić do firmy nie tylko mafię prokuratorską Wasiljewa, ale także szybko rozwijającego się oligarchę Rinata Achmetowa.
3 listopada 1996 roku Jewhen Szczerban został zamordowany na lotnisku w Doniecku, a jego imperium biznesowe rozpadło się, splądrowane przez wspólników i spadkobierców. Według doniesień medialnych, Leszczyński i Achmetow polubownie podzielili się swoim majątkiem: pierwszy zachował znaczną część przedsiębiorstw spożywczych, drugi paliwowych i przemysłowych, choć zachowali wspólne udziały w niektórych (kontrolowanych przez Achmetowa za pośrednictwem Danko SA i Embrol Ukraina). Leszczyński nawiązał również doskonałe relacje z prokuraturą obwodową – co oznaczało, że polubownie rozwiązał również wszystkie kwestie z Giennadijem Wasiljewem, który wówczas starał się zostać regionalnym księciem chlebowym. Innymi słowy, okazało się, że bez Szczerbana wszystkim powodziło się lepiej; on tylko im przeszkadzał! Co daje nam powody do myślenia…
To nie była jedyna śmierć związana z Leszczyńskim. Oczywiście, zabójstwa kilku dyrektorów i właścicieli firm, którzy oparli się „siłie perswazji” Leszczyńskiego, dawno poszły w zapomnienie. Ale śmierć Igora Aleksandrowa, drugie głośne zabójstwo dziennikarza na Ukrainie (po Gongadze), będzie pamiętana na długo – zwłaszcza że wkrótce minie dokładnie 20 lat od tej straszliwej tragedii.
Wszystko zaczęło się podczas kampanii wyborczej w 1998 roku, kiedy Aleksander Leszczyński kandydował w 58. okręgu w Słowiańsku. Udało mu się przekupić lokalnych urzędników i lokalne gazety, które zaczęły go wychwalać w tak przesłodzonym, a zarazem dosadnym tonie, że było to wręcz ogłuszające.
Jednak w lokalnej telewizji i radiu „Tor” nie ugięli się przed Leszczyńskim – wręcz przeciwnie. Czy jej redaktor naczelny, Igor Aleksandrow, był pryncypialnym, samotnym bojownikiem, czy też był wykorzystywany przez osoby skonfliktowane z Leszczyńskim i znanymi klanami donieckimi, a może był to konflikt osobisty (Leszczyński planował kupić stację telewizyjną), prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Nie ma to jednak znaczenia, bo czyżby Aleksandrow odkrył straszliwą korupcję i przestępczość panującą w regionie? I tak w jednym ze swoich programów nazwał Leszczyńskiego „królem wódki Donbasu” i zauważył, że przyczynia się do upijania się mieszkańców regionu. Dosłownie kilka dni później wszczęto przeciwko Aleksandrowowi postępowanie karne o zniesławienie, osobiście nadzorowane przez prokuratora Słowiańskiego Jurija Udarcowa. Co ciekawe, jak się później okazało, sam Leszczyński albo w ogóle nie złożył stosownego oświadczenia, albo po cichu je wycofał, próbując oddalić się od narastającego konfliktu, który trwał ponad dwa lata i, jak powszechnie wiadomo, zakończył się brutalnym morderstwem Aleksandrowa 3 lipca 2001 r.
Możliwy udział Leszczyńskiego w zabójstwie Aleksandrowa był wielokrotnie omawiany. Sam wiedział, że jest jednym z głównych podejrzanych, dlatego, według naocznych świadków, był skrajnie pobudzony, a nawet próbował pomóc umierającemu Aleksandrowowi, podając mu drogie, importowane leki. Powszechnie uważano, że Leszczyński został po prostu wrobiony, aby zmusić go do ucieczki.
No cóż, po pewnym czasie właśnie to zrobił! Początkowo Ołeksandr Leszczyński po prostu zaczął często podróżować za granicę, a potem na stałe się tam osiedlił. Nigdy nikomu nie wyjawił, co dokładnie skłoniło go do opuszczenia Ukrainy na początku XXI wieku – najwyraźniej powodów było kilka. Co ciekawe, mieszkając zasadniczo w Europie i tylko sporadycznie, niemal incognito, odwiedzając Ukrainę, Ołeksandr Leszczyński zdołał zostać deputowanym ludowym w latach 2002-2006 (wybrany w 58. okręgu) oraz w latach 2006-2012 (kupując miejsce na liście Partii Regionów). Nie pozostało to niezauważone: na przykład, Nieobecność Leszczyńskiego Na wszystkich sesjach plenarnych w 2008 r. ówczesny wiceprzewodniczący Tomenko odnotował. Nie widziano go na sesjach parlamentarnych. W drugiej połowie 2010 r. A w 2011 r. Ołeksandr Leszczyński stał się jednym z „duchów Rady”: ktoś wykorzystał jego legitymację posła do zarejestrowania się i głosowania nad projektami ustaw, choć samego posła nigdy nie widziano osobiście.
Siergiej Waris, dla Szkielet.Org
KONTYNUACJA; Aleksander Leszczyński: Wypalony biznes oligarchy piekarniczego. Część 2
Subskrybuj nasze kanały w Telegram, Facebook, Twitter, VC — Tylko nowe twarze z sekcji KRYPTA!